Startupowiec i inwestor w jednym. Przemek Kadula o tym, jak budować firmy generujące miliony
Bunt jako motywacja do tworzenia
Wszystko zaczęło się od narastającego poczucia bezsensu, które bywa najskuteczniejszym paliwem dla innowacji. Jako student Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, Przemek Kadula codziennie obserwował ten sam, niemal średniowieczny rytuał: setki młodych ludzi, stłoczonych w dusznej auli, gorączkowo przepisywały do zeszytów słowa wykładowcy. To mechaniczne powielanie informacji, pozbawione krytycznego myślenia i realnej interakcji, wydało mu się absurdem, którego nie można było dłużej ignorować. W 2009 r. narodził się „Notatek” – platforma, która połączyła milion zarejestrowanych użytkowników z największymi pracodawcami.
– Moja historia zaczęła się od obserwacji, że sposób prowadzenia zajęć na studiach jest skrajnie nieefektywny i niemal całkowicie pozbawiony praktycznego przygotowania do rzeczywistego biznesu. Chciałem rzucić wyzwanie systemowi, w którym student przychodzi na wykład tylko po to, by mechanicznie zapełnić zeszyt notatkami, zamiast wchodzić w głęboką merytoryczną dyskusję z prowadzącym lub poświęcić zaoszczędzony czas na zdobywanie praktycznego doświadczenia. Tak powstał Notatek, gdzie zdigitalizowaliśmy 120 tysięcy materiałów i udostępniliśmy je studentom. Działaliśmy w duchu ideii “flipped clases”, czyli udostępnieniu materiałów z zajęć przed. Część wykładowców groziła mi wyrzuceniem z uczelni, bo uważali, że promuję ściąganie. Byli to ci wykładowcy, którzy po prostu na swoich wykładach szli po najmniejszej linii oporu i skupiali się na czytaniu i omawianiu definicji. Wtedy zrozumiałem, że trafiliśmy, bo nasz produkt wywoływał emocje związane z koniecznością zmiany statusu quo. Student miał dostęp do notatek przed zajęciami więc wykładowca musiał wnieść dodatkową wartość podczas zajęć, żeby studenci chcieli brać w nich udział. Szybko okazało się, że ruch w serwisie wystrzelił, a my musieliśmy błyskawicznie uczyć się zarabiania w czasach, gdy za dostęp do treści w internecie nikt nie chciał płacić. To był mój pierwszy kontakt z prawdziwą przedsiębiorczością i lekcja, że ciekawa wizja i popularność rozwiązania, to za mało, żeby zrobić zdrowy finansowo biznes – opowiada Przemek.
Chęć zrobienia czegoś lepiej, jako motywacja do tworzenia. Wykup inwestorów i skupienie się na generowaniu zysków.
W Notatek.pl postawiono ostatecznie na model biznesowy oparty o kampanie rekrutacyjne i employer brandingowe topowych pracodawców, którzy poszukiwali najlepszych talentów na praktyki staże. Rozmawiając z klientami, Przemek zauważył, że to kandydaci zaczynają dyktować warunki na rynku pracy. Tradycyjne portale z ogłoszeniami dawały duży spływ CV, ale większość z nich nie była dopasowana. Agencje rekrutacyjne działające wtedy właściwie wyłącznie w modelu 100% “success fee” miały wizerunek drogich i wpychających kandydatów do “gardła”.
To był 2014 rok i zaczynał rozwijać się dynamicznie rynek pracy kandydata. Klienci notatek.pl najwiekszą wartość widzieli w wewnętrznyc programach referencyjnych, w których pracownicy polecali swoich znajomych. Zaczęły się też dziać na poważnie inwestycje w benefity, które miały przyciągnąć top talenty. I wtedy narodziły się Skillveo oraz Talent Place. Skillveo to platforma e-learningowa sprzedawana w modelu B2B, która oferowała dostęp do aktualnej wiedzy, podanej w krótkich 5-minutowych lekcjach. Ten drugi projekt opierał się na rekrutacji opartej o zbudowane już wcześniej relacje. Kadula zbudował armię profesjonalnych rekruterów, którzy zamiast na algorytmach, polegali na własnych, zbieranych latami bazach kandydatów.
