Reklama

Wakacje CEO w Tajlandii. Polacy spędzają urlop na Phuket i zostają na zawsze

Polacy chętnie inwestują w nieruchomości na Phuket
Polacy chętnie inwestują w nieruchomości na Phuket / Materiały prasowe
Coraz więcej europejskich inwestorów decyduje się na ulokowanie kapitału w nieruchomościach na rynkach zagranicznych. Jak wskazują dane z raportów branżowych 60 proc. kupujących nieruchomości na Phuket to Polacy. Z czego bierze się inwestycyjny boom w Tajlandii i luksus w cenie wakacji nad Bałtykiem? Redakcja My Company Polska na miejscu sprawdziła blaski i cienie decyzji a zakupie apartamentu w raju.

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Reklama

Wyobraź sobie poranek, w którym budzi cię śpiew egzotycznych ptaków, a po odsłonięciu rolet twoim oczom ukazuje się gęsta dżungla bananowców. Wychodzisz na taras swojej willi i zanurzasz się w chłodnej wodzie prywatnego basenu, z którego nikt z zewnątrz nie ma prawa cię dostrzec. Tak właśnie wyglądają wakacje przypominające sceny z kultowego serialu „White Lotus”, a ich uosobieniem jest pobyt naszej redakcji w jednym z takich hoteli na wyspie Phuket. Pojechaliśmy sprawdzić jak wygląda „Podróż CEO jednorożca” oraz wakacje typu premium na kieszeń zamożniejszego Polaka. 

Jeszcze przed wyjazdem zastanawiałem się jakie różnice w jakości najbardziej przypadną mi do gustu. Pierwsze zaskoczenie to brak pokoi czy apartamentów, do których jestem przyzwyczajony. Ich miejsce zajmują przyprawiające o zawrót głowy wille w stylu tajskiego tradycyjnego budownictwa ze spiczastymi dachami. Ukryto je w tropikalnej roślinności i osłonięto tak, że na basenie przy swoim „małym pałacu” można bez przeszkód uprawiać naturyzm i nie przejmować, że komuś mogłoby to przeszkadzać. Pełna prywatność to absolutny standard w podróżach premium.

Jedna z ponad 200 willi w luksusowym hotelu Banyan Tree. Najdroższą z nich kupił klient z Polski

Sama willa ma bardzo ciekawą architekturę i design, w którym nowoczesność przeplata się ze sztuką ludową, nawiązującą do scen z religijnych opowieści i tajskich tradycji. Co ciekawe wolnostojąca wanna została umieszczona w niezadaszonej części domu wprost pod liśćmi palm. Dzięki temu lekki, ciepły 15-minutowy deszcz uzupełnia moją kąpiel (i tak - to bardzo przyjemne!).

Największą radość sprawia mi jednak prywatny basen, do którego mogę wejść w zasadzie prosto z salonu. Na terenie ogrodu mieści się obszerna altana, liczne drzewa, których pnie oplatają typowe dla Azji Południowej grube korzenie innych roślin przypominające scenografię z Tomb Raidera.

Kompleks hotelowy otaczają liczne zbiorniki wodne, które łączą obiekt za pomocą łódek z infrastrukturą rozrywkową i sportową. Łódką dopłyniemy na pole golfowe, korty tenisowe czy pobliską plażę. Wybieram relaksujący rejs po sieci urokliwych kanałów i w ciągu 10 minut dopływam prosto nad brzeg Morza Andamańskiego. Na jego piaszczystym brzegu funkcjonuje prywatny klub plażowy z basenem dla gości hotelowych. Choć moja wizyta przypada na okres monsunu pogoda jest typowo rajska. 32 stopnie, pełne słońce i tropikalna wilgotność, która potrafi w ciągu kilku minut zamienić powietrze w saunę. Z tego powodu obsługa klubu co chwilę raczy nas chłodnymi, wilgotnymi ręcznikami nasączonymi w olejku z eukaliptusa. Takie podróże służbowe to ja szanuję!

