Useme wychodzi za granicę. Pierwsi skorzystają freelancerzy w Meksyku

Każda firma technologiczna prędzej czy później dochodzi do momentu, w którym trzeba wyjść poza rodzimy rynek. Dla Useme ten moment przyszedł już kilka razy, ale dopiero teraz wie, jak to zrobić dobrze. I chociaż nie obyło się bez potknięć, to właśnie one pozwoliły dojść spółce do miejsca, w którym jest dziś.
Pierwsze podejście? Sufit, albo raczej ściana
Useme już kiedyś próbowało wyjść za granicę, ale szybko napotkało ścianę. – Brakowało nam dopasowania produktu do rynku za granicą i w 2024 roku musieliśmy się cofnąć – mówi Przemek Głośny, CEO Useme. Okazało się, że freelancerzy z Europy Środkowej, których pozyskanie było łatwe, niekoniecznie chcieli korzystać z platformy. Powód? Każdy miał inne oczekiwania. Serbscy freelancerzy, na przykład, oczekiwali, że Useme będzie dla nich znajdować pracę, ale firma nie chciała budować innego modelu, w którym produkt dla polskich użytkowników różni się od tego dla zagranicznych.
Meksyk, czyli plan z pomysłem
Po wielu analizach i dwóch latach pracy Useme wreszcie znalazło rozwiązanie. Postawili na Meksyk. – Wybraliśmy jeden przyjazny dla prawa kraj w Ameryce Łacińskiej, a naszym przyszłym użytkownikom z Meksyku zaoferujemy specjalne traktowanie podatkowe – tłumaczy Głośny. Useme nie celuje tylko w freelancerów z Meksyku, a przede wszystkim w ich amerykańskich pracodawców. To właśnie im chcą zaproponować dostęp do ogromnej bazy europejskich specjalistów.
Ekspansja bez biur i zbędnych kosztów
Co najlepsze, Useme wcale nie planuje otwierać drogich biur i zatrudniać setek osób. – Jesteśmy firmą PLG i poza dyrektorem krajowym w Meksyku nikogo nie zatrudniamy – podkreśla CEO Useme. Później przyjdzie czas na Stany Zjednoczone, ale zanim to nastąpi, Useme zamierza wykorzystać sztuczną inteligencję do obsługi użytkowników w ich ojczystym języku.
Oryginalny wpis przeczytasz na LinkedIn:
Jak zarobić 15 tys. zł na freelancingu?
W jakich branżach zarobisz więcej niż średnią krajową pracując jako freelancer? Odpowiada Marta Paplaczyk – marketerka z międzynarodowym doświadczeniem, mentorka i promotorka freelancingu w Polsce, która przeszła drogę od pracy w agencjach w Nowym Jorku i Londynie, przez własną agencję w Warszawie, aż wreszcie do pracy jako wolny strzelec. Dziś pomaga freelancerkom zarabiać 10-15 tys. zł miesięcznie.