Rodzina Mentorowskich. Felieton Igora Zalewskiego

Rodzina Mentorowskich. Felieton Igora Zalewskiego
Jakiś czas temu rozmawiałem z młodą dziewczyną, która się zastanawiała, co będzie robić w życiu. Rozważała wiele ścieżek, aż wreszcie powiedziała coś takiego: No i jest ten mentoring. Tak, może wezmę się za mentoring.
ARTYKUŁ BEZPŁATNY

z miesięcznika „My Company Polska”, wydanie 11/2019 (50)

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Wstyd się przyznać, ale do tej rozmowy nie miałem zielonego pojęcia, że istnieje coś takiego jak mentoring. To znaczy wiedziałem co to za jeden ten mentor, ale nie sądziłem, że to teraz zawód. I że na karierę mentorów decydują się dziewczyny, które mają 21 lat. No, ale w dzisiejszych czasach wszystko płynie znacznie szybciej, a nawet wręcz zapieprza. W luksusowych hotelach są takie miejsca do zabawy dla dzieci, w których bawią się maluchy, a w miejscach dla nastolatków bawią się dzieci. Nastolatki wolny czas spędzają przy barach, zaś w miejscach dla maluchów nie ma nikogo, bo nawet noworodki czują się na to zbyt dojrzałe.

Więc może faktycznie człowiek zaraz po studiach może być mentorem. Nie chcę nikogo krytykować. Ale pomysł na życie młodej prementorki uświadomił mi pewną rzecz. Otóż dlaczego, skoro ona może, to ja nie mogę? Moim skromnym zdaniem, mogę wielu ludzi nauczyć, jak mają żyć. Nie chcę się chwalić, ale jestem osobą refleksyjną, przenikliwą oraz swoje przeżyłem. Owszem, nie odniosłem jakichś spektakularnych sukcesów zawodowych ani życiowych (acz rozwiodłem się tylko raz, a to chyba coś), ale już Schopenhauer zauważył, że drogowskaz nie podąża w stronę, którą wskazuje. W dodatku przeczytałem sporo książek, więc mogę rzucać cytatami, albo przynajmniej tytułami. Napisałem też kilka setek felietonów, więc pouczając innych mogę cytować samego siebie. Problemem jest wygląd zewnętrzny: mówiąc między nami, nie wyglądam na mistrza. Co najwyżej mistrza świata w jedzeniu hamburgerów. Okrągła gęba bez specjalnego wyrazu, brak brody znamionującej mędrca. No, ale nadrabiam siwizną oraz okularami. Podobno Helmut Kohl, były kanclerz Niemiec, nosił okulary zerówki, bo bez nich wyglądał jak kapusta, bo to chyba znaczy jego nazwisko. 

I kiedy tak rozważałem przyszłość mentora, uświadomiłem sobie nagłą, acz oczywistą prawdę. Przecież jeszcze lepiej na mentora nadaje się moja żona. Może ja wiem sporo, ale ona zdecydowanie więcej. Należy do tej kategorii żon, o których powstała koszulka z napisem: I don’t need Google, my wife know everything. Ilekroć rozmawiamy o ważnych sprawach, a także mniej ważnych oraz tych zupełnie nieważnych, to ja się w końcu poddaję i przyjmuję jej punkt widzenia. I koniec końców ona dyktuje mi, jak mam żyć. Czyż nie jest wymarzonym materiałem na mentora? I to takiego z bardzo wysokiej półki?

Ale, ale! Zapomniałem o naszym synu. Ma tylko 10 lat, ale nie spotkałem jeszcze osoby tak pewnej siebie, tak przywiązanej do własnego zdania i tak nieskończenie górującej intelektualnie nad światem. Niby młody, niby niedoświadczony, ale tyle już wie! Zdanie inne niż swoje zbywa zawsze prychnięciem i przewracaniem oczami, ewentualnie wzruszeniem ramion. Nie da się przekonać go do niczego. A on nie spocznie, póki nie przekona do swojego widzimisię. Ta pewność siebie może nie jest zaraźliwa, ale dla świętego spokoju w końcu każdy jej ulegnie. Co z tego, że ma dopiero 10 lat? Nie popadajmy w pułapki ejdzyżmu. Skoro 16-latka poucza świat o klimacie, to 10-latek może nam mówić, jak żyć.

Już układałem w głowie biznes- plan na rodzinną firmę mentoringową. Niestety, na jakiejś imprezie podzieliłem się tym pomysłem z pewną parą. I co się okazało? A to, że ona też jest bardzo mądra i może właściwie każdemu powiedzieć, co powinien począć ze swoją egzystencją. Jej mąż może nie jest aż tak wszechwiedzący, ale też dla każdego ma dobrą radę. Zaś ich dzieci, tak, zgadliście, one też pozjadały wszystkie rozumy i są gotowe nauczać innych.

Ta rozmowa uświadomiła mi, że rynek mentoringu może być bardzo trudny, bo specjalistów z każdej płci i w każdym wieku jest bez liku. Wiele rodzin jakie znam, spokojnie mogłoby założyć taki rodzinny biznes, jaki ja planowałem i konkurencja będzie nie do zniesienia. Co więcej, niektórzy mentorzy stosują nieczyste zagrania i dumping, ponieważ pouczają innych za darmo.

Chyba jednak będę musiał się rozejrzeć za jakimś innym ingiem.      

My Company Polska wydanie 11/2019 (50)

Więcej możesz przeczytać w 11/2019 (50) wydaniu miesięcznika „My Company Polska”.


Zamów w prenumeracie

ZOBACZ RÓWNIEŻ

POLECAMY