Reklama

Zbierz 30 tys. w przedsprzedaży albo odpuść. Brutalna lekcja biznesu od Patryka Czerniejewskiego

Patryk Czerniejewski
Patryk Czerniejewski, twórca platformy "Chcę Zostać". / fot. mat. pras.
Mało który biznesplan zaczyna się od wygranej w „Kole Fortuny”, ale u Patryka Czerniejewskiego od początku nic nie szło utartym szlakiem. Jako zupełnie niedoświadczona w biznesie osoba, stworzył wartą miliony platformę, przetrwał potężne kryzysy finansowe, a gdy osiągnął szczyt – postawił kropkę, by odzyskać spokój.

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Reklama

„Chcę Zostać” to polski serwis z kursami online, w którym wiedzę przekazują osoby znane ze swoich osiągnięć w biznesie, kulturze czy sporcie. Platforma oferuje szkolenia wideo z różnych dziedzin: od marketingu i zarządzania, po projektowanie mody, rap czy opiekę nad zwierzętami. Jej głównym założeniem jest udostępnienie specjalistycznej wiedzy osobom, które szukają nowej ścieżki zawodowej lub chcą rozwijać swoje hobby pod okiem praktyków.

Aktorstwo było w Twojej głowie od zawsze, czy myśli o biznesie kiełkowały już wcześniej?

Patryk Czerniejewski: Wykładając kawę na ławę: nigdy nie myślałem wcześniej o przedsiębiorczości. Na pierwszym miejscu była piłka nożna, ale w liceum zdałem sobie sprawę, że wielkim piłkarzem już raczej nie zostanę. Rok przed maturą chciałem iść na dziennikarstwo, ale dotarło do mnie, że nie chcę być osobą, która pyta, tylko tą, która odpowiada; twórcą czegoś wyjątkowego. Ponieważ nie miałem problemów z wystąpieniami publicznymi, postanowiłem zdawać do szkoły teatralnej. Udało się za pierwszym razem, a przedsiębiorczość pojawiła się dopiero później, z momentu frustracji i niezgody na życie, które mogło mnie czekać.

Po krakowskiej szkole teatralnej pojawiłem się w Warszawie i zrozumiałem, że świat nie stoi przede mną otworem, a propozycje nie sypią się same. Pamiętam, jak w galerii Arkadia obejrzałem szkolenie na Masterclass z Kevinem Spacey. Pomyślałem: „To fantastyczne! Mogę uczyć się od niego, będąc tutaj”. Wtedy zapaliła mi się lampka. Gdybym jako młody piłkarz miał dostęp do takiej wiedzy, może bym nim został? I pojawiło się pytanie: „A gdyby zrobić coś takiego w Polsce?”.

Jak przeszedłeś od pomysłu do realizacji, nie mając kapitału?

Zadzwoniłem do Tomka Frankowskiego, legendy polskiej ligi. Powiedziałem: „Tomek, zróbmy takie szkolenie dla młodych piłkarzy”. Zapytał, czy mam na to pieniądze. Nastąpiła niezręczna cisza. Nie miałem, ale obiecałem, że je zdobędę. Byłem wtedy „amebą biznesową” o zerowej wiedzy, żadne neurony w tym kierunku jeszcze nie pracowały. Zgłosiłem się więc do wszystkich możliwych teleturniejów. Dostałem się do „Koła Fortuny”. Przygotowałem się, wpisując w Google: „How to win Wheel of Fortune”. Znalazłem strategie, zaimplementowałem je i wygrałem cały odcinek oraz finał. Nagrodą było 17 tys. zł, zegarek (który mam do dziś) i “Śliwka Nałęczowska” (uśmiech). Dzięki tym pieniądzom i pomocy znajomych ze studiów filmowych udało mi się stworzyć pierwsze szkolenie piłkarskie. Wiedziałem, że jedynym ograniczeniem jest brak wiedzy, więc zacząłem ją chłonąć z YouTube’a – od strategii biznesowej po generowanie leadów.

Jak udało Ci się stworzyć biznesplan i pozyskać inwestora?

Nie wiedziałem, jak zrobić biznesplan, więc pojechałem do znajomych. Proponowałem nawet, że posprzątam im dom, byleby pomogli mi stworzyć Excela. Powiedzieli: „Patryk, daj spokój, po prostu usiądźmy i to zróbmy”. Z gotowym arkuszem zacząłem szukać inwestora. Wiele drzwi było zamkniętych, aż w końcu jedne się otworzyły. Inwestor docenił, że sam już coś stworzyłem, że format sprawdził się w USA i że zarażam tą ideą jak wirusem. To był moment, w którym powstało „Chcę zostać”. Ruszyliśmy z kursami od dużych nazwisk, jak O.S.T.R. czy projektanci Paprocki & Brzozowski. Wiedziałem, że muszą być najlepsi.

Jak finansowałeś kolejne projekty i dla kogo właściwie są te kursy?

Założyliśmy, że próg wejścia jest od amatora do średniozaawansowanego. To nie są kursy obiecujące, że w 17 godzin zostaniesz projektantem i zarobisz miliony. One dają pewność, że uczysz się od najlepszych.

W kwestii finansów – szybko zrozumiałem, że najlepszą walidacją jest moment, w którym ktoś płaci przed powstaniem produktu. Wprowadziłem przedsprzedaż. Jeśli projekt nie wygenerował z samego pomysłu około 300-400 tys. zł, nie tworzyliśmy go. Jeśli przekroczyliśmy ten próg, finansowaliśmy z tego produkcję. To była twarda lekcja – kiedyś, mimo złej przedsprzedaży, zrobiliśmy kurs i okazało się, że to był błąd.

Wspomniałeś, że nie zawsze było kolorowo. Jakie były te trudne momenty?

Było ich wiele. Zmagałem się ze stanami lękowymi i depresyjnymi. Czułem, że osiągnąłem swój limit w tym projekcie. Były zatory finansowe – w jednym momencie musieliśmy szybko wymyślić, jak zdobyć 200 tys. zł, bo przeszacowałem koszty produkcji nowych kursów, zamiast dbać o sprzedaż obecnych. Nie spałem spokojnie, czując odpowiedzialność za ludzi, którym zalegałem z fakturami.

Zdarzały się też sytuacje absurdalne, jak webinar za 15 tys. zł, podczas którego sąsiad eksperta zaczął wiercić w ścianie dokładnie w momencie startu. W takich chwilach musiałem wchodzić na live i ratować sytuację swoją energią. To jest prawdziwa twarz przedsiębiorczości, a nie mieszkanie w zamku i jazda Lamborghini – jak myślą niektórzy.

Platforma odnosiła sukcesy, 2023 r.był rekordowy. Dlaczego zdecydowałeś się na sprzedaż “Chcę Zostać”?

W 2023 r. przekroczyliśmy 5 mln zł sprzedaży. To był nasz krok milowy. Jednak zdecydowaliśmy się sprzedać projekt Michałowi Lidzbarskiemu z WebToLearn. Zrobiłem, ile potrafiłem, dałem tam mnóstwo serca, ale przyszedł czas postawić kropkę. Ale kropka buduje nowe zdanie. Nie patrzę z żalem wstecz. Czuję, że to dziecko się odchowało i poszło w świat.

Czy aktorstwo pomogło Ci w biznesie? I czy jeszcze do niego wrócisz?

Pomogło nieprawdopodobnie. Bez umiejętności komunikacyjnych Ela Zapendowska czy OSTR mogliby nie zaufać 25-latkowi. Często sam prowadziłem sprzedaż na webinarach, bo eksperci byli świetni merytorycznie, ale bali się sprzedawać. Aktorstwo pozwala patrzeć na biznes kreatywnie i rozumieć, że ludzie kupują emocje.

Co do powrotu – ja cały czas „aktorzę”. Gram w dwóch spektaklach, jeździmy po Polsce, wystąpiłem w serialu „Glina”. Aktorstwo daje mi spełnienie i poczucie misji, gdy widzę uśmiechnięte twarze ludzi na widowni. Biznes daje mi bezpieczeństwo finansowe. Chcę, żeby ten tandem był w moim życiu nierozłączny. Do końca stycznia daję sobie czas na oddech, edukację w temacie AI i czytanie fikcji, by odpocząć od książek rozwojowych. Ale znając mnie, zaraz ten spokój mi się znudzi.

Nie powiesz co masz w planach?

Nie, potrzymam to jeszcze w tajemnicy (uśmiech).

Reklama

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Reklama
Reklama