Kuba Kawalec: "Przed pandemią dostrzegałem w branży hedonizm. Wiedziałem, że coś w końcu pieprznie"

Kuba Kawalec
Fot. Karol Kacperski
Wielu muzyków straciło zapał, w rozmowach słyszę, że wątpią w swój talent. Ja sam nie wiem, czy kiedy znowu stanę przed dużą publicznością, to poczuję tę samą ekscytację, co przed pandemią - mówi w rozmowie z mycompanypolska.pl Kuba Kawalec, wokalista zespołu Happysad.

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Czy polska branża muzyczna jeszcze oddycha?

Mam poczucie, że wszystkie rządowe decyzje wokół kultury są całkowicie nieświadome, a decydenci mają w głowach niewspółmierną do rzeczywistości listę zagrożeń. Trudno mi sobie wyobrazić, że to zła wola rządzących, to byłby paradoks. Ostatnio ktoś mi powiedział, że przyczyną ciągłego zamrożenia branży koncertowej może być festiwal Pol'and'Rock – politycy uwzięli się na biednego Jureczka i zrobią wszystko, żeby utrudnić mu życie.

Wierzysz w takie teorie?

Chyba mam jednak naiwną wiarę, że nie można aż tak daleko i brutalnie prowadzić własnych interesów. Jestem na maksa wkurzony całym tym rokiem, myślę, że można było inaczej rozegrać ostatnie miesiące. Potraktujmy je jako lekcję na przyszłość.

Wyciągnęliśmy z niej wnioski?

Jeszcze na początku pandemii twierdziłem, że przyda się taki okres odpoczynku, żebyśmy mogli na chwilę przystanąć, zastanowić się nad życiem. Tymczasem jeszcze bardziej się zradykalizowaliśmy, dialog i kompromisy są już praktycznie niemożliwe. Nie widzę nastrojów do gaszenia pożarów.

Dużo tych pożarów?

Fizycznie czuję bolesny ucisk w brzuchu, kiedy widzę, że ludzie zapełniają stadiony, chodzą na kabarety, a nie mogą posłuchać koncertu. Mam w głowie tygiel emocji, żal, złość. Znajomi często wysyłają mi filmiki z wesel, na których kapele wykonują piosenki Happysadu. Śmieję się, że jednak gramy te koncerty. Trudno w takich sytuacjach nie reagować ironicznie.

A to modne jest ostatnio. Z wielu rzeczy śmiejemy się ironicznie.

Trochę już się przyzwyczaiłem do faktu, że artyści są w Polsce postrzegani przez pryzmat celebrytów i ludzi świetnie uposażonych finansowo. Muzyki nie traktuje się jako zawodu pożytecznego dla gospodarki, czemu się dziwię, bo branża wielokrotnie udowadniała, że jest realną siłą ekonomiczną. Poza tym jesteśmy przecież potrzebni! Znasz kogoś, kto nie ogląda filmów lub nie słucha muzyki?

Nie.

Ja też nie. Na początku fani jeszcze wspierali artystów poprzez uczestnictwo w internetowych koncertach, ale moim zdaniem żaden kanał nie jest tak chybotliwą kładką jak kanały online.

Dlaczego?

To rzeczy, które ani nie dają prawdziwej frajdy muzykom, ani fanom. Zagrałem kilkanaście wirtualnych koncertów, jednak formuła bardzo szybko się wyczerpała.

Czy ja wiem? Moi znajomi na Facebooku co chwila dołączają do różnych online'owych eventów.

A ja podczas żadnego z nich nie poczułem się nawet w pięciu procentach tak dobrze jak na scenie, gdzie są ludzie i wszyscy się bawią. Ciężko się gra do telewizora czy kamery. Poza tym występy z chaty zwykle nie mają dobrego dźwięku, obraz jest średni. Żeby to wszystko odpowiednio wyglądało potrzebne są niemałe nakłady finansowe, tymczasem my w zasadzie od roku nie zarobiliśmy ani złotówki. Sorry, ale nie mam ochoty wydawać 10 tys. zł, tylko po to, żeby wyprodukować koncert online, który obejrzy kilkaset osób, a po którym nic nie zostanie. Ekonomia jest brutalna.

