Reklama

Pracownicy mieli zyskać, stracili najwięcej. Kulisy zakazu handlu

zmęczona kasjerka
Zakaz handlu w niedziele zmienił strukturę rynku. Niekoniecznie na korzyść pracowników. / Fot. Shutterstock/Nicoleta Ionescu
Zakaz handlu w niedziele miał chronić pracowników sektora handlowego. W praktyce, jak alarmuje Związkowa Alternatywa, doprowadził do chaosu prawnego i pogorszenia warunków pracy. W niedziele otwarte są głównie małe sklepy, gdzie standardy zatrudnienia są najniższe, a zamknięte pozostają dyskonty i supermarkety, w których ochrona pracowników jest relatywnie najwyższa. Związkowcy proponują radykalną zmianę: zamiast zakazu – bardzo wysokie płace za pracę w niedziele.

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Reklama

Siedem lat po wprowadzeniu zakazu handlu w niedziele coraz trudniej mówić o spójnym systemie regulującym pracę sklepów. Przepisy zawierają liczne wyjątki, które, aniem związkowców, całkowicie rozmywają sens ustawy.

– Zakaz handlu w niedziele miał chronić pracowników. W praktyce chroni głównie fikcję prawną – mówi Piotr Szumlewicz. – Mamy tysiące otwartych sklepów, ogromne różnice w warunkach pracy i brak jasnych zasad, które faktycznie poprawiałyby sytuację zatrudnionych – dodaje.

Z danych platformy mplatform wynika, że w niedziele określane jako niehandlowe działa blisko 60 proc. sklepów. Oznacza to, że większość handlu funkcjonuje normalnie, a ograniczenia dotyczą jedynie części rynku.

Małe sklepy otwarte, pracownicy bez realnej ochrony

Kluczowym problemem nie jest jednak sama liczba otwartych placówek, lecz ich struktura. W niedziele działają przede wszystkim małe sklepy – to właśnie tam, jak wskazuje Związkowa Alternatywa, najczęściej dochodzi do naruszeń praw pracowniczych.

– To w małych sklepach pensje są najniższe, dzień pracy najdłuższy, a pracownicy mają najsłabszą pozycję negocjacyjną – podkreśla Szumlewicz. – Nie ma związków zawodowych, kontrole są rzadkie, a Kodeks pracy bywa traktowany bardzo umownie.

Jednocześnie konsumenci płacą w tych placówkach wyższe ceny, często za towary gorszej jakości. Handel w niedziele koncentruje się więc tam, gdzie ochrona pracowników jest najsłabsza.

Dyskonty i supermarkety zamknięte mimo wyższych standardów

Paradoks polega na tym, że w niedziele zamknięte pozostają przede wszystkim duże placówki handlowe – dyskonty, supermarkety i hipermarkety. Zdaniem związkowców to właśnie w tym segmencie rynku standardy zatrudnienia są relatywnie najwyższe, a naruszenia prawa pracy zdarzają się rzadziej niż w małych sklepach.

– Przepisy wypychają handel do miejsc, gdzie pracownik jest najsłabiej chroniony. To całkowite odwrócenie logiki prawa pracy – ocenia przewodniczący Związkowej Alternatywy.

Niedziela bez wynagrodzenia i handel w święta

Sytuację dodatkowo pogorszyły zmiany z 2021 r., które dopuściły możliwość nieodpłatnej pracy w handlu w niedziele. Właściciele małych sklepów mogą korzystać z darmowej pomocy członków rodziny, co, zdaniem związkowców, podważa podstawowe zasady prawa pracy.

Równocześnie stopniowo rozszerzano handel w dni świąteczne. Dziś tysiące sklepów działa m.in. w Święto Niepodległości, a nawet w Boże Narodzenie.

Radykalna alternatywa: bardzo wysokie płace

Zamiast kolejnych wyjątków Związkowa Alternatywa proponuje całkowite odejście od obecnego modelu. Kluczowym elementem nowego rozwiązania miałoby być 2,5-krotnie wyższe wynagrodzenie za pracę w niedziele.

– Jeśli praca w niedzielę jest konieczna, powinna być wyjątkowo dobrze opłacana – podkreśla Szumlewicz. Przy obecnej płacy minimalnej oznaczałoby to niemal 80 zł brutto za godzinę pracy.

Zdaniem związkowców taki mechanizm zmieniłby strukturę handlu: małe sklepy, oparte na niskich kosztach pracy, pozostałyby zamknięte, a otwarte byłyby duże placówki, które są w stanie funkcjonować przy wyższych standardach zatrudnienia.

Kontrola w Dino ujawnia szokujące warunki. PIP potwierdza naruszenia

Kontrola w Dino ujawnia szokujące warunki. PIP potwierdza naruszenia

Państwowa Inspekcja Pracy ujawniła wstępne wyniki kontroli w marketach Dino w całej Polsce. Inspektorzy potwierdzili liczne nieprawidłowości zgłaszane przez pracowników, w tym naruszenia przepisów BHP, problemy z temperaturą w sklepach oraz poważne braki kadrowe. Równolegle narasta spór zbiorowy między związkami zawodowymi a zarządem spółki.

Zimno, przeciągi i kasy przy wejściu. Dino ma poważny problem

Zimno, przeciągi i kasy przy wejściu. Dino ma poważny problem

Państwowa Inspekcja Pracy prowadzi kontrole w sklepach sieci Dino, po sygnałach o zbyt niskiej temperaturze na salach sprzedaży. Związkowcy alarmują, że w wielu placówkach było nawet 12–15 stopni Celsjusza, a pracownice na kasach siedziały tuż przy wejściach bez kurtyn powietrznych. PIP potwierdza kontrole w kilku regionach kraju.

Reklama

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Reklama
Reklama