Dług każdego z nas

Dług zdrowotny
Dług zdrowotny, fot. East News
Przepełnione oddziały, brak karetek, kolejki do specjalistów – chyba wszyscy wciąż mamy w pamięci dramatyczne sceny, obrazujące sytuację w polskiej służbie zdrowia w najtrudniejszych covidowych miesiącach. Sytuacja była oczywiście skrajna, ale dług zdrowotny to realny problem.
ARTYKUŁ BEZPŁATNY

z miesięcznika „My Company Polska”, wydanie 9/2022 (84)

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Odrzućmy na chwilę emocjonalne dyskusje prowadzone w gronie znajomych. Jeśli wsłuchamy się w życzeniowe (?) opinie sektora medtechowego, można wysnuć raczej pozytywne wnioski dotyczące sytuacji w rodzimej służbie zdrowia. „Rzeczywiście jeszcze dwa–trzy lata temu byliśmy bardzo zacofani, ale szybko nadrabiamy, stając się naprawdę innowacyjni – takie głosy, uogólniając, można usłyszeć od wielu specjalistów. – W ochronie zdrowia Polska radzi sobie naprawdę nieźle: eRecepty, eSkierowania, eZwolnienia, Internetowe Konto Pacjenta i wiele innych systemowych benefitów dla pacjenta jest już na poziomie światowym, niejednokrotnie wyprzedzając kraje zachodnie, do których często się porównujemy – mówi Patryk Ogórek, prezes zarządu Hyggio, czyli startupu oferującego wszechstronne oprogramowanie dla ośrodków badań klinicznych, pozwalające zwiększyć efektywność i jakość prowadzonych badań. – Polska poradziła sobie w warunkach pandemicznych dosyć dobrze, dzięki eReceptom, teleporadzie i programowi Domowa Opieka Medyczna. Wciąż jednak jest sporo do zrobienia. Głównym mankamentem zdalnych wizyt lekarskich jest ograniczona możliwość badania fizykalnego pacjentów, jak choćby przeprowadzenia podstawowego badania osłuchowego. Programy pilotażowe prowadzone obecnie przez Ministerstwo Zdrowia dają dużą nadzieję na prawdziwą rewolucję w telemedycynie. Polska ma realną szansę stać się liderem w tym obszarze – przekonuje Wojciech Radomski, CEO StethoMe.

Pandemia w oczywisty sposób przyspieszyła rozwój branży medtech. Z danych Fortune Business Insights wynika, że wartość rynku technologii medycznych w 2025 r. przekroczy 612 mld dol. Świat – a nasz kraj w szczególności – będzie musiał stawić czoło kolejnym wyzwaniom związanym zarówno z problemami kadrowymi (brak lekarzy), jak i coraz bardziej niebezpiecznymi chorobami cywilizacyjnymi. Zwłaszcza ta pierwsza kwestia może okazać się szczególnie palącym problemem, gdyż już teraz mówi się o błyskawicznie pogarszającej się kondycji psychicznej przedstawicieli służby zdrowia.

Telemedycyna z pewnością zostanie z nami już zawsze, zwłaszcza że rośnie liczba danych dostępnych na temat pacjentów – skończył się czas, kiedy do osiągnięcia sukcesu w medycynie wystarczyła ich agregacja, gdyż obecnie jeszcze większy nacisk kładzie się na właściwą ich analizę. Stąd rozwój sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego, które na stałe wkroczyły do nawet najbardziej zastałych obszarów związanych z medycyną. – Wystarczy przyjrzeć się działaniom potentatów informatycznych, którzy w tej chwili poświęcają mnóstwo zasobów na rozwijanie rozwiązań opartych na algorytmach umożliwiających zdalną diagnozę – tłumaczy Jacek Gnich, prezes Nestmedic.

W 2021 r. wykorzystanie cyfrowej opieki zdrowotnej wzrosło niemal 40-krotnie w porównaniu z okresem sprzed pandemii. Startupy oczywiście mocno zyskują na tym trendzie, jednak nie byłoby to możliwe, gdyby nie zmieniające się przyzwyczajenia ludzi. Z danych Red Point Global wynika, że aż ok. 80 proc. pacjentów chce regularnie korzystać z cyfrowych kanałów komunikacji podczas kontaktu z lekarzami. Wniosek jest więc oczywisty – doświadczenia ze zdalną opieką medyczną okazały się nadzwyczaj pozytywne.

Dlaczego więc – skoro technologie medyczne tak dynamicznie się rozwijają, a ludzie chętnie korzystają z innowacyjnych rozwiązań – dług zdrowotny staje się coraz większym problemem?