Plaża przy Rava Beach Club

Po powrocie do hotelu na kolację przygotowaną przez mistrzów kuchni szkolonych przez szefów odznaczonych gwiazdką Michelin, po raz pierwszy testuję tajskie smaki spod ręki Tajów. I szybko wybieram ulubione danie, to zupa TomKha z piersią kurczaka na mleku kokosowym. Ostra, lekko kwaskowata i jednocześnie słodka.

Dowiaduję się, że Banyan Tree oferuje 218 willi podobnych do mojego „pałacu dziennikarza” - oczywiście różnią się wielkością, a także rozmiarem basenu czy przylegającej działki. I tu pierwsze zaskoczenie - według oficjalnych informacji właściciela hotelu okazuje się, że najdroższą i najbardziej luksusową willę w obiekcie wykupił Polak. A to, jak zaraz wytłumaczę, na Phuket nic nadzwyczajnego.

Polski boom inwestycyjny na Phuket

To właśnie na tle nieruchomości premium objawia się fenomen rynkowy, który dla wielu może być całkowitym zaskoczeniem. Jak wynika z raportów branżowych, w wielu nowych projektach apartamentowych aż 60 procent kupujących stanowią Polacy. Skąd wziął się ten nagły, potężny zryw inwestycyjny naszych rodaków w oddalonej o tysiące kilometrów Azji Południowo-Wschodniej?

Odpowiedź tkwi w rosnącej zamożności polskich inwestorów. Polska stała się jednym z najszybciej rosnących rynków źródłowych dla Tajlandii. Szacuje się, że w 2025 roku kraj ten odwiedziło około 230 tysięcy Polaków, co stanowi fenomenalny wzrost o blisko 30 procent w ujęciu rok do roku. Co istotne, polski turysta w Tajlandii przestawia się z trybu "budżetowego podróżnika z plecakiem" na klienta premium. Średnie wydatki na podróż przekraczają obecnie 61 tysięcy bahtów (około 6900 zł) na osobę. Turyści ci wygenerowali dla tajskiej gospodarki wpływy rzędu 500 milionów dolarów. Co więcej, rozwój tego kierunku wkrótce znacznie przyspieszy, ponieważ od października 2026 roku Polskie Linie Lotnicze LOT uruchamiają pierwsze w historii bezpośrednie połączenie z Warszawy do Bangkoku.

Kluczowa pozostaje jednak relacja ceny do jakości. Za kwotę około miliona złotych można na Phuket kupić luksusową posiadłość o powierzchni blisko 200 metrów kwadratowych. W Warszawie będzie to dwupokojowe mieszkanie. Są też oferty dla mniej wymagających - czyli mieszkania za około 500 tys. złotych - w takiej cenie kupimy mieszkanie w kompleksie kondominium niedaleko morza z basenem na dachu dla wszystkich mieszkańców. Nic dziwnego, że tajski rynek przyciąga inwestorów, którzy bywają zmęczeni rynkiem nieruchomości w polskich metropoliach. Odkrywają, że luksus, za który w Europie lub nad polskim morzem trzeba zapłacić fortunę (często dostając w zamian niepewną pogodę), w Tajlandii jest w pełni osiągalny – oferując przy tym wysoki standard życia. Oczywiście Tajski rynek nieruchomości ma też swoje negatywne strony, ale o tym potem. Zanim przejdziemy do ewentualnych trudności pocieszmy się luksusem.

Potencjalny CEO nie musi martwić się tak przyziemnymi rzeczami jak JetLag, wywołany zmianą stref czasowych. Z hotelu można łatwo (i za darmo) dojechać do pobliskiej kliniki, w której odpowiednia kroplówka zapewni nam witalność i gotowość do korzystania z wakacji w pełnym wymiarze (ponoć podobnie sprawa ma się z usuwaniem skutków kaca, ale jako niepijący - nie mogę tego przetestować). W ten sposób dba się o komfort najbardziej wymagających gości.

