Stabilizacja na rynku pracy. Firmy skończyły ze zwolnieniami?

fot. Adobe Stock
fot. Adobe Stock
Trzeci kwartał br. na rynku pracy to stabilna stopa bezrobocia i rosnąca liczba aktywnych zawodowo – wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego. Zdaniem ekspertów Personnel Service, korzystne wskaźniki to dobry sygnał dla pracowników, ale niewystarczający powód do optymizmu.

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

W okresie lipiec