Rekordy transferowe, chaos czy plan? Kulisy największej rewolucji w Ekstraklasie. Wywiad z Bartłomiejem Stańdo
Widzew Łódź w ciągu kilku miesięcy stał się jednym z najbardziej intrygujących projektów piłkarskich w Polsce. Dziesiątki milionów euro wydane na transfery, rewolucja kadrowa i zmiana filozofii zarządzania sprawiły, że o klubie z al. Piłsudskiego znów mówi się w całym kraju — nie przez pryzmat problemów, lecz ambicji. W rozmowie z My Company Polska Bartłomiej Stańdo analizuje, czy odważne decyzje nowego właściciela, Robert Dobrzyckiego, mogą szybko przynieść sportowe efekty, gdzie kryją się największe zagrożenia i dlaczego — mimo 16. miejsca w tabeli — kibice Widzewa mają dziś więcej powodów do nadziei niż przez ostatnie dwie dekady.
Jan Wojtal, My Company Polska: Widzew Łódź wydał w tym okienku transferowym (wg danych Transfermarkt) ok. 15 mln euro. Dodając do tego letnie zakupy, mamy blisko 22 mln euro. To oszałamiająca, niespotykana wcześniej kwota w polskim futbolu. Czy te transfery przełożą się na jakość na boisku? Jeśli tak, to kiedy? Znowu drużyna jest budowana praktycznie od początku.
Bartłomiej Stańdo, Sektor Widzew: Pieniądze nie grają, bo można wyłowić perełkę z kontraktem w ręku albo na niskiej pensji, tak jak można solidnie przepłacić za piłkarza bez odpowiedniej jakości. Ale co do zasady, w dłuższej perspektywie w futbolu za jakość bardzo często trzeba zapłacić. Widzew to robi, rekordowo w skali Ekstraklasy, przy jednocześnie bardzo dużym tempie zmian. I główne zagrożenie widzę nie tyle w przepłaceniu - bo Roberta Dobrzyckiego stać na wiele, również na błędy - co w przyspieszonym procesie budowania drużyny. Latem dołączyło czternastu piłkarzy. Zimą siedmiu, na których pewnie się licznik nie zatrzyma. Tymczasem zespół piłkarski to żywy organizm: mieszanka ludzi różnych narodowości, o różnym wieku, poglądach, a przede wszystkim charakterze. Aby zbiór indywidualności stał się drużyną, potrzeba nie tylko czasu, ale też pomysłu, jakich puzzli potrzebujemy do złożenia całego obrazka. A z tym też był problem, bo zmieniali się również główni architekci: dyrektorzy sportowi czy trenerzy. Dlatego nie wiem, kiedy to odpali. Ale też nie mam wątpliwości, że raczej prędzej niż później, patrząc na determinację i możliwości właściciela.
W których transferach przychodzących upatrujesz największe nadzieje? Mam na myśli i te zimowe, i letnie z poprzedniego okienka?
Kilka dni temu powiedziałbym, że Lukas Lerager, ale jego debiut było nieco rozczarowujący. Miał tylko 65% celnych podań, co na tej pozycji nie jest dobrym wynikiem, ale generalnie nie zachwycił. Mam nadzieję, że „pierwsze koty za płoty”, bo i na papierze, i w sparingach, a także biorąc pod uwagę relację kolegów z zespołu o treningach, to był człowiek, do którego podać piłkę, to jak schować ją do sejfu. Siła, spokój, przeniesienie ciężaru gry, umiejętność odnalezienia się pod bramką rywala - to wszystko widziałem we fragmentach jego spotkań w FC Kopenhaga, również z gigantami w Lidze Mistrzów, jak Manchester United czy Bayern Monachium, którym strzelał bramki. Manchesterowi City na Etihad gola wcisnął natomiast Osman Bukari, który zaczął mecz z Jagiellonią ciałkiem nieźle, dobrze utrzymywał się przy piłce, potrafił być nieuchwytny - ale też jeszcze nie pokazał wszystkiego, a na pewno nic wartego rekordu transferowego w Ekstraklasie.
Wypada poczekać. Marek Hanousek potrzebował pół kilku miesięcy, zanim zdobył serca w „Sercu Łodzi”. Na pewno podoba mi się zaangażowanie emocjonalne Mariusza Fornalczyka, strzelecki instynkt Sebastiana Bergiera, wyprowadzenie piłki od tyłu Ricardo Visusa, umiejętność balansu z piłką przy nodze pod presją rywali Christophera Chenga. Liczę na szybkość i siłę Przemysława Wiśniewskiego. Debiutu najlepiej nie będzie wspominał Bartłomiej Drągowski, ale to doświadczony bramkarz, oby zbudował tu formę godną wyjazdu na mundial. Obiecująco natomiast wypadli Emil Kornvig, bardzo chwalony za grę w Brann, a także Carlos Isaac, mający niezłe statystyki w La Liga 2.
