Reklama

Startup Polaka zgarnął ponad 6 mln zł. Dolina Krzemowa i Borys Musielak postawili na hydraulików oraz serwisantów

Robert Lukoszko - twórca Stormy AI
Robert Lukoszko - twórca Stormy AI. / fot. mat. pras.
Serwisy wózków widłowych, montażyści klimatyzacji, hydraulicy czy wypożyczalnie sprzętu ciężkiego wciąż działają dzięki bez przerwy dzwoniącym telefonom, zapisanym kartkom i pamięci jednego dyspozytora, która ulatuje z firmy punktualnie o osiemnastej. Tę technologiczną lukę postanowił zamknąć startup Stormy, którego twórcą jest Polak Robert Lukoszko. Spółka właśnie zebrała 1,7 mln dol (ok. 6,6 mln zł) ną stworzenie centrum dowodzenia dla firm pracujących w terenie.

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Reklama

Rundzie przewodził fundusz Kaya.vc, a do inwestycji dołączył legendarny amerykański akcelerator Y Combinator oraz fundusz Borysa Musielaka – SMOK VC. To kolejny ważny krok w historii spółki, która w kwietniu 2026 roku pozyskała 500 tysięcy dolarów w rundzie seed.

Pieniądze z obecnej rundy nie popłyną jednak na armię handlowców czy rozbudowane kampanie promocyjne. Trafią wprost do inżynierów wdrożeniowych pracujących bezpośrednio w terenie. Ich zadaniem jest wejście do prawdziwego warsztatu, wsiadanie do aut serwisowych z technikami i konfigurowanie systemu na żywym organizmie – tak długo, aż dzwoniący telefon przestanie spędzać sen z powiek właścicielowi biznesu.

Technologia, która zatrzymała się przed bramą warsztatu

Nowoczesne oprogramowanie już dawno zrewolucjonizowało biurowce, ale wciąż ma problem z dotarciem na zaplecza techniczne i place manewrowe. Firmy, które utrzymują fizyczny świat w ruchu, nadal opierają się na zeszytach i pamięci pracowników. Jeśli cała wiedza o operacjach mieści się w głowie jednego człowieka, to o godzinie 18:00 firma po prostu traci orientację.

Tymczasem w branży usług technicznych każda sekunda nieuwagi kosztuje realne pieniądze: – Nieodebrany telefon o 18:40 to nie jest zwykłe powiadomienie. To zlecenie warte 1850 dolarów, którego nadawca właśnie wybrał numer do twojej konkurencji – mówi Robert Lukoszko. 

Jak czytamy na firmowym blogu spółki, Stormy chce być dla pracy w terenie tym, czym platforma Datadog jest dla oprogramowania: jedną spójną warstwą widzącą każde połączenie, każdą ciężarówkę, zużytą część, zadanie i fakturę. Ambicją twórców jest stworzenie interfejsu API, który napędza całe operacje w świecie fizycznym. System nie tylko obserwuje dane, ale wykonuje pracę: odbiera telefony, rezerwuje terminy, wysyła ekipy, zamawia części i wystawia rachunki. Zasada jest prosta: wszystko, co w firmie usługowej da się zautomatyzować za pomocą sztucznej inteligencji, zostanie zautomatyzowane, ale każdą newralgiczną decyzję ostatecznie zatwierdza człowiek.

Strategia rozwoju spółki opiera się na logice: najpierw front office, potem zaplecze. Zaczynają od recepcji i pierwszej linii kontaktu, bo to tam pojawia się zlecenie. Następnie zdobywają zaufanie w biurze rachunkowym, bo to tam dokumenty najczęściej giną. Na koniec stają się fundamentem, na którym opiera się całe przedsiębiorstwo.

Dlaczego ta zmiana jest możliwa właśnie teraz?

Nałożyły się na to dwa zjawiska:

  1. Dojrzałość modeli AI – dzisiejsze algorytmy potrafią płynnie poprowadzić rozmowę głosową przez telefon, poprawnie odczytać kod błędu ze zdjęcia i bezbłędnie przygotować fakturę.
  2. Rosnąca liczba maszyn – świat zapełnia się flotami pojazdów, zaawansowanym sprzętem, a wkrótce także robotami. Utrzymanie ich w sprawności jest znacznie trudniejsze niż samo ich wyprodukowanie. To gigantyczne wyzwanie operacyjne obejmujące ludzi, grafiki, logistykę części i przepływy pieniężne.

Model rodem z Palantira – inżynier przy biurku dyspozytora

W Stormy obowiązuje podejście znane z firmy Palantir: najtrudniejszych problemów technologicznych nie da się rozwiązać, wysyłając klientowi link z hasłem. Trzeba wysłać inżynierów prosto na warsztat – tyle że zamiast dla agencji wywiadowczych, pracują oni dla serwisu dysponującego flotą dwunastu aut.

