Reklama

Zarobić na cały rok w kilka miesięcy. Jak prowadzić biznes, w którym prognoza pogody może zmienić wszystko

Kosmiczne Ranczo
Kosmiczne Ranczo / fot. Alicja Rzepa
Tomasz Wielemborek zamienił stare gospodarstwo w Kosmiczne Ranczo, bo zamiast kupować gotową licencję, wolał zbudować miejsce, do którego sam jako fan science fiction chciałby pójść. Założyciel parku opowiada, jak zarządzać biznesem zależnym głównie od prognozy pogody i dlaczego autentyczna atmosfera jest dla gości ważniejsza niż najdroższy symulator.

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Reklama

Kosmiczne Ranczo wyrosło z Pana pasji do kosmosu. Kiedy pojawiła się myśl, że może to być również pomysł na biznes?

Tomasz Wielemborek, przedsiębiorca, założyciel Kosmicznego Rancza: Chyba nigdy nie było takiego jednego momentu, w którym usiadłem i pomyślałem: kosmos to świetny biznes, zróbmy więc park. Było raczej odwrotnie.

Od wielu lat działałem w branży rozrywkowej, wcześniej przez blisko dziesięć lat współtworzyłem Farmę Iluzji i wiedziałem już mniej więcej, jak funkcjonuje taki biznes. Kiedy nasze drogi się rozeszły i zacząłem zastanawiać się, co robić dalej, doszedłem do wniosku, że chyba najlepiej potrafię właśnie tworzyć parki rozrywki. Przypomniałem sobie o pomyśle, który nosiłem w głowie od lat.

Kosmosem interesuję się od dziecka. Do tego dochodzi science fiction, popkultura, nowe technologie. Pomyślałem więc: skoro mam jeszcze raz zbudować park, to tym razem zrobię dokładnie taki, jaki sam chciałbym odwiedzić. Może nie jest to do końca podręcznikowe podejście biznesowe – w końcu sam nie jestem już główną grupą docelową mojego parku – ale czasem trzeba po prostu pójść za swoim wewnętrznym głosem.

Dopiero później okazało się, że z biznesowego punktu widzenia to też ma sens. Temat jest bardzo pojemny i praktycznie się nie starzeje. Możemy opowiadać o Apollo 11, a za chwilę o locie na Marsa, robotach czy sztucznej inteligencji. Do tego mamy naszych kosmitów i całą warstwę science fiction. Pomysłów wystarczy nam chyba na wiele lat.

Kosmiczne Ranczo

Nie kupił Pan licencji ani gotowego konceptu, tylko wszystko stworzył od podstaw. Dlaczego wybrał Pan trudniejszą drogę?

Ja wiem, czy wybrałem trudniejszą drogę? Z pewnością była tańsza – w końcu nie muszę płacić za licencję. A dodatkowo tworzenie sprawia mi największą frajdę.

Oczywiście można kupić gotową atrakcję, postawić ją na placu i następnego dnia sprzedawać bilety. My też kupujemy gotowe urządzenia, bo nie ma sensu wymyślać całkiem wszystkiego od nowa. Ale staramy się osadzić je w naszym świecie i nadać im własny charakter.

Najbardziej lubię jednak projekty, których wcześniej nie było. Dobrym przykładem jest Kosmodrom Odyseja. Nie chcieliśmy po prostu postawić symulatora. Powstał cały kosmodrom, historia lotu, pilotka Vega, odprawa, scenografia. Gość ma mieć poczucie, że bierze udział w jakiejś przygodzie, a nie tylko wsiada na kolejne urządzenie.

Licencja daje ogromną przewagę, bo dostaje się rozpoznawalnych bohaterów i gotowy świat. Ale ma też ograniczenia. My możemy zrobić z naszym światem właściwie wszystko. Dzisiaj budujemy kosmodrom, jutro galaktyczne zoo, a za kilka lat może powstać coś, czego jeszcze sami nie wymyśliliśmy.

Poza tym jest w tym ogromna satysfakcja. Patrzę czasem na park i myślę sobie, że jeszcze kilka lat temu tego wszystkiego po prostu nie było. Było stare gospodarstwo, a większość rzeczy, które dzisiaj stoją dookoła, wcześniej istniała tylko w naszej głowie.

Tomasz Wielemborek, założyciel Kosmicznego Rancza. / Fot. Alicja Rzepa

Jak spina się finansowo park, który działa głównie sezonowo? Co jest największym wyzwaniem w takim biznesie?

To jest chyba jedno z najtrudniejszych pytań, bo odpowiedź brzmi: czasami spina się lepiej, a czasami gorzej.

W ciągu kilku miesięcy musimy zarobić na cały rok. Zimą park jest zamknięty, więc praktycznie nie mamy przychodów, ale koszty nie znikają. Zostaje część pracowników, trzeba utrzymywać obiekty, prowadzić remonty, przygotowywać kolejny sezon i – co bardzo ważne – inwestować w nowe atrakcje.

Do tego dochodzi coś, czego nie da się zaplanować w Excelu, czyli pogoda. W sezonie 2026 mieliśmy serię wielu weekendów z niekorzystnymi prognozami i to natychmiast odbija się na frekwencji. Czasami zresztą większym problemem niż sama pogoda jest jej prognoza. Wystarczy, że aplikacja pokaże deszcz, nawet późnym wieczorem, i część rodzin rezygnuje z wyjazdu.