Na takie właśnie wydarzenia dostaliście pieniądze z Funduszu Wsparcia Kultury.

To było masakryczne zamieszanie, spotkaliśmy się z ogromnym niezrozumieniem społeczeństwa. Zdaniem wielu wyciągaliśmy łapy po nie swoją kasę i to w momencie, gdy służba zdrowia totalnie nie dawała rady. Okej, zgodzę się, że nie jesteśmy tak ważni jak pierwsza pomoc, ale my od kilku miesięcy praktycznie w ogóle nie działamy!

„Przebranżowcie się” - tak powiedział pewien polityk.

Od dwudziestu lat prowadzę przedsiębiorstwo, które zbudowałem na bazie muzycznego zwariowania. Pracuje w nim mnóstwo osób, mamy dwa busy, sprzęt, masę wydatków. I co, ja nagle mam założyć, nie wiem, restaurację? Fajnie jest zmienić branżę, kiedy masz odpowiednie kwalifikacje. Choć trzeba zaznaczyć, że są oczywiście artyści bardziej uprzywilejowani i mniej uprzywilejowani.

Ty jesteś w której grupie?

Mam to szczęście, że dostaję tantiemy z ZAiKS, więc jakoś sobie radzę. Ale ze mną występuje kilkanaście osób, którzy tych tantiem mają dużo mniej albo nie mają wcale.

Podziel się.

To nie jest takie proste, zwłaszcza, że w branży dominują umowy o dzieło. Po pieniądze z Funduszu Wsparcia Kultury mogły sięgnąć wyłącznie osoby prowadzące działalność gospodarczą – tak jak ja. Rozdysponowaliśmy budżety na potrzebujących pracowników, tymczasem dostało się od społeczeństwa praktycznie wszystkim: od Golców, przez Bednarka, po nas.

Nie czujesz zażenowania, kiedy Beata Kozidrak otrzymuje setki tysięcy złotych wsparcia, a potem spędza wakacje w ciepłych krajach?

Takich przypadków jest kilkanaście, a ludzi, którzy dostali pieniądze – kilkadziesiąt tysięcy. Nie interesuje mnie, co Beata Kozidrak robi w ciepłych krajach i za czyje pieniądze. Interesuje mnie tylko to, że mogę pomóc swoim pracownikom. Zobacz, jest czerwiec 2021 – rok od wybuchu epidemii – a ja praktycznie nie mam ekipy technicznej. Niektórzy założyli małe biznesy, jakieś sklepiki czy coś tam innego. Słyszę od współpracowników, że oni niekoniecznie chcą jechać z nami w trasę, bo się boją braku stabilizacji. Rynek jest totalnie rozwalony.

Przecież sale koncertowe są już zarezerwowane na kilka miesięcy do przodu i to przez różne zespoły. Gdzie tu rozwałka?

Rynek tego nie ogarnie, wierz mi. Słuchacze w pewnym momencie stwierdzą: „eee, byłem już w tym tygodniu na koncercie, nie chce mi się iść znowu”. My już w tym momencie mamy pozajmowane wtorki, środy... Koncerty w poniedziałki – kto to widział? Wiesz, ja mogę występować nawet codziennie, ale muszę mieć dla kogo. I muszę mieć pewność, że będę mógł zagrać, bo przecież jest połowa czerwca, a ja wciąż nie wiem, co będzie za miesiąc czy dwa. Fani od roku trzymają wejściówki na koncerty, za co dostaje się nam, tymczasem zespoły nie dostały za nie jeszcze żadnej kasy, bo wszystko trzymają bileterie.

Nie zobaczyłeś ani złotówki z żadnego sprzedanego koncertu?

