Polski biznes zakasuje rękawy [WYWIAD]

Magdalena Zmitrowicz
Magdalena Zmitrowicz
Nauczeni jesteśmy, żeby w trudnych sytuacjach nie narzekać, lecz intensywnie brać się do pracy. W momencie kryzysu związanego z pandemią, ta umiejętność bardzo się przydaje – mówi Magdalena Zmitrowicz, wiceprezes zarządu Banku Pekao S.A., nadzorująca Pion Bankowości Małych i Średnich Przedsiębiorstw.
ARTYKUŁ BEZPŁATNY

z miesięcznika „My Company Polska”, wydanie 3/2021 (66)

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Opracowany przez państwa raport o sytuacji mikro, małych i średnich firm w 2020 r. nie jest zbyt optymistyczny. A został przeprowadzony przed wybuchem drugiej fali pandemii.

Tak. Ale jak wynika z naszego raportu, polscy przedsiębiorcy radzą sobie z pandemią lepiej niż firmy w Europie czy na świecie. Pierwszy lockdown polscy biznesmeni potraktowali jak wybuch wulkanu. A więc jednorazowe zdarzenie, które narobi trochę szkody, ale potem się posprząta i wszystko wróci do normy. Tymczasem później przyszedł drugi wybuch, który dla wielu był bardziej odczuwalny niż pierwszy. Analogiczne badania zrobione teraz mogłyby wskazać gorsze nastroje w niektórych branżach.

Wyniki badań pokazują pewien paradoks. Polscy mali i średni przedsiębiorcy rzadziej niż firmy w Europie czy na świecie deklarują, że koronawirus miał silny wpływ na ich firmę. A jednocześnie znacznie częściej mówią, że zagraża on ich działalności. Jak to wytłumaczyć?

To paradoks pozorny. Nad Wisłą budujemy kapitalizm od niedawna, nasze firmy rodzinne mają po 30, 40 lat. Na Zachodzie to często 150 lat czy nawet więcej. Nagromadzony tam majątek jest znacznie większy niż u nas. 

Nie mamy sreber rodowych, żeby je w trudnym momencie wyprzedawać?

Coś w tym jest. Rozmawiałam ostatnio z właścicielami firmy transportowej, która m.in. dowoziła dzieci do szkół. Wraz z zamknięciem placówek edukacyjnych ich sytuacja się pogorszyła, zaczęli więc pozbywać się nieruchomości. Ale w pewnym momencie doszli do ściany, a fundusz płac w tej firmie wynosił około miliona złotych. Właściciele nie ukrywają, że nie mają już  czego się pozbyć. Pozytywnie oceniają pierwszą tarczę finansową, która pozwoliła im przetrwać, ale teraz czekają na drugą. No i przede wszystkim na odmrożenie gospodarki.

Które nie wiadomo kiedy nastąpi.

W tym problem. Czas otwarcia biznesów będzie kluczowy. Są branże, które sobie nieźle radzą już teraz, jak np. meblarska czy spożywcza. Także wskaźniki takie, jak eksport czy PKB pozwalają być ostrożnym optymistą. 

W czasie ostatnich 12 miesięcy działalność eksportową zadeklarowało 15 proc. przedsiębiorców. 

Niby nie dużo, ale widać, że wiele małych i średnich przedsiębiorstw trochę z eksportem ruszyło. To dobry znak. Podobnie jak wyraźny wzrost sprzedaży online. 

Mimo wszystko, w porównaniu z krajami zachodnimi, z e-commercem jesteśmy mocno w tyle.

Nie narzekajmy, od czegoś trzeba zacząć. Najważniejsze, że całkiem sporo małych i średnich firm się przełamało i zaczęło próbować działać w sieci. Przecież sprzedaż w internecie nie jest taka prosta, wymaga pewnej infrastruktury i logistyki. Wierzę, że ci, którzy zrobili pierwszy krok, wygrają. A takich jest coraz więcej. Jako Bank Pekao także mocno działamy w tej sferze. Podjęliśmy współpracę z Tpay, aby pomóc naszym klientom wejść mocniej w sprzedaż internetową.

Znacznie gorzej jest z inwestycjami. Odsetek firm inwestujących zmniejszył się w porównaniu z poprzednim rokiem. 

Spowodowane jest to niepewnością, która niesie ze sobą cięcie kosztów. Są przedsiębiorcy, którzy nie narzekają na brak zamówień. Mówią jednak: kupiłbym nowe maszyny, ale nie wiem, co będzie za miesiąc czy dwa. Z tego powodu w kolejnych 12 miesiącach projekty inwestycyjne zamierza realizować jedynie 35 proc. ankietowanych MSP. 

Mało.

Dlatego tak ważne są europejskie i rządowe programy pomocowe, takie jak nowa unijna perspektywa czy Nowy Ład. Widać plany otwarcia gospodarki, ruszył program szczepień. Wierzę, że odbicie gospodarcze nastąpi, choć być może nie będzie tak wielkie, jak byśmy sobie marzyli.

