Z nieba do piekła i z powrotem

Jakub Granat
Jakub Granat, fot. materiały prasowe
JoBot24 działał i dostarczał obiecywaną wartość. Kandydaci do pracy chętnie go używali, a klienci chcieli wdrażać i byli gotowi za niego płacić. Mimo to pomysł nie chwycił. Co poszło nie tak?

Chatbot rekrutacyjny wymyślony przez Jakuba Granata miał zrewolucjonizować proces poszukiwania pracy. Wraz z kilkuosobowym zespołem próbował przekonać do niego klientów przez 2,5 roku. W styczniu 2021 r. poddali się. 

Porażka? Skoro położyli jeden startup, to nie dadzą rady następnym? Takie myślenie dziś to jak relikt z epoki dinozaurów. Na świecie inwestorzy od dawna stawiają na przedsięwzięcia, których autorzy i uczestnicy już kiedyś „zaliczyli glebę”. Jeśli ktoś taki jest w zespole, dodaje projektowi wiarygodności i zwiększa prawdopodobieństwo, że dostrzeże zagrożenia wystarczająco wcześnie, by im przeciwdziałać. Jakub Granat, founder i CEO JoBot24, takie doświadczenie ma za sobą. Opowiedział nam, co się wydarzyło i jakie wnioski z tego wyciągnął.

Pomysł i wiara

W kilkuosobowym zespole JoBot24 wszyscy mieli co najmniej kilkuletnie doświadczenie w HR, sprzedaży usług rekrutacyjnych, marketingu i IT, a Granat nie był nowicjuszem na startupowej scenie. Miał już na koncie dwa biznesy – jeden co prawda nieudany, ale za to kolejny zbudował od 0 do 4 mln zł rocznego przychodu. Gdy więc wpadł na pomysł chatbota, szybko znalazł inwestora. Tym bardziej że okoliczności wydawały się wyjątkowo sprzyjające. – Gdy startowaliśmy z pomysłem – w połowie 2019 r. – na rynku był czas pracownika. Pracodawcy prześcigali się w pomysłach, jak przyciągnąć specjalistów. Temat employer brandingu przewijał się na każdym HR-owym evencie, a my przecież oferowaliśmy narzędzie, które pozwalało firmom pokazać się jako atrakcyjny i innowacyjny pracodawca – opowiada. 

Sądzili, że oferują konkretną wartość – narzędzie umożliwiające oszczędność czasu i pieniędzy. W założeniu JoBot24 miał wszak dawać osobom poszukującym pracy przegląd wszystkich ofert dla blue collars, jakie pojawią się na rynku. Zamiast przeglądania dziesiątków portali, setek ogłoszeń i wysyłania niezliczonych CV wystarczyło, by weszły na Messengera i odpowiedziały na kilka pytań: o oczekiwania, wykształcenie, doświadczenie i znajomość języków. Algorytm generował im życiorys, a potem wyszukiwał i proponował stanowiska pasujące do ich kompetencji. W maksymalnie 4 min otrzymywali przegląd aktualnych ofert. 

CEO JoBot24 liczył, że po chatbota sięgną chętnie też pracodawcy i zaczną dodawać oferty w nowym systemie, ponieważ wyłuskując kandydatów najlepiej dopasowanych do opisu stanowiska, uwalniał rekruterów od czytania tysięcy nadsyłanych aplikacji. Na dodatek mieli płacić wyłącznie za efekt – 9,90 zł netto za osobę, którą zaproszą na rozmowę rekrutacyjną.

Oprócz dotarcia do ponad 11 mln potencjalnych kandydatów (użytkowników Messengera), promocji ofert pracy na Facebooku, JoBot24 miał wyręczać HR-owców w pierwszym kontakcie z kandydatami, organizując rozmowy i spotkania rekrutacyjne. 

Granat wyliczył, że korzystanie z chatbota pozwoli firmom zaoszczędzić nawet do 77 proc. czasu poświęcanego na poszukiwanie pracowników. – Mieliśmy w pełni funkcjonalny produkt, który rzeczywiście działał i dostarczał taką wartość, jaką sprzedawaliśmy i komunikowaliśmy, w przeciwieństwie do większości startupów działających na początku według zasady Fake it till you make it – tłumaczy. Dodaje też, że klienci, z którymi się spotykał, chcieli JoBota24 wdrażać i byli gotowi za niego płacić, bo uważali, że idealnie odpowiadał na potrzeby generacji Z i milenialsów. Ci z kolei chętnie z nim rozmawiali i za jego pośrednictwem aplikowali. 

Przeszli przez program akceleracyjny @ReaktorX. Przegadali pomysł z wieloma mądrymi, doświadczonymi startupowcami i founderami. Czuwał nad nimi znakomity mentor. Przyszłość rysowała się więc obiecująco.

Sinusoida nadziei i ciosów

Do sprzedaży przystąpili z marszu, niemal od pierwszego dnia. Odbyli ponad 100 spotkań. – Ośmiu na dziesięciu rekruterów mówiło, że potrzebują takiego narzędzia i nie musimy im nawet nic tłumaczyć, bo doskonale rozumieją, że na rynek wchodzą nowe pokolenia i trzeba dostosować proces rekrutacji do ich oczekiwań i stylu życia – wspomina Granat. 

Jednak rozwój startupu od początku bardziej przypominał sinusoidę niż pasmo sukcesów. – Jednego dnia podpisana umowa z klientem, a nazajutrz zmiana polityki Facebooka dla chatbotów w Messengerze. Iskierka nadziei, a za chwilę prawy sierpowy prosto w szczękę. Tak wyglądała nasza codzienność ...

Artykuł dostępny tylko dla prenumeratorów

Masz już prenumeratę? Zaloguj się

Kup prenumeratę cyfrową, aby mieć dostęp
do wszystkich tekstów MyCompanyPolska.pl

Wykup dostęp

Co otrzymasz w ramach prenumeraty cyfrowej?

  • Nielimitowany dostęp do wszystkich treści serwisu MyCompanyPolska.pl
  •   Dostęp do treści miesięcznika My Company Polska
  •   Dostęp do cyfrowych wydań miesięcznika w aplikacji mobilnej (iOs, Android)
  •   Dostęp do archiwalnych treści My Company Polska

Dowiedz się więcej o subskrybcji

My Company Polska wydanie 7/2021 (70)

Więcej możesz przeczytać w 7/2021 (70) wydaniu miesięcznika „My Company Polska”.


Zamów w prenumeracie

ZOBACZ RÓWNIEŻ

POLECAMY