To nie ropa jest największym problemem. Konflikt na Wschodzie uderzył w czuły punkt branży technologicznej
Ataki z ostatnich tygodni objęły strategiczne instalacje gazowe i eksportowe. Największe na świecie irańskie złoże South Pars utraciło ok. 12 proc. produkcji. Poważnie uszkodzony został też katarski hub Ras Laffan, odpowiadający za ok. 20 proc. światowego handlu LNG. Jednocześnie globalny rynek ropy stracił w marcu ponad 10 mln baryłek dziennie. To największe zakłócenie podaży w historii.
– Odbudowa uszkodzonych instalacji LNG szacowana jest na 3–5 lat. To nie jest zwykły szok cenowy, który rynek jest w stanie szybko zneutralizować. Ostatnie tygodnie fundamentalnie zmieniają sposób funkcjonowania światowej gospodarki. Mamy do czynienia z fizycznym brakiem surowców i zniszczoną infrastrukturą – komentuje Dominik Baldowski, analityk rynkowy z Finax.
Sparaliżowana logistyka
Cieśnina Ormuz, przez którą transportowano wcześniej ok. 20 proc. światowej ropy, funkcjonuje w bardzo ograniczonym zakresie. Przepływy spadły z ok. 20 mln do mniej niż 4 mln baryłek dziennie. Jednocześnie składki ubezpieczeniowe dla tankowców wzrosły z poziomu ok. 0,2 proc. wartości statku do 7–10 proc., co oznacza milionowe koszty pojedynczego rejsu.
– Surowiec istnieje, ale nie może zostać dostarczony do odbiorcy. To oznacza zerwanie podstawowej zależności między podażą a popytem i dużą zmienność cen w różnych regionach świata – mówi Dominik Baldowski.
Analityk rynkowy z Finax dodaje, że w Azji ceny LNG wzrosły o ponad 140 proc., bo region jest silnie uzależniony od importu. W Europie rośnie presja cenowa – benchmark TTF przekroczył poziom 60 €/MWh, mimo że fizycznych braków gazu jeszcze nie ma.
Kryzys uderza w technologię, AI i sektor medyczny
Konflikt ma też mniej oczywiste konsekwencje dla sektora technologicznego. Ograniczenie produkcji LNG w Katarze doprowadziło do gwałtownego spadku podaży helu – surowca kluczowego dla produkcji półprzewodników i infrastruktury IT. Hel powstaje jako produkt uboczny przy przetwarzaniu gazu ziemnego, dlatego wstrzymanie produkcji LNG automatycznie ogranicza jego dostępność.
Ponieważ Katar odpowiadał za ok. 30 proc. globalnych dostaw, rynek z dnia na dzień znalazł się w deficycie, a ceny na rynkach spot wzrosły o 40–100 proc. Problem w tym, że hel, wykorzystywany m.in. w produkcji półprzewodników, nie ma realnego zamiennika.
– Sektor półprzewodników zużywa ok. 20–25 proc. światowej produkcji helu, a jego znaczenie rośnie wraz z rozwojem sztucznej inteligencji. Producenci chipów mają zapasy na kilka miesięcy, ale nie są samowystarczalni. Jeśli przerwy w dostawach się wydłużą, skutkiem będzie nie tylko wzrost cen, ale także spadek produkcji i wydajności chipów. To przełoży się na cały łańcuch technologiczny – komentuje Dominik Baldowski.
Na tym jednak nie koniec. Hel jest kluczowy dla infrastruktury AI. Nowoczesne centra danych wykorzystują dyski twarde wypełnione tym gazem. Bez niego nie będzie możliwa produkcja na odpowiednią skalę, co wywoła presję zarówno na ceny, jak i dostępność przestrzeni do przechowywania danych.
– Według szacunków nawet połowa planowanych inwestycji w centra danych w USA na 2026 r. została wstrzymana lub anulowana. Oznacza to, że konflikt pośrednio uderza w rozwój AI, który miał być jednym z głównych motorów wzrostu w najbliższych latach – mówi Dominik Baldowski.
Problemy z dostępnością helu mogą uderzyć też w sektor medyczny. Ciekły hel jest niezbędny do działania aparatów MRI. Jego niedobór może oznaczać znaczne ograniczenia w diagnostyce, gdzie nie ma łatwych zamienników ani szybkich rozwiązań.
Wpływ na konsumentów i inwestorów
Ekspert z Finax podkreśla, że obecna sytuacja może mieć charakter strukturalny, a nie przejściowy. Oznacza to utrzymującą się presję inflacyjną oraz wyższe ceny wielu dóbr – od paliw po elektronikę.
– Weszliśmy w okres zwiększonej niepewności. Dla inwestorów to konieczność jeszcze większej dywersyfikacji i ostrożnego podejścia do ryzyka. Stabilność portfela jest dziś ważniejsza niż próba krótkoterminowego wykorzystania zmienności – mówi Dominik Baldowski i dodaje, że obecny kryzys może zakończyć erę relatywnie taniej i stabilnej energii. Pokazuje, że nawet najbardziej zaawansowane technologie ostatecznie zależą od podstawowych surowców, a ich deficyt szybko rozlewa się na całą gospodarkę.