Gigantyczne inwestycje w Polsce. Rząd rusza z projektem „Local content”, by zatrzymać miliardy w kraju
Z tego tekstu dowiesz się:
- Dlaczego przy podziale państwowego tortu inwestycyjnego rząd przestaje patrzeć wyłącznie na paszport firmy, a zaczyna punktować jej faktyczne „zakorzenienie” w Polsce.
- Jakie gigantyczne kwoty zasilą polską gospodarkę w najbliższych latach – w tym m.in. 190 mld zł na atom czy rekordowe ponad 200 mld zł na obronność w samym 2026 roku.
- Na czym polega ogłoszony przez Ministerstwo Aktywów Państwowych projekt „Local content” i jak ma wspierać polski łańcuch dostaw.
- W jaki sposób zagraniczne koncerny z długim stażem nad Wisłą wpisują się w nową, gospodarczą definicję lokalnego patriotyzmu.
Kto zarobi na tych gigantycznych projektach? Włączenie zasad local content do polityki zakupowej państwa ma gwarantować, że lwią część tego kapitału skonsumuje nasza gospodarka, przynosząc długoterminowe korzyści dla samorządów, rynku pracy i lokalnych społeczności.
Gra o wielkie pieniądze. MAP odkrywa karty
W kwietniu 2026 roku Ministerstwo Aktywów Państwowych (MAP) uruchomiło projekt „Local content. Z korzyścią dla Polski”. Jego głównym celem jest systemowe zwiększenie udziału krajowych firm w łańcuchach dostaw dla największych inwestycji. Resort zamierza stworzyć ekosystem gospodarczy ułatwiający małym i średnim przedsiębiorstwom (często operującym poza metropoliami) współpracę z dużymi koncernami. Jednocześnie nowe przepisy mają premiować te giganty, które faktycznie angażują się w rozwój polskiej gospodarki i kontrybuują do życia społecznego.
– Przed nami ogromne inwestycje, głównie w energetyce, mówimy tutaj o elektrowni atomowej, także w infrastrukturze, gospodarce cyfrowej i zbrojeniach. Należałoby więc odpowiedzieć, na ile ten kapitał ma znaczenie, a na ile chcielibyśmy, żeby środki publiczne, które są wydawane w ramach tych dużych projektów, pozostawały w kraju – wskazuje Dominik Kopiński, starszy doradca w zespole gospodarki światowej w Polskim Instytucie Ekonomicznym. – Ten problem podejmują ostatnio wytyczne, które 9 kwietnia pojawiły się w przestrzeni publicznej odnośnie do przepisów local content.
Nowa definicja „polskiej firmy” – liczy się zakorzenienie, a nie tylko paszport
Kluczową innowacją projektu jest zmiana optyki. Kryteria oceny „krajowości” podmiotów zaprezentowane przez MAP opierają się na mierzalnych wskaźnikach, takich jak: lokalizacja działalności, rezydencja podatkowa, skala zatrudnienia czy wartość operacji prowadzonych nad Wisłą. System ma pozwalać na zwiększanie komponentu krajowego bez jednoczesnego wykluczania firm z kapitałem zagranicznym.
– Narodowość kapitału i firm zawsze ma znaczenie, bo oznacza miejsce, w którym przedsiębiorstwa lokalizują centrum swojej działalności, płacą podatki, kogo zatrudniają i z którym krajem są ostatecznie związane. Nie oznacza to jednak autarkii – Polska pozostaje gospodarką otwartą i w dużej mierze nasz wzrost gospodarczy był napędzany współpracą z kluczowymi partnerami – zauważa w rozmowie z agencją Newseria Aleksander Siemaszko, dyrektor Departamentu Handlu i Współpracy Międzynarodowej w Ministerstwie Rozwoju i Technologii.
Jak podkreślał minister aktywów państwowych Wojciech Balczun podczas inauguracji projektu, przyjęte zasady nie mają charakteru dyskryminacyjnego. Ich zadaniem jest promocja – wspierają nie tylko polskie firmy, ale i te międzynarodowe, które są głębiej osadzone w naszym państwie. Liczy się to, gdzie biznes ma centrum operacyjne, gdzie odprowadza podatki i kogo zatrudnia.
– Jeżeli spojrzymy na kryteria local content przygotowane przez Ministerstwo Aktywów Państwowych, zauważymy, że to nie jest tylko kwestia pochodzenia kapitału, ale również zatrudnienia pracowników, tego, gdzie jest centrum działalności i jak wyglądają obroty. Bardzo wiele firm zagranicznych w Polsce budowało nasz kapitalizm, dzieliło się swoim know-how i tak naprawdę ma charakter lokalny, więc sporą część kryteriów lokalności będzie spełniać – dodaje Siemaszko.