– W Talent Place zrozumieliśmy, że rynek pracy definitywnie stał się rynkiem pracownika, do którego trzeba wychodzić aktywnie i z dużą dozą autentyczności, zamiast biernie czekać na spływ aplikacji. Zbudowaliśmy sieć specjalistów operujących na własnych relacjach, co pozwoliło nam dostarczać kluczowe talenty tam, gdzie tradycyjne agencje i portale ogłoszeniowe tonęły w morzu nieadekwatnych zgłoszeń. Nie działaliśmy w modelu czystego “success fee” – zawsze pobieraliśmy opłatę na start, więc kandydatów szukaliśmy indywidualnie dla danego klienta, a nie wysyłaliśmy tego samego człowieka do wielu klientów. Sukces tej firmy okazał się dla mnie nie tylko sukcesem finansowym, ale przede wszystkim momentem przełomowym, który umożliwił mi zmianę perspektywy z budowniczego własnych rozwiązań na inwestora wspierającego wizje innych liderów. Umożliwił mi też wykupienie wszystkich inwestorów, którzy przez lata dołączali do spółki i zmianę strategii z poleganiu na kapitale pd VC na szukaniu i generowaniu zysków. To sprawiło, że skupiłem się na szukaniu wartości dla klientów, nie inwestorów.– mówi Przemek.
Matematyka zysku i psychologia partnerstwa
Dziś mój rozmówca operuje także jako inwestor na styku dwóch światów: stabilnych, dochodowych firm usługowych oraz ryzykownych, wizjonerskich projektów technologicznych. Jego portfolio, w skład którego wchodzi All IT Club, który w drugim roku działalności (2024) zrobił przychód na poziomie 13 mln zł, czy wykorzystujący sztuczną inteligencję w generowaniu leadów B2B Outbound Republic, to dowód na to, że technologia najlepiej sprawdza się tam, gdzie stoi za nią solidny fundament finansowy. Szybkie sukcesy są m.in. efektem synergii między spółkami Przemka Kaduli oraz realizacji kluczowych procesów bieznesowych takich jak leadowanie, rekrutacja, administracja i finanse. Te ostatnie, dostarczane są przez Everputive, firmę, która w całości należy do Przemka Kaduli i pełni rolę “wehikułu inwestycyjnego”. Jednak to, co najciekawsze dzieje się poza arkuszem kalkulacyjnym. Jako anioł biznesu, Przemek kładzie ogromny nacisk na to, co nazywa dynamiką między założycielami, wierząc, że charakter liderów jest ważniejszy niż linijki kodu.
– Wiele z moich refleksji na temat inwestowania narodziło się podczas rozmów z Markiem Kapturkiewiczem z Innovation Nest, który zauważył, że większość projektów, które nie spełniły pokładanych w nich nadziei, rozsypała się na poziomie relacji między ludźmi, a nie z powodów technologicznych. Można sprawdzić patenty i zweryfikować rynek, ale najtrudniejszą rzeczą pozostaje ocena, jak wspólnicy będą ze sobą współpracować w momentach skrajnego napięcia i niepewności. Kluczowe jest, czy potrafią uzupełniać się kompetencyjnie, ale równie istotne jest to, czy wyznają te same wartości i czy potrafią zrezygnować z doraźnych korzyści na rzecz budowania długofalowej siły firmy. Sam dobieram partnerów na lata, często spośród przyjaciół, bo zaufanie jest jedynym trwałym bezpiecznikiem w świecie, gdzie wizja biznesowa musi nieustannie zderzać się z nieprzewidywalną rzeczywistością – przyznaje inwestor.
Granica między wizją a kłamstwem
W świecie, w którym popularne stało się hasło o udawaniu sukcesu aż do jego osiągnięcia (“Fake it till you make it”), Przemek stawia wyraźną kreskę między optymizmem a manipulacją. Przywołując postać Elizabeth Holmes jako mroczną przestrogę, podkreśla, że autentyczność jest fundamentem, którego nie wolno naruszać nawet w imię najszczytniejszych idei. Dla Przemka przedsiębiorca może być lekko szalonym wizjonerem, pod warunkiem, że nie myli pozytywnej interpretacji faktów z ich całkowitym fałszowaniem. Prawda w biznesie, choć czasem niewygodna, jest jedyną drogą do zbudowania czegoś, co przetrwa próbę czasu.
– Uważam, że w biznesie można i należy być uczciwym, choć branża innowacji często opiera się na entuzjazmie graniczącym z pewną dozą szaleństwa czy wręcz naiwności, bo bez tego trudno byłoby tworzyć rzeczy przełomowe. Istnieje jednak zasadnicza różnica między interpretowaniem faktów przez pryzmat pozytywnej, śmiałej wizji, a ordynarnym kłamstwem, które staje się fundamentem oszustwa, jak widzieliśmy to w głośnych przypadkach ostatnich lat. Jeśli komunikując się z partnerami czy inwestorami, świadomie mijasz się z prawdą tylko po to, by pozyskać środki, to niszczysz fundament, na którym opiera się cały ekosystem zaufania. Wizja jest ambitnym kierunkiem, który może się po drodze zmieniać i ewoluować, ale musi ona wypływać z realnych przesłanek, a nie z chęci manipulowania rzeczywistością dla doraźnych zysków – mówi przedsiębiorca.
