Żyję w przyszłości, jakiś rok do przodu

Skąd wziął się pomysł na Wordware?
Narodził się w saunie! A tak poważnie, wziął się z tego, że zorientowaliśmy się, że inżynierowie budują agentów za pomocą kodu, tymczasem osoby mające zajmować się ich iteracją – czyli wykorzystujący agentów w codziennej pracy – to ludzie z wiedzą specjalistyczną, lecz nie programistyczną. Zależało nam więc na tym, żeby szybko mogli je tworzyć oraz dopasowywać do własnych potrzeb właśnie ci, którzy programistami nie są.
Idea nowego języka programowania opartego na tym naturalnym?
Zdecydowanie! Wystartowaliśmy niedługo przed tym, kiedy zaczął się trend vibe codingu.
Czym jest vibe coding?
Dzięki niemu możesz dokonywać zmian w kodzie, np. komunikując się wyłącznie z modelem AI, czyli nie musisz być programistą, jednak wciąż musisz potrafić promptować. Ten trend z jednej strony trochę popsuł nam życie, z drugiej pokazał, że cel mamy słuszny.
Jak wspominasz początki Wordware?
Prawie cztery lata temu, w 2021 r., założyliśmy tę spółkę w dosyć specyficznym momencie, kiedy ja i Robert byliśmy nieco wypaleni deep techem – poprzedni startup Roberta został wchłonięty przez giganta, ja przeżywałem cięższy czas, o którym może później opowiem. Wspólnie założyliśmy spółkę, którą po roku spivotowaliśmy w kierunku obecnego Wordware,
Skąd decyzja o pivocie?
Potrzebowaliśmy misji, pracy nad rzeczami, które zmienią świat, mimo że to czasem trudniejsze, w końcu nie można sobie żyć na Bali i bootstrapować. Zwolniliśmy cały zespół, a następnie daliśmy sobie osiem miesięcy na eksperymentowanie. Gdyby nie nasza przyjaźń, nie wiem, w jakim miejscu bylibyśmy teraz.
I jak wyglądało te osiem miesięcy?
To był okres czasem niesamowitych, a czasem przedziwnych sytuacji. Kiedy pierwszy raz ogłosiliśmy, że pivotujemy, zadzwoniło do mnie dwóch naszych aniołów – ludzi, którzy zainwestowali w nas wcześnie, niskie kwoty ok. 15 tys. dol.! – z poleceniem oddania im pieniędzy. Że co my sobie w ogóle wyobrażamy, że zmieniamy strategię bez ich zgody?! Ile mieli, 0,1 proc. udziałów w firmie? Powiedziałem, że jeśli tylko będę miał taką możliwość, oddam im ten hajs z własnej kieszeni. Jeden z nich został na pokładzie, ale zapowiedziałem mu, że już nigdy nie będę go o niczym informował, nie będzie na żadnym spotkaniu z inwestorami. Ja miałem depresję, a on dzwonił i żądał zwrotu kasy... Co ciekawe, teraz chętnie chwali się naszą znajomością. Polski angel investing bywa koszmarny.
A venture capital?
Tu też nie jest świetnie. Od jednego z polskich vc usłyszałem: „Filip, wierzę w ciebie, czegokolwiek byś nie robił w AI, masz nas na pokładzie”. Poszedłem na spotkanie z gotowym...
Artykuł dostępny tylko dla prenumeratorów
Masz już prenumeratę? Zaloguj się
Kup prenumeratę cyfrową, aby mieć dostęp
do wszystkich tekstów MyCompanyPolska.pl
Co otrzymasz w ramach prenumeraty cyfrowej?
- Nielimitowany dostęp do wszystkich treści serwisu MyCompanyPolska.pl
- Dostęp do treści miesięcznika My Company Polska
- Dostęp do cyfrowych wydań miesięcznika w aplikacji mobilnej (iOs, Android)
- Dostęp do archiwalnych treści My Company Polska
Więcej możesz przeczytać w 9/2025 (120) wydaniu miesięcznika „My Company Polska”.