Reklama

Od strachu przed zarządzaniem do własnego biznesu: Pięć lat w sieci, które dały mi niezależność

Aneta Gabor
Aneta Gabor / Fot. materiały prasowe
Jako 24-letnia pracowniczka gastronomii nie śniła o własnym biznesie. Dziś zarządza już dwoma sklepami w Strzyżowie na Podkarpaciu i nie wyobraża sobie powrotu do niepewności pracy kelnerki. O trudnych początkach, nauce delegowania zadań i wsparciu technologii rozmawiamy z Anetą Gabor, franczyzobiorczynią Żabki.
ARTYKUŁ BEZPŁATNY

z miesięcznika „My Company Polska”, wydanie 3/2026 (126)

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Reklama

Swój pierwszy sklep franczyzowy otworzyła Pani w styczniu 2021 r., w samym środku pandemii. Jakie były Pani pierwsze wrażenia? Czy to było lekkie przerażenie, czy raczej ekscytacja?

Szczerze mówiąc, na początku było ogromne przerażenie i wyzwania. Nie jestem jednak osobą, która łatwo się poddaje. Kiedy już podjęłam decyzję o wejściu we franczyzę, wiedziałam, że muszę wziąć się w garść i po prostu zacząć działać. Pamiętam, że na starcie najbardziej przerosły mnie kwestie logistyczne: miałam mały magazyn, dużo dostaw i musiałam nauczyć się to wszystko sprawnie układać i organizować. Pracowałam wtedy bardzo dużo i długo, ale po około dwóch miesiącach intensywnej nauki wyszłam na prostą i wszystko zaczęło działać systematycznie.

Z dzisiejszej perspektywy, co poradziłaby Pani osobie, która właśnie odbiera klucze do swojego pierwszego sklepu i czuje to samo początkowe „oszołomienie”?

Najważniejsza rada: nie próbujcie być „chojrakami” i robić wszystkiego samemu. Ja na początku zatrudniłam o jedną o osobę za mało i pracowałam po kilkanaście godzin dziennie, myśląc, że dam radę. Szybko okazało się to błędem. Dziś radziłabym od razu zbudować nieco większy zespół, by móc spokojnie i bezpiecznie ułożyć sobie grafik i mieć czas wolny i regenerację. Druga kwestia to cierpliwość. Jeśli ktoś po tygodniu stwierdza, że to nie dla niego, to zdecydowanie za wcześnie na ocenę. Trzeba dać sobie minimum dwa, trzy miesiące, by wdrożyć się w rytm pracy, poczuć ten biznes i dopiero wtedy ocenić, czy to właściwa droga. W Żabce można wycofać się ze współpracy, jeśli to naprawdę nie ten kierunek.

Zarządzanie dwoma sklepami to spora odpowiedzialność. W jaki sposób wspierają Panią nowoczesne narzędzia technologiczne, które oferuje franczyzodawca?

Przeskok technologiczny, jaki dokonał się przez ostatnie pięć lat, jest niesamowity. Kiedyś było mnóstwo papierologii, a dziś niemal całym sklepem można zarządzać z poziomu tabletu czy komputera. Ogromnym ułatwieniem jest asystent AI, czyli Kum.ai. Na początku podchodziłam do niego z dystansem, trzymając się starych nawyków, ale szybko okazało się, że to rewelacyjne narzędzie. Wystarczy wpisać frazę, a system od razu wyrzuca całą ścieżkę rozwiązania problemu. Co więcej, dostęp do tej aplikacji mają też moi pracownicy. Dzięki temu mogą sami szybko znaleźć odpowiedzi na swoje pytania, nie angażując mnie w każdą drobną sprawę, co daje mi ogromny komfort pracy.

Prowadzenie własnej firmy wymaga nie tylko wiedzy, ale też pewności siebie. Czego dowiedziała się Pani o sobie samej przez te lata zarządzania biznesem?

Zawsze śmieję się, że przez te ostatnie pięć lat Żabka po prostu mnie wychowała. Przed otwarciem pierwszego sklepu miałam zaledwie 24 lata, pracowałam w gastronomii i nie myślałam jeszcze tak poważnie o dorosłym życiu. Byłam wręcz przerażona wizją własnej działalności gospodarczej, podatków, zatrudniania ludzi. Dziś widzę kolosalną różnicę. Stałam się dojrzalsza, znacznie rozsądniejsza i przestałam bać się wyzwań. Nauczyłam się planować, inwestować, a przede wszystkim wzięłam pełną odpowiedzialność za swoje życie. Zyskałam całkowitą niezależność finansową i mentalną.

Biorąc pod uwagę Pani sukces, w jaki sposób przekonałaby Pani osoby wciąż wahające się przed wejściem w ten franczyzowy model biznesowy?

Dla osoby młodej lub po prostu niemającej na koncie oszczędności to obecnie jeden z najbezpieczniejszych sposobów na start w biznesie. Wymagany wkład własny wynosi zaledwie około 5 tys. zł, a w zamian otrzymujemy wyposażony sklep i potężne wsparcie sieci. Niezwykle cenne są również darmowe szkolenia dla franczyzobiorców. Ja osobiście jestem ogromną fanką tych z zakresu psychologii sprzedaży i podejścia do klienta – dzięki nim nauczyłam się lepiej komunikować z ludźmi. Trzeba mieć odwagę, trochę determinacji i po prostu spróbować, bo efekty mogą przejść nasze najśmielsze oczekiwania.

My Company Polska wydanie 3/2026 (126)

Więcej możesz przeczytać w 3/2026 (126) wydaniu miesięcznika „My Company Polska”.


Zamów w prenumeracie

Reklama

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Reklama
Reklama