Bez prądu, ale z wizją. Polacy pomagają budować startupy w najbardziej ekstremalnych warunkach
O tym, dlaczego innowacje zaczynają się często w najtrudniejszych miejscach i jak w praktyce buduje się lokalną przedsiębiorczość w Tanzanii, Czadzie i Mołdawii, rozmawiamy z Radkiem Wierzbickim, założycielem i dyrektorem zarządzającym Fundacji Unsung Heroes. W radzie fundacji zasiadają m.in. Maria Belka, Ludwik Sobolewski Martyna Zastawna, Agnieszka Kosik oraz Tomasz Braun.
Unsung Heroes ma nietypowy profil - łączycie startupy z pomocą humanitarną. Jak w ogóle zaczęła się ta historia?
Początkowo chcieliśmy stworzyć inkubator dla technologii rolnych - to wydawało się naturalne, bo pochodzę z Białegostoku, gdzie są uczelnie z dużym potencjałem badawczym, w tym Politechnika Białostocka czy Uniwersytet Medyczny. I prawie ruszyliśmy tym torem, ale jedno wideo Lekarzy Bez Granic zmieniło trajektorię projektu. Zrozumiałem wtedy, że największy „impact” możemy osiągnąć, wspierając innowacjami właśnie sektor humanitarny.
Zaproponowaliśmy więc współpracę Polskiej Akcji Humanitarnej. Zorganizowaliśmy wspólnie warsztaty, całkowicie pro bono. Ku naszemu zdziwieniu zgłosiły się 74 startupy z 19 krajów, bez żadnego budżetu marketingowego - tylko dzięki temu, że robiliśmy coś wartościowego społecznie.
Dziś, 2,5 roku później, mamy za sobą ponad 200 wspartych startupów, sieć mentorek i mentorów z ponad 40 krajów, a otwieramy właśnie lokalne oddziały - „córki” fundacji - w Kenii, Czadzie i Bangladeszu. Wspierają nas m.in. Polska Akcja Humanitarna, Polska Misja Medyczna, a globalnie Save the Children Global Ventures czy Serendipity Healthcare Foundation. Łącznie współpracujemy z ok. 400 organizacjami pozarządowymi z całego świata.
Wierzymy, że połączenie wiedzy biznesowej, mentoringu i mikrograntów jest w stanie uruchomić potencjał przedsiębiorczy tam, gdzie brakuje do tego szans. A w dłuższej perspektywie - budować firmy, miejsca pracy i lokalną stabilność gospodarczą.
W ciągu trzech lat przeszliście od idei do realizacji międzynarodowych programów. Jak wyglądał moment „przeskoku” od wolontariatu do dużych projektów?
Szczerze? To była kwestia trzech lat konsekwencji i pracy, którą wykonywaliśmy, zanim ktokolwiek zdecydował się nas sfinansować.
Jeszcze zanim dostaliśmy pierwszą dotację - 15 tys. zł z Fundacji Agencji Rozwoju Przemysłu - byliśmy w zaawansowanej fazie organizacji dużego projektu z Polską Akcją Humanitarną. Najpierw trzeba było udowodnić, że potrafimy dowozić, że jesteśmy odpowiedzialni i gotowi. Dopiero potem przyszły pieniądze - bo to zawsze są pieniądze powierzone przez kogoś, kto nam zaufał.
Pierwszy projekt finansowany przez MSZ zrealizowaliśmy w 2024 roku w ramach regrantingu globalnej edukacji, z Fundacją Edukacja dla Demokracji. Zaprosiliśmy mentorów m.in. z Peru, Tanzanii, Konga, Nigerii i Bangladeszu, żeby pracowali z polską młodzieżą nad prototypami przedsiębiorstw społecznych. To był projekt za 40 tys. zł, ale jego wartość i symbolika były ogromne.
W międzyczasie społeczność wokół fundacji rosła. Mentorzy dołączali, widząc, że działamy autentycznie. W Nigerii wsparliśmy nawet lokalną organizację, finansując dzierżawę hektara ziemi pod uprawę kukurydzy, której połowa trafia do lokalnej społeczności. Tak wygląda realny, oddolny impact.
Jak wyglądały Wasze tegoroczne projekty w Tanzanii i Czadzie? Co było najbardziej zaskakujące w pracy w tych krajach?
W obu krajach ogromnym wyzwaniem jest sytuacja kobiet. Często przypisana im jest wyłącznie rola domowa, co ogranicza możliwości rozwijania własnych firm. Z kolei u obu płci barierą bywa mentalność: „nie da się”, „nie mam kontaktów”, „nie mam pieniędzy”. Tymczasem możliwości są - tylko trzeba pokazać alternatywę.
W Czadzie po raz pierwszy dołożyliśmy komponent mikrograntów. Trzy uczestniczki, które wykazały największą konsekwencję, sumienność i profesjonalny rozwój, otrzymały środki na zakup sprzętu do przetwórstwa żywności. Dzięki temu mogą nie tylko zwiększyć produkcję, ale również stworzyć miejsca pracy. Jedną z kobiet codziennie w pracy towarzyszą dzieci - bo szkoła jest zbyt daleko, a nie ma transportu. Mikrogranty naprawdę zmieniają codzienność.
