Rynek aut na wirażu

Skoda
Skoda, fot. materiały prasowe
Miało być już lepiej, a jest coraz gorzej. Wojna tylko pogłębiła kłopoty branży motoryzacyjnej. Samochodów brakuje, a te, które są, bywają droższe o kilkadziesiąt procent. Nieco lepiej jest z elektrykami, ale na nie też poczekamy.
ARTYKUŁ BEZPŁATNY

z miesięcznika „My Company Polska”, wydanie 7/2022 (82)

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Ceny samochodów pną się w górę już od ponad roku, ale nie osiągnęliśmy jeszcze górnej granicy podwyżek. Na rynku stale brakuje nowych aut, a ich producenci zmagają się z brakiem półprzewodników, niektórych metali, a nawet gazów potrzebnych w fabrykach. Kryzys spowodowany pandemią nie skończył się, a już mamy kolejny, wywołany rosyjską agresją.

Firmy analizujące rynek motoryzacyjny podają, że średnia cena aut w Europie w ciągu ostatnich czterech lat zwiększyła się o przeszło 40 proc. Odpowiadają za to zmiany technologiczne, przepisy wprowadzone przez Unię Europejską (m.in. dotyczące emisji spalin i bezpieczeństwa), a także wymuszone przez rynek coraz bogatsze wyposażenie aut. Do tego dochodzą jednak covidowe problemy z łańcuchami dostaw i słynnym już brakiem półprzewodników na rynku, a obecnie – wojna wywołana przez Rosję. Ta ostatnia sprawiła, że nagle zabrakło wiązek elektrycznych, które – jak się okazuje – produkowano w Ukrainie. Zabrakło też wielu surowców, począwszy od stali aż po metale takie, jak lit i pallad, których eksporterami były właśnie Ukraina i Rosja. Z Ukrainy z kolei eksportowano potrzebne przy produkcji półprzewodników gazy – ksenon, argon i krypton.

W konsekwencji w lutym br. średnia cena samochodu wyniosła już przeszło 143 tys. zł, a to oznacza wzrost w porównaniu z minionym rokiem o ponad 8 proc. Warto w tym kontekście przypomnieć, że jeszcze w styczniu 2018 r. średnia cena auta wynosiła niewiele ponad 100 tys. zł. Jak informuje firma IBRM Samar, wystarczyły zaledwie cztery lata, by wynik ten był większy aż o 43 proc.! I na tym nie koniec, bo w nadchodzących miesiącach niemal na pewno zostanie przekroczona bariera 150 tys. zł.

Za wzrost ten odpowiada też to, że rośnie liczba relatywnie drogich samochodów – hybrydowych oraz elektrycznych, zmniejsza się za to liczba sprzedawanych aut spalinowych, które zresztą i tak drożeją.

Leasing też w górę

Wzrost cen dotyczy też leasingu. Według firmy Carsmile w zaledwie pół roku przeciętny koszt raty leasingowej płaconej za auto średniej klasy wzrósł aż o 184 zł miesięcznie. I na tym nie koniec, bo wraz ze wzrostem WIBOR-u i stóp procentowych będą też nadal rosnąć raty, które po wakacjach mogą kosztować leasingobiorców o kolejne 100 zł więcej. Krótko mówiąc, wzrosty cen aut dotyczą nie tylko tych, którzy decydują się na zakup za gotówkę, takich klientów jest zresztą coraz mniej, lecz również firmy, które zwykle korzystają z jakiejś formy leasingu.

Kłopot jednak w tym, że nie dość, że ceny aut rosną, to na dodatek nadal trzeba bardzo długo czekać na odbiór zamówionego samochodu. Mało tego, zdarza się, że klienci są informowani o anulowaniu ich umów. Tak było np. w przypadku marki Kia, która ze względu na problemy z dostępnością niektórych części musiała znacznie ograniczyć liczbę zamówień na niektóre modele z automatyczną skrzynią biegów DCT. Na inne modele Kii trzeba czekać od pół roku (np. popularny Ceed albo nowe Niro) aż do niemal roku (w przypadku Picanto, Rio, Stonica czy Sorento). Koreańska marka nie jest jednak jedyną, na której samochody trzeba długo czekać.

Wspomniane problemy z dostępnością podzespołów oraz surowców dotykają w taki sam sposób wszystkich producentów samochodów, także tych z Europy. Na naszym rynku można uznać, że czas oczekiwania na odbiór zamówionego auta krótszy niż pół roku to nie lada gratka. Problem ten dotyczy bardziej aut spalinowych niż tych z napędem elektrycznym, na które stawia teraz Unia Europejska. Zresztą sami producenci dbając o odpowiedni poziom emisji spalin w swojej gamie, dają wyraźny priorytet produkcji samochodów elektrycznych oraz hybryd, które można ładować z gniazdka.