Stanowiska z masażem dla klientów chętnych na kroplówkę anty-jetlagową

Fenomen Laguny Phuket – luksusowe przedmieścia dla elity

Przy śniadaniu dostaję pakiet informacji o najbliższej okolicy. Hotel jest częścią większej inwestycji nazwanej Laguna Phuket. Czym właściwie jest ten gigantyczny projekt? Czymś w rodzaju enklawy-raju, na gigantycznym obszarze z linią brzegową plaży sięgającą 8 km, osiedlami apartamentowców, luksusowymi hotelami i całą infrastrukturą potrzebną do relaksu, wypoczynku, edukacji i wielu innych funkcji. Organizacją i poziomem bezpieczeństwa przypomina  przedmieścia metropolii w USA.

Dlaczego zamożni ludzie z całego świata budują tu swoje nowe życie? Bo jest tu wszystko, czego potrzebują, a nawet więcej. Historia tego miejsca sięga 4 dekad wstecz, kiedy duży teren po opuszczonej kopalni cyny przekształcił się w najbardziej ekskluzywną, samowystarczalną dzielnicę na całej wyspie.

Laguna to miejsce tętniące życiem, oferujące własną, dziewiczą plażę Bang Tao, pole golfowe mistrzowskiej klasy, darmowy transport wewnętrzny (w tym ekologiczne autobusy elektryczne) oraz dojrzałą społeczność międzynarodową. Banyan Group, deweloper notowany na giełdzie w Singapurze, buduje tam tzw. kondominia (luksusowe apartamentowce). Wśród nich znajdują się wielopiętrowe segmenty oraz imponujące penthouse'y, które redefiniują pojęcie współczesnego luksusu.

Gdy wchodzę do jednego z nich wyobrażam sobie posiłek w designerskiej kuchni, podczas gdy przez wielką, szklaną taflę w suficie – będącą jednocześnie ścianą basenu – obserwuję swoich bliskich zażywających kąpieli. Takie architektoniczne rozwiązania mogę obserwować podczas prezentacji nieruchomości kupowanych przez inwestorów z całego świata. Nic dziwnego, że przyciągają globalną elitę i cóż, nie będę udawać - na mnie też robią wrażenie.

Przeszklona ściana jadalni pozwala oglądać pływających w basenie bliskich

Prawne aspekty inwestycji w Tajlandii

Warto zaznaczyć, że wizja własnego domu pośród palm na brzegu dzikiej tajskiej plaży to marzenie, które ze względów prawnych nie jest tak łatwe w realizacji. W Tajlandii obcokrajowiec nie może posiadać ziemi na pełną własność (zamiast tego stosuje się tzw. leasehold, czyli wieloletnią dzierżawę, zazwyczaj na 30 lat z możliwością przedłużenia). Może jednak kupić apartament w budynku wielorodzinnym na własność, pod warunkiem że zagraniczni właściciele nie przekroczą limitu 49 procent powierzchni całego obiektu. Więcej na temat ewentualnych trudności na tajskim rynku przeczytasz w dalszej części artykułu.

Dlatego wielu inwestorów woli zakup mieszkań lub ultraluksusowych apartamentów z prywatnymi basenami na dachach budynków. Zamieszkują je zazwyczaj przez część roku, a podczas nieobecności wynajmują turystom.

„Fabryka przyszłych prezesów”, czyli edukacja i rodzina

Zamożni inwestorzy nie kupują jednak jedynie designerskich ścian i basenów – kupują cały styl życia i ekosystem, który dba o ich wszystkie potrzeby. Gdy, w dobie zdalnej pracy, przedsiębiorcy na poziomie CEO podejmują decyzję o przeprowadzce na drugi koniec świata, ich główną troską jest odpowiednia edukacja dla ich dzieci. Wyspa ma pod tym względem bogatą ofertę.