Lekarz pilnie poszukiwany

Dług zdrowotny oczywiście nie powstaje z dnia na dzień – to konsekwencja wieloletnich, licznych błędów w działaniu służby zdrowia oraz niedostatecznego finansowania. Według Eurostatu w 2020 r. na 1 tys. mieszkańców Polski przypadało średnio 2,4 lekarza, co było najgorszym wynikiem w całej Unii Europejskiej. Niestety – jeśli wierzyć ekspertom – liczba ta albo stoi w miejscu albo wciąż się zmniejsza. To nie brzmi jak, nomen omen, recepta na zbudowanie wydajnej, satysfakcjonującej obywateli publicznej opieki zdrowotnej. Zwłaszcza że zapewne będzie tylko trudniej, gdyż – jak przekonywał na łamach Interia.pl prof. Andrzej Fal, kierownik Kliniki Alergologii, Chorób Płuc i Chorób Wewnętrznych CSK MSWiA w Warszawie – mamy dekadę pracy przed sobą, żeby odpracować dwa ostatnie lata.

Oczywiście również w medtechu obszar obszarowi nierówny, dlatego nie wszędzie są do zasypania te same dziury. SDS Optic to startup, którego celem jest opracowywanie procedur i rozwiązań diagnostycznych oraz monitorujących w diagnostyce i leczeniu nowotworów, dzięki którym zwiększy się przeżywalność pacjentów chorych na raka nawet o kilkadziesiąt procent. – Jeśli chodzi o histopatologię, to mocno tkwimy w przeszłości. Kilkadziesiąt lat temu moja babcia miała dokładnie taką samą biopsję piersi jak współczesne pacjentki. Zmiany są potrzebne, zwłaszcza że w ciągu najbliższych lat liczba zdiagnozowanych chorób nowotworowych się podwoi – mówi Mateusz Sagan, dyrektor ds. rozwoju biznesu w SDS Optic. Prace nad innowacyjną mikrosondą polskiej firmy znacznie opóźniła pandemia koronawirusa. To też aspekt, na który trzeba zwracać uwagę przy okazji opisywania długu zdrowotnego – epidemia wstrzymała rozwój wielu obiecujących rozwiązań, które mogłyby go zniwelować.

Pandemiczne przestoje w leczeniu szczególnie mocno odczuła również rodzima kardiologia. Choć Polska ma liczne sukcesy w interwencyjnym leczeniu zawałów serca, nie potrafimy ich w pełni przekuć w rozwój tej gałęzi medycyny. Z badań wynika, że w naszym kraju odnotowujemy nawet o 30  proc. zgonów z powodów sercowo-naczyniowych niż w krajach Europy Zachodniej. Jak przekonują specjaliści, obecnie pacjenci z zawałem serca dłużej zwlekają z wezwaniem pomocy niż przed pandemią, a ciągłego usprawniania wymaga cały system. W tym kontekście niektórzy mówią wręcz o długu kardiologicznym.

Alarmujące są przy tym dane dotyczące prywatnego sektora. Z informacji opublikowanych przez Krajowy Rejestr Długów wynika, że zadłużenie prywatnych przychodni i gabinetów medycznych wynosi 162 mln zł – to mniej niż w szczycie epidemii, ale znacznie więcej niż jeszcze kilka lat temu. Nie trudno wskazać przyczyny takiego stanu rzeczy: pandemia, inflacja, wzrost kosztów utrzymania placówek medycznych. Przedstawiciele branży dodają do tego jeszcze jeden istotny aspekt, czyli podwyżki wynagrodzeń spowodowane ustawą o minimalnych wynagrodzeniach.

Przyszłość należy do urządzeń ubieralnych

Wearables jest pojęciem niemającym konkretnego odpowiednika w języku polskim. W najprostszym tłumaczeniu – to wszystkie urządzenia, które możemy nosić na sobie. Wearables należą do bodaj najbardziej namacalnych przykładów implementacji Internetu Rzeczy. Nawet jeśli do tej pory hasło kojarzyło się głównie z gadżetami w stylu krokomierza, dziś ubieralna technologia determinuje rozwój wielu branż. Eksperci zajmujący się telemedycyną wskazują ją wręcz jako kluczowy trend, który w gigantycznym stopniu wpłynie na sektor ochrony zdrowia. Jeśli pojawiające się szanse nie zostaną przez rynek zaprzepaszczone, wearables mogą przysłużyć się znaczącemu zniwelowaniu długu zdrowotnego.

