Przyszłość jest teraz

Joanna Hetnarowicz
Joanna Hetnarowicz, fot. materiały prasowe
Pomagamy polskim naukowcom wypłynąć na szerokie, światowe wody – mówi Joanna Hetnarowicz, prezes spółki Genuin.
ARTYKUŁ BEZPŁATNY

z miesięcznika „My Company Polska”, wydanie 11/2022 (86)

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Czy polskie innowacje medyczne mogą podbić świat?

Już to robią, tylko nie zawsze w Polsce. 

Bo naukowcy uciekają z Polski?

„Uciekają” to złe sformułowanie. Gdyby Robert Lewandowski cały czas grał w Zniczu Pruszków, nie odniósłby takiego sukcesu. Czy to źle, że poszedł do ligi niemieckiej, a później hiszpańskiej? Polska nauka też ma swoich Lewandowskich. Musimy myśleć w kategoriach globalnych, zwłaszcza gdy, tak jak Genuin, zajmujemy się projektami, które mają szanse ratować życie milionom ludzi na świecie. Zespoły naukowców, które odnoszą największe sukcesy, mają międzynarodowy charakter.

Pani firma pomaga znaleźć finansowanie startupom z branży life sciences, czyli m.in. medycyny, farmacji czy biotechnologii. Skąd pomysł na taką działalność?

Od 2014 r. prowadzę firmę HNR, która zajmuje się pozyskiwaniem dotacji unijnych dla przedsiębiorców. Na początku zakres naszej działalności był dosyć szeroki, ale z czasem zaczęliśmy się specjalizować w pozyskiwaniu środków na badania i rozwój właśnie dla sektora life sciences. Odnieśliśmy duży sukces, firma z powodzeniem istnieje do dziś, ale w pewnym momencie dostrzegłam pewien szklany sufit.

Jaki?

Gdy startupy z tego sektora mają za sobą udane badania przedkliniczne na zwierzętach, powinny przejść do badań klinicznych na ludziach. Niestety, są to badania bardzo drogie, ich koszty są najczęściej zbyt wysokie, aby móc finansować je ze środków publicznych. Z przykrością obserwowałam, że wiele innowacyjnych projektów właśnie w tej fazie umiera. Stąd pomysł, by finansowania ich dalszej realizacji szukać na rynku private equity, głównie wśród funduszy venture capital. Tak właśnie narodziła się moja druga firma – Genuin – którą rozwijam z zespołem utalentowanych ludzi z pasją. Wspólnie chcemy sprawić, aby Polska stała się lepszym miejscem, w którym nauka łączy się z biznesem.  

Inwestorów szukacie nie tylko w Polsce.

A nawet głównie poza nią. Talent jest rozłożony równomiernie na całym świecie, ale kapitał już niestety nie. Pamiętajmy, że nasz ekosystem innowacji jest bardzo młody. Mimo wielu starań i nakładów, dopiero uczymy się efektywnego transferu technologii z uczelni do biznesu. No i przede wszystkim w Polsce wciąż nie mamy dużego kapitału. Tak naprawdę biznes rozwija się u nas dopiero od 30 lat. O ile innowacyjnej firmie uda się z powodzeniem zebrać na rodzimym rynku, powiedzmy, 2 mln zł, to z 20 mln jest już problem, nie mówiąc o 120. 

Na rynku jest mnóstwo startupów, które szukają finansowania u funduszy venture capital. Co zrobić, by inwestorzy z zagranicy dostrzegli akurat naukowca z Polski?

