Człowiek z żeliwa. Bohaterowie polskiej przedsiębiorczości

Fabryka Ludwika Kemblińskiego
Fabryka Ludwika Kemblińskiego, zdjęcie dzięki uprzejmości Ryszarda Kielczyka/Odlewnia Żeliwa Drawski S.A.
Ludwik Kembliński wyznaczał nowe trendy w przedwojennym przemyśle metalurgicznym. Z powodu wojennej zawieruchy i kilkudziesięciu lat PRL pamięć o nim niemal zupełnie zaginęła. Dziś nawet nie wiemy, jak wyglądał, gdzie się urodził i w jakich okolicznościach umarł.

Produkcja metalu w wielkopolskim Drawskim Młynie sięga prawdopodobnie XVII w. Wiadomo, że na początku XIX stulecia istniały tu prymitywna firma hutnicza i warsztat kowalski. W 1854 r. oba zakłady kupił Niemiec Ferdynand Sattler i przekształcił w nieco większe przedsiębiorstwo produkujące m.in. narzędzia rolnicze. Z czasem asortyment się poszerzał – w Drawsku można było kupić balustrady, piece, kotły czy parniki. 

Po pierwszej wojnie światowej i zwycięskim dla Polaków powstaniu wielkopolskim Drawski Młyn wchodzi w skład II Rzeczypospolitej. W czasie wielkiej wojny Niemcy próbowali przestawić wytwórnię na produkcję wojskową, później kolejni właściciele nie potrafili rozkręcić interesu. Nic dziwnego, że u progu niepodległości firma jest w opłakanym stanie. Na szczęście wiosną 1923 r. pojawia się w niej inż. Ludwik Kembliński. Wraz ze znajomym adwokatem Kazimierzem Czapskim zakładają spółkę jawną i przejmują Drawską Lejarnię Żelaza i Fabrykę Maszyn. 

O życiu i młodości inżyniera niewiele wiadomo. Fabryczne archiwa zaginęły w czasie II wojny światowej, a potomkowie właściciela albo umarli, albo wyjechali z Polski. Na podstawie pojedynczych wzmianek w prasie z początku XX w. „My Company Polska” ustalił, że prawdopodobnie pochodził z Łodzi i że urodził się w żydowskiej rodzinie, która przeszła na ewangelicyzm. W maju 1907 r. ukończył studia na prestiżowej politechnice w niemieckim Brunszwiku z tytułem inżyniera mechanika. Większość pozostałych informacji na temat jego życia pochodzi ze wspomnień byłego pracownika Feliksa Franciszka Testki, który pod koniec swego życia w 1990 r. opublikował wspomnienia z okresu pracy w zakładach. Pisane są z pozycji robotnika, nic dziwnego więc, że dużo w nich o fabryce, prawie nic natomiast o prywatnym życiu szefa.

Psia krew i wadliwa produkcja

Gdy Kembliński obejmuje stery fabryki, na miejscu zastaje zniszczone urządzenia, słabo wykwalifikowany, sfrustrowany personel i niski poziom zamówień. Na szczęście się nie poddaje. Ma już pewne doświadczenie menedżerskie – wcześniej pracował bowiem jako kierownik w Zakładach Cegielskiego. Wraz z żoną Matą Kemblińską wychowują dwójkę dzieci: Anielę i Alfreda. Firma przenosi swą siedzibę do Poznania, gdzie na stałe mieszka pan Ludwik, otwiera też swoje przedstawicielstwa w kilku innych dużych miastach. „Właściciel był nie tylko dobrym fachowcem w zawodzie odlewniczym, ale też dobrym kupcem i osobiście załatwiał sprawy handlowe” – wspominał Testka. 

Jedną z pierwszych decyzji nowego szefa jest uruchomienie produkcji żeliwa ciągliwego – bardzo unikatowego wówczas na ziemiach polskich. Kembliński do fabryki przyjeżdża dosyć często, wszystko chce nadzorować osobiście. Podobno jest wymagający, ale lubiany, lustruje wszystkie stanowiska pracy, interesuje się szczegółowymi danymi dotyczącymi produkcji. Jak trzeba, potrafi głośno, przy wszystkich, skrzyczeć robotnika, który coś zawali. Testka wspomina niby mało znaczące, ale charakterystyczne wydarzenie. Pewnego dnia kilku robotników chce zaoszczędzić na materiale i produkuje wadliwe elementy do parowozów. Gdy w fabryce rozchodzi się wieść, że właśnie przyjechał szef, na wszystkich pada blady strach. Wiedzą bowiem, że nic się przed nim nie ukryje. „Po małej chwili był już w odlewni. Miał w ręce, jak zwykle, spacerową laskę ze srebrną główką. Kiedy ujrzał te braki, stanął przy nich i z góry laską w niedolewy stukał przez chwilę, potem splunął kilka razy »pfu, pfu« i głośno krzyczał: »psia krew! Za mój koks, za moje pieniądze próby...

 

Ten artykuł jest dostępny
tylko dla zalogowanych

Zaloguj się Zarejestruj

Kontakt

My Company Polska wydanie 6/2021 (69)

Więcej możesz przeczytać w 6/2021 (69) wydaniu miesięcznika „My Company Polska”.


Zamów w prenumeracie

ZOBACZ RÓWNIEŻ

POLECAMY