W biznesie zwykle jest tak, że im więcej zainwestujesz, tym większe prawdopodobieństwo, że będą z tego wymierne korzyści. Klub piłkarski to jednak nie jest typowa korporacja i droższe zakupy nie zawsze oznaczają lepszy wynik sportowy. Wielu już się o tym przekonało. Czy Robert Dobrzycki, wydając tak szybko tak duże pieniądze nie przeszarżował?
W samym fakcie wydania dużych pieniędzy nie ma żadnego problemu. Myślę, że kibic Widzewa, doświadczony dwoma bankructwami w XXI wieku, bardzo to docenia. Statuetka Widzewiaka Roku nie powędrowała zresztą w ręce Roberta Dobrzyckiego przypadkowo. Zdecydowanie lepiej słuchać milion programów analizujących spektakularne ruchy transferowe, niż przez lata śledzić, jak dziennikarze w całym kraju rozmawiają o innych klubach, a o Widzewie - głównie wtedy, gdy pojawiały się jakieś problemy. Z licencjami, komornikami, degradacjami, karami i zakazami, aż wreszcie nastąpiła cisza po upadku, przerwana dopiero karnetowym szaleństwem po wybudowaniu nowego stadionu. Robert Dobrzycki mógł podjąć złe decyzje w doborze ludzi, bo sukcesu w piłce nie da się kupić, ot tak, ale na pewno nie przeszarżował wydając pieniądze. Minimalizował ryzyko. Zwiększał prawdopodobieństwo porażki, tak jak powiedziałeś. Nie wyjdzie na boisko, nie strzeli za nikogo bramki, nie wystawi składu za trenera, nie ściągnie piłkarza za dyrektora sportowego. Może obserwować, czekać, wyciągać wnioski. Aż wreszcie trafi na ludzi, którzy będą mu w stanie zagwarantować sukces. Oni nie kupią - po prostu na drodze Widzewa na szczyt nie napotkają przeszkody pt. „pieniądze”.
Klub od reaktywacji piął się systematycznie do góry w ligowym futbolu. Rozrastał, profesjonalizował, awansował wyżej. Pieniądze były jednak wydawane oszczędniej. Ważny był zysk, poduszka finansowa, „zielony Excel”. Teraz wszystko wywrócono do góry nogami. To chyba szok dla wszystkich związanych z środowiskiem. Czy również dla Ciebie?
Absolutnie nie! Po pierwsze, bardzo się cieszę z „zielonego Excela”, bo bez niego istniało ryzyko, że nie udałoby się zbudować solidnego, normalnego, zdrowego klubu, a co za tym idzie - znaleźć takiego inwestora jak Dobrzycki. Oczywiście, on jest kibicem i Widzew był dla niego priorytetem, ale podkreślał w wywiadach, że nie bez znaczenia była kondycja finansowa spółki, którą przejmuje.
Kto spłaciłby długi, gdyby Widzew kilka lat temu poszedł po bandzie, a mimo to nie trafił z transferami, trenerami czy działaczami? Ustaliliśmy już, że pieniądze to nie wszystko. Dlatego chwała Tomaszowi Stamirowskiemu, że zdołał na zdrowych zasadach awansować do Ekstraklasy, a następnie w niej się pewnie utrzymać. Widzew pod jego rządami ani razu nie wylądował w strefie spadkowej. Zakończył jeden z sezonów na najwyższym miejscu w XXI wieku. I był gotowy na zrobienie kroku naprzód.
Ten krok gwarantuje Dobrzycki, który ma możliwości, by uczynić Widzew znów Wielkim - sportowo, bo historycznie czy kibicowsko jest taki niezmiennie. Nowy właściciel robi to, co pewnie zrobiłby każdy prawdziwy kibic z taką zasobnością portfela: zwiększa wartość zespołu, a także buduje fundamenty w innych obszarach: infrastruktura, Fundacja, a nawet inne sekcje.
XXI wiek nie rozpieszczał, jak dotąd, kibiców Widzewa. Lata złego zarządzania, dwa bankructwa, słabi piłkarze, sezony na niższych poziomach rozgrywek. Kibice są spragnieni sukcesów, których od prawie 30 lat nie ma. Czy według Ciebie, przy aktualnym modelu zarządzania, gdzie pojawiły się ogromne pieniądze, sukces może nadejść szybko? Może i w tym sezonie? Oczywiście, Widzew jest 16. w tabeli, ale ma tylko 13 punktów do lidera. Jest też w ćwierćfinale Pucharu Polski.
I właśnie ten Puchar Polski pozostaje największą nadzieją, zwłaszcza po porażce na inaugurację wiosny. Spokojne utrzymanie i wyjazd na Stadion Narodowy w maju - to są rzeczy, po których uznam ten przejściowy sezon za udany, mimo wielu perturbacji po drodze. Chciałbym jednak zobaczyć, że zespół idzie w dobrą stronę, że to wszystko ma ręce i nogi, a nie jest kolejną stratą czasu, za jaką należy uznać rewolucję letnią. Moje pokolenie - a kibicuję Widzewowi od 2000 roku, odkąd skończyłem cztery lata - nie przeżyło poważnych sukcesów. Dużo się o nich nasłuchało, naczytało, naoglądało. Historia oczywiście jest piękna, należy o nią dbać. Trzeba ją pielęgnować i ożywiać regularnie takimi wydarzeniami jak ostatnio przyjazd Adama Woronowicza, zakochanego w książce „Wielki Widzew”. Sam jestem zachwycony opowieścią o Łazienkowskiej 2/3, nie było lepszego meczu w historii polskiej piłki ligowej, ale żadna relacja po czasie nie może się równać z eksplozją radości, którą przeżywasz na własnej skórze. Na przykład wtedy, gdy Fran Alvarez strzela bramkę w ostatniej minucie meczu z Legią i przełamuje wieloletnią złą passę. Dlatego trzeba pisać nowe rozdziały.
Gdzie jest finansowy sufit aktualnego Widzewa? Na X pojawił się nawet humorystyczny post: "Widzew Łódź kupił Grenlandię", sugerując praktycznie nieograniczone możliwości.
‼🇬🇱 Widzew Łódź kupił Grenlandię! https://t.co/jIUwkSRwk7 pic.twitter.com/8BxWjdq0ID
— Kaszkiet (@Kaszkyet) January 28, 2026
Nie mam pojęcia, gdzie jest sufit - ale podłoga jest zdecydowanie wyżej niż przypuszczałem. Cieszyłem się bardzo już wtedy, gdy Robert Dobrzycki wchodził do Widzewa. Myślę, że piłkarska Polska jeszcze nie rozumiała tego, jak bardzo szczęśliwi stali się fani RTS. Nie uwierzyła, dopóki nie zobaczyła tych możliwości podczas okienek transferowych. Równo rok wcześniej jedynym transferem był Polydefkis Volanakis, który teraz nie został nawet wpisany na listę piłkarzy zgłoszonych do rozgrywek. Trudno więc się nie ekscytować tym, jakie mamy możliwości. Ale nikt jeszcze pucharu za transfery do gabloty nie włożył. Trzeba z tych narzędzi, jakie dał Dobrzycki, odpowiednio skorzystać. Wierzę, że w końcu to się uda.
Bio: Bartłomiej Stańdo – dziennikarz, publicysta, współtwórca kanału „Sektor Widzew” na YouTube. Autor książki „Widzew. Reaktywacja”, opisującej drogę Widzewa Łódź od czwartej ligi do elity. Specjalizuje się w historii klubu i analizie jego działalności pozaboiskowej. Kibic Widzewa od ponad 20 lat.
Robert Lewandowski będzie miał luksusowy katamaran. Zbudują go w polskiej stoczni
Robert Lewandowski dołączył do grona ambasadorów Sunreef Yachts i zamówił w Gdańsku w pełni spersonalizowany katamaran 80 Sunreef Power NEXT. Dla pomorskiej stoczni to kolejny kontrakt z globalną ikoną sportu i potwierdzenie pozycji w światowej lidze luksusowego yachtingu.
Widzew Łódź wywalczy najdroższy transfer w historii Ekstraklasy? Astronomiczna kwota
Widzew Łódź może wstrząsnąć rynkiem transferowym Ekstraklasy. Według doniesień, klub jest bliski sprowadzenia skrzydłowego Osmana Bukariego z MLS za około 5 mln euro. To kwota, która ustanowiłaby nowy rekord, jeśli chodzi o transfery przychodzące do polskiej ligi.
Jak Ekstraklasa próbuje przyciągać nowych fanów? Wywiad z Marcinem Animuckim
Ekstraklasa od ponad dekady inwestuje w innowacyjne rozwiązania technologiczne. Podpatrujemy zagraniczne ligi, wspieramy rodzime kluby w rewolucji technologicznej, nie zamierzamy zwalniać - mówi Marcin Animucki, prezes zarządu Ekstraklasy S.A.