To właśnie nasze najważniejsze zadanie. Naukowcy, którzy się z nami kontaktują, często przygotowali wcześniej własne prezentacje i rozesłali dziesiątki, jeśli nie setki informacji o swoich projektach do potencjalnych inwestorów. Niestety, bez odzewu. Nam jest łatwiej, bo mamy rozbudowaną sieć kontaktów, m.in. w USA, Japonii czy Izraelu, dysponujemy też kapitałem zaufania, który w tego typu rozmowach jest kluczowy. Pytał pan o to, czy naukowcy muszą wyjeżdżać z kraju. Jak najbardziej, startupy, które pozyskują finansowanie za granicą nadal mogą prowadzić badania i rozwijać biznes w Polsce. Czasem jednak, przy większych kwotach, inwestorzy zagraniczni mogą mieć swoje specyficzne wymagania, w tym związane z przeniesieniem operacji finansowych, czy samych badań za granicę. Z punktu widzenia projektu, który ma szansę na uratowanie życia, czy znaczącą poprawę zdrowia dla milionów ludzi, to, czy jego twórca rozwija ten projekt w Polsce, USA czy Japonii, ma drugorzędne znaczenie. Ważne, aby w ogóle miał taką możliwość i abyśmy skutecznie pomagali naszym naukowcom wypłynąć na szerokie, światowe wody i pełnili funkcję pomostu między nimi a biznesem. 

Rozumiem, że nie ograniczacie się do szukania inwestorów?

Oprócz pozyskiwania kapitału, pomagamy także we wdrożeniu produktu na rynek. Staramy się odciążać lekarzy i naukowców we wszystkim, w czym możemy, począwszy na project managemencie, a kończąc na marketingu. Chcemy, aby oni sami mogli się skupiać na tym, co robią najlepiej, czyli na swoich badaniach, niejednokrotnie genialnych. Mówiąc o geniuszu wcale nie przesadzam. Jednym z naszych obecnych klientów jest spółka Polbionica. Nie boję się powiedzieć, że jej założyciel prof. Michał Wszoła ma szansę dokonać przełomu w światowej medycynie.

Opowie pani o tym projekcie? 

Dzięki pracy w Fundacji Badań i Rozwoju Nauki, która jest jednostką naukową prowadzącą ten projekt od samego początku, a także współpracy z Warszawskim Uniwersytetem Medycznym, z którego się on wywodzi, Politechniki Warszawskiej i Instytutu Nenckiego PAN oraz wsparciu NCBiR, prof. Wszoła wraz z całym zespołem opracowali bioniczną trzustkę, która jest drukowana z żywych komórek w technologii biodruku 3D. Może być ona wybawieniem dla cierpiących na cukrzycę typu 1. To ciężka, nieuleczalna choroba, która bardzo obniża jakość życia i statystycznie skraca jego długość o 12 lat. Bioniczna trzustka jest wszczepiana do ciała pacjenta. Samoistnie produkuje insulinę i glukagon, dzięki czemu pacjent wraca do całkowitego zdrowia. To absolutny przełom w medycynie!

Na jakim etapie jest w tej chwili projekt?

Pomyślnie przeszedł badania na zwierzętach małych i dużych, co oznacza, że czas na badania kliniczne. I tu zaczynają się schody. Dotychczas projekt pozyskał grant w wysokości 5 mln dol. plus prywatne finansowanie w wysokości ok. 1,3 mln dol. Tymczasem przeprowadzenie pełnych badań na ludziach wymaga ok. 18,5 mln dol. Ale zakończenie badań to jeszcze nie wszystko, później trzeba przejść do komercjalizacji projektu. Szacujemy, że po to, aby bioniczna trzustka stała się powszechnie dostępna, potrzebujemy zebrać łącznie ok. 35 mln dol., co przy dzisiejszym kursie oznacza 170 mln zł. 

Kiedy bioniczna trzustka ma szansę znaleźć realne zastosowanie w leczeniu ludzi?

Wykonanie zabiegów dla pierwszych czterech osób planowane jest na pierwszy kwartał 2024 r. To już naprawdę niedługo, można więc powiedzieć, że przyszłość jest teraz! Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, mamy szansę, by bioniczna trzustka była dostępna dla pacjentów w 2028 r. Jestem przekonana, że już niedługo media na całym świecie będą mówić o przełomie w medycynie polegającym na tym, że przeszczepiony zostaje narząd nie pobrany od innego człowieka, ale wydrukowany. To dla transplantologii fantastyczna perspektywa oznaczająca, że nikt nie musi umierać po to, by ktoś inny mógł żyć. 