Przedsiębiorcy też wierzą?

Wierzą. Charakterystyczne, że w badaniach przedsiębiorcy dużo lepiej oceniali perspektywy na kolejny rok niż obecną sytuację. 

Ale tzw. ogólny wskaźnik koniunktury spadł.

Dosyć istotnie, bo aż o 14 punktów. Trudno się dziwić, bo pandemia była jak tsunami. Mimo wszystko ten spadek jest mniejszy, niż można by oczekiwać. Zwróćmy uwagę, że ogólny wskaźnik koniunktury jest wciąż dużo lepszy niż w 2012 r., kiedy mieliśmy do czynienia ze spowolnieniem gospodarczym, ale jednak nie recesją. Wygląda na to, że przedsiębiorcy w przyszłość patrzą z pewną nadzieją. I uważają, że najgorsze już za nimi. Oczywiście, trzeba tu wziąć pod uwagę termin badania. Przeprowadzano go przed drugim uderzeniem pandemii, niewykluczone więc, że dziś poziom optymizmu jest niższy. 

Co konkretnie niepokoi, a co budzi nadzieję?

Wszystkie osiem indeksów wchodzących w skład Ogólnego Wskaźnika Koniunktury MSP obniżyło się w stosunku do 2019 r. Największe spadki dotyczą oceny sytuacji gospodarczej, sytuacji branży, firmy, przychodów oraz wyniku finansowego przedsiębiorstwa. Znacznie mniejsze odnotowano przy ocenie długości oczekiwania na zapłatę za sprzedane towary i usługi, dostępu do finansowania zewnętrznego oraz zatrudnienia. Należy to niewątpliwie wiązać z ogromną skalą programów pomocowych uruchomionych przez sektor publiczny.

Te programy zostały zresztą wysoko ocenione przez przedsiębiorców.

Niewątpliwie, to była kroplówka, która pozwoliła większości biznesów przetrwać. Jednak momentem, w którym powiemy polskiej gospodarce „sprawdzam”, będzie maj i czerwiec, kiedy będą rozliczane tarcze. Wielką niewiadomą jest bezrobocie. Wiadomo, że nie wzrosło ono zbyt mocno dzięki programom pomocowym. Firmy nie mogły zwalniać, żeby nie stracić pieniędzy. Zobaczymy, czy po odłączeniu kroplówki zatrudnienie się utrzyma. Istotne będzie zsynchronizowanie otwarcia gospodarki z umorzeniem tarcz i sezonowym wzrostem popytu, np. na hotele.

A jak pandemia wpłynęła na innowacje?

Tu jest pewne rozczarowanie. Wydawałoby się, że w sytuacji kryzysowej powinny one ruszyć. Tymczasem badania pokazują, że żaden przełom nie nastąpił. Wydatki na innowacje tylko nieznacznie zwiększyły się w porównaniu z wcześniejszym rokiem. To koresponduje z odpowiedzią na pytanie, jakie działania podjęły firmy w związku z pandemią. Bardzo wiele odpowiedziało, że żadne.

Może firmy nie mają pieniędzy?

Tak jak mówiłam, jest spora polaryzacja. Są firmy, którym idzie całkiem dobrze. Zamówienia rosną, wygląda na to, że najgorsze już mają za sobą. A mimo to boją się wydawać, chomikują pieniądze na czarną godzinę. 

Jest szansa, że to się zmieni?

Musi się zmienić. Wierze, że już wkrótce, bo wielu biznesmenów już teraz widzi, że bez transformacji nie będzie sukcesu.

Jest pani optymistką?

Jestem. Bardzo liczę na pomoc unijną, która będzie oznaczała potężny zastrzyk finansowy, zwłaszcza dla tych, którzy chcą inwestować. Jestem przekonana, że firmy starannie się przygotują do przyjęcia tej pomocy, bo będzie ona zawierać wiele korzystnych rozwiązań pożyczkowych. My, jako bank, na pewno będziemy w tym uczestniczyć i już się do tego operacyjnie przygotowujemy.

-------------------------------

Magdalena Zmitrowicz 

wiceprezes zarządu Banku Pekao S.A., nadzoruje Pion Bankowości Małych i Średnich Przedsiębiorstw. Absolwentka Uniwersytetu Gdańskiego oraz MBA na Uniwersytecie Warszawskim. Ukończyła wiele szkoleń w kraju i za granicą, w tym m.in. w zakresie zarządzania ryzykiem kredytowym, analizy finansowej i sprzedaży. W 2013 r. ukończyła Commercial Credit College w USA w Nowym Jorku w ramach Citigroup. W trakcie kariery zawodowej związana była m.in. z Bankiem Handlowym. Jest członkiem rad nadzorczych Pekao Leasing i Pekao Faktoring.

 

My Company Polska wydanie 3/2021 (66)

Więcej możesz przeczytać w 3/2021 (66) wydaniu miesięcznika „My Company Polska”.


Zamów w prenumeracie

ZOBACZ RÓWNIEŻ

POLECAMY