Reklama

Na nasz rachunek z Jakubem Swadźbą. W poszukiwaniu prawdy

Jakub Swadźba
Jakub Swadźba i Kuba Dobroszek / Fot. mat. pras.
Bardzo się cieszę, ponieważ w naszym cyklu po raz pierwszy gości przedstawiciel naprawdę dużego biznesu. Jeszcze przed spotkaniem usłyszałem mnóstwo ciekawych informacji na temat mojego rozmówcy, więc byłem niezwykle ciekaw, co wyniknie z naszego lunchu. Choć nie obyło się bez pewnych problemów…
ARTYKUŁ BEZPŁATNY

z miesięcznika „My Company Polska”, wydanie 1/2026 (124)

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Reklama

"To miasto ważnych spraw i krótkich miłości” – śpiewał o Poznaniu jeden z moich ulubionych polskich zespołów, Muchy. Tyle że chłopaki się pomyliły – w Poznaniu chodzi o sprawę najważniejszą i długą miłość.

Jako nastolatek byłem zafascynowany kinem. Jak gąbka chłonąłem wszystkie filmy Quentina Tarantino, potrafiłem wymienić każdą postać z produkcji Tima Burtona, a większość kieszonkowego trwoniłem na płyty DVD. Pamiętacie jeszcze świat bez Netfliksa? Nie wyobrażałem sobie innej przyszłości niż ta za kamerą. Losy potoczyły się inaczej, ale to może historia na inny materiał.

W Poznaniu odbywał się Międzynarodowy Festiwal Filmów Młodego Widza Ale Kino!, podczas którego – dzięki zwycięstwom w konkursach scenariuszowych – przez kilka edycji brałem udział w obradach jury młodych, wyszukującego w niezależnych produkcjach największych aktorskich perełek. To był świetny czas, dlatego do dziś każdy powrót do tego miasta wywołuje uśmiech na mojej twarzy. Nie inaczej było tym razem – w ramach cyklu „Na nasz rachunek” spotkałem się z Jakubem Swadźbą, szefem Diagnostyki, właśnie w Poznaniu.

Choć nie obyło się bez małego zamieszania – na skutek organizacyjnego nieporozumienia ja i mój rozmówca czekaliśmy na siebie w innych restauracjach. Spotkanie odbyło się z półgodzinnym opóźnieniem, jednak Swadźba ani razu nie pokazał jakichkolwiek oznak zniecierpliwienia – i to pomimo że krótko po naszym lunchu miał umówione ważne spotkanie z zarządem.

Ostatecznie z założycielem Diagnostyki spotykamy się w restauracji hotelu Blow Up Hall, zlokalizowanego w ścisłym centrum miasta. Jak wspomniałem, docieram spóźniony, kiedy mój rozmówca jest już po zupie i oczekuje na drugie danie. Lokal z gatunku tych bardziej eleganckich (co zresztą możecie zobaczyć po kwocie na paragonie), gdzie obsługa od wejścia odbiera wasze kurtki, a barszcz jest nalewany przy stoliku.

Rozmowę rozpoczynam od młodzieńczych wspomnień z Poznania.

– Czy pan ma takie miejsce, do którego wraca ze szczególnym sentymentem? – pytam Jakuba Swadźbę.

– Zdecydowanie Kraków. W wieku 10 lat pojechałem z mamą do Pisza na obóz żeglarski studentów z Krakowa, przyjaciół jej brata Marka. Pamiętam, że siedziałem przy ognisku, dostałem śpiewnik i śpiewałem z tymi wszystkimi studentami najróżniejsze piosenki. Śpiewnik był niesamowity, z Kaczorem Donaldem, dla dziesięciolatka to było coś. Jeden z utworów – o krasnoludkach – spodobał mi się w szczególności.

– Pamięta go pan jeszcze?

– Oczywiście, ale może lepiej nie będę śpiewał, wolę zarecytować – uśmiecha się mój rozmówca. I zaczyna bez zająknięcia – Już do startu są gotowe krasnoludki odrzutowe, jeszcze tylko zrobią kupkę i polecą na wędrówkę, bo z ładunkiem kupki w pupce nie ma mowy o wędrówce. Gdy już kupkę swą zrobiły, wnet motory zapaliły, i już niosą ich motory, ponad lasy, ponad bory. Tam gdzie morze w ląd się wrzyna, leży sobie Balladyna, z boku na bok się przewala, na słoneczku się opala. Coś takiego!

– To bardziej piosenka o kupce niż krasnoludkach, ale pamięć imponująca – zauważam żartobliwie. Nie będziemy się jednak kłócić o interpretację.

– Wtedy zrozumiałem, że nieważne, czym będę zajmował się w życiu, na studia na pewno pójdę do Krakowa – przyznaje Swadźba.

