James Bond za kierownicą

fot. materiały prasowe fot. materiały prasowe
Kino samochodowe wraca do łask, wszystko wskutek obostrzeń sanitarnych związanych z koronawirusem. Czy nowa moda utrzyma się dłużej niż sama pandemia? Miejmy nadzieję, tym bardziej że chętnych do prowadzenia tego biznesu jest w Polsce wielu. Uwaga, widzowie nie muszą już mieć kabrioletów!
ARTYKUŁ BEZPŁATNY

z miesięcznika „My Company Polska”, wydanie 7/2020 (58)

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Kina samochodowe ostro ruszyły z kopyta w naszym kraju już pierwszego dnia, kiedy tylko stało się to możliwe – 18 maja. Wówczas zezwolono na urządzanie plenerowych projekcji. Tego dnia w Poznaniu na terenie Wielkopolskiej Giełdy Odzieżowej odbył się pokaz „Hejtera” Jana Komasy. To film, który jak tylko wszedł w marcu na ekrany kin, musiał z nich zniknąć – wskutek pandemii. Teraz podczas sezonu letniego pokazy są stale urządzane w wielu miastach Polski. Chociaż w końcu otwarto już niektóre tradycyjne kina, to jednak cały czas obowiązuje w nich dość surowy reżim sanitarny – mogą być wypełnione tylko w połowie, a widzowie muszą cały czas siedzieć w maseczkach na twarzy. To w oczywisty sposób odbiera komfort i swobodę zagłębiania się w magiczny świat dziesiątej muzy. A co z jedzeniem popcornu i piciem coca-coli? Cały czas wiele osób nadal stara się też unikać publicznych zgromadzeń, więc rezygnuje z wybrania się do kina czy teatru. 

Nie tylko streaming

Długotrwała kwarantanna, która stała się naszym wspólnym doświadczeniem, spowodowała wielki boom na platformy streamingowe. Coś trzeba było przecież oglądać w domu podczas długich dni izolacji! Z tego powodu Netfix znacznie zwiększył swoje zyski – w pierwszym kwartale 2020 r. zanotował 5,77 mld dol. 

więcej niż rok wcześniej. Jednocześnie narastała silna społeczna potrzeba powrotu do wspólnego uczestnictwa w przeżywaniu wydarzeń kulturalnych. Wychodząc naprzeciw takim pragnieniom, w Berlinie zrodził się nietypowy projekt Window Flicks polegający na wyświetlaniu filmów na ścianach kamienic. Warunek – trzeba było znaleźć właściwą powierzchnię, która mogłaby się zmienić w gładki i wielki „srebrny ekran”. Cel był ambitny – zorganizowanie wielkiego seansu jednocześnie aż na 100 fasadach. Pomysł Window Flicks spodobał się znanemu niemieckiemu reżyserowi Wimowi Wendersowi, który patronował akcji i zgodził się na bezpłatny pokaz swojego poetyckiego filmu „Niebo nad Berlinem”. 

Równoległe w tym samym czasie zaczęły się w Niemczech pierwsze pokazy w kinach samochodowych. W Offenburgu (Badenia-Wirtembergia) 250-miejscowy parking przemienił się w miejsce pokazów filmów na świeżym powietrzu (cena biletu wyniosła 15 euro od auta). Tylko w marcu wydano w Niemczech 43 pozwolenia na rozpoczęcie takiej działalności (i złożono kolejnych 80 wniosków). Kina samochodowe stały się w kraju naszych zachodnich sąsiadów również miejscem koncertów, występów kabaretowych, a nawet ślubów. 5 maja w Duesseldorfie pobrali się państwo Schulz. Podniosła ceremonia odbyła się w tamtejszym autokinie. Na scenie byli tylko małżonkowie oraz burmistrz Thomas Geisel. Goście, którzy przyjechali 30 autami, z nich właśnie obserwowali całą uroczystość, a potem za pomocą klaksonów złożyli młodej parze gorące życzenia.

Oscary kontra „Zenek”

Pierwsze polskie doświadczenia wskazują, że kina samochodowe doskonale wpisały się w oczekiwania widzów. To świetna koncepcja udziału w życiu kulturalnym w czasach pandemii i nakazu utrzymywania dystansu społecznego. W tym przypadku mamy do czynienia tylko z pozornym paradoksem – jesteśmy przecież zarówno razem, jak i osobno! Seanse odbywają się więc regularnie w weekendy: we Wrocławiu, w Krakowie, Warszawie, Poznaniu, Lublinie, Trójmieście, Łodzi, Olsztynie, Białymstoku oraz w mniejszych miejscowościach – Sosnowcu, Chorzowie, Pile, Legnicy, Toruniu, Ełku czy Braniewie. Dominuje, o dziwo, raczej kino ambitne – w tym oscarowy „Parasite” – albo klasyki w stylu „Pulp Fiction”, ale można także zobaczyć swojskiego „Zenka”. 

