Jagna ma głos

Są ludzie, którzy od początku wiedzą, kim chcą być. Mają jasno wytyczoną ścieżkę, a ich życie to realizacja precyzyjnego planu. Tymczasem Jagna Pomorska wędrowała przez drogi pełne nagłych zwrotów akcji, bolesnych upadków i chwil, w których jedynym kompasem okazywała się intuicja. Żeby z lekkością poruszać się w świecie wirtualnej rzeczywistości, musiała nauczyć się być w relacji z samą sobą i z drugim człowiekiem.
Dziewczynka, która wolała śpiewać
Na początku była muzyka - Jagna wszędzie śpiewała. – Głównie kojarzę siebie ze stresem, który musiałam pokonać, śpiewając, czy to w konkursach wokalnych czy na akademiach szkolnych. W efekcie, gdy nauczycielka wywoływała mnie do tablicy, nieraz miałam kłopot z wyrażeniem myśli. Gdyby jednak kazała mi zaśpiewać odpowiedź na pytanie, myślę, że nie miałabym z tym żadnego problemu - wspomina z uśmiechem Jagna.
Talent muzyczny był jednak w domu Pomorskich czymś obcym. Wychowana przez ojca-profesora i matkę-nauczycielkę od dziecka czuła, że najważniejsza jest nauka. Nikt nie musiał jej nawet tego mówić – presję narzucała sobie sama, z uporem dążąc do świadectwa z czerwonym paskiem. – Z perspektywy czasu uważam to za absolutną głupotę, bo skupiałam się na wszystkim, tylko nie na rozwijaniu talentów, które miałam. W domu nie było przekonania, bym w stu procentach rozwijała się muzycznie i szła w występy artystyczne. Traktowano to raczej jako coś dodatkowego, nikt nie pokazał mi ścieżki rozwoju w tym kierunku. Łatwiej było mi zatopić się w świecie ocen i nauki – przyznaje nasza bohaterka.
Brak wiary we własne możliwości sprawił, że przez lata czuła się outsiderką. Wycofana, z głębokim poczuciem, że ciągle musi coś udowadniać, zwłaszcza jako córka profesora. „Musisz zbudować swoją niezależność” – ta myśl towarzyszyła Jagnie przez lata. Wyjazd na studia do Warszawy był szansą na zbudowanie własnej tożsamości. Stolica, w której zakochała się już jako dziecko, siedząc w ławach Auditorium Maximum i słuchając wykładów ojca, stała się jej miejscem na Ziemi.
Biznesowa inicjacja przez ogień
Życie szybko rzuciło młodą lubliniankę na głęboką wodę. Jeszcze na studiach, mając zaledwie 21 lat, zaczęła pomagać przyjacielowi w prowadzeniu firmy tłumaczeniowej. Szybko okazało się, że ma naturalny talent do zarządzania. Zamiast tłumaczyć, układała procesy, organizowała pracę. A potem wydarzyła się tragedia. Jej przyjaciel zmarł w dramatycznych okolicznościach, a ona została sama z firmą, zespołem i problemami, wplątana w sytuację, która przerosłaby niejednego doświadczonego przedsiębiorcę. – To była moja pierwsza, prawdziwa lekcja biznesu – wspomina Jagna. - Z dnia na dzień przejęłam firmę, zespół, odpowiedzialność. Znałam...
Artykuł dostępny tylko dla prenumeratorów
Masz już prenumeratę? Zaloguj się
Kup prenumeratę cyfrową, aby mieć dostęp
do wszystkich tekstów MyCompanyPolska.pl
Co otrzymasz w ramach prenumeraty cyfrowej?
- Nielimitowany dostęp do wszystkich treści serwisu MyCompanyPolska.pl
- Dostęp do treści miesięcznika My Company Polska
- Dostęp do cyfrowych wydań miesięcznika w aplikacji mobilnej (iOs, Android)
- Dostęp do archiwalnych treści My Company Polska
Więcej możesz przeczytać w 9/2025 (120) wydaniu miesięcznika „My Company Polska”.