Reklama

Czy Trump wymięknie? [FELIETON]

Trump
TACO to Trump Always Chicken Out, czyli po polsku byłoby „Trump w końcu zawsze „wymięka”. / Zdj. AI
Im gorzej będzie na froncie afery Epsteina, tym bardziej trzeba zasłoniać krajowe problemy zwycięską wojną. Gorzej będzie jednak dla prezydenta Trumpa i dla świata, jeśli Stany w Iranie ugrzęzną.

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Reklama

Wystarczyło, że Europa zaczęła się mocno „stawiać”, Mark Carney, premier Kanady, wygłosił w Davos płomienne przemówienie, indeksy na Wall Street straciły po ponad dwa procent, rentowności 30.letnich obligacji USA wzrosły do poziomu niewidzianego od sierpnia 2025.

Od dawna mówię, że dobre zachowanie rynków tylko rozzuchwala Donalda Trumpa. Jednak przecena na Wall Street przed wyborami w listopadzie byłaby katastrofą, bo olbrzymia liczba rodzin amerykańskich opiera swoje „poczucie bogactwa” na tym, co dzieje się na giełdzie. Reuters w tytule napisał „Morning Bid: TACO Thursday”. Widziałem też określenia „TACO – land” (ten „land” to oczywiście Grenlandia. Akronim, który był znany niewielu nagle ukazał się całemu światu. TACO to oczywiście Trump Always Chicken Out, czyli po polsku byłoby „Trump w końcu zawsze „wymięka”. Tak było również w Davos.

Wydawałoby się, że po tym wybryku prezydenta wszystko wróciło na swoje dawne tory, ale tak się nie stało. To były tylko pozory spokoju. On rzeczywiście powrócił na Wall Street, ale politycy w całym świecie szukali możliwości zastąpienia kontaktów handlowych z USA przez inne kraje. Nie przez przypadek ostatnie dane z Chin pokazały duży wzrost chińskiego eksportu mimo spadku eksportu do USA o 20 proc. Również napływy kapitałów na rynki rozwijające się są coraz potężniejsze. Świat się coraz szybciej zmienia, a Pax Americana znika.

Ucieczka z metali

Na tym styczniowe wydarzenia się nie skończyły. Pod koniec miesiąca prezydent Trump poinformował, że nominuje Kevina Warsha na nowego szefa Fed (od maja po zakończeniu kadencji przez Jerome Powella). To o tyle na pozór dziwna nominacja, że Kevin Warsh (najmłodszych w historii gubernator Rezerwy Federalnej w latach 2006 – 2011 – został nim mając 36 lat) uważany jest przez rynki za najmniej chętnego, z grona pretendentów do tego fotela, do prowadzenia luźnej polityki monetarnej.

Na pozór Donald Trump stawia więc na niezależność. Myślę jednak, że powód jest inny. Kevin Warsh od pewnego czasu mówi o konieczności zmiany sposobu działania FOMC i całej Rezerwy Federalnej. Jeśli mam rację to Kevin Warsh jest swoistym wilkiem w owczej skórze – pozuje na neutralnego, ale bardzo pomoże prezydentowi w zmniejszeniu niezależności Fed. Rynki tego zdają się

nie dostrzegać, ale jak przyjdzie czas to zobaczą do czego to zmierza, a to wymierzy potężny cios dolarowi (chociaż rynkowi akcji zapewne się spodoba, bo stopy będą niskie).

Po tej nominacji rozpoczęła się „surowcowa” przecena na rynkach globalnych. Decyzja Trumpa decyzja bardzo umocniła dolara (chwilowo), a to z kolei doprowadziło do potężnej przeceny na rynku surowców (srebra, złota, miedzi i ropy). Sytuację pogarszało to, że w wielu przypadkach (szczególnie na rynku kontraktów na srebro, które straciło ponad czterdzieści procent) wpłacone depozyty były za małe, więc maklerzy żądali dopłaty, co często kończyło się sprzedażą całej pozycji. Na domiar złego CME (Chicago Mercantile Exchange – potężna giełda instrumentów pochodnych) poinformowała, że zwiększy depozyty na kupno kontaktów na wiele surowców (np. na złoto z 6 na 8 proc., a na srebro z 11 na 15 proc.). To oczywiście w przyczyniło się do kolejnej fali podaży i spadków cen.

Słabość dolara

Dużo się też działo na rynku walutowym. W lutym chiński regulator wezwał chińskie banki do zmniejszenia zakupów amerykańskiego długu zagrożonego według tego regulatora dużą zmiennością i koncentracją. Nawiasem mówiąc niedawno też „Forbes” poinformował, że Scott Bessent, sekretarz skarbu USA ostrzegł, że nie byłby zdziwiony, gdyby Chiny budowały przeciwwagę dla dolara i bitcoina bazując na złocie. Sam od dłuższego już czasu o tym mówię, ale według mnie to nie jest problem ani tego, ani następnego roku.

