Raport Cyberbezpieczeństwo. Jad w kolorowym papierku

Fake newsy
Fake newsy. Jak się przed nimi chronić? Fot. Shutterstock
Narzekaliście na zalew fake newsów w przestrzeni publicznej? To była rozgrzewka. Trolle dopiero zaczynają się rozkręcać, by coraz sprytniej nami manipulować. Nauczmy się przed tym bronić. Na początek – jak rozróżniać fejki od prawdy.
ARTYKUŁ BEZPŁATNY

z miesięcznika „My Company Polska”, wydanie 5/2022 (80)

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

1 marca br. w Przemyślu troje obywateli Indii zostało pobitych przez pięciu obywateli polskich. Poszkodowani przybyli do Polski z ponad 400 tys. uchodźców, którzy w ciągu pierwszych pięciu dni wojny uciekli z Ukrainy, napastnicy byli bywalcami polskich forów narodowych i kibolskich. Ruszyli na ulice miasta, by „chronić mieszkańców przed uchodźcami”. Choć policja informowała, że nie odnotowała zwiększonej ilości przestępstw, samozwańczy „obrońcy” wiedzieli lepiej. Przecież internet „huczał” o napaściach, włamaniach i gwałtach, jakich mieli dopuszczać się uchodźcy. Rzeczywiście: tuż po wybuchu wojny u naszego wschodniego sąsiada na tematy #Ukraina #wojna #Rosja Instytut Badań Internetu i Mediów Społecznościowych odnotował w polskich mediach społecznościowych drastyczną radykalizację grup antyuchodźczych oraz 120  tys. prób dezinformacji. W porównaniu z  1 lutego br. liczba takich incydentów wzrosła o 20 tys. proc., głównie na Facebooku.  Miały na celu wzbudzić poczucie wewnętrznego zagrożenia wśród Polaków. 

Samozwańczym obrońcom zdawało się, że działają spontanicznie. W rzeczywistości postąpili tak, jak życzyli sobie tego zleceniodawcy i twórcy fake newsów szkalujących uchodźców. Na szczęście w tym przypadku fejki nie przyczyniły się do niczyjej śmierci, ale takich przykładów nie brakuje. W Indiach np. Internet Lynch Mobs zabiły dziesiątki ludzi. 

Nie tylko narzędzie

Fake news to nie jest niewygodny fakt albo prawdziwa informacja, z którą się nie zgadzamy, jak usiłują nam to wmówić niektórzy politycy. To coś zupełnie innego. To fałszywa informacja, której celem jest wprowadzenie odbiorcy w błąd oraz wywołanie określonych emocji i nastawienia do danego tematu. Czasami obliczona jest na „przykrycie” tematów istotnych i niewygodnych. To cudowna i wielokrotnie w dziejach sprawdzona socjotechnika. Wszyscy znamy sławne powiedzenie Josepha Goebbelsa, ministra propagandy w rządzie Adolfa Hitlera: „Kłamstwo powiedziane raz pozostaje kłamstwem, ale powtórzone tysiąc razy staje się prawdą”. Internet doskonale się w tym przydaje, tym bardziej że sprzyja anonimowości.

Fake news często podszywa się pod obiektywną informację lub wiadomość z pierwszej ręki. Zwykle jednak ma znak szczególny: żeruje na emocjach, podsycając nasze lęki i akceptowane stereotypy. Sączy jad w kolorowym papierku, bo w postaci przyciągającego wzrok newsa czy zdjęcia. Chodzi o to, by podnosił nam ciśnienie: budził złość, gniew, kontrowersje, by szokował lub utwierdzał nas w określonych przekonaniach, a tym samym utrudniał podejmowanie świadomych, racjonalnych decyzji i popychał do określonych zachowań. 