Najmłodsze pociechy trafiają do międzynarodowego przedszkola SILK (Step Up International Laguna Kindergarten), które od najmłodszych lat uczy holistycznego i otwartego na różnorodność podejścia do świata. Starsze dzieci uczęszczają do renomowanych placówek takich jak British International School – szkoły, która wygląda i funkcjonuje jak mały Harvard. Podczas dnia otwartego dla dziennikarzy mogłem przyjrzeć się tej placówce od środka.

Na uczniów czeka m.in. imponująca sala informatyczna do nauki programowania połączona z laboratorium drukarek 3D, sala do warsztatów inżynieryjnych typu „zrób to sam”, sala sztuk pięknych z pełnym zapleczem materiałów do tworzenia ceramiki, rzeźb, czy różnych technik malarskich perfekcyjnie nagłośniona sala muzyczna, a do tego sportowe imperium z trzema basenami, 12 pełnowymiarowymi boiskami do piłki nożnej i 8 kortami tenisowymi i halą dla miłośników koszykówki.

Widać wyraźnie, że to nie jest instytucja, która na siłę zamyka ucznia w z góry narzuconym, sztywnym schemacie edukacyjnym. Raczej miejsce, gdzie stymuluje się kreatywność, uczy twórczego rozwiązywania problemów i otwiera umysły na globalne wyzwania. Młodzież może przebywać na przepięknym kampusie w ramach internatu lub każdego dnia wracać do luksusowego domu rodziców w Lagunie. Nic dziwnego, że wyspa przyciąga rodziny pragnące wychować globalnych obywateli przyszłości. Przyznam też, że zwiedzanie kampusu, do którego się nie paliłem - okazało się całkiem trafną atrakcją - zobaczyłem na własne oczy przepaść jaką generuje się w edukacji dzieci bogaczy i zwykłych śmiertelników. Szkołę nazwałem roboczo "fabryką przyszłych CEO”.

Dla zamożnych podróżnych takie placówki w pobliżu zakupionego apartamentu czy penthouse’u to coś w rodzaju gamechangera. Inwestorzy mogą zająć się wypoczynkiem lub zdalną pracą, podczas gdy ich dzieci mają zapewniony czas na rozwój.

Turystyka medyczna i pogoń za długowiecznością

Kolejnym potężnym magnesem przyciągającym najbogatszych jest kwestia zdrowia ze szczególnym uwzględnieniem dwóch dziedzin. Pierwszą z nich jest tzw. longevity, czyli szeroko pojęta długowieczność i utrzymywanie organizmu w młodości, drugą zaawansowana medycyna estetyczna. Na terenie samej Laguny działa klinika BDMS (Bangkok Dusit Medical Services), gdzie bogaci rezydenci i turyści przychodzą po szybkie, spersonalizowane rozwiązania. Można poddać się kompleksowym, innowacyjnym zabiegom mającym na celu realne obniżenie wieku biologicznego i przedłużenie życia w pełnym zdrowiu. To właśnie w tej klinice goście hotelowi lub lokatorzy condominiów mogą w łatwy sposób pozbyć się jetlagu.

A skoro jesteśmy przy przyjemnościach cielesnych nie możemy zapominać o strefie wellness. Słynny tajski masaż zwykle kosztuje około 50-100 zł. Jednak wellness w Banyan Tree to inny poziom luksusu. 1,5 godziny sam na sam z wykwalifikowaną masażystką to koszt rzędu 600 zł, jednak na własnej skórze odczułem, że ten rodzaj masażu to inny poziom wtajemniczenia. Po 13 godzinach w samolocie taka usługa stawia nas na nogi i przygotowuje na urlop bez bólu i niejeden trekking po wzgórzach Phuket.

Wyspa słynie też z oferty dla turystów medycznych. W trakcie pobytu odwiedziłem Bangkok Hospital Phuket. Tajowie zdają sobie sprawę, że zamożni ludzie chętnie korzystają z oferty medycznej i rozwijają ją w tego typu placówkach, zyskując certyfikaty, którymi poszczycić mogą się europejskie placówki.