Gdy mowa o samochodach z tradycyjnym napędem, praktyka u dilerów jest teraz taka, że im bogatsza wersja, z większą liczbą opcji, tym czas oczekiwania dłuższy. Wielu sprzedawców zachęca, by wybierać „gołe” modele bez licznych dodatków – wówczas można liczyć na krótszy czas produkcji. Problemem, jak się okazuje, są skomplikowane systemy multimedialne, automatyczne skrzynie biegów czy kamery ułatwiające manewry na parkingu. W wielu przypadkach producenci w ogóle zrezygnowali z umieszczania niektórych opcji w cennikach, a inni całkowicie wstrzymali możliwość składania zamówień na trudno dostępne wersje.

Jak w PRL

Jak to wygląda w praktyce? Złośliwi twierdzą, że właściwie wróciliśmy do czasów, o których wielu z nas już nie pamięta. A mianowicie do epoki PRL, gdy popyt na samochody był większy niż ich dostępność, a za szczęśliwców uważano tych, którzy mogli wyjechać z salonu nowym samochodem. Teraz – jak kilkadziesiąt lat temu – niektóre modele po roku eksploatacji mogą być droższe niż całkiem nowe, teoretycznie dostępne w salonie! Krótko mówiąc, rynek zwariował.

Decydując się na Volkswagena, można dość szybko odebrać auto, pod warunkiem, że będzie to T-Roc, czyli nieduży SUV. Ten model dostępny jest od ręki, a wybrać można spośród przeszło 300 aut pokazanych na internetowej stronie polskiego oddziału Volkswagena. Trzeba jednak zdecydować się na już skonfigurowaną wersję. Sporo jest też dostępnych Arteonów oraz miejskich Up-ów. A jeśli chcemy mieć Volskwagena szytego na miarę? Wówczas trzeba czekać od trzech do ponad sześciu miesięcy w przypadku SUV-ów T-Roc oraz T-Cross, ale na kompaktowego Golfa już do 2023 r. Mało tego, nie wiadomo jeszcze, do którego miesiąca...

Bardzo długo trzeba też czekać na popularną w naszym kraju Škodę Octavię. Zamówione teraz auto odbierzemy za ok. 10 miesięcy, przy czym lepiej, by nie było to praktyczne kombi. W tym przypadku czas oczekiwania może być jeszcze dłuższy, bo na tę wersję popyt jest zdecydowanie większy, a produkcja na razie nie nadąża za liczbą zamówień. Nieco krócej poczekamy na miejską Fabię. Jeszcze mniej czasu może zająć wyprodukowanie i dostarczenie Škody z silnikiem Diesla. W tej chwili popyt na takie auta zmalał, bo silniki wysokoprężne są w Unii Europejskiej na cenzurowanym. Niektóre warianty Octavii lub Kodiaqa z dieslem można mieć nawet po około trzech miesiącach.

Nieco lepiej w tej chwili radzą sobie producenci z Francji, ale też ich auta są u nas zdecydowanie mniej popularne niż Škody czy Volkswageny. Być może dlatego nowym Peugeotem 308, i to w dowolnym wariancie, wyjedziemy z salonu tuż po wakacjach, oczywiście zależnie od wersji. Są bowiem takie odmiany tych samochodów, na które trzeba będzie poczekać do pierwszych miesięcy 2023 r., o czym jednak sprzedawca poinformuje w momencie składania zamówienia. Podobnie jest w przypadku samochodów Renault. Sprzedawcy tej marki potwierdzają, że większość modeli można odebrać po około trzech miesiącach. Jedynie na Megane w niektórych wariantach (np. kombi) trzeba poczekać nieco dłużej, ale i tak nie więcej niż pół roku.

Elektryki są dostępne

Jeszcze niedawno nieco lepiej było w przypadku samochodów na prąd. Teraz jednak i wśród elektryków nie brak modeli, na które trzeba czekać bardzo długo. Kompaktowego Volkswagena ID.3 wprawdzie można zamówić choćby i dziś, ale produkcja rozpocznie się dopiero w 2023 r. Również na elektrycznego Citroëna C4 trzeba czekać przynajmniej rok, tak samo długo poczekamy na odbiór Kii EV6.

Jednak np. SUV-a Škoda Enyaq można mieć od ręki u polskich dilerów czeskiej marki. Pod warunkiem, że będzie to model już wyprodukowany, czekający na placu. Produkcja Enyaqa w marcu została czasowo wstrzymana, co zdecydowanie wydłuży czas oczekiwania na auto skonfigurowane przez klienta.

Niezbyt długo trzeba też czekać na najtańszego elektryka na polskim rynku, czyli Dacię Spring. To niewielkie, miejskie auto zamówione w czerwcu można będzie odebrać zapewne niedługo po wakacjach. Warto dodać, że ten model – jak na samochód na prąd – może faktycznie kosztować niewiele. Droższa wersja, za niemal 96 tys. zł, z rządową dopłatą (w wariancie z Kartą Dużej Rodziny – czyli 27 tys. zł), będzie realnie kosztować mniej niż 70 tys. zł. Fakt, że w tej cenie mamy samochód, do którego duża rodzina na pewno się nie zmieści.