Cena za wjazd samochodu (tylko osobowego) z kierowcą wynosi zazwyczaj od 40 do 50 zł, a potem trzeba jeszcze zapłacić 10 zł za każdego dodatkowego widza znajdującego się wewnątrz pojazdu. Mogą w nim przebywać tylko dwie osoby, a w przypadku rodzin z dziećmi – cztery. Uczestnicy pokazów nie powinni opuszczać swoich aut, a jeśli już – tak samo jak w przypadku otwarcia okna – trzeba nałożyć maseczkę (takie reguły obowiązywały na starcie). 

Warto przypomnieć, że w Polsce pierwszy pokaz filmu w kinie samochodowym odbył się na warszawskim osiedlu Żerań już w 1994 r. Wyświetlono wtedy przedpremierowy hit – „Cztery wesela i pogrzeb”. Organizatorzy przygotowali dla widzów aż 300 miejsc parkingowych. Bilet kosztował 3,50 zł. Ostatnio regularnie takie projekcje odbywały się w ramach letniego Festiwal Filmów Kultowych na placu pod katowickim Spodkiem. Teraz kina samochodowe stały się już dość powszechne, co stworzyło rynek dla firm eventowych oferujących taką formę rozrywki. Załatwiają one licencje, stawiają wielkoformatowe dmuchane ekrany, montują nagłośnienie i występują o pozwolenia na użytkowanie częstotliwości radiowej w Urzędzie Komunikacji Elektronicznej. Nadawanie dźwięku odbywa się bowiem zazwyczaj poprzez transmiter radiowy, a sygnał dociera na wybranej częstotliwości w samochodowym radiu. Mało kto przecież ma dziś kabriolet, w którym można było nie tylko oglądać, lecz także słuchać ścieżki dźwiękowej nadawanej z wielkich głośników. 

Tymczasem cała klasyczna branża filmowa znajduje się w głębokim kryzysie. Odwołanych zostało wiele premier, bo nie było komu pokazać nowych dzieł. Obraz o przygodach Jamesa Bonda – w którym w rolę agenta 007 po raz ostatni wciela się Daniel Craig – zatytułowany „Nie czas umierać” ma wejść do kin w Wielkiej Brytanii dopiero 12 listopada, a w Stanach Zjednoczonych 25 listopada. Pierwotnie była to data 3 kwietnia. Z bólem rodzą się także nowe produkcje, a aktorzy przychodząc na plan zdjęciowy, muszą mieć mierzoną temperaturę albo mają przedstawić wynik testu na koronawirusa.    

Amerykański patent

Potrzeba matką wynalazków – tak mówi stare przysłowie. Tak samo było także z pomysłem zorganizowania pierwszego pokazu filmowego w kinie samochodowym. Dosłownie „matką tego wynalazku” oraz Richarda Hollingsheada była korpulentna pani, która nie mieściła się w normalnym fotelu kinowym. A tak bardzo lubiła podziwiać gwiazdy srebrnego ekranu lat 20.! Jej syn wpadł więc na genialny pomysł, aby swojej ukochanej mamie urządzić kino w ogrodzie. Ekranem było rozpięte pomiędzy jabłonkami prześcieradło, a projektor Kodaka stał na masce wielkiego amerykańskiego samochodu, w którym zasiadła puszysta dama. Fotele w nim były bardzo obszerne i bardzo wygodne. Wszystko to działo się w Camden, w stanie New Jersey w USA. Był rok 1928. Wynalazca postanowił zainwestować w projekt aż 30 dol. i złożył wniosek patentowy. Udało się. Patent na obszar Stanów Zjednoczonych na  kino samochodowe (the Drive-In Theater) o numerze # 1,909,537 został przyznany 16 maja 1933 r. Błyskawicznie Richard Hollingshead wykorzystał swoją szansę. 

Pierwsze na świecie oficjalne kino samochodowe ruszyło we wtorek 6 czerwca 1933 r. przy Admiral Wilson Boulevard w Camden, w New Jersey. Inwestycja pochłonęła 30 tys. dol., ale zysk z niej był spory, bo kino mieściło aż 400 pojazdów. Ekran miał 12 na 15 m, a parking był solidnie nagłośniony. Opłata za wjazd wynosiła 25 centów. Tyle samo trzeba było zapłacić za każdą osobę siedzącą w środku auta. Łączna cena – niezależnie od liczby osób – nie mogła jednak przekroczyć dolara. Pierwszym filmem, który został pokazany samochodowej publiczności, była brytyjska komedia „Wives Beware”, która pojawiała się także pod nazwą „Two White Arms”. Dziś ten nieznany film jest wyłącznie znany z tego, że był pierwszym wyświetlanym w kinie samochodowym! 