To tutaj realizowane są operacje na najwyższym światowym poziomie – począwszy od zaawansowanej medycyny estetycznej, a skończywszy na niezwykle skomplikowanych i wymagających najwyższego kunsztu operacjach korekty płci.

Wielu pacjentów traktuje zakup apartamentu w Lagunie jako idealne posunięcie w ramach szeroko pojętej turystyki medycznej. Z dala od zimna, stresu i wścibskich spojrzeń, w intymnym otoczeniu palm i lagun, w spokoju przechodzą rekonwalescencję po zabiegach, młodniejąc i nabierając sił z każdym dniem.

Nawet przypadkowe kadry zdjęć tajskich plaż zamieniają się w obrazy rajskiego relaksu

Blaski inwestycji – ROI i wygoda życia

Koszty samego codziennego życia na Phuket pozostają bardzo niskie. Pomoc domowa, która zdejmuje z głowy wszelkie uciążliwe rutynowe obowiązki – od sprzątania po gotowanie – to wydatek rzędu 100 dolarów tygodniowo. Wyspa słynie przy tym z bezpieczeństwa; bogaci emigranci nierzadko podkreślają, że czują się tu bezpieczniej podczas wieczornych spacerów z rodziną niż w niejednej zachodnioeuropejskiej czy australijskiej metropolii. A zjawisko, gdzie na weekendowym lokalnym targu milioner w klapkach mija się z miejscowym sprzedawcą pad thai, jest tu normą.

- Decyzja o przeniesieniu części swojego kapitału do Tajlandii ma uzasadnienie ekonomiczne. Do niewątpliwych blasków należą obiecujące stopy zwrotu. Hotele należące do Laguna Phuket cieszą się solidnym średnim obłożeniem na poziomie około 70 procent w skali całego roku, co bezpośrednio przekłada się na rynek wynajmu. Zysk z wynajmu prywatnych rezydencji oscyluje między atrakcyjnymi 8 a 10 procentami rocznie. Dodatkowo, kapitał sam w sobie pracuje. Wartość nieruchomości na wyspie rośnie historycznie o około 5 do 6 procent rocznie, a w okresie boomu po pandemii wzrosty te regularnie sięgały od 10 do nawet 11 procent w skali roku - relacjonuje Stuart Reading, CEO Banyan Group w rozmowie z redakcją My Company Polska.

Cienie i rynkowe rafy – na co uważać?

Jednak tajski raj nie jest pozbawiony raf, o które można rozbić swoje marzenia o idealnej inwestycji. Największą przeszkodą, z jaką psychologicznie muszą zmierzyć się europejscy inwestorzy (szczególnie ci z Polski, przyzwyczajeni do "bycia na swoim"), jest prawo własności ziemi. Konstytucyjny zakaz posiadania gruntu przez obcokrajowców skazuje inwestorów na model 30-letniej dzierżawy gruntu z możliwością jej prawnego przedłużania w umowach. Choć dla doświadczonych graczy system ten funkcjonuje sprawnie, nadal bywa on barierą nie do pokonania dla tradycjonalistów.

- Światełkiem w tunelu są obecnie trwające, powolne rozmowy tajskiego rządu o podniesieniu granicy leaseholdu do 99 lat, aby uczynić kraj jeszcze bardziej atrakcyjnym w globalnym wyścigu o kapitał - mówi Stuart Reading.

Kolejnym wyzwaniem jest absolutny brak opcji klasycznego kredytowania na miejscu. Tajskie banki kategorycznie odmawiają finansowania zagranicznym inwestorom niemieszkającym i niepracującym w Tajlandii, niezależnie od wartości zabezpieczenia. Zakup wymaga więc znacznej gotówki lub pełnego uzależnienia od programów ratalnych dewelopera.

