Reklama

Tanie programowanie

Dominik Laskowski
Dominik Laskowski / Fot. materiały prasowe
Dzięki AI koszt wytworzenia oprogramowania spadł niemal do zera, niszcząc dotychczasowe bariery rynkowe. W 2026 r. inwestorzy rozglądają się już w innym kierunku.
ARTYKUŁ BEZPŁATNY

z miesięcznika „My Company Polska”, wydanie 2/2026 (125)

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Reklama

Jeszcze kilka lat temu model SaaS (Software as a Service) był dla startupów tym, czym gorączka złota dla Kalifornii. Inwestorzy kochali skalowalność, powtarzalne przychody i marginesy zysku sięgające 80-90 proc. Aby wejść do gry, wystarczyło „opakować” jakiś biznesowy problem w ładny interfejs, zatrudnić deweloperów i zacząć sprzedawać subskrypcje. Własny kod był „fosą”, która chroniła biznes przed konkurencją.

W 2026 r. ta stara fosa wyschła, nie istnieje. Satya Nadella, szef Microsoftu powiedział dwa lata wcześniej: „SaaS is dead”. Nie oznacza to jednak, że firmy przestaną używać narzędzi w chmurze, ale że software w starym wydaniu przestał być produktem premium – stał się powszechnym surowcem. AI drastycznie obniżyło próg kompetencyjny i koszt developmentu. Dziś napisanie aplikacji przestało być czymkolwiek wyjątkowym. Gdy technologia staje się tania i powszechna, kapitał naturalnie szuka nowych, trudniejszych do skopiowania przystani. Software przestał być celem samym w sobie – stał się jedynie tanim spoiwem dla znacznie potężniejszych technologii.

Microsoft nie rzuca słów na wiatr i przestawia całą swoją architekturę (Azure, Microsoft 365) na bycie systemem operacyjnym dla AI, gdzie tradycyjne aplikacje stają się po prostu umiejętnościami, z których korzysta sztuczna inteligencja.

Ginący gatunek

Dominik Laskowski, CEO i założyciel autoMEE, spółki dostarczającej firmom narzędzia oparte o AI i automatyzację, potwierdza słowa Nadelli o końcu pewnej ery SaaS. – Jako kategoria SaaS nie umiera. Na wyginięciu jest tylko odmiana SaaS jako ładnego interfejsu do problemu, którego nikt nie policzył i którego nikt nie dowozi operacyjnie. W 2026 r. nie będzie już miejsca na produkty będące kolejną zakładką w przeglądarce i kolejnym miejscem, gdzie trzeba coś przepisać, przeklikać, zsynchronizować i dopilnować, żeby ludzie „robili to poprawnie”. Firmy są zmęczone narzędziami. Rośnie wrażliwość na koszty wdrożeń, onboardingu, integracji i na fakt, że wiele SaaS-ów organizuje pracę, zamiast ją realnie zdejmować z ludzi.

Jednocześnie Dominik Laskowski przyznaje, że koszt wytwarzania oprogramowania drastycznie spada i nadal będzie spadał. AI upraszcza tworzenie funkcji, prototypów i całych aplikacji. Ekspert tłumaczy, że jeśli jedyną przewagą produktu było to, że ktoś napisał kod, ta przewaga będzie kompresowana. Ale z tego nie wynika, że SaaS staje się nieatrakcyjny. – To tylko oznacza, że atrakcyjny stanie się inny SaaS niż ten, do którego przyzwyczaił nas ostatni cykl: mniej „narzędziowy”, bardziej „operacyjny” i sfokusowany na osiąganiu wymiernych korzyści biznesowych.

SaaS ewoluuje w stronę rozwiązań zrośniętych z procesami firmy. W praktyce oznacza to wejście głębiej w workflow: dokumenty, płatności, akceptacje, audyt, integracje z ERP czy bankami, i odpowiedzialność za wynik, a nie tylko dostarczenie funkcji. W efekcie realnie skraca się czas, zmniejsza liczba błędów, porządkuje chaos danych i pojawia się większa kontrola. 