Chińskie ostrzeżenie doprowadziło do zwrotu na rynku dolara. Po dużej wygranej we wcześniejszych wyborach parlamentarnych partii premier Sanae Takaichi w Japonii (pierwsza kobieta premier w Japonii) zaczął umacniać się jen, co dodatkowo sprzyjało osłabieniu dolara. Potem jednak bardzo dobre dane z gospodarki USA znowu nieco go umocniły.

Jeśli spojrzymy na wykres indeksu dolara (pokazuje jak zmienia się wartość dolara w stosunku do najważniejszych walut), o czym od czasu do czasu wspominam, to widać, że naruszył on dolne ograniczenie siedemnastoletniego kanału trendu wzrostowego, zawrócił i znowu spadał. Jeśli to naruszenie zostanie potwierdzone to wieloletni trend zmieni się na spadkowy. Inaczej mówiąc będzie to zapowiedź wieloletniego, dużego osłabienia dolara. Byłby to duży plus dla złotego. Po pokonaniu przez USD/PLN poziomu 3,65 PLN najbliższe wsparcie to okolice 3,33 PLN.

Teraz od wypowiedzi zarówno Warsha jak i prezydenta Trumpa zależy los dolara, a jak dobrze wiemy prezydent może w każdej chwili zmienić zdanie. Do tej pory wręcz kochał słabego dolara. Pytany o to, czy nie martwi go słabość amerykańskiej waluty odpowiedział wręcz „It’s great!” (to wspaniale). Gdyby jednak zmienił zdanie (na przykład z powodu inflacji) to i dolar wróciłby do kanału wzrostowego). Tak to jest, kiedy od jednej (bardzo labilnej) osoby zależy tak wiele.

Słabość dolara powinna pomagać rynkom rozwijającym się i surowcom. Złoto wróciło w okolice poziom 5.000 dolarów, a srebro nieśmiało próbowało odrabiać straty. Ostrzegam jednak, że to, co dzieje się na srebrze nosi wszelkie znamiona bańki. Zresztą na złocie też widać było niepokojące sygnały. Światowa Rada Złota (WGC) poinformowała na przykład, że banki centralne kupiły w 2025 roku o 21 proc. mniej złota niż w 2024 r., jubilerzy też kupili mniej o 19 proc. A kto kupował najbardziej – o 84 proc. wzrósł popyt inwestycyjny, czyli tych, którzy chcą szybko i dużo zarobić…

Banki zaszkodzą hossie?

Po drodze rynki zaliczyły jeszcze jedną wpadkę. Prezentacja przez spółkę Anthropic nowego modelu AI wyspecjalizowanego w prawie wystraszyła inwestorów, powodując gwałtowne spadki akcji z sektora analityki danych i usług profesjonalnych. Potem podobne wydarzenie spotkało firmy softwareowe specjalizujące się w SaaS dla transportu. Te wydarzenie skłoniły do ponownej oceny, czy tradycyjne platformy SaaS (software as a service, czyli usługi softwareowe zamiast na stale zainstalowanych programów) będą niezbędne wtedy, kiedy systemy AI będą w stanie samodzielnie wykonywać złożone procesy biznesowe.

Niewątpliwym pozytywem dla GPW i dla całej gospodarki było to, że wyrok TSUE w sprawie kredytów z WIBOR był lepszy niż opinia rzecznika TSUE. WIBOR jest nie do podważenia. Sama niejasność zapisów o oprocentowaniu nie wystarcza, żeby podważyć umowę. Nawet jeśli klauzula jest nieprzejrzysta, sąd musi jeszcze ocenić, czy jest uczciwa. Banki praktycznie nie zareagowały, bo tego oczekiwano. Pamiętać jednak trzeba, że prognozowany zysk netto sektora bankowego będzie w 2026 o 30 proc. niższy niż w 2025 (z czego połowę „zawdzięczamy” wzrostowi CIT z 19 na 30 proc.). Banki mogą zaszkodzić hossie na GPW, co w dużej części jest „zasługą” rządu.

Początek w lutowym odbiciu na rynkach dał handel wiatrem (bitcoin), bo wsparcie z 2024 (ok 60 dolarów), do którego szybko dotarł (50 proc. od szczytu) jest długie i mocne. Potem łapacze dołków rzucili się do kupowania reszty aktywów. To według mnie jednak nie jest koniec emocji. Po tych nerwowych ruchach widać, że w każdej chwili apetyt na ryzyko może znowu zniknąć. Im gorzej będzie na froncie afery Epsteina, tym bardziej trzeba zasłonić krajowe problemy zwycięską wojną. Gorzej będzie jednak dla prezydent Trumpa i dla świata, jeśli Stany w Iranie ugrzęzną…

Reklama

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Reklama
Reklama