Polacy osiągnęli już w tym obszarze liczne sukcesy. Świetnym przykładem jest chociażby SiDLY, a więc projekt, który wziął się z osobistych potrzeb założycielki. – Początków startupu należy upatrywać w momencie, gdy moja babcia zachorowała na demencję. Zaczęłam szukać rozwiązań umożliwiających zdalny monitoring, ale żaden z dostępnych na rynku produktów nie spełniał moich oczekiwań. Postanowiłam rozwinąć więc własny projekt – wspominała na naszych łamach Edyta Kocyk, pomysłodawczyni przedsięwzięcia. SiDLY oferuje profesjonalne urządzenie medyczne w formie opaski na nadgarstek, która w połączeniu ze zintegrowanym systemem telemedycznym pozwala na całodobową kontrolę nad seniorem. Opaska ma m.in. detektor upadku, lokalizator GPS, regularnie mierzy tętno oraz temperaturę, a także przypomina o zażyciu leków.

Podobne przykłady z rodzimego podwórka można mnożyć. Polskie startupy opracowały innowacyjne glukometry czy inteligentne inhalatory ułatwiające gromadzenie podstawowych danych na temat pacjenta. – Monitorowanie użyć leków za pomocą technologicznych rozwiązań obecnie zyskuje na popularności. W szczególności jest to widoczne w takich aspektach jak choroby dróg oddechowych, gdzie użycie leków ma wielowymiarowe znaczenie – wyjaśnia Jacek Mikosz, współzałożyciel FindAir, czyli, jak przekonują twórcy, jedynej europejskiej firmy oferującej tak szeroką gamę inteligentnych inhalatorów.

Po pierwsze: profilaktyka

Pomimo sukcesów polskich spółek medtechowych, już w pandemię wchodziliśmy z długiem zdrowotnym, a ostatnie miesiące jedynie go pogłębiły. Oczywiście zrzucanie wszystko na epidemię i usprawiedliwianie niewydolności służby zdrowia koronawirusem byłoby niesprawiedliwe, jednak nie da się ukryć, że minione dwa lata w gigantyczny sposób wpłynęły na cały system opieki zdrowotnej.

Jak walczyć z długiem? Gdyby odpowiedź była prosta, zapewne już przezwyciężylibyśmy mnóstwo problemów. Wraz z rozwojem medycznych innowacji technologicznych, z wprowadzaniem kolejnych nowoczesnych usług, dług – przynajmniej w teorii – powinien przestać się powiększać w tak dynamicznym tempie. To, co jednak może się okazać szczególnie istotne w tym kontekście – a co podkreślają specjaliści – to profilaktyka. W dużym stopniu właśnie od pacjentów i tego, jak szybko będą reagować na alarmujące objawy, będzie zależeć jakość i wydajność opieki zdrowotnej w Polsce.

Bo – jak głosi znane powiedzenie – lepiej zapobiegać, niż leczyć.

---

Szkolenia dla lekarzy i personelu

Autor komentarza: Piotr Daniluk, dyrektor ds. medycznych TUW PZUW

W ubezpieczeniach, jak w medycynie, lepiej zapobiegać, niż leczyć. Dlatego TUW Polski Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych nie tylko oferuje ubezpieczeniową ochronę podmiotom medycznym, lecz także wspiera je w podnoszeniu jakości opieki nad pacjentami. Temu służy szeroki program szkoleń dla lekarzy i personelu medycznego.

Zwracamy uwagę na problemy, które mogą być przyczyną niepożądanych zdarzeń, a w konsekwencji także roszczeń wobec szpitali i lekarzy. Minimalizowanie ryzyka medycznego ma szczególne znaczenie w położnictwie i ginekologii, gdzie najczęściej dochodzi do błędów i gdzie mają one szczególnie dramatyczne konsekwencje. Do tej dziedziny przykładamy wyjątkową wagę.

Do naszych sztandarowych projektów należy program „Bezpieczny Poród”. Ćwiczenia są prowadzone na nowoczesnym symulatorze. To elektroniczny fantom kobiety i noworodka w naturalnej skali, który pozwala symulować najbardziej skomplikowany poród. Nowością jest szkolenie dotyczące analizy badań KTG i rozpoznawania niedotlenienia okołoporodowego noworodka, które jest jednym z częstszych problemów występujących podczas porodów.

Program szkoleń obejmuje też takie kwestie, jak właściwe prowadzenie dokumentacji medycznej i ochronę danych osobowych, zakażenia szpitalne i odpowiedzialność za szkody powstałe w czasie pandemii COVID-19, a także dobre relacje i komunikację z pacjentami. Nad merytorycznym poziomem szkoleń czuwa powołana przez nas Rada Naukowa z udziałem uznanych ekspertów w kluczowych dziedzinach medycyny.

My Company Polska wydanie 9/2022 (84)

Więcej możesz przeczytać w 9/2022 (84) wydaniu miesięcznika „My Company Polska”.


Zamów w prenumeracie

ZOBACZ RÓWNIEŻ

POLECAMY