Dlatego coraz poważniej myślimy o wydłużeniu sezonu i stworzeniu oferty również na chłodniejsze miesiące. Biznesowo byłoby dużo zdrowiej, gdyby park nie musiał zarabiać praktycznie całego rocznego przychodu w ciągu kilku miesięcy.

Co roku na Ranczu pojawiają się nowe atrakcje. Jak Pan ocenia, w co warto zainwestować, a które pomysły lepiej odłożyć na później?

Gdybym znał idealną odpowiedź na to pytanie, prowadzenie parku byłoby znacznie prostsze.

Najciekawsze jest to, że cena atrakcji wcale nie musi mieć wiele wspólnego z tym, jak bardzo spodoba się ona gościom. Można wydać bardzo dużo pieniędzy na urządzenie, które będzie po prostu dobre, a obok zrobić za niewielkie pieniądze coś prostego, przy czym dzieci będą chciały spędzić pół dnia.

Dlatego staram się patrzeć nie tylko na efekt „wow”, ale też na to, czego w danym momencie brakuje parkowi. Czy potrzebujemy czegoś dla młodszych dzieci? Czy czegoś mocniejszego dla starszych? Czy atrakcji na upał? Czy czegoś pod dachem na gorszą pogodę?

Ważne jest też to, żeby nie wrzucać wszystkich pieniędzy w jedną gigantyczną inwestycję. Mamy pomysły na wiele lat – od stosunkowo prostych po naprawdę duże i kosztowne. Trzeba je układać w odpowiedniej kolejności.

Rok 2026 był pod tym względem wyjątkowy. Otworzyliśmy Kosmodrom Odyseja, planetarium, rozbudowaliśmy strefę wodną i zaczęliśmy tworzyć galaktyczne zoo. Kolejny rok będzie rokiem drobniejszych inwestycji, ale równie ciekawych.

Rodzinny park rozrywki często odwiedza się tylko raz. Co robicie, żeby goście chcieli wracać?

To jest właściwie jedno z najważniejszych pytań w tym biznesie.

Można zrobić fantastyczny park, ale jeżeli rodzina odwiedzi go raz i uzna, że już wszystko widziała, to za rok trzeba od początku szukać kolejnych klientów. Dlatego staramy się cały czas dawać powody do powrotu.

Pierwszym są oczywiście nowe atrakcje. Chcemy, żeby ktoś, kto był u nas rok temu, w kolejnym sezonie miał kilka rzeczy, których wcześniej nie widział.

Drugi element to wydarzenia i animacje. Park może być ten sam, ale doświadczenie z wizyty już niekoniecznie. Robimy dni tematyczne, specjalne programy, spotkania, warsztaty. Dzięki temu można przyjechać kilka razy w jednym sezonie i za każdym razem spędzić ten dzień trochę inaczej.

Ale jest jeszcze trzecia rzecz, chyba najtrudniejsza do policzenia – atmosfera i klimat miejsca. Mamy dużo zieleni, drzewa, wodę, przestrzeń. Nie chcemy, żeby rodzina wpadała do nas tylko „zaliczyć” atrakcje. Chcemy, żeby dobrze się tutaj czuła i po prostu miała ochotę wrócić.

Bo ostatecznie najlepszym produktem parku rozrywki nie jest karuzela czy symulator. Jest nim dobrze spędzony wspólnie dzień.

Kosmiczne Ranczo
Co okazało się najdroższą lekcją podczas budowania Kosmicznego Rancza i co dziś zrobiłby Pan inaczej?

Najdroższą lekcją było chyba przekonanie się, jak bardzo rzeczywistość potrafi zweryfikować nawet dobrze przygotowany biznesplan.

Kosmiczne Ranczo zaczęliśmy budować w wyjątkowo pechowym momencie – w okresie pandemii. Ceny materiałów budowlanych rosły praktycznie z miesiąca na miesiąc, transport morski podrożał kilkukrotnie, a dolar dochodził do pięciu złotych. Rzeczy, które mieliśmy wcześniej policzone, nagle kosztowały kilkadziesiąt procent więcej.

Mieliśmy ograniczony, tylko kilkumilionowy budżet, więc trzeba było podejmować decyzje: co robimy teraz, a co odkładamy. Postawiliśmy przede wszystkim na infrastrukturę – budynki, instalacje, gastronomię, zaplecze, bo wiedzieliśmy, że jeśli zrobimy to źle, za kilka lat będziemy musieli budować wszystko drugi raz. Efekt był taki, że w pierwszym sezonie samych atrakcji było mniej, niż pierwotnie planowałem.

Czy zrobiłbym dziś coś inaczej? Na pewno od początku założyłbym większy bufor finansowy. W tej branży praktycznie zawsze pojawia się coś, czego nie przewidzieliśmy.

Ale nie wiem, czy zmieniłbym samą drogę. Park rozwijał się wolniej niż początkowo zakładałem, ale dzięki temu mieliśmy czas obserwować gości, poprawiać błędy i uczyć się, czego naprawdę oczekują. Dopiero w tym sezonie patrzę na Kosmiczne Ranczo i mam poczucie, że osiągnęliśmy poziom, który miałem w głowie od początku.

Oczywiście to nie koniec. Zakładam, że najlepsze dopiero przed nami, a w zasadzie przed naszymi gośćmi.

Reklama

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Reklama
Reklama