Wdrożenie opiera się na czterech żelaznych regułach:

  • Wartość tkwi w skrajnościach – system projektowany jest z myślą o firmach z najbardziej skomplikowaną logistyką, a nie dla uśrednionego odbiorcy.
  • Odważne działanie – żadnych środowisk testowych; praca od pierwszego dnia na realnych telefonach od prawdziwych klientów.
  • Błyskawiczne tempo – ulepszenie opracowane na miejscu w jednym serwisie wózków widłowych trafia do oprogramowania wszystkich klientów jeszcze w tym samym tygodniu.
  • Weryfikacja rynkowa – technologia jest sprawdzona dopiero wtedy, gdy warsztat za nią zapłaci.

Jak wygląda to krok po kroku? Programista spędza cały dzień z dyspozytorem i jeździ w trasę z ekipą serwisową, by zrozumieć, jak naprawdę wycenia się pracę, kto decyduje o kolejności wyjazdów i co technicy gryzmolą na kwitach. Następnie system odpala się przy realnym zleceniu: prawdziwym telefonie, rzeczywistym wyjeździe auta, części zdjętej z półki i fakturze wysłanej do klienta (przy pełnej kontroli właściciela). Inżynierowie nie wychodzą z firmy, dopóki cała pętla – od dzwonka, przez kalendarz, magazyn i fakturę, aż po zaksięgowaną płatność – nie zamknie się bez konieczności ponownego przepisywania danych w biurze.

Dla kogo to działa i jak wygląda w praktyce?

Stormy otwarcie zaznacza, że nie tworzy oprogramowania dla enigmatycznych „małych i średnich firm”. Rozwiązanie skrojono pod ekipy terenowe, gdzie wykonuje się twardą, fizyczną pracę, a urządzenia mają numery seryjne. Wśród odbiorców są:

  • serwisy wózków widłowych i transportu bliskiego,
  • serwis sprzętu ciężkiego i maszyn ziemnych,
  • instalatorzy HVAC, wentylacji i chłodnictwa,
  • firmy elektroinstalacyjne i hydrauliczne,
  • serwisy urządzeń AGD oraz usługi domowe,
  • bazy logistyczne, podwórza flotowe i wypożyczalnie sprzętu budowlanego.

Jeden numer, pełna kontrola nad dniem i wieczorem

System przejmuje obsługę recepcji we wszystkich kanałach kontaktu:

  • Telefon – dotychczasowy numer firmy jest odbierany po drugim sygnale, nawet o 22:41. Głosowy asystent rozpoznaje maszynę klienta, wstępnie wycenia wizytę i rezerwuje realne okienko czasowe w kalendarzu konkretnego technika.
  • SMS-y – odpowiedzi w kilka sekund: przesunięcia terminów, przewidywany czas przyjazdu, odpowiedzi na pytanie „czy to już zrobione?”, odczytywanie kodów błędów ze zdjęć czy błyskawiczne zatwierdzanie zgody na dokupienie droższej części.
  • Kontakt z ekipą w trasie – technicy piszą SMS-a bezpośrednio z szoferki: wysyłają zdjęcie tabliczki znamionowej, wpisują zużytą część albo rzucają proste „robota skończona”. Na podstawie tej jednej wiadomości system sam tworzy zlecenie, aktualizuje stan magazynowy i przygotowuje fakturę.
  • Skrzynka e-mail – wyławianie zagubionych zapytań o wyceny, potwierdzanie zamówień, wysyłanie rachunków i pilnowanie, by pieniądze wylądowały na koncie.

Równie istotna praca dzieje się wieczorem. System automatycznie zamyka karty pracy, wystawia faktury, upomina się o zaległe płatności, a gdy zapas części zamiennych spadnie poniżej ustalonego limitu – sam generuje zamówienie do dostawcy. Dodatkowo tak układa harmonogram na kolejny tydzień, by żaden samochód serwisowy nie jeździł z pustym przebiegiem.

Co więcej, lata dotychczasowej historii zleceń przenoszone są ze starych baz bez potrzeby ręcznego przepisywania. A co z przyzwyczajeniami fachowców? Zespół techniczny może zachować swoje tradycyjne papierowe bloczki – papier nadal działa, po prostu przestaje być jedynym miejscem, w którym te kluczowe informacje zostają zapisane.

Rejestracja w 48h to za mało? Borys Musielak ostro o unijnym projekcie: „Dla startupów jest bezużyteczny”

Rejestracja w 48h to za mało? Borys Musielak ostro o unijnym projekcie: „Dla startupów jest bezużyteczny”

Podczas tegorocznego szczytu w Davos padły deklaracje, na które europejski sektor technologiczny czekał od lat. Czy jesteśmy świadkami legislacyjnego przełomu, który położy kres kosztownej fragmentacji prawnej i zjawisku tzw. „Delaware flip”, czyli masowej ucieczce europejskich firm do USA w poszukiwaniu prostszego prawa i kapitału?

Reklama

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Reklama
Reklama