W swojej działalności skupiacie się na rozwiązaniach dotyczących ciężkich, często śmiertelnych chorób. Skąd taki wybór?

Jesteśmy otwarci na różne projekty, ale rzeczywiście, im bardziej śmiertelna i rozpowszechniona jest choroba, tym bardziej mieści się ona w zakresie naszego zainteresowania. Chcemy sprawić, by na rynku pojawiały się rozwiązania realnie ratujące ludzkie życie i znacząco wpływające na jego jakość. Oprócz tego, pomagamy naukowcom, którzy opracowują leki na choroby rzadkie. To szczególnie trudne wyzwanie, bo inwestorzy w tej branży oczekują wysokiej stopy zwrotu, tymczasem, jeśli na dane schorzenie choruje niewiele osób, jest z tym problem. My jednak od takich projektów nie stronimy, szukamy różnych kreatywnych rozwiązań finansowych, takich jak pozyskiwanie grantów czy crowdfunding. Sami także inwestujemy w niektóre tego typu przedsięwzięcia. Przykładem może być spółka VeWin, którą założyliśmy z prof. Katarzyną Koziak. Pani profesor opracowała lek na syndrom Parkesa-Webera, czyli właśnie chorobę rzadką, w tej chwili nieuleczalną. U chorych nie wykształca się prawidłowo układ krążenia, przez co są niejednokrotnie zmuszeni do amputacji kończyn, aby ratować swoje życie. Chcemy pomóc prof. Koziak we wdrożeniu leku na tę chorobę na rynek.

Traktuje pani tę działalność bardziej jako biznes czy misję?

Nie potrafię patrzeć na Genuin w kategoriach wyłącznie biznesowych, motywacją do założenia tej firmy nie były pieniądze. Dzięki swojej pierwszej firmie miałam zaszczyt poznać niezwykłych naukowców, którzy każdego dnia udowadniają, że można zmieniać świat na lepsze. Gdy jeden z nich opracował swój innowacyjny wynalazek, uświadomiłam sobie, że gdyby dało się cofnąć czas, prawdopodobnie udałoby się dzięki niemu ocalić życie bardzo bliskiej mi osoby, która przedwcześnie zmarła. To poruszające sytuacje, dzięki którym dosłownie zaczęłam wierzyć w cuda. Nie ukrywam, że Genuin ma jeszcze jeden ważny cel. W naszym społeczeństwie nauka nie zawsze cieszy się należnym szacunkiem. Młodzi ludzie marzą o wiele częściej o karierze influencerów czy youtuberów niż naukowców.

Jak to zmienić?

Pokazując ludzi, których geniusz w połączeniu z ciężką pracą doprowadził do ogromnego sukcesu. Wspomniany już chociażby prof. Michał Wszoła to nie tylko wybitny transplantolog, ale też człowiek, który musiał zdobyć wiele umiejętności, których nikt go na akademii medycznej nie uczył. A więc np. technologii druku 3D, prowadzenia firmy, zarządzania ludźmi itd. Podziwiam jego wytrwałość i upór, bo przecież jego droga nie była usłana różami. Ale na koniec ma realną szansę napisać nowy rozdział w medycynie i zmienić na lepsze życie milionów pacjentów na całym świecie, sprawiając, że cukrzyca typu 1 stanie się chorobą uleczalną. Takie postaci trzeba pokazywać i promować, żebyśmy uwierzyli, że można i warto podążać za marzeniami. 

My Company Polska wydanie 11/2022 (86)

Więcej możesz przeczytać w 11/2022 (86) wydaniu miesięcznika „My Company Polska”.


Zamów w prenumeracie

ZOBACZ RÓWNIEŻ

POLECAMY