Wtóruje mu ekspert z Polskiego Instytutu Ekonomicznego, obalając popularny mit rynkowy.
– Niektórym się wydaje, że podmiotem krajowym jest polska firma, czyli firma rodzima, która powstała w Polsce, ma rezydencję w Polsce oraz polski kapitał. Tymczasem ustawodawcy planują się raczej skoncentrować na podmiocie krajowym, który ma nieco inną specyfikę niż polska firma z polskim kapitałem – tłumaczy Dominik Kopiński. – Mamy szereg firm zagranicznych, spółek córek, oddziałów, filii zagranicznych korporacji międzynarodowych, które działają w Polsce już od lat, często od 30–35 lat. Mają polską rezydencję, zatrudniają polski personel, który tu odprowadza podatki, płacą ZUS w kraju i mają lokalne łańcuchy dostaw.
„Local content” w praktyce. Zagraniczny kapitał, polska gospodarka
Jak nowe wytyczne i urzędnicze koncepcje wyglądają z perspektywy samego biznesu? Dobrym polem do analizy są duże koncerny z kapitałem zagranicznym, które od dekad budują w Polsce fabryki. Kwestia ta była przedmiotem burzliwej debaty o „narodowości biznesu” podczas jednego z paneli na tegorocznym Europejskim Kongresie Gospodarczym w Katowicach.
– Sednem nie jest to, żeby firma była odbierana jako krajowa, ważne, żeby była odbierana jako firma, która ma właściwą kontrybucję i w sposób odpowiedzialny działa na terenie danego kraju, sprawiając, że jego społeczeństwo i ekonomia kraju mogą się rozwijać – przekonywał podczas kongresu Przemysław Pokorski, dyrektor zarządzający VELUX Polska i Kraje Bałtyckie.
Dane pochodzące z działalności tego producenta okien dachowych pokazują, jak w praktyce wygląda owa „kontrybucja”, która wpisuje się w unijne i polskie rozumienie zasad local content. Należące do duńskiego Holdingu VKR Grupa VELUX i spółki siostrzane zatrudniają dziś w Polsce ponad 3,3 tys. osób, operując w pięciu zakładach produkcyjnych.
– Mamy jasne przeświadczenie o tym, w jaki sposób kontrybuujemy w danym kraju. Oczywiście urodziliśmy się w Danii, ale zamieszkaliśmy w Polsce. Od 36 lat jesteśmy w niej obecni i tu budujemy swój biznes. Polska zawsze była, jest i będzie strategicznym wyborem dla nas, jeżeli chodzi o lokalizację. Obecnie to ponad 3 tys. pracowników, pięć fabryk i ponad 16 mln zł podatku CIT w 2024 roku – wylicza Przemysław Pokorski. Jak dodaje, w latach 2022–2025 firma zrealizowała inwestycje o wartości niemal 400 mln zł w rozwój infrastruktury fabryk. – Bardzo mocno też inwestujemy w naszych pracowników.
Ekonomia to jednak nie wszystko. Fundacja Villum, będąca częścią fundacji VELUX, przeznaczyła dotąd ok. 215 mln zł na projekty społeczne, edukacyjne i kulturalne w Polsce.
– Ostatnim przykładem jest ponad 13 mln zł dofinansowania na remont i rozbudowę Muzeum Powstania Warszawskiego. To pokazuje, w jaki sposób firma kontrybuuje do społeczności i gospodarki danego kraju. Znaczenie ma to, jak działamy i jaki mamy wpływ na gospodarkę oraz społeczność, a nie tylko to, skąd pochodzimy – podkreśla dyrektor zarządzający spółki.
Gra o najwyższą stawkę. Zatrzymać wartość w kraju
Rządowy projekt to jasny sygnał dla rynku: paszport firmy powoli schodzi na dalszy plan, a kluczowe stają się realne czyny. Jak podkreślają władze, rozwiązania dotyczące local content mają przede wszystkim zapewnić, żeby jak największa wartość ekonomiczna związana z realizacją planowanych w Polsce gigantycznych megaprojektów nie odpłynęła poza nasze granice.
W ostatecznym rozrachunku chodzi o utrzymanie stabilnych miejsc pracy, stałe wpływy podatkowe generowane w ramach realizowanych kontraktów, rozwój kompetencji technicznych (szczególnie w mniejszych ośrodkach), a także silniejsze budżety samorządów oraz stały wzrost zamówień u rodzimych firm z sektora MŚP. W obliczu setek miliardów złotych, które w najbliższych latach przepłyną przez polską gospodarkę, uszczelnienie tego systemu wydaje się ruchem strategicznym.