To nie koniec zalet. Mój rozmówca przekonuje, że SaaS w tym nowym wydaniu wciąż jest bardzo skalowalny i trudny do skopiowania nie przez sam kod, tylko przez osadzenie w danych, integracje i system procedur. – Jeśli w 2026 r. jakiś SaaS ma przegrać, to ten, który nie ma prawa istnieć poza własnym UI. Ten, który znika w operacjach i dowozi rezultat, dopiero wchodzi w swój złoty czas – dodaje Dominik Laskowski. No dobrze, ale czy ta ulepszona wersja SaaS będzie nadal atrakcyjna dla funduszy VC? A jeśli nie SaaS, to co? 

Zjedzone interfejsy

Sprawdźmy, jaką przyszłość w technologiach pokazują najważniejsze raporty, które ukazały się w ostatnim czasie. Kluczowy wgląd w tę rewolucję daje raport Gartnera „Top Strategic Technology Trends for 2026”. Eksperci wieszczą nadejście ery Agentic AI (Sztucznej Inteligencji Agentowej). Przewiduje się, że do 2028 r. AI będzie autonomicznie podejmować co najmniej 15 proc. codziennych decyzji zawodowych. To fundamentalna zmiana: skoro inteligentni agenci potrafią samodzielnie poruszać się między systemami i realizować zadania bez udziału człowieka, tradycyjne dashboardy i przyciski stają się zbędne.

Oprogramowanie staje się technologią działającą w ukryciu – niewidoczną i całkowicie wymienną. Jeśli użytkownik nie musi już logować się do twojej aplikacji, bo agent AI załatwia sprawę za niego, przywiązanie do konkretnej marki oraz tradycyjny model opłat za każde stanowisko pracy po prostu przestają mieć sens. Za co właściwie ma płacić klient, skoro nikt nie musi już ślęczeć przed monitorem i ręcznie przeklikiwać się przez kolejne okienka? Gartner sugeruje wprost: wartość przenosi się z samego „posiadania narzędzia” na „zdolność do dostarczania autonomicznego rezultatu”. To zimny prysznic dla tysięcy startupów SaaS, które nie oferują nic poza ładnym opakowaniem dla prostych procesów. Prawdziwa innowacja ucieka tam, gdzie AI musi zmierzyć się z materią, a nie tylko z tekstem na ekranie.

Twardy Deep Tech

Skoro software można dziś sklonować szybciej niż napisać pitch deck, inwestorzy zmieniają będą zmieniać adres. W 2026 r. pieniądz płynie szerokim strumieniem do deeptechu: robotyki, obronności, inżynierii materiałowej i kosmosu. Tam barierą wejścia nie jest sprawny marketing, ale fizyka, skomplikowane regulacje i lata badań w laboratoriach.

– Koszt tworzenia softu dramatycznie spadł. Bariera wejścia w SaaS jest niższa niż kiedykolwiek. Dlatego coraz większy kapitał będzie płynął do dziedzin, które są trudniejsze do skalowania, droższe i bardziej „prawdziwe”. To m.in. robotyka, biotech, defensetech, produkcja, hardware czy space – prognozuje na 2026 r. Andrzej Targosz, partner w Bitspiration VC. - To sektory wciąż niedoszacowane, ale wymagają czegoś, czego nie da się kupić jedną rundą finansowania: unikatowych kompetencji, czasu i ekstremalnej wytrwałości – tłumaczy.

Potwierdzają to twarde dane z raportu State of European Tech 2024. Deeptech stał się nowym fundamentem europejskiego ekosystemu, przyciągając już dwa lata temu niemal jedną czwartą całego kapitału VC na kontynencie. To sektory wykazujące największą odporność na rynkowe zawirowania, bo opierają się na głębokiej własności intelektualnej, której AI nie wygeneruje w pięć minut. Inwestorzy zrozumieli, że w świecie nadmiaru softu, prawdziwym luksusem jest technologia, której nie da się skopiować jednym promptem.

Obronność w cenie

Jednym z najbardziej spektakularnych zjawisk opisanych w artykule GoingVC: „The Rise of Defense Tech” jest przełamanie tabu wokół technologii obronnych. Przez dekady Dolina Krzemowa i europejskie VC omijały sektor militarny szerokim łukiem, uznając go za etycznie śliski i biurokratycznie ociężały. Inwazja Rosji na Ukrainę w 2022 r. zmieniła wszystko. Security stało się nowym SaaS-em.