Fake newsy mają wzbudzać naszą nieufność do rzetelnych źródeł i autorytetów, obniżać poziom społecznego zaufania, kreować opinię publiczną w sposób sprzeczny z prawdą i napędzać zwolenników teoriom spiskowym. W jakim celu? Funkcjonowanie w świecie, w którym nie wiadomo, co jest prawdą ma poważne konsekwencje społeczne – ludzie żyją w stałym poczuciu zagrożenia. Takim społeczeństwem łatwo manipulować. Łatwo się też na nim zarabia. Shoshana Zuboff, profesorka Harvard Business School, opisuje to dokładnie w swojej głośnej wydanej w zeszłym roku książce  „Wiek kapitalizmu nadzoru”.

Sygnaliści z korporacji IT już od dawna alarmują, że model biznesowy bigtechów, który bez ogródek określają jako oparty na celowej dezinformacji (disinformation-for-profit business model), to idealne środowisko dla fake newsów. Nie tylko dlatego, że w internecie nie istnieje skuteczna kontrola czy weryfikacja informacji. Byli pracownicy gigantów technologicznych, doskonale zorientowani w ich kuchni, wskazują, że odwołujące się do emocji fejki przysparzają właścicielom mediów społecznościowych znacznie więcej zysków niż prawdziwe informacje. Dlaczego? Bo rozprzestrzeniają się szybciej, budują większe zasięgi i dłużej utrzymują uwagę użytkowników niż informacje prawdziwe i odwołujące się do rozumu. Z największych dotychczas przeprowadzonych badań nad fake newsami, w którym przeanalizowano 130 tys. historii tweetowanych przez 3 mln użytkowników w latach 2006–2016 wynika, że fałszywa wiadomość ma 70 proc. więcej szans na retweet niż prawdziwa i rozprzestrzenia się sześć razy szybciej. Co ciekawe, najszybciej mkną w sieci nieprawdziwe przekazy polityczne.

Dzieci wieku postprawdy

Kolejni naukowcy, dziennikarze, sygnaliści i sami specjaliści IT dostarczają twardych dowodów na to, że fake newsy przynoszą finansowe i polityczne zyski. Skoro masowo oglądamy filmy obnażające mechanizmy działania social mediów (ulubionego środowiska fejków) – jak chociażby np. „Social Dilema”, głośny dokument Netflixa – to dlaczego ciągle dajemy się nabierać, podpuszczać i szczuć, przysparzając zysków i władzy ludziom, którzy nami manipulują.

Odpowiedzialność za rozkwit fake newsów w dużej mierze spoczywa niestety na nas samych. 

Badaczka trendów Natalia Hatalska w swojej książce „Wiek paradoksów” zauważa, że z ekonomicznego punktu widzenia całą sprawę można by sprowadzić do kwestii podaży i popytu. Gdybyśmy nie klikali w nieprawdziwe treści i nie przesyłali ich dalej, fake newsy nie miałyby racji bytu. Istniałyby w odmętach sieci, ale nie wpływały na rzeczywistość offline. Tak jak wirusy, które bytują w odległych zakamarkach planety, ale nie zagrażają światowej populacji.  

My jednak klikamy, szerujemy, a czerwona lampka nam się nie zapala.

Filozofowie tłumaczą to tym, że żyjemy w czasach postprawdy, w których fakty nie są już dla nas tak ważne, jak emocje i osobiste przekonania. Poza tym wobec zalewu informacji i pędzącej technologii ludzie nie mają czasu ani wystarczającej wiedzy na analizę i głębszą refleksję czy rozważanie różnych racji. Tym bardziej takich, z którymi się nie zgadzają. Sięgają więc do uproszczeń i polegają na opiniach, które są im bliskie.

Poza tym analizy dowodzą też, że pielęgnujemy przesadnie dobre wyobrażenie o własnej wiedzy i samoświadomości. Według ogólnoeuropejskiego, co roku powtarzanego badania Eurobarometr, ponad 70 proc. 

Polaków uważa, że umie odróżnić prawdziwą wiadomość od fałszywej. Rodacy deklarują przy tym, że wiedzą o istnieniu fejków i zagrożeniu, jakie stwarzają one dla demokracji, ale zbytnio ich to nie martwi, ponieważ sadzą, że ich to nie dotyczy – oni na fejki się nie nabierają. Gdyby tak było w istocie, fake newsy nie byłyby groźne. A jednak są. Rzesze ludzi się na nie nabierają i dają sobą manipulować. Co zrobić, by nie powiększać tej masy?

Cyfrowe BHP 

Autorka „Wieku paradoksów” radzi, by zacząć od postawy akceptacji. Przyjąć, że tak, jak musimy funkcjonować w świecie pełnym wirusów i bakterii, tak samo nie mamy innego wyjścia, jak tylko ułożyć sobie życie w środowisku zainfekowanym przez fake newsy. Powinniśmy przy tym mieć świadomość, że tworzenie i powielanie setek nieprawdziwych informacji to jedna z podstawowych socjotechnik stosowana obecnie zarówno przez zleceniodawców prywatnych, jak i rządy oraz partie polityczne. Ma na celu maksymalne utrudnienie znalezienie prawdy. Zajmują się tym armie trolli i botów. Już w 2018 r. z analiz Pew Research Center wynikało, że dwie trzecie linków na Twitterze generowanych jest przez roboty internetowe. 

Z drugiej strony nie można jednak popadać w przekonanie, że wszystko może być kłamstwem i wobec tego nie można niczemu wierzyć, bo – pamiętajmy – celem fejków jest wzbudzenie strachu i jak największe obniżenie poziomu zaufania społecznego. 

Musimy też przyjąć, że techniczna identyfikacja fejków będzie coraz trudniejsza. Już teraz niewielu z nas jest w stanie rozpoznać, czy dane zdjęcie lub wiadomość jest prawdziwa, a armie cyberżołnierzy i sztuczna inteligencja nieustannie pracują nad tym, by deepfejki były jeszcze bardziej wiarygodne. Nikt już tego wyścigu nie zatrzyma. Działania moderatorów i specjalnych algorytmów tak jak nie wystarczają do oczyszczenia sieci z hejtu, tak samo nie wystarczą do usunięcia z niej wszystkich fejków. Coraz mniejsza część światowej populacji będzie w stanie trafnie identyfikować technologiczne pułapki. 

To, co nam pozostaje to wciąż jednak możliwość autorefleksji i krytycznego myślenia, kierowanie się rozumem zamiast przekonaniami i emocjami oraz stosowanie, tak jak w pracy, podstawowych zasad higieny i bezpieczeństwa, czyli czegoś w rodzaju cyfrowego BHP. A zacząć warto od tego, by przemyśleć własne uprzedzenia i zastanowić się, jak wpływają one na nasze zachowania. To trudne i nudne, ale to podstawa. I pomaga ratować się przed manipulacją. 

-------------------------------------------

Tylko na jeden z serwisów zbierających informacje o fake newsach – zglostrolla.pl – w ciągu miesiąca od wybuchu wojny w Ukrainie wpłynęło 15 tys. zgłoszeń o kontach nawołujących do przemocy lub nienawiści. Celowały one głównie w uchodźców z Ukrainy, powielając nieprawdziwe historie o polskich dzieciach wyrzucanych ze szpitali kosztem ukraińskich, tanim paliwie wyłącznie dla Ukraińców itp. Według Michała Sadowskiego, założyciela Brand24 i inicjatora serwisu demaskującego fejki, wśród ponad 5 mld punktów styku z dyskusją na temat rosyjskiej napaści na Ukrainę, które zglostrolla.pl przeanalizował, udało się zneutralizować setki botów, a zasięg związany z dezinformacją, jaką rozsiewały, spadł z milionów do dziesiątek tysięcy impresji. Jeden z najbardziej aktywnych spam-botów wyprodukował ponad 600 wzmianek, generując ponad 1 mln kontaktów z tymi treściami. 

-------------------------------------------

15 tipów – jak zidentyfikować fake newsa

  • Wybieraj i sprawdzaj źródła. Zobacz, kto jest jego właścicielem. Wszystkie liczące się serwisy mają sekcję „O nas”, w której podają informacje o sobie i dane kontaktowe do konkretnych osób, a nie formularz kontaktowy.
  • Zobiektywizowanych informacji o sytuacji międzynarodowej nie znajdziesz w social mediach czy na profilach influencerów. Szukaj ich na profesjonalnych stronach eksperckich, redakcji i agencji informacyjnych podających zweryfikowane wiadomości. Sprawdzaj autorów informacji, ich wcześniejsze publikacje, a szczególnie zwracaj uwagę, czy nie skompromitowali się poprzednią publikacją fejków. 
  • Nie ufaj treściom anonimowym lub czerpanym z tzw. drugiej ręki. Nie czytaj nawet informacji zaczynających się od zwrotu:  widział to kolega znajomego, sąsiadka kuzynki albo pacjentka mojego lekarza.
  • Nie daj się zwieść sensacyjnym tytułom. Czytaj całą wiadomość, nie tylko nagłówek. Nierzadko wymowa całego tekstu jest inna niż przekaz wyeksponowany w celach zwiększenia klikalności.
  • Zwracaj uwagę na datę publikacji, aby zobaczyć, czy informacja jest aktualna.
  • Zanim weźmiesz coś na serio, upewnij się, czy w intencji autora nie jest to żart, ironia lub satyra.
  • Sprawdź informację w innych źródłach. Jeśli nie znajdziesz jej w profesjonalnych mediach, najprawdopodobniej jest fałszywa.
  • Zastanów się, jakie emocje wzbudza dana informacja. Czy jest tak podana, by wywoływać w odbiorcy oburzenie, złość, nienawiść, współczucie albo inne silne emocje? Jeśli tak, to jest w najwyższym stopniu podejrzana i wymaga weryfikacji.
  • Nie ufaj sensacyjnie brzmiącym tytułom. Jeśli tekst zawiera wykrzykniki, wielkie litery i skandalizujące określenia nie jest merytoryczny. 
  • Zanim uwierzysz w informację, która znacząco wpływa na twoje zachowanie lub światopogląd, sprawdź, co sądzą o niej niezależni eksperci lub naukowcy.
  • Uważnie sprawdź, czy adres strony, z której korzystasz, nie budzi wątpliwości. Strony z fake newsami, licząc na nieuwagę czytelników, podszywają się niekiedy pod adresy profesjonalnych mediów, dodając np. inne rozszerzenie lub zmieniając jakąś literę.
  • Zwróć uwagę, czy autor posługuje się poprawnie językiem polskim, nie robi 
  • błędów ortograficznych, interpunkcyjnych czy składniowych.
  • Nie podawaj dalej ani nie linkuj do niesprawdzonych informacji, a już szczególnie tych, które mogą wywołać dezorientację lub silne emocje u innych. Robiąc to, nieświadomie przyczyniasz się do szerzenia dezinformacji i stajesz się narzędziem, które ktoś wykorzystuje w nieznanych ci celach.
  • Zgłaszaj podejrzane wpisy i autorów do administratorów platform, na których działają.
  • Jeśli masz wątpliwości dotyczące pochodzenia danego konta, w sieci możesz znaleźć wiele instrukcji, jak je samemu zdemaskować. Pomagają w tym również wyspecjalizowane serwisy, jak np. botornot.co
My Company Polska wydanie 5/2022 (80)

Więcej możesz przeczytać w 5/2022 (80) wydaniu miesięcznika „My Company Polska”.


Zamów w prenumeracie

ZOBACZ RÓWNIEŻ

POLECAMY