„Bezdomność zwierząt jest ogromnym biznesem. Schroniska w Polsce to umieralnie i pralnie pieniędzy”
Głównym problemem, na który wskazuje Doda, nie jest jedynie bieda w schroniskach, ale mechanizmy prawne i finansowe, które czynią z bezdomności zwierząt dochodowy interes. Prywatyzacja zadań gminy sprawia, że do przetargów stają podmioty nastawione na zysk, a nie na dobrostan czworonogów.
- Istnieje system, w którym schroniska nie są schroniskami. Prawo chroni wszystkich przedsiębiorców, którzy korzystają z tego, że schroniska mogą być prywatyzowane. Każdy przedsiębiorca, który ma gdzieś dobro zwierząt, a liczy się tylko i wyłącznie interes, podchodzi do przetargu, wygrywa go i zaczyna się biznes - wyjaśniała w rozmowie z Agnieszką Gozdyrą.
Artystka podkreśla, że obecne przepisy sprawiają, iż rozwiązywanie problemu bezdomności jest po prostu nieopłacalne dla zarządców takich placówek.
- Przez to, że bezdomność zwierząt jest ogromnym biznesem, nigdy nic się nie stanie ku temu, żeby była mniejsza. Dopóki bezdomność będzie się opłacać, dopóty ona będzie cały czas istnieć - mówiła.
Jacuzzi zamiast bud, czyli brak kontroli
Jedną z największych patologii wskazywanych przez Rabczewską jest całkowity brak nadzoru nad wydatkowaniem publicznych pieniędzy przekazywanych prywatnym podmiotom. Jako jaskrawy przykład podaje sytuację w Bytomiu, gdzie fundusze, które miały zapewnić zwierzętom przetrwanie zimy, według raportu przygotowanego przez radnych miasta, były trwonione na prywatne zachcianki zarządzających.
- Schronisko dostaje od miliona do dwóch milionów rocznie. Nikt nie kontroluje faktur, nikt nie sprawdza, na co idą te pieniądze – czy na dobra kierowniczki, czy na budy. W Bytomiu wystawiono fakturę na 13 tysięcy złotych za cztery budy, których nie ma. Natomiast stanęło jacuzzi u pani kierowniczki - podkreślała Dorota Rabczewska w telewizji Polsat.
Doda zwraca uwagę, że w takich miejscach zwierzęta są traktowane przedmiotowo – jako źródło stałego dochodu („dniówki” za utrzymanie) lub jednorazowego zysku przy odłowieniu.
- Te placówki nie mają być miejscem wegetacji zwierząt, przechowalnią, umieralnią i wyciąganiem pieniędzy. Mają być miejscem, gdzie zwierzęta dostają opiekę. Minimum to jest ciepła buda na zimę, jedzenie i leczenie - mówiła artystka.
Manipulacja i pozory
Rabczewska ostrzega również przed manipulacjami, jakie stosują osoby prowadzące tzw. „patoschroniska”. Często kreują się one na męczenników sprawy, by ukryć rzeczywiste nadużycia i odwrócić uwagę opinii publicznej.
- To są niesamowici aktorzy, doskonali manipulatorzy. Mówią jakby z jednej kalki: »Proszę nie wierzyć, to są polityczne gierki, wszyscy mnie hejtują, ja życie oddam dla zwierząt«. [...] Zawsze mają dziesięć różnych sposobów na to, żeby wyjść z twarzą lub nie mieć problemów, bo się zabezpieczają prawnie - dodała piosenkarka.
Nie wrzucajmy wszystkich do jednego worka
Mimo ostrej krytyki systemu, Doda wyraźnie zaznacza, że jej działania nie są atakiem na wszystkie schroniska. Celem jest wyeliminowanie patologicznych jednostek, które psują opinię ciężko pracującym fundacjom i wolontariuszom.
- My w tej rozmowie nie chcemy obarczać odpowiedzialnością i hejtować wszystkich schronisk, bo jest grono wspaniałych placówek i wspaniałych wolontariuszy, którym serdecznie chcę podziękować. Ale w ich imieniu również skupiamy się dzisiaj na części tych patoschronisk, gdzie niestety duża większość jest sprywatyzowana - podsumowała aktywistka na rzecz ochrony zwierząt.
Co musi się zmienić?
Według Dody rozwiązanie problemu leży w zmianach legislacyjnych oraz w uszczelnieniu systemu kontroli. Kluczowe jest wprowadzenie obowiązkowego czipowania, kastracji oraz uniemożliwienie czerpania zysków z prowadzenia schronisk.
- Między pomocą a biznesem nie ma znaku równości. To samo sobie przeczy. Nie można robić biznesu na pomocy. [...] Trzeba doprowadzić do tego, żeby sadystyczni ludzie, którzy są po wyrokach za znęcanie się nad zwierzętami, nie mogli sprawować władzy i być kierownikami schronisk - mówi piosenkarka w telewizji Polsat.
Artystka kończy mocnym apelem obywatelskim, domagając się godnego traktowania zwierząt finansowanych z podatków obywateli.
„Nie ma mojego przyzwolenia jako obywatela tego kraju, żeby za moje pieniądze psy czy koty cierpiały takie męki i żeby w Polsce były obozy męki i śmierci zwierząt bezdomnych”.