Według GoingVC, geopolityczna niestabilność fundamentalnie zmieniła kalkulacje inwestorów. Analitycy rynkowi zauważyli, że tanie drony i systemy sterowane przez AI zmieniają zasady na polu walki znacznie szybciej niż skostniałe, wielkie koncerny zbrojeniowe. Dane Atomico potwierdzają ten trend: już w 2024 r. inwestycje w europejski defensetech po raz pierwszy przekroczyły 1 mld dol. rocznie. Co więcej, NATO uruchomiło fundusz innowacyjny o wartości 1 mld euro, by wspierać startupy obronne. Defensetech nie jest już „niszą” – to priorytet narodowy, w którym rządy domagają się zwinności, jakiej brakuje starym graczom. To tutaj buduje się dziś najtrudniejsze do sforsowania „fosy” biznesowe.

Bezpieczna przystań

Inwestowanie w „czystą” zbrojeniówkę wciąż budzi u niektórych opór, dlatego – jak zauważa GoingVC – kluczem do sukcesu stały się technologie dual-use (podwójnego zastosowania). Startupy, które potrafią sprzedać swoją technologię zarówno wojsku, jak i klientom cywilnym (np. analityka satelitarna, cyberbezpieczeństwo, zaawansowane sensory), mają znacznie silniejszą kartę przetargową.

Mogą czerpać zyski z rynku komercyjnego, czekając na długie i skomplikowane kontrakty rządowe. To model, który realizuje m.in. polsko-fiński ICEYE. Budowanie satelitów to trudna technologia, gdzie barierą wejścia jest nie tylko kod, ale przede wszystkim logistyka kosmiczna i inżynieria sprzętowa. Dla VC to idealny bezpiecznik: technologia dual-use pozwala skalować się jak software, ale posiada fizyczną barierę wejścia, która chroni przed nagłym pojawieniem się 10 darmowych konkurentów z Azji.

Krajowe starcie

Na mapie tej rewolucji Polska zajmuje specyficzne miejsce. Z jednej strony mamy niesamowitą bazę talentów AI. Z drugiej strony, jak zauważa Andrzej Targosz, wciąż brakuje nam odwagi w budowaniu „twardych” technologii na dużą skalę. – Cieszy rosnąca widoczność firm bardziej zaawansowanych technologicznie, szczególnie w modelu dual-use. ICEYE to przykład, który powinien być częściej analizowany na polskich uczelniach niż wszystkie copycaty razem wzięte.

Andrzej Targosz ostrzega też przed pułapką publicznego finansowania. Choć środki z PFR są rekordowe, system często premiuje „zgodność z tabelką” zamiast realnej innowacji. W 2026 r., gdy kapitał prywatny stanie się bardziej wybredny i ucieknie w stronę deeptechu, publiczne programy będą musiały przejść weryfikację jakości. Przetrwają te fundusze, które zrozumieją, że deeptech wymaga czasu i unikatowych kompetencji, a nie tylko dobrze wypełnionego arkusza w Excelu.

Nowy ład technologiczny 2026

Wspomniane raporty kreślą spójny obraz: nadchodzi era infrastrukturalnego AI i dostarczania gotowych efektów. Gartner przewiduje, że do 2030 r. aż 80 proc. populacji będzie codziennie wchodzić w interakcję z inteligentnymi robotami. To oznacza, że software stanie się zaledwie „układem nerwowym” znacznie bardziej złożonych, fizycznych systemów.

W 2026 r. nie będziemy już pytać: „Czy twój startup używa AI?”, bo to będzie tak oczywiste, jak używanie prądu. Być może pytanie będzie brzmieć: „Co twój startup potrafi zrobić w świecie rzeczywistym, czego AI nie wygeneruje w sekundę?”. Zwycięzcy to ci, którzy odważą się wyjść poza ekran. Nowa fala innowacji nie będzie miała tylko ładnych dashboardów – będzie pachnieć halą produkcyjną, laboratorium i testami na poligonie. Era łatwego zarabiania na kodzie się skończyła. Zaczyna się era wielkiej inżynierii.

My Company Polska wydanie 2/2026 (125)

Więcej możesz przeczytać w 2/2026 (125) wydaniu miesięcznika „My Company Polska”.


Zamów w prenumeracie

Reklama

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Reklama
Reklama