Maseczka tlenowa i prawo do cienia
Przez lata Przemek Kadula żył w przekonaniu, że firma jest jak żywe dziecko, które wymaga absolutnego poświęcenia, często kosztem własnego zdrowia i relacji. Spowolnienie rynkowe, pandemia oraz zmiana geopolityczna stały się dla niego momentem bolesnego, ale potrzebnego przebudzenia. Zrozumiał, że lider, który nie dba o własną energię, staje się obciążeniem dla swojej organizacji. Dziś odrzuca kult nieustannej pracy na rzecz koncepcji dopasowania pracy do życia, wierząc, że tylko wypoczęty i spokojny człowiek jest w stanie podejmować trafne, strategiczne decyzje.
– Przez ponad dekadę żyłem w głębokim przekonaniu, że rozwój moich firm musi stać wyżej w hierarchii priorytetów niż ja sam, co ostatecznie doprowadziło mnie do momentu skrajnego wyczerpania i utraty radości z codziennych sukcesów. W naszej kulturze biznesowej dominuje szkodliwe przekonanie, że jeśli nie poświęcisz każdej wolnej chwili i nie zaryzykujesz całego swojego spokoju, to nie zasługujesz na miano prawdziwego przedsiębiorcy. To pułapka, ponieważ w sytuacjach kryzysowych lider bez sił nie jest w stanie pomóc nikomu – dokładnie tak, jak w instrukcji lotniczej, gdzie najpierw musimy założyć maseczkę tlenową sobie, by móc później uratować innych. Dziś uczę się odpuszczania i dbania o własną energię, bo zrozumiałem, że bez regeneracji i jasności umysłu nie będę miał z czego “dolewać' energii moim projektom w momentach, gdy rynek wystawia nas na najcięższą próbę – stwierdza.
Przestrzeń AI: Bitwa o trzeci wymiar
Obecnie Przemek Kadula kieruje swoją uwagę tam, gdzie kończy się płaski ekran smartfona, a zaczyna rzeczywistość przestrzenna. Jego najnowsze zaangażowanie w firmę “pirxe”” to próba oswojenia jednego najtrudniejszych obszarów sztucznej inteligencji – świata w 3D. “pirxe” buduje technologie, które pozwalają maszynom „widzieć” i rozumieć fizyczną głębię obiektów. To wyzwanie o ogromnej skali, które wymaga nie tylko potężnych mocy obliczeniowych, ale przede wszystkim pokory wobec danych.
– Wierzę, że rzeczywistość przestrzenna to kolejna wielka platforma technologiczna, która całkowicie zmieni sposób, w jaki spędzamy czas i wchodzimy w interakcje z otaczającym nas światem. Obecnie obszar 3D jest jedną z najtrudniejszych dziedzin w rozwoju sztucznej inteligencji, ponieważ w przeciwieństwie do tekstu czy obrazu, brakuje nam ogromnych i spójnych zbiorów danych, na których moglibyśmy trenować nasze modele. W “pirxe” budujemy zarówno zaawansowany hardware do tworzenia skanów 3D, jak i oprogramowanie, które pozwalają tworzyć cyfrowe odwzorowania obiektów z niespotykaną dotąd precyzją, co jest kluczowe dla e-commerce, czy rozwoju robotyki humanoidalnej w przyszłości. To wyzwanie, które wymaga od nas cierpliwości i ciągłego poszukiwania nowych dróg, ponieważ stawką jest stworzenie zupełnie nowego sposobu interakcji z produktami oraz technologii, która pozwoli robotom i maszynom rozumieć świat fizyczny tak naturalnie, jak robi to ludzkie oko – mówi na koniec mój rozmówca.
Przemek Kadula pokazuje, że największa siła w biznesie nie płynie z kurczowego trzymania się własnego krzesła, ale z umiejętności płynnego przechodzenia między rolą architekta, który stawia fundamenty, a rolą mecenasa, który pozwala innym urosnąć – zachowując przy tym jasność umysłu, która w świecie technologii jest rzadsza niż najczystszy kod.
Które startupy mogą zawojować świat w 2026? Prognoza Kasi Krogulec
W świecie startupów łatwo o zachwyt nad tabelkami, ale ja szukam charakteru: odwagi bycia pierwszym w niszach pozornie nieopłacalnych, determinacji w starciu z globalnymi priorytetami czy wręcz zuchwałości, by po spektakularnej klęsce zacząć wszystko od nowa. To właśnie ten brak lęku przed trudnymi tematami sprawia, że poniższa szóstka to coś znacznie więcej niż tylko dobrze rokujące biznesy – to dowód na to, że prawdziwa innowacja rodzi się tam, gdzie inni widzieli tylko ryzyko.