Reklama

Nowa broń w walce z szarą strefą. BLIK i banki automatycznie zablokują dostęp do nielegalnych serwisów

Nowa broń w walce z szarą strefą. BLIK i banki automatycznie zablokują dostęp do nielegalnych serwisów
grafika: Shutterstock / Vectorium
Banki i firmy płatnicze wchodzą w rolę „finansowych ochroniarzy”, co nakłada na nie lawinę nowych, wymagających obowiązków. Polskie i unijne instytucje coraz chętniej przerzucają ciężar nadzoru na sektor prywatny – od fintechów po dostawców technologii – wykorzystując mechanizm third-party policing. Dzięki temu to właśnie firmy, a nie tylko państwowe urzędy, stają dziś na straży bezpieczeństwa i szczelności całego systemu.

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Reklama

Świetnym przykładem tych zmian jest projekt cyfrowego euro, który właśnie nabiera tempa. W lipcu tego roku Parlament Europejski otworzył drogę do kluczowych negocjacji, chcąc wypracować ostateczne porozumienie jeszcze przed końcem grudnia. Jeśli ten ambitny plan wypali, pierwsze testy ruszą w połowie 2027 roku, a nowa waluta trafi do naszych portfeli w 2029 roku.

Wprowadzenie cyfrowego pieniądza to dla Europy szansa na „rozwód” z amerykańskimi gigantami, takimi jak Visa czy Mastercard, i budowę własnej niezależności płatniczej. My, konsumenci, zyskamy dzięki temu wygodne wirtualne portfele, idealne zwłaszcza do płacenia za granicą. Jednak dla banków i operatorów płatności to kolejny trudny egzamin – to właśnie na nich spadnie odpowiedzialność za wyłapywanie podejrzanych transakcji i walkę z praniem brudnych pieniędzy w nowym, cyfrowym ekosystemie.

Nowe porządki pod lupą (i pod groźbą kary)

Bardzo podobny scenariusz pisze unijny pakiet regulacji AMLR, który wejdzie w życie w lipcu 2027 roku. Choć nowe przepisy mają chronić nas wszystkich – od samych firm po całą gospodarkę – ich ciężar spoczywa głównie na barkach przedsiębiorców. Dla instytucji finansowych oznacza to nie tylko górę dodatkowej dokumentacji czy drobiazgowe prześwietlanie partnerów biznesowych, ale także widmo bolesnych kar za każde, nawet drobne niedociągnięcie w procedurach.

- Zarówno w przypadku cyfrowego euro jak i AMLR widzimy, że twórcy regulacji przygotowali szereg nowych metod zwalczania prania pieniędzy. Są one skądinąd słuszne, ale widać, że państwowe urzędy samodzielnie nie mają wystarczających zasobów do ich skutecznego wdrożenia. To dlatego przerzucają ich pilnowanie na sektor prywatny. Szkopuł w tym, że firmy same często nie mają mocy przerobowych, by działać zgodnie z nowymi wymogami compliance. Potrzebują do tego często zupełnie nowych lub lepszych niż dotychczasowe narzędzi - mówi Mateusz Pniewski, założyciel TransactionLink, europejskiej platformy do automatyzacji weryfikacji podmiotów biznesowych i zarządzania procesami compliance.

Prywatne firmy na służbie państwa

Ta „zmiana warty” to nic innego jak praktyczne zastosowanie modelu RIT (Regulator – Intermediary – Target), który coraz śmielej wkracza do europejskiego świata finansów. Choć termin ten brzmi dość naukowo i nie jest jeszcze powszechnie znany, jego mechanizm jest prosty: państwo czyni z prywatnych firm swoich „pośredników regulacyjnych”. W kontekście bezpieczeństwa strategię tę nazywa się third-party policing, czyli – mówiąc wprost – przekazaniem pałki policyjnej podmiotom trzecim.

Doskonale widać to na przykładzie branży przewozowej. Ponieważ urzędnicy nie są w stanie osobiście zaglądać do każdej taksówki, prawo nakłada na aplikacje i korporacje obowiązek samodzielnego prześwietlania kierowców. To platformy muszą dziś pilnować, czy ich współpracownicy mają ważne prawo jazdy, aktualne badania i czystą kartotekę karną, zdejmując tym samym ten potężny ciężar z barków państwowych służb.

Od SMS-ów po social media – strażnicy bez munduru

Podobny mechanizm działa już niemal wszędzie wokół nas. Operatorzy komórkowi zostali postawieni na „pierwszej linii ognia” w walce ze scamem – to na nich spoczywa obowiązek wyłapywania i blokowania podejrzanych SMS-ów, zanim te w ogóle trafią do naszych telefonów.

Z tym samym wyzwaniem mierzą się giganci mediów społecznościowych, którzy przy pomocy algorytmów i armii moderatorów muszą czyścić sieć z nielegalnych treści. Cyfrowy kordon sanitarny widać też w świecie hazardu: dostawcy internetu mają za zadanie odcinać dostęp do zakazanych witryn, a firmy płatnicze muszą pilnować, by ani jeden grosz nie trafił do nielegalnych operatorów figurujących w rejestrze Ministra Finansów.

BLIK na straży przepisów

Doskonałym potwierdzeniem tej tendencji jest najnowsze rozwiązanie wprowadzone przez operatora systemu BLIK. Od 1 września Polski Standard Płatności uruchamia mechanizm, który automatycznie prześwietla domeny internetowe powiązane z naszymi transakcjami. Choć brzmi to poważnie, zmiana nie wpłynie na nasze codzienne zakupy czy szybkie przelewy na telefon. Ma ona jeden konkretny cel: uderzyć w nielegalny hazard.

Jak to działa w praktyce? System BLIK, dzięki specjalnemu interfejsowi API, połączy się z czarną listą Ministerstwa Finansów, na której widnieje już ponad 55 tysięcy adresów nielegalnych kasyn i serwisów bukmacherskich. Jeśli spróbujemy zapłacić na stronie, która znajduje się w tym rejestrze, system po prostu zablokuje transakcję. To klasyczny przykład „pośrednika regulacyjnego” – państwo dostarcza bazę danych, ale to prywatny system płatności wykonuje realną pracę „ochroniarza”, pilnując, by pieniądze nie płynęły tam, gdzie nie powinny.

- Nowy ruch BLIK-a wymuszony zmianami w przepisach, to bardzo dobra ilustracja mechanizmu third-party policing. Państwo nie ma mianowice zasobów, żeby samodzielnie pilnować każdej transakcji w internecie, więc deleguje ten obowiązek na podmioty, które transakcję przetwarza. BLIK staje się tym samym czymś więcej niż systemem płatności - pełni funkcję filtra bezpieczeństwa - zauważa Mateusz Pniewski, CEO i współzałożyciel TransactionLink, europejskiej platformy do automatyzacji weryfikacji podmiotów biznesowych i zarządzania procesami compliance.

- To pokazuje też skalę problemu: rejestr niedozwolonych domen liczy już kilkadziesiąt tysięcy. Ręczne nadążanie za taką dynamiką nie jest już możliwe, więc automatyzacja weryfikacji staje się jedyną rozsądną opcją i jednocześnie warunkiem działania zgodnie z prawem - dodaje Pniewski.

Reklama

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Reklama
Reklama