W Tanzanii realizowaliśmy program AgriInnovate, skupiony na innowacjach rolnych, a cały projekt został sfinansowany w ramach Programu "Polska Pomoc" Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP i Ambasady RP w Tanzanii.
W Mołdawii, korzystając z doświadczeń polskiej transformacji ustrojowej, budujemy od podstaw nowy ekosystem innowacji - inkubatory i akceleratory. To jeden z najbardziej strukturalnych projektów, jaki prowadziliśmy.
A co zaskakuje? Różnice kulturowe, które z czasem stają się naturalne. „Czas” funkcjonuje inaczej. Modlitwa jest ważniejsza niż spotkanie - samochód zatrzymuje się, partner wyciąga dywanik i modli się. Są też zabawne momenty - firma cateringowa odmówiła wypakowania jedzenia, bo została opłacona tylko za dowóz. To ich sposób negocjacji.
I wreszcie: technologia. W naszej częsci świata korzystamy z narzędzi AI, a wielu uczestników ma telefony niedotykowe bez internetu. Ale mimo to robią ogromne postępy.

Wspieracie przedsiębiorczość kobiet w Czadzie. Jakie bariery napotykają kobiety - i jak je przełamujecie?
Największą barierą jest to, że od najmłodszych lat słyszą, że ich zadaniem jest dbanie o dom i rodzinę, a nie rozwijanie firmy. Druga bariera to brak kapitału i realnych możliwości finansowania. Trzecia - brak wzorców, mentoringu, sieci kontaktów.
Nasze programy przełamują to na kilku poziomach:
- Mentoring międzynarodowy daje im odwagę i poczucie, że ich pomysły mają wartość.
- Szkolenia biznesowe uczą struktury i procesu.
- Mikrogranty pozwalają wreszcie „odkleić się” od punktu wyjścia: kupić sprzęt, ruszyć produkcję, zatrudnić kogoś.
- Globalne kontakty otwierają oczy na to, że przedsiębiorczość może być ich ścieżką na życie.
To daje efekt domino: jedna pewna siebie kobieta potrafi pociągnąć za sobą całą społeczność.
Mówicie, że startupy mogą odbudować lokalne gospodarki. To odważna teza. Co widzicie „z bliska”, czego nie widać w raportach?
Same szkolenia nic nie zmieniają. Mentoring już trochę - bo daje wiarę w siebie. Ale prawdziwa zmiana zaczyna się przy mikrograntach, mikropożyczkach i pierwszych inwestycjach.
Widzę na własne oczy, jak zakup jednej maszyny do przetwórstwa żywności potrafi zwiększyć dochody rodziny i stworzyć 1-2 miejsca pracy. To jest mikroekonomia, która w skali kraju robi różnicę.
Jest też aspekt mentalnościowy. Wielu naszych uczestników mówi wprost: „żeby zmienić Afrykę, trzeba dwóch pokoleń”. Bo przejście od myślenia plemiennego, krótkoterminowego, do myślenia państwowego, długofalowego, musi potrwać. Ale to się dzieje.
I ciekawostka: Afrykańczycy lubią Polaków - bardziej niż wielu Europejczyków. Dlaczego? Bo nie mamy kolonialnej przeszłości. To otwiera dużo drzwi.
Czy Wasza praca może być inspiracją dla polskich firm? Czego polski startup może nauczyć się od przedsiębiorców z Afryki czy Kaukazu?
Bardzo dużo. Jeśli ktoś potrafi rozwijać biznes bez stabilnego prądu, internetu i transportu, to my naprawdę nie mamy wymówek. Każdy biznes zaczyna się od bardzo konkretnej potrzeby, a nie „ciekawych technologii”. Myślę, że polskie startupy dużo zyskałyby patrząc, jak rozwija się przedsiębiorczość w krajach Globalnego Południa.
Sami też stworzyliście startup Humanity Badge. Jaką rolę pełni w całym ekosystemie?
Humanity Badge powstało, bo widzieliśmy ogromny problem: małe NGO-sy nie potrafią znaleźć grantów, nie mają widoczności w internecie i nie wiedzą, jak pisać wnioski. Przez platformę agregujemy ok. 1000 dostępnych grantów dla NGO z całego świata, a do tego oferujemy narzędzia i wsparcie w przygotowywaniu aplikacji. W 2024 roku zostaliśmy wybrani do Startupbootcamp w Holandii - spośród 6000 zgłoszeń wybrano 30 startupów, w tym nas. To dodało nam wiary, że warto budować ten produkt dalej.
Humanity Badge uzupełnia działania fundacji. Jeśli chcemy wspierać lokalne organizacje, musimy im dać narzędzie, które zdejmuje z nich największą barierę - brak finansowania. Pomoc rozwojowa jest bardzo zhierarchizowana, a my chcemy wyrównać szanse.
Na koniec: co dalej? Jakie macie plany na najbliższe lata?
Chcemy dalej budować lokalną przedsiębiorczość - głównie w Afryce, Azji i Ameryce Łacińskiej. Rozwijać inkubatory, akceleratory i lokalne struktury, które zostają na miejscu po naszym wyjeździe.
Wierzymy, że przedsiębiorczość jest jednym z najskuteczniejszych sposobów wychodzenia z ubóstwa. I chcemy, aby w kolejnych latach tysiące ludzi miały taką szansę.