Hollingshead sprzedał swój interes po dwóch latach i założył kino samochodowe w innym miejscu. Po kilku latach patent wygasł, a jego posiadacz już go nie odnowił. Wtedy – gdy nie trzeba było już ponosić opłat licencyjnych – zaczął się prawdziwy boom na tę formę rozrywki. W złotej erze amerykańskich kin samochodowych największe z nich to: Troy Drive-In w Detroit oraz Panther Drive-In w Lufkin, które mogły pomieścić jednocześnie nawet 3 tys. pojazdów. Takie kino w stanie Nowy Jork miało natomiast 2,5 tys. miejsc dla samochodów, własną restaurację i plac zabaw dla dzieci, a to wszystko znajdowało się na powierzchni ponad 11 he. Parkowanie aut było jednak logistycznym wyzwaniem i trwało do 3 godz. W tym czasie organizatorzy zapewniali sporo atrakcji dla oczekujących, takich jak występy wokalne, taneczne show oraz wymyślną ofertę gastronomiczną. Była to więc dobra okazja, żeby „skasować” kinomanów nie tylko za bilet do kina, ale także jedzenie i picie. W samym szczycie popularności tej formy rozrywki – na przełomie lat 50. i 60. XX w. – liczba takich miejsc w USA zbliżyła się do 5 tys.

Trudno przecenić również wszelkie amerykańskie popkulturowe konotacje związane z kinami samochodowymi. W 1957 r. The Everly Brothers w znanym do dziś hicie „Wake up little Susie” śpiewali: „Hej wstawaj mała Susie, wstawaj/zasnęliśmy beztrosko w aucie/film się dawno skończył, jest czwarta rano/a ja obiecałem twojej mamie/że odwiozę cię na dwudziestą drugą”. Bohaterowie filmu „Grease” z 1978 r. – grani przez Olivię Newton John i Johna Travoltę – chodzili na randki do kina samochodowego. Jest ono także miejscem akcji nowego klipu Lany Del Rey do śpiewanego przez nią klasycznego przeboju „Doin’ Time”. W pamięci pozostaje także scena z „Twistera” – amerykańskiego filmu katastroficznego opowiadającego o łowcach tornad, którzy w sezonie burz letnich podążają ich szlakiem. Warto przypomnieć, że był to pierwszy film w historii kinematografii wydany na DVD! W scenie ataku niszczącego żywiołu na ekranie samochodowego kina możemy dostrzec słynne „Lśnienie” Stanleya Kubricka. Najczęściej jednak wyświetlano w nich raczej dość kiepskie filmy klasy B. Jednym z klasyków był horror Rogera Cormana i jego popisowe dzieło „Zagłada domu Usherów” z 1960 r. stanowiące ekranizację mrocznej powieści Edgara Allana Poego (popularne były także inne horrory na podstawie książek tego pisarza – „Studnia i wahadło” czy „Morderstwo przy Rue Morgue”. Do tego dochodziły inne niskobudżetowe dzieła o zimnej wojnie, atakach nuklearnych, kosmitach i zombie. 

Widmo wideo

Pierwszym zagrożeniem dla kin samochodowych stał się kryzys paliwowy, który przyszedł w 1973 r. Konieczne stało się wówczas oszczędzanie benzyny, szczególnie jeśli jeździło się amerykańskim krążownikiem szos. Drugim ciosem – tym razem naprawdę śmiertelnym – okazał się japoński wynalazek: kaseta VHS. To radykalnie zmieniło zachowania konsumentów. Zamiast seansu w kinie – standardowym albo plenerowym – zaczęli oni wybierać pokaz filmu w domowym zaciszu. Na dodatek mogli sami sobie wybrać repertuar. To rzeczywiście była rewolucja. Doprowadziła do tego, że kina samochodowe stały się jedynie okazjonalną rozrywką i swoistą ciekawostką. 

Teraz jednak sytuacja znowu się zmieniła. Dawno nie mieliśmy tak niskiej ceny benzyny, a po wielomiesięcznym zamknięciu w więzieniu swoich czterech ścian chcemy wyjść do ludzi i razem z nimi tworzyć wspólnotę, która uczestniczy w odbiorze artystycznych uniesień. Jak nigdy przedtem. Właśnie do tego celu – w trudnych czasach zagrożenia koronawirusem – świetnie nadaje się nasz własny samochód. 

 

My Company Polska wydanie 7/2020 (58)

Więcej możesz przeczytać w 7/2020 (58) wydaniu miesięcznika „My Company Polska”.


Zamów w prenumeracie

ZOBACZ RÓWNIEŻ

POLECAMY