A na stole ląduje mój barszcz, jak wspomniałem wcześniej, podany rytualnie, żeby nie powiedzieć – z czcią.

Wkuwanie, odczynniki, startupy

Jakub Swadźba – doktor habilitowany nauk medycznych, specjalista chorób wewnętrznych, autor licznych prac naukowych dotyczących schorzeń autoimmunologicznych - od zera zbudował największą sieć laboratoriów medycznych w naszym kraju. Diagnostyka posiada sieć ponad 150 laboratoriów i ponad 1100 punktów pobrań, roczne obroty firmy przekraczają 2 mld zł, a z jej usług każdego roku korzysta ponad 20 mln pacjentów.

Ale ta historia mogła się nigdy nie wydarzyć, a do naszego spotkania – nie dojść.

– Na studia miałem pójść na dziennikarstwo, jednak w ostatniej chwili wybrałem medycynę – wspomina Swadźba.

– To spora wolta. Co się takiego stało?

– Mama była dziennikarką, a ojciec lekarzem, więc sam pan przyzna, że byłem w pewnego rodzaju rozkroku. Dziennikarstwo kojarzyło mi się z koniecznością chodzenia na kompromisy i hulaszczym trybem życia – co zresztą trochę widziałem po matce – natomiast bycie lekarzem utożsamiałem z nieco większymi wartościami. Jako jedyny nastolatek w mojej grupie rówieśniczej pochodziłem z ateistycznej rodziny, medycyna miała mi pomóc odnaleźć w życiu jakiś głębszy sens. Teraz wiem, że myślałem dosyć powierzchownie, gdyż sens życia można odnaleźć, nie będąc lekarzem, ale dla młodego człowieka brzmiało to sensownie. Ojciec przestrzegał przed pójściem na uczelnię w Krakowie – mówił coś o sitwie, wolał, żebym został na Śląsku lub wybrał Wrocław – ale jeśli chodzi o miejsce studiowania, akurat miałem bardzo precyzyjny plan.

Studia lekarskie okazały się okrutnie nudne. – Zmuszały nas do wkuwania, nie uczyły myślenia – wskazuje Swadźba. Ponadto tryb i sposób nauczania w latach 80. był bardzo skostniały, a niektórzy wykładowcy – jak słyszę – czerpali niemałą radość z pastwienia się nad studentami.

Po lekturze wywiadów z Jakubem Swadźbą można odnieść wrażenie – a przynajmniej ja takie odniosłem – że biznes pojawił się w jego życiu trochę przypadkiem. Nim mój rozmówca w 1998 r. otworzył pierwsze laboratorium w Krakowie, zajmował się m.in. dystrybucją w Małopolsce publikacji podróżniczych wydawnictwa Pascal, współzałożonego przez jego kolegów. Natomiast pomysł na Diagnostykę powstał po tym, gdy w trakcie robienia doktoratu w Belgii, jeden z jego znajomych poprosił go o przywiezienie odczynników do badań immunologicznych – mój rozmówca szybko zrozumiał, jak duży jest popyt na tego typu substancje. Sprzedaż odczynników do laboratoriów po pewnym czasie przekształciła się w Diagnostykę.

– Przedsiębiorcą stawałem się równolegle do bycia lekarzem, choć muszę przyznać, że mnie się ten biznes udawał od samego początku. Nie jestem typem naukowca niemającego pojęcia o tym, jak nawiązuje się relacje biznesowe czy nierozróżniającego podstawowych pojęć. Oczywiście Diagnostyka mierzyła się też z trudnymi momentami, ale generalnie dobrze odnalazłem się w przedsiębiorczości.

– Wiele było trudnych momentów? - dopytuję.

– Tak naprawdę to nie. Jednym z nich był okres, kiedy doszło do ogromnej dewaluacji złotówki, co postawiło pod znakiem zapytania sens naszych wcześniejszych inwestycji. Generalnie przez większość problemów przechodziliśmy suchą stopą, a dziś bardziej niż wyniki finansowe cieszy mnie fakt, że Diagnostyka stała się tak powszechna w codziennym życiu Polaków.

– Zastanawiał się pan kiedyś, co by było, gdyby Diagnostyka nie wypaliła? Szturmowałby pan nadal świat biznesu?

– Nie wiem, przyznam też, że nie zakładałem tej firmy jako „projektu biznesowego”. To nie była inicjatywa robiona wyłącznie dla pieniędzy, od której miałoby zależeć moje dalsze życie.

– A obserwuje pan rynek startupów medtechowych w Polsce?

– Tak, choć nie sądzę, żeby nasz kraj był dobrym miejscem do rozwijania tego typu innowacji. Niestety – zwłaszcza w porównaniu z Zachodem, a w szczególności ze Stanami Zjednoczonymi – brakuje nam wiedzy, doświadczenia, know-how oraz chętnych, którzy chcieliby swój kapitał ulokować w medyczne startupy. Sam czasem zainwestuję, ale robię to raczej niechętnie.

Twardo stąpać po ziemi

W kontekście rozwoju sztucznej inteligencji mówi się oczywiście o rozwoju wielu sektorów, jednak jako jedną z branż, w której ta technologia ma odegrać szczególną rolę, wymienia się medycynę, czego Diagnostyka jest zresztą świetnym przykładem – AI ma być jednym z filarów, na którym firma chce budować dalszą przewagę konkurencyjną i robi to już od wielu lat. Pierwszy istotny projekt w tym zakresie pojawił się prawie 10 lat temu, kiedy Diagnostyka realizowała projekt skutecznie wykrywający raka prostaty. Niestety nie udało się go upowszechnić, gdyż – jak słyszę – opór przed jego wdrożeniem był zbyt wielki.

– Sztuczna inteligencja w większym stopniu pana przeraża czy fascynuje? – pytam mojego rozmówcę.

– Dobre pytanie… Krótkoterminowo fascynuje, o długoterminowych skutkach – przede wszystkim społecznych – staram się nie myśleć. Sytuacja wygląda tak, że świat został wepchnięty w objęcia AI, co dla niektórych może okazać się kłopotem. Blisko mi do narracji, w której o sztucznej inteligencji mówi się jak o bombie atomowej – odpowiada Swadźba.

– Czego pan się obawia?

– Pewnie tego, co wszyscy, czyli przejęcia kontroli przez technologię. Ale akurat o tym nie chcę rozmawiać, bo jestem raczej twardo stąpającym po ziemi człowiekiem.

Zdaniem Swadźby – mimo całego entuzjazmu związanego z jej rozwojem – AI może wzmacniać u ludzi złe cechy (jak lenistwo), kiedy choćby z nudów zaczną powierzać jej coraz większy zakres swoich obowiązków.

Kilka miesięcy temu prestiżowy tytuł „The Lancet Digital Health” opublikował wyniki badań na próbie 100 tys. kobiet, z których wynika, że użycie AI sprawia, iż wykrywanie nowotworów piersi jest o blisko 30 proc. skuteczniejsze. W odpowiedzi na materiał znany profesor Derya Unutmaz stwierdził, że pomijanie sztucznej inteligencji w procesach diagnostycznych staje się nieetyczne i nieakceptowalne.

– Ja bym jeszcze nie powiedział, że nieetyczne, ale na pewno niepraktyczne. To nie jest jeszcze tak fantastyczna technologia, jak się wielu ludziom wydaje, natomiast w zadaniach diagnostycznych sprawdza się świetnie. Poza tym sporo lekarzy dosyć sceptycznie patrzy na jej rozwój, bo po prostu obawia się, że sztuczna inteligencja zabierze im pracę – a bez przełamania ich sceptycyzmu o w pełni powszechne wdrożenie będzie bardzo trudno.

– Niepokojącą informację o stanie zdrowia wolałby pan usłyszeć od człowieka czy od algorytmu?

– Już teraz nie mam z tym problemu, aby przekazał mi ją algorytm, zwłaszcza że w większości przypadków potrafi to zrobić z większą empatią niż młody, niedoświadczony lekarz, który ma w dodatku inne zmartwienia na głowie. W idealnym świecie doktorzy nie robiliby niczego poza skupianiem się na naszym przypadku i głaskaniem nas po głowie, wspieraniem. Niestety rzeczywistość tak nie wygląda – wyjaśnia Jakub Swadźba.

Bardzo namacalnym przykładem wdrożenia sztucznej inteligencji przez Diagnostykę jest nowa aplikacja mobilna oferowana przez firmę – jak tłumaczy prezes, to autorskie narzędzie wspierające indywidualną profilaktykę zdrowotną m.in. poprzez wirtualną asystentkę AI o imieniu LiDia oraz wygodny dostęp do wyników badań. – Celem LiDii nie jest oczywiście zastąpienie diagnozy lekarskiej, lecz porządkowanie procesu profilaktyki w przejrzysty i oparty na faktach sposób. Nasza asystentka wyjaśnia cel i znaczenie poszczególnych badań oraz informuje, jakie badania mogą być odpowiednie w danej sytuacji. Potrafi zgodnie ze sprawdzoną wiedzą medyczną odpowiedzieć na proste komunikaty o dolegliwościach lub potrzebach pacjenta, dzięki czemu ten może w bezpieczny sposób, bez szukania w różnych, często niesprawdzonych źródłach online, dowiedzieć się, jakie ma możliwości lub jak zrealizować konkretne badanie – tłumaczy mój rozmówca.

– Czy znajdą się jakieś bastiony medycyny, które pozostaną „odporne” na rewolucję AI?

– Myślę, że nie. Oczywiście nie wszystkie specjalizacje w tym samym momencie odejdą do lamusa – w stomatologii czy ginekologii zabiegowej potrwa to znacznie dłużej – branża musi się jednak przygotować na gigantyczne zmiany.

Jak żyć „zdrowowiecznie”

Kolejnym obszarem, dzięki któremu Diagnostyka chce budować dalszą przewagę, jest zdobywający popularność trend długowieczności, którego Jakub Swadźba jest wielkim orędownikiem. Wymyślił na niego nawet nowe, precyzyjniejsze określenie – „zdrowowieczność”. Podczas gdy ja przegryzam jagnięcinę, mój rozmówca postawił na rybę, mięso ogranicza do dwóch posiłków tygodniowo. Na wiele spotkań woli wybrać się piechotą niż samochodem czy taksówką, w jego lodówce na próżno szukać wędlin.

– Córka mojej siostry niedawno skończyła dwa lata. Jakiego wieku będą dożywać obecni dwulatkowie? – pytam.

– Jeśli założymy, że współcześnie średnia żywotność wynosi – w uproszczeniu – 80 lat, to przewiduję, że w niedalekiej przyszłości zwiększy się ona do 100 lat, co wynika z faktu, że zaczęliśmy trochę lepiej leczyć choroby, a medycyna klasyczna działa skuteczniej. Ponadto, szczególnie u młodego pokolenia, dostrzegam większą świadomość dotyczącą zdrowych nawyków. W tej chwili trwają bardzo intensywne badania związane z pewnymi lekami i suplementami, które włączone dosyć wcześnie pomogą nam zatrzymać zegar biologiczny, a nawet go cofnąć. To oczywiście nie oznacza, że będziemy żyć wiecznie.

W przestrzeni medialnej regularnie pojawiają się kolejne informacje o miliarderach, którzy wydając ogromne środki, przestawiają swój zegar biologiczny. Szczególnym przypadkiem jest na pewno Bryan Johnson mogący poszczycić się najwolniejszym tempem starzenia – według analiz starzeje się w tempie około pół roku w rok, czyli, w uproszczonej teorii, dwa razy wolniej niż przeciętny człowiek. W tym celu stosuje rygorystyczną dietę, a jego życie jest idealnie zaplanowane, nigdy nie prowadzi też samochodu z nadmierną prędkością. Koniecznie przeczytajcie jego historię, jeśli do tej pory się z nią nie zetknęliście.

Longevity – jak tłumaczy Swadźba – choć na razie kojarzy się głównie z milionerami, nie jest trendem wyłącznie dla nich, a proste nawyki z nią związane może wdrażać każdy z nas.

– Jako lekarz mimo wszystko uważam, że najważniejsze są odpowiednie dla danej osoby leki. Zażywam ich naprawdę sporo, m.in. metforminę stosowaną w leczeniu cukrzycy typu 2, choć cukrzycy nie mam. Jeśli jakiekolwiek wyniki mam choćby delikatnie podwyższone, to od razu staram się je zbijać, co nie zawsze mi się udaje – wciąż mam niestety bardzo niski heart rate, pobudzony układ sympatyczny. Mocno pracuję nad tym, aby to zmienić.

Dobre życie

Posiłki kończymy po około godzinie rozmowy – były naprawdę smaczne, co jest o tyle satysfakcjonujące, że jakość nie zawsze idzie w parze z ceną. Choć dyskutuje się przyjemnie, zarząd czeka.

– Rozpoczął pan studia medyczne z nadzieją na znalezienie sensu życia, a jak z tym sensem jest obecnie? Nie zatracił go pan przez te wszystkie lata? – pytam na zakończenie.

– Wręcz odwrotnie. Myślę, że Boga nie ma, ale gdyby istniał, u progu nieba raczej wynagrodziłby mnie za to, co zrobiłem, niż ukarał. Sporo przeżyłem, pogodziłem się ze śmiercią, pomogłem wielu osobom, jestem bogaty, zwiedziłem kawał świata – kiedy przyjdzie mi odejść, to z poczuciem wypełnienia misji – podsumowuje szef Diagnostyki.

Wracając do Warszawy, myślę o dylematach związanych z wyborem kierunku studiów, od których zaczęła się nasza rozmowa. I wydaje mi się, że tak naprawdę niewiele się od siebie różnimy – zarówno mnie, jak i Jakubowi Swadźbie chodzi o dążenie do prawdy, choć na nieco innych płaszczyznach.

To była kolejna dobra wizyta w Poznaniu.

My Company Polska wydanie 1/2026 (124)

Więcej możesz przeczytać w 1/2026 (124) wydaniu miesięcznika „My Company Polska”.


Zamów w prenumeracie

Reklama

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Reklama
Reklama