Jeśli potrzebowalibyśmy samochodu elektrycznego dla rodziny, z odpowiednio dużym zasięgiem, wspomnianą kwotę trzeba przynajmniej podwoić. Za 150 do 200 tys. zł można już znaleźć kilka rodzinnych modeli znanych marek, jak choćby wspomniana Škoda Enyaq iV czy Volkswagen ID.4. Oczywiście kupując takie auta, w cenie do 225 tys. zł (takie jest ograniczenie rządowego programu dopłat), można liczyć na zwrot 18 750 zł albo 27 500 zł, gdy mamy wspomnianą już Kartę Dużej Rodziny.

W kontekście trudności z zakupem nowego samochodu niestety nie dziwią wyniki polskiego rynku motoryzacyjnego. W kwietniu sprzedaż nowych aut osobowych i lekkich dostawczych wyniosła mniej niż 40 tys. sztuk i była mniejsza o 15,5 proc. w porównaniu z poprzednim rokiem. Także łączna sprzedaż aut od stycznia do kwietnia zmalała o niemal 15 proc. do niespełna 160 tys. egzemplarzy. Podobne spadki, rzędu nawet 20 proc., odnotowano w całej Unii Europejskiej.

---

Komentarz eksperta

Autor komentarza: Daniel Mrozek, dyrektor partnerstwa strategicznego i produktów komplementarnych w Santander Leasing

Według danych PSPA z końca maja 2022 r. w Polsce było zarejestrowanych łącznie 48 676 osobowych i użytkowych samochodów z napędem elektrycznym (+45 proc. r/r). Wskazane powyżej liczby tylko potwierdzają trend, jaki obserwujemy także w wynikach Santander Leasing. W 2021 r. dynamika zawartych przez Santander Leasing z klientami umów leasingu na finansowanie pojazdów elektrycznych wyniosła aż +198 proc. r/r, a wartość udzielonego finansowania +208 proc. r/r. W pierwszym kwartale 2022 r. te dane wyglądają równie imponująco i stanowią odpowiednio +166 proc. i 205 proc. r/r. To nie wszystko, bo od kwietnia 2022 r. Santander Leasing umożliwia przedsiębiorcom zawieranie umów z możliwością uzyskania dopłaty do leasingu pojazdów zeroemisyjnych. Do występowania o dopłaty w ramach programu uprawnione m.in. są firmy, jednostki sektora finansów publicznych, instytuty badawcze, stowarzyszenia, fundacje, spółdzielnie czy rolnicy. Wnioskodawcy, którzy nie są osobami fizycznymi, mogą liczyć na dopłaty, których poziom zależy od kategorii pojazdu oraz średniorocznego przebiegu. Co istotne wskazane podmioty mogą się przy tym ubiegać o dofinansowanie więcej niż jednego pojazdu. Dotacje udzielane są w ramach współpracy z Bankiem Ochrony Środowiska, z programu „Mój elektryk” realizowanego przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.

W przygotowanej przez Santander Leasing ofercie leasingu dofinansowaniem będą objęte nowe samochody osobowe oraz pojazdy elektryczne kategorii M1 (samochody osobowe do przewozu max. ośmiu osób) o maksymalnej wartości 225 tys. zł. Dla osobowych elektryków firmowych przewidziano dotację w wysokości 18 750 zł lub nawet 27 tys. zł, jeśli deklarowany roczny przebieg pojazdu wyniesie co najmniej 15 tys. km.

Jeszcze większą korzyść mogą uzyskać klienci finansujący auta dostawcze do 3,5 t, w tym przypadku dofinansowanie może wynieść nawet 70 tys. zł przy deklarowanym rocznym przebiegu 20 tys. km.

Dane jednoznacznie wskazują, że trend wzrostowy wynikający też z uruchomienia programu „Mój elektryk” dostarcza przedsiębiorcom impulsu do nabywania ekopojazdów.

Dalszy trend wzrostowy w polskiej elektromobilności z pewnością utrzyma się, nie tylko ze względu na światowy trend w poszukiwaniu alternatywnychi ekologicznych rozwiązań w zakresie mobilności i transformacji energetycznej, ale też chociażby z perspektywy ekonomicznej. Opracowany przez Fundację Promocji Pojazdów Elektrycznych i Cambridge Econometrics raport „Napędzamy Polską Przyszłość” wskazuje, że polska gospodarka rocznie wydaje na paliwa do poruszających się po polskich drogach samochodów, ok. 12 mld euro. Zamiana paliw na napęd elektryczny spowodowałyby oszczędności dla polskiej gospodarki rzędu 8 mld euro każdego roku.

My Company Polska wydanie 7/2022 (82)

Więcej możesz przeczytać w 7/2022 (82) wydaniu miesięcznika „My Company Polska”.


Zamów w prenumeracie

ZOBACZ RÓWNIEŻ

POLECAMY