Reklama

Charakter źródło pierwotnej wielkości

grafika puchar
"Jak możemy się przeprogramować? Cóż, zwykle na początek musimy zostać w jakiś sposób skarceni i upokorzeni" / Fot. shutterstock
Połączenie odwagi z rozwagą to droga do osiągnięcia lepszych wyników oraz silniejszych relacji. Jeśli nie ma tej równowagi, zwykle osiągamy jedno kosztem drugiego.
ARTYKUŁ BEZPŁATNY

z miesięcznika „My Company Polska”, wydanie 3/2026 (126)

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

ARTYKUŁ BEZPŁATNY

z miesięcznika „My Company Polska”, wydanie 3/2026 (126)

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Reklama

Charakter – czyli to, jaki naprawdę jesteś – jest w ostatecznym rozrachunku ważniejszy niż kompetencje, a więc to, co potrafisz zrobić. Pierwotna wielkość jest więc w samej swej istocie kwestią charakteru.

Podkreślam prymat charakteru, ponieważ wierzę, że charakter (to, jaki kto jest) jest ważniejszy niż kompetencje (to, co dana osoba potrafi zrobić). Oczywiście obie te rzeczy są ważne, ale charakter to podstawa, na której wznosi się cała reszta. Nawet najlepsza struktura, system, styl i umiejętności nie są w stanie całkowicie zrekompensować niedostatków charakteru.

Wierzę również, że odwaga i rozwaga są kluczowymi elementami dojrzałości emocjonalnej, która z kolei jest podstawą wszystkich decyzji i wszystkich relacji. Osoba dojrzała emocjonalnie jest bardzo skuteczna. Dojrzali ludzie mogą mieć silne, zdrowe ego, ale zawsze mają też duży szacunek wobec innych. Potrafią znaleźć odpowiednią równowagę między przywiązaniem do własnych zasad i troską o innych.

Dojrzałość – równowaga między odwagą a rozwagą

Osobą, która uświadomiła mi, że dojrzałość to równowaga między odwagą a rozwagą, był Hrand Saxenian, jeden z moich wykładowców w Harvard Business School. Hrand pracował wówczas nad pracą doktorską na ten właśnie temat. Wyjaśniał to tak: dojrzałość emocjonalna to zdolność do odważnego wyrażania swoich odczuć i przekonań, przy jednoczesnym uwzględnianiu uczuć i przekonań innych.

Celność tego spostrzeżenia poruszyła mnie, ale chyba jeszcze większe wrażenie zrobił na mnie sposób, w jaki Hrand dawał tego przykład własną postawą. Na przykład, kiedy rozpoczęliśmy część kursu poświęconą statystyce, przyznał otwarcie, że sam nie wie zbyt wiele o tej dyscyplinie i że będzie się uczył razem z nami. Doskonale rozumiał przy tym, jakie mogą być nasze odczucia i reakcje – przecież rywalizowaliśmy ze studentami z innych grup wykładowych, a w dodatku na koniec czekał nas z tego przedmiotu egzamin. Czy można więc się dziwić, że poszliśmy z prośbą do dziekana, aby zmienił nam wykładowcę statystyki? Powiedzieliśmy, że lubimy i cenimy pana Saxeniana jako nauczyciela, ale jego nieznajomość statystyki postawi nas w niekorzystnej sytuacji podczas egzaminu.

Dziekan, ku naszemu rozczarowaniu, odpowiedział: „Cóż, po prostu dajcie z siebie wszystko”. Co było robić? Wróciliśmy na zajęcia Hranda i z jego pomocą zdobyliśmy pomocne notatki i rozdaliśmy je wszystkim. W pewnym sensie uczyliśmy się przedmiotu jeden od drugiego. A na egzaminie nasza grupa ćwiczeniowa osiągnęła drugi wynik – na osiem grup.

Jestem przekonany, że tak dobrze wypadliśmy na egzaminach, ponieważ Hrand miał odwagę przyznać się do swojej niewiedzy i tyle rozwagi, by pomóc nam znaleźć stosowne rozwiązanie. Tym samym pokazał, że odwaga w połączeniu z rozwagą cechuje wielkich liderów. Dowiódł tego, wskazując nam wielkich przywódców w historii, którzy dzięki tym dwóm cechom dojrzałości emocjonalnej – pięknie zbalansowanej odwadze i rozwadze – zbudowali silne kultury i społeczeństwa kierujące się wspólną wizją.

A później prawdziwość tej teorii sprawdziłem osobiście, choć w inny sposób. Najpierw zagłębiłem się w historię myśli o zarządzaniu, teorię relacji interpersonalnych i teorię psychologii człowieka i we wszystkich znalazłem te same dwie koncepcje. Na przykład teoria analizy transakcyjnej, którą Thomas Harris spopularyzował w książce „Ja jestem OK – ty jesteś OK”, miała swoje teoretyczne korzenie zarówno w książce „W co grają ludzie” Erica Berne’a, jak i w teorii psychoanalizy Zygmunta Freuda. Co bowiem kryje się za słowami „ja jestem OK – ty jesteś OK”, jeśli nie odwaga połączona z rozwagą? Stwierdzenie „ja jestem OK – ty nie jesteś OK” oznaczałoby, że ja mam odwagę, ale brakuje mi szacunku lub właśnie rozwagi w relacji z tobą i zwyczajnie na ciebie nie zważam. Z kolei „ja nie jestem OK – ty jesteś OK” sugerowałoby brak wystarczająco silnego ego i co za tym idzie odwagi. Możliwość czwarta „ja nie jestem OK – ty nie jesteś OK” to byłby dowód zarówno braku odwagi, jak i szacunku, a co za tym idzie również brak rozwagi we wzajemnych relacjach.

Następnie przyjrzałem się pracom dwojga wielkich teoretyków, Roberta Blake’a i Jane Mouton, którzy badali sukces w dwóch wymiarach, zadając pytanie: „Jesteś zorientowany na zadania, czy na ludzi?”. Niektórzy mają braki w jednym z tych dwóch wymiarów, inni zaś w obu. Ideałem jest oczywiście sytuacja, w której łączymy wysoką orientację na ludzi z równie wysoką orientacją na zadania. Innymi słowy, należy mieć odwagę, by doprowadzić zadanie do końca, oraz wielką rozwagę, wyrażoną szacunkiem i troską o innych.

Koncepcja win-win w zasadzie sprowadza się do tego samego: trzeba mieć duży szacunek do samego siebie, aby zapewnić sobie wygraną, ale działać też w sposób, który także innym pozwala odnieść zwycięstwo. Efekt synergii, powstający dzięki połączeniu twoich mocnych stron z mocnymi stronami drugiej strony, przynosi znacznie lepsze rezultaty. Widać to w deklaracjach misji, decyzjach, partnerstwach strategicznych oraz relacjach z klientami i pracownikami. Podejście win-lose, a więc takie, gdy wygrywa tylko jedna strona, jest symptomatyczne dla wysokiego szacunku dla samego siebie, bez zważania na innych i bez próby zrozumienia ich sytuacji. Z kolei podejście odwrotne, lose-win, sugeruje niski poziom szacunku wobec samego siebie przy nadmiernym braniu pod uwagę potrzeb innych.

Te same dwa czynniki znalazłem także w innych teoriach psychologicznych. Czasami odwaga jest nazywana szacunkiem, pewnością siebie, twardością umysłu lub siłą ego; a rozwaga może być utożsamiana z empatią lub życzliwością. Tę samą koncepcję równowagi owych dwóch czynników znalazłem także w wielkich dziełach filozoficznych i religijnych, gdzie sprowadza się ona do uniwersalnej zasady: „traktuj innych tak, jak sam chciałbyś być traktowany”.

Lepsze wyniki i silniejsze relacje

Połączenie odwagi z rozwagą to droga do osiągnięcia lepszych wyników oraz silniejszych relacji. Jeśli nie ma tej równowagi, zwykle osiągamy jedno kosztem drugiego. Pracowałem kiedyś z prezesem dużej organizacji, który był osobą zdecydowanie zorientowaną na zadania. Jeśli w celu osiągnięcia wyników musiał zbudować jakieś relacje, potrafił oczarować każdego, ale zawsze działo się to w kontekście konkretnego zadania. Zadanie definiowało relację, a rozmowy i kontakty służyły osiągnięciu celu. Ale znam też ludzi, którzy działają dokładnie odwrotnie. Relacje są dla nich tak ważne, że budują je poprzez zadania.

Poszukując czynników, które rządzą sukcesem w biznesie, David McClelland, jeden z wpływowych psychologów z Harvardu, opracował teorię potrzeb-osiągnięć. Wnioski wyciągnął na podstawie badań, w trakcie których pokazywał kandydatom do pracy różne obrazki, a następnie prosił ich o wymyślanie historii opartych na ich podstawie. Po wysłuchaniu historii McClelland tworzył profil osoby, a następnie, po dopasowaniu profilu pracownika do wymagań konkretnego stanowiska, przekazywał swoje rekomendacje pracodawcom. W ten sposób wyróżnił trzy zasadnicze potrzeby ludzi: potrzebę władzy, afiliacji i osiągnięć. Można więc uznać, że McClelland zgłębiał koncepcję motywacji zewnętrznej, uważając charakter za kluczowy czynnik długofalowego sukcesu.

Charakter ponad kompetencje

Nawet jeśli człowiek dysponuje wykształceniem i umiejętnościami technicznymi, to przy braku dojrzałości emocjonalnej te kompetencje formalne mogą ostatecznie obrócić się przeciwko niemu. Na przykład ów zorientowany na zadania prezes, o którym wspomniałem wcześniej, z czasem stracił nić porozumienia z członkami zarządu, wyczerpując kapitał społeczny do tego stopnia, że przestał mieć na nich jakikolwiek wpływ. Wszyscy mieli go zwyczajnie dość i podjęli decyzję o zmianie. Członkowie zarządu czuli, że są manipulowani, a prezes próbuje ich oczarować, przedstawiając jedną prezentację lepszą od drugiej. W końcu nadszedł czas rozliczeń. Umiejętności nie są ważniejsze od charakteru, a jednak proces edukacji i szkoleń większości ludzi koncentruje się na budowie kompetencji.

Wobec tego w jaki sposób zaspokoić ową równie istotną potrzebę stałego rozwoju i wzmacniania charakteru? Zacznij od zbadania, w jaki sposób ludzie wokół ciebie – ci, którzy mają udział w twoim sukcesu – oceniają twój charakter. Możesz w tym celu wykorzystać metodę 360 stopni, która zapewnia wiarygodne, naukowo sprawdzone i uporządkowane informacje zwrotne w obu interesujących nas wymiarach odwagi i rozwagi. Metoda ta pozwala uzyskać informacje od wszystkich interesariuszy: podwładnych, klientów, przełożonych i współpracowników. Rezultaty dają jasny obraz sytuacji i osoba poddana takiemu badaniu może stwierdzić: „Ojej, otrzymałem niskie noty za budowanie zespołu i relacji, chociaż osiągam dobre wyniki. Już wiem, co muszę poprawić”. Otrzymana informacja zwrotna sugeruje wprost, że musi popracować nad rozwojem charakteru. Uzbrojony w tę wiedzę pracownik może rozpocząć poszukiwania zasobów, które mu w tym pomogą: rodzina, przyjaciele, organizacje zawodowe, Kościół i grupy wsparcia.

Pokora i odwaga: źródła wewnętrznej integracji

Jestem absolutnie przekonany, że pokora jest matką wszelakich cnót, ponieważ to ona pomaga nam skoncentrować się na podstawowych zasad. Pokora pozwala nam dostrzec potrzebę ciągłej pracy nad rozwojem charakteru. To ona jest źródłem uważności i szacunku wobec innych. Jednocześnie uznaję, że skoro pokora jest matką wszystkich cnót, to jej ojcem musi być odwaga. Łącznie dzięki tym dwóm cechom możemy osiągnąć pełną wewnętrzną integrację.

Karl Jung powiedział, że dopiero na późnym etapie życia osiągamy indywiduację – pełną integrację różnych aspektów osobowości. Najpierw musimy przejść przez różne fazy pośrednie. Potrzeba wielu doświadczeń, wielokrotnego przejścia tą samą ścieżką na wiele sposobów, zanim stopniowo zaczniemy dostrzegać konsekwencje braku równowagi i osiągniemy spójność naszego wewnętrznego charakteru.

Dlatego proces budowy charakteru wymaga cierpliwości dla siebie samego. Ludzie, którzy zaczynają od małych kroków i każdego dnia po trochu wprowadzają w życie te zasady, naciskając coraz mocniej na poszczególne dźwignie, będą stopniowo rozszerzać swój wpływ, aż staną się prawdziwymi wzorami dobrego charakteru i ostatecznie mentorami i nauczycielami innych ludzi. Stają się katalizatorami zmian – ludźmi, którzy mogą przerwać cykle negatywnych zachowań w swoich rodzinach, organizacjach lub społecznościach.

Pisanie nowych programów

Jak możemy się przeprogramować? Cóż, zwykle na początek musimy zostać w jakiś sposób skarceni i upokorzeni – czy to przez okoliczności, takie jak nieosiągnięcie pożądanych wyników i utratę naszych aktywów, czy to przez kryzysy, niezdobycie upragnionej pozycji lub nagrody albo utratę dobrych relacji z naszymi współpracownikami, małżonkami i dziećmi. Dopiero wtedy stajemy się bardziej skłonni zaakceptować fakt, że ostatecznie wszystkim rządzą uniwersalne zasady, takie jak szacunek, empatia, uczciwość i zaufanie. Dopiero wtedy jesteśmy skłonni przyjąć odpowiedzialność za to, kim i jacy jesteśmy. To moment, w którym w pełni uświadamiamy sobie konieczność rozwoju i życia w zgodzie z solidnym poczuciem misji, co w znacznym stopniu przyczynia się do budowania wewnętrznej spójności.

W ostatecznym rozrachunku to, kim jesteśmy (charakter) jest podstawowym składnikiem sukcesu. Doszedłem do wniosku, że jedynym sposobem, w jaki mogę osiągnąć idealną równowagę między kompetencjami a charakterem, jest życie w zgodzie ze swoim sumieniem – z zasadami, które uznaję za słuszne. Kiedy zaczynam się chwiać – tracę ową równowagę między kompetencjami a charakterem – zwykle już po kilku godzinach lub dniach jestem w stanie przeanalizować swój błąd i dotrzeć do źródła, jakim jest jakiś niedostatek integralności mojego życia.

Wielu aktorów ma poczucie, że na początku swojej kariery byli wykorzystywani. Jednak w miarę nabierania doświadczenia, gdy już zyskają większy szacunek, zaczynają odrzucać scenariusze i role, które nie są zgodne z ich nową wizją samych siebie. Zdarza się, że sami piszą sobie scenariusze lub jasno określają role, w które chcą się wcielić. My możemy postąpić podobnie, niezależnie od kariery.

Jestem przekonany, że możemy pisać własne scenariusze działania i realizować je w stopniu o wiele większym, niż sądzi większość. Znam cenę, którą trzeba za to zapłacić. To jest walka. Wymaga umiejętności wizualizacji i afirmacji. Wymaga dbałości o całkowitą spójność naszego „ja”, które zaczyna się od składania i dotrzymywania obietnic, aż w końcu cała osobowość – zmysły, sposób myślenia, uczucia i intuicja – staje się integralną całością, wolna od jakichkolwiek sprzeczności.

Rozwój charakteru i dyscyplina osobista

Wiele osób musi zerwać z fizycznymi i emocjonalnymi uzależnieniami, które ich ograniczają i obniżają jakość ich życia. Dopóki tego nie zrobią, nie mogą liczyć na widoczne postępy, gdyż ciało będzie ograniczało ich wolę. Droga do postępu otwiera się przed ludźmi dopiero po dokonaniu takiego przełomu. Kiedy uda im się uzyskać pewien stopień kontroli nad apetytami, będą mogli zapanować nad swoimi pasjami, a nawet zacząć kształtować swoje motywacje i pragnienia. A wtedy rozwój charakteru może gwałtownie przyspieszyć. Porównać to można z lotem w kosmos – dopiero gdy przełamiemy siłę przyciągania ziemskiego, możemy cieszyć się pełną swobodą i wolnością.

Każdy z nas na co dzień zmaga się ze szkodliwymi nawykami. Ja również wiem, że muszę się pilnować, by zostać pod wpływem mądrości, sumienia i właściwych zasad. Jeśli sobie odpuszczę, to prędzej czy później zbiorę tego skutki – albo ja sam będę cierpiał, albo zaczną cierpieć osoby wokół mnie. Naruszenie jednej zasady może prowadzić do naruszenia innej; na przykład zauważyłem, że jeśli objadam się podczas kolacji, mogę później nie być wrażliwy na uczucia innych ludzi.

Muszę więc stale się kontrolować. Za każdym razem, gdy zaczynam odczuwać gniew, przeprowadzam autoanalizę i zazwyczaj jestem w stanie dotrzeć do źródeł tego gniewu, którym okazuje się jakieś uchybienie lub słabość mojego charakteru. Mogę próbować usprawiedliwiać i racjonalizować swoje zachowanie, ale jeśli postępuję wbrew sumieniu, to rozumiem, że osłabia to moją wolę. Wiem też, że ma to bezpośredni wpływ na moją uważność wobec potrzeb i uczuć innych.

Mając silny fundament charakteru, możemy zacząć dodawać barwne elementy osobowości. Jeśli brakuje nam takiej podstawy, możemy jedynie udawać, odgrywając jakąś rolę, ale kiedy przychodzi co do czego, natychmiast się potykamy i przewracamy na byle jakiej przeszkodzie. Takie upadki należą do jednych z najbardziej bolesnych, ale są równocześnie niezwykle użytecznymi doświadczeniami edukacyjnymi, dzięki którym możemy wrócić do życia w pełni zintegrowanego i w zgodzie z wartościami. 

My Company Polska wydanie 3/2026 (126)

Więcej możesz przeczytać w 3/2026 (126) wydaniu miesięcznika „My Company Polska”.


Zamów w prenumeracie

Reklama

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Reklama
Reklama