Zębaty uśmiech Labubu

Świat oszalał na punkcie Labubu – figurki z wielkimi uszami i szerokim, zębatym uśmiechem. Noszona jako ozdoba ubrania, dodatek do plecaka, kluczy czy szlufek na pasek w spodniach, stała się hitem tego lata. Mój pięcioletni siostrzeniec Jaś, idąc nadmorską promenadą, zatrzymywał się przy każdym sklepie z pamiątkami. „Wujku, zobacz, Labubu!”. Ta nieskrępowana radość dziecka najwyraźniej przechodzi na dorosłych. Zabawka dosłownie zalała podobne stragany od Zakopanego po Hel. Najczęściej są to podróbki o nazwie Lafufu, ale i tak napędzają zainteresowanie oryginalną zabawką.
Polowanie na pluszaka
Anna Maria Zofia Snopkowska ma 27 lat i jest szczęśliwą posiadaczką Labubu. Nie od razu straciła dla niego głowę. Pluszową zabawką zainteresowała się, dopiero gdy jej social media wypełniły krótkie wideo z tzw. unboxingów (relacje z odpakowania zamówionej online przesyłki). – Gdy zdecydowałam się na zakup lalki, była już towarem deficytowym. Stoczyłam całą walkę, żeby ją kupić. Zamówić oryginalne Labubu można tylko przez aplikację jego producenta Pop Mart, bo firma przeniosła tam sprzedaż ze strony internetowej ze względu na liczne przypadki zakupu produktu przez boty – opowiada. Pop Mart wprowadził także dodatkowe utrudnienie – aplikacja nie działa przez Wi-Fi, jedynie przez sieć komórkową. Żeby zdobyć Labubu, trzeba wiedzieć, kiedy partia produktów zostanie „wrzucona” na apkę. Służą do tego specjalne fora i grupy na Facebooku. – Żeby się dowiedzieć, o której godzinie Labubu będzie dostępne, musiałam przełożyć czas amerykański na polski. Z kolei Amerykanie przecieki o dostępności mają z Chin i przekładają czas chiński na ten w USA. Ostatecznie na zakup mamy 3 sek. i to prawdziwa walka, bo w jednym momencie Labubu próbuje kupić 80 mln ludzi. Trzeba mieć dobry refleks, który ja przećwiczyłam, kupując bilety na koncerty i rejestrując się na zajęcia w USOS-ie na studiach – relacjonuje Anna Snopkowska.
Pop Mart celowo gra na niedostępności, ale ze względu na zbyt duży popyt nie wyrabia się z produkcją upragnionych lalek. Jak wskazuje Snopkowska, przez tak duże zainteresowanie ich wyrobem jakość Labubu znacznie spadła. To jednak nie zniechęciło jej przed stoczeniem boju i ostatecznie kupiła pluszaka po trzech tygodniach starań. – To bardzo dobry wynik, bo niektórzy próbują kupić ją miesiącami. Labubu kosztuje 80 zł plus 20 zł za przesyłkę. Ale na rynku wtórnym jest warte dużo więcej. Zamówiłam cztery Labubu w tzw. blindboxach, licząc, że uda mi się namierzyć lalkę-niespodziankę, bo te są wyceniane nawet na kilka tysięcy złotych. Nie udało się trafić na limitowaną serię, jednak dwie lalki sprzedałam z zyskiem w sieci,...
Artykuł dostępny tylko dla prenumeratorów
Masz już prenumeratę? Zaloguj się
Kup prenumeratę cyfrową, aby mieć dostęp
do wszystkich tekstów MyCompanyPolska.pl
Co otrzymasz w ramach prenumeraty cyfrowej?
- Nielimitowany dostęp do wszystkich treści serwisu MyCompanyPolska.pl
- Dostęp do treści miesięcznika My Company Polska
- Dostęp do cyfrowych wydań miesięcznika w aplikacji mobilnej (iOs, Android)
- Dostęp do archiwalnych treści My Company Polska
Więcej możesz przeczytać w 9/2025 (120) wydaniu miesięcznika „My Company Polska”.