Też mi się to nie podoba. Poza tym ludzie często piszą do nas, że trudno im odzyskać pieniądze. A my przecież niewiele możemy zrobić, mamy związane ręce. Wizerunkowe dno. Życiowe dno. Wielu muzyków straciło zapał, w rozmowach słyszę, że wątpią w swój talent. Ja sam nie wiem, czy kiedy znowu stanę przed dużą publicznością, to poczuję tę samą ekscytację, co przed pandemią. Może nie będę miał już siły i frajdy z tego? Co gorsza, jak stwierdzę, że nie mam, to wszyscy powiedzą, że spoko, fajnie było, nara, nikt po mnie nie zapłacze. Świat będzie kręcił się dalej.

Dramatyzujesz.

Taka jest brutalna prawda. Wyobraź sobie artystę, który przez długi okres jest na świeczniku, a teraz okazało się, że wcale nie jest najważniejszy na świecie. Człowiek potrafi przez pewien czas żyć nadzieją, ale ona w pewnym momencie przestaje smakować. Jeszcze przed pandemią dostrzegałem duży hedonizm – wszystkie zespoły grały koncerty, każdy odnosił sukces, nikt nie narzekał. Pół żartem pół serio mówiłem, że coś w końcu pieprznie.

I pieprznęło.

Dlatego mocno wierzę, że wyciągniemy wnioski. Mam kompletnie odmienną wizję świata od rządzących.

Czyli jaką?

Widzę ludzi i zwierzęta wymieszanych ze sobą, nie ma granic ani religii, pełna wolność, wszyscy sobie pomagają i kochają się nawzajem.

A podobno prawdziwych hippisów już nie ma.

Ja jestem współczesnym hippisem! To się bardzo gryzie z myśleniem władzy, a co gorsza brakuje jakiejkolwiek przestrzeni do dialogu. Pozostało jedynie czekanie na choćby niewielką zmianę.

Co ty byś zrobił inaczej w ostatnich miesiącach?

Już na początku pandemii trzeba było wpakować masę pieniędzy w szpitale, zorganizować gigantyczną pomoc medyczną. Służba zdrowia jest niedofinansowana, niedoceniana. Zawód pielęgniarki umiera, pielęgniarza to już w ogóle. Mamy za to rozbuchaną do niewiadomych rozmiarów telewizję publiczną. Po co ona komu? Czemu nikt nie wpadnie na pomysł, żeby ją zlikwidować? Przyjdą następni i też wykorzystają ją do swoich interesów.

Interesów, mówisz.

Boję się wyjść na ulicę, bo mam tęczowe trampki. Do tego prowadzi propaganda. To chore. CHORE!

A nie jest przypadkiem tak, że im bardziej czegoś nam się zabrania, tym chętniej to robimy?

Naszą nadzieją są młodzi ludzie, którzy nie kumają tych starych dziadków chcących zrobić w Polsce moherowy kościół. Absolutnie nie mam nic do wierzących, szanuję każdego, ale nie rozumiem sytuacji, w której Kościół i partia kontrolują życie publiczne. Na szkolne przedstawienia – zwłaszcza w małych wioskach – chodzą proboszczowie. Wait, to nie tak powinno wyglądać.

W czym ci przeszkadza proboszcz na szkolnym przedstawieniu?

On się zwykle obnosi ze swoją pozycją, co rodzi napięcia społeczne, a my powinniśmy być bliżej siebie. Rozhuśtajmy wahadło pomocy, a nie niechęci.

Zawsze byłeś taki hippisowski?

Miałem ostatnio dużo czasu na myślenie i zorientowałem się, że nie ucieknę od tego, co robię od tylu lat. Paradoks jest taki, że w trakcie pandemii przelałem swoje wizje w więcej piosenek niż kiedykolwiek wcześniej. Nagrałem solową płytę, pierwszą po dwudziestu latach. Książkę chciałem pisać. Dostałem lekcję: „nie kłóć się Kawalec ze sobą, wyhamuj. Rób to, co daje ci radość”.

I z jakim przesłaniem przychodzisz na solowej płycie do tych „niekumających starych dziadków” młodych ludzi?

Nie wiem, mógłbym ci coś wymyślić, ale po co? Po prostu zrobiłem muzykę, bez konkretnej myśli przewodniej. Ubrałem w piosenki swoje emocje i neurozy. Wylało się, więc ten mój album jest raczej zbiorem nie najlepszych refleksji dotyczących społeczeństwa. Nie jest wesoło, jest osobiście.

Pesymistycznie?

Młynarski kiedyś powiedział, że jestem wesołym pesymistą. Pieśni pochwalne to nie moja półka, choć w utworach jest na pewno jakaś siła i nadzieja.

Ludzie są smutni, chcą się bawić, a ty próbujesz zająć ich swoimi lękami. Ciekawe.

Nikomu nie każę słuchać mojej płyty do śniadania, obiadu i kolacji. Nie stosujemy z Kayaxem nachalnej reklamy, bo nie jestem fanem artystów obecnych w każdej lodówce. Wartość sztuki nie polega na wpychaniu jej komuś pod poduszkę. Weź pod uwagę, że mam już 43 lata. Z jakimś rodzajem zazdrości patrzę na młodych raperów, którzy tylko się bawią. Ja też taki byłem, ale człowiek z czasem robi się bardziej refleksyjny.

Zgredzieje.

Ty się śmiejesz, a to naturalny proces. Nie czułbym się komfortowo, udając młodszego, niż jestem. Oczywiście nadal mam w sobie dziecko, jednak potrafię już je upilnować.

Jak wnioskuję, dokładnie śledzisz to, co dzieje się na polskiej scenie muzycznej?

Tak, choć mam wrażenie, że artyści są trochę bez głosu. Bardzo chciałbym poczytać wywiady z muzykami w gazetach czy na portalach. Przy każdej możliwej okazji powinniśmy krzyczeć, że jest ciężko.

W ostatnich tygodniach odzywałem się do wielu rodzimych artystów – zarówno tych najpopularniejszych, jak i z dalszych rzędów. Głównie odbijałem się od ściany: bo dużo obowiązków, bo trasa się zbliża, sorry – nie mamy czasu. Więc może nie jest tak ciężko.

Naprawdę? Dziwi mnie to. Był zryw parę miesięcy temu przy okazji zamieszania z Funduszem Wsparcia Kultury, a teraz w przestrzeni publicznej ucichliśmy.

Ograniczacie się do emocjonalnych postów w mediach społecznościowych. Szkoda.

Ja zawsze bardzo chętnie się wypowiadam. Apeluję o wsparcie branży muzycznej, zwłaszcza, że form takiego wsparcia jest naprawdę niewiele. Na przykład nieoddawanie biletów – to mega wzruszające.

No właśnie, co więcej możemy zrobić?

Może głosujmy w radiowych listach przebojów na nowe numery, żeby w stacjach była większa rotacja? Nie wiem, to trudne pytanie. Nie ma żadnej konkretnej, bezpośredniej formy. Przecież nie będziecie nam dawać kasy, bez jaj.

A moż...

Wiem! List otwarty. Petycja podpisana przez fanów – że chcecie w pełni uczestniczyć w koncertach.

Myślisz, że to pomoże?

Już były takie inicjatywy, ale one były odgórne, ze strony artystów i wytwórni. Wyobrażam sobie sytuację, w której rząd dostaje pismo z kilkuset tysiącami podpisów, co daje im do myślenia.

Oj, chyba za dużo w tobie tego hippisowskiego myślenia...

Każdy wstydzi się wychylić. Boi się podnieść rękę i powiedzieć: „halo, ej, my tutaj czekamy, wpuśćcie nas na koncerty!” Artysta głodny, artysta płodny? Bullshit, wszystko się sypie. Zróbmy coś razem, proszę. Odwróćmy się od tego ognia, o który pytałeś na początku, póki nie jest za późno.

ZOBACZ RÓWNIEŻ

POLECAMY