Covidowa próżność opanowała firmy. Czy jeszcze będzie normalnie?

fot. Adobe Stock fot. Adobe Stock
„Bakcyl dżumy nigdy nie umiera i nie znika” - w realiach walki świata z pandemią i kolejnymi mutacjami wirusa, słowa Camusa nabierają nowej wymowy. Obecnie biznes nerwowo szuka rozwiązań, a komunikacja firm zamienia się w festiwal covidowej próżności.

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Organizacje, zamiast dawać lekcję przemyślanej komunikacji, w większości budują emocjonalną narrację, ad hoc wpisaną w pandemiczny kontekst. A gdyby kryzys potraktować jako szansę? Szczególnie małe i średnie przedsiębiorstwa mogą zbudować przewagę tam, gdzie duzi potrzebują więcej czasu na adaptację do zmian.   

A co tak naprawdę się wydarzyło? Rynki akcji doświadczyły największego załamania od 1987 r. Tylko w pierwszych trzech miesiącach 2020 r. gospodarki krajów wchodzących w skład G20 spadły o 3,4 proc. rok do roku. Międzynarodowa Organizacja Pracy oszacowała, że w okresie od kwietnia do czerwca 2020 r. na całym świecie utracono równowartość 400 mln pełnoetatowych miejsc pracy, a dochody pracowników na całym świecie spadły o 10 proc. w pierwszych dziewięciu miesiącach 2020 r., co stanowi równowartość strata w wysokości ponad 3,5 bln USD.

Pomimo takiego obrazu sytuacji... biznes jest całkiem optymistyczny. Sześć miesięcy po tym, jak WHO ogłosiła COVID-19 globalną pandemią, McKinsey przeprowadził ankietę pośród liderów organizacji. Uzyskane w niej odpowiedzi pokazują pozytywną zmianę nastrojów ekonomicznych. Ponad połowa wszystkich ankietowanych dyrektorów firm twierdzi, że warunki gospodarcze w ich krajach ulegną poprawie, podczas gdy tylko 30 procent twierdzi, że się pogorszą.

„Dąć wiecznie w piston to niszczy człowieka”

Już prawie rok świat żyje zagrożeniem. Tworzy się przy tym nowa, sensacyjna codzienność, ograniczająca perspektywę rozwoju - a przecież „przyzwyczajenie się do rozpaczy jest gorsze niż sama rozpacz”. To powinna być ważna lekcja dla biznesu, który musi myśleć także o jutrze. Biznes, który funkcjonuje w zdefiniowanej konstelacji interesariuszy, ludzi i organizacji wpływających na sukces przedsięwzięcia, powinien ogniskować komunikację na potrzebach tych grup. Wierzyciel nie przestaje interesować się długiem w kryzysie. Podobnie jak konsument, partner handlowy czy pracownicy nie zmienią swojego nastawienia względem organizacji. Wprowadzając do obiegu komunikację, która wykracza poza zakres zainteresowania odbiorców, ryzykujemy utratę uwagi rynku. Nie warto zamieniać infosfery biznesowej w szpital polowy. Dotychczas przyjęte plany komunikacji, poza korektą wynikającą z dynamiki sytuacji, nie powinny wykraczać poza relacje zaangażowanych stron. Niezależnie od sytuacji w ujęciu makro, potrzeby konsumenta, klienta czy partnera handlowego powinny opierać się na praktycznych przesłankach.

„Co robić, by nie tracić czasu? Doświadczać go w całej jego rozciągłości”

Nie ma konieczności przypominania na każdym kroku o tym, z czym mierzymy się wszyscy. Szczególnie, że większość naszych zachowań w krótkim okresie determinuje potrzeba – klienci przyjdą do organizacji po usługę i produkt, który znają sprzed pandemii i to one powinna być przedmiotem uwagi skutecznie prowadzonej komunikacji. W zalewie podobnych informacji trudno przyjąć założenie, że za pandemiczną wrażliwość rynek wypłaci organizacji premię. 

Patrząc pragmatycznie na rolę komunikacji w biznesie należy przyjąć, że również kryteria podejmowanych decyzji pozostaną niezmienne tj. czas, cena czy dostępność. Rzetelne wprowadzanie treści do obiegu, tak przed, w czasie jak i po pandemii powinno podkreślać to co najważniejsze - przewagi konkurencyjne firmy, plany na rozwój czy użyteczność oferty. 

Na świecie było tyle dżum, co wojen. Mimo to, dżumy i wojny zastają ludzi zawsze tak samo zaskoczonych. Nie warto jednak w tym zaskoczeniu zmieniać się w pogoni za emocją, bo wówczas ryzykujemy, że świat zapomni o tym co jest dla nas istotne.

ZOBACZ RÓWNIEŻ

POLECAMY