Ostatnim, lecz równie ważnym cieniem na rajskim krajobrazie jest sama infrastruktura wyspy, która zaczyna trzeszczeć pod ciężarem własnego sukcesu. Gwałtowny napływ kapitału i turystów sprawił, że rozwój dróg i mediów nie nadąża za powstającymi osiedlami. O ile sama Laguna Phuket jest doskonale utrzymaną i zarządzaną zieloną enklawą, o tyle tuż za jej rogatkami w szczycie sezonu można utknąć w gigantycznym korku, a wyspa jako całość musi w trybie pilnym mierzyć się z problemami wydajności gospodarki odpadami oraz zaopatrzenia w czystą wodę.

Istnieje też ryzyko, że w pogoni za zyskiem Phuket zatraci swoją unikalną, tajską tożsamość i autentyczną gościnność, która pierwotnie sprowadziła tam turystów.

Trzeba również pamiętać, że pogoda w Tajlandii jest pewna przez około 4-5 miesięcy. Choć wybrałem się na wyspę Phuket w czerwcu, czyli w okresie monsunu - przez 2 tygodnie doświadczyłem tylko jednego deszczowego dnia. Lecz klimat potrafi zaskoczyć także negatywnie. W okresie polskich wakacji deszcze przybierają na intensywności i Tajlandia przestaje przypominać rajskie fototapety wygenerowane przez AI.

Zanim dokonasz zakupu

Przy zakupie nieruchomości koniecznie sprawdź wszystkie formalności i skonsultuj się z prawnikiem. Na miejscu działa wielu nieuczciwych naciągaczy, a wśród nich niestety nie brakuje Polaków, którzy zarabiają na sprzedaży „apartamentów premium”, które z wysoką jakością mają mało wspólnego. Wielu z nich para się sprzedażą on-line - w zdigitalizowanym świecie cyfrowy zakup nieruchomości staje się nową normą, jednak na rynkach egzotycznych warto zobaczyć inwestycję na żywo i upewnić się kto stoi za ofertą i jaką ma opinię. W polskich mediach nie brakuje dowodów na oszustwa tego typu.

Co do aspektów prawnych trzeba pamiętać, że Tajlandia to nie Unia Europejska. Państwo ma przed sobą wiele wyzwań, w tym spory problem z korupcją i niezawisłością sądów. Dlatego przed kupieniem inwestycji - trzeba ją prześwietlić z każdej strony. Nie polecam też próby oszukania państwa - czyli kupienia nieruchomości np. domu na zasadzie spółki z podstawionym człowiekiem-Tajem. Prawo stanowi powiem, że to Tajowie mają mieć co najmniej 51 proc. udziałów w takiej inwestycji. I o ile przez lata taki sposób załatwiania interesów był normą - rząd Tajlandii ostatnio przeprowadził działania kontrolne, które kończą się odbieraniem domów zagranicznym właścicielom. Dlatego legalność zakupu powinna być priorytetem każdego chętnego na ulokowanie kapitału wśród rajskich plaż Tajlandii.

Apartament w raju

Tajlandia przeszła ewolucję od popularnego kierunku dla niskobudżetowych turystów z plecakiem, do dojrzałego rynku, na którym to zagraniczni inwestorzy – w tym nadspodziewanie liczni Polacy – dyktują warunki gry.

Dla biznesmenów, prezesów firm i zamożniejszych przedsiębiorców zostawienie za sobą zimnej, kapryśnej europejskiej aury i przeniesienie się w tropiki przestało być abstrakcyjnym marzeniem, a stało się logiczną, starannie przeliczoną decyzją biznesową i życiową. Zakup nieruchomości na Phuket może być ciekawą opcją na ulokowanie środków w obiecujące i dynamicznie rosnące aktywo. Jednak musi być odpowiedzialną decyzją dokładnie sprawdzoną z każdej strony.

Zdjęcia: Wiktor Cyrny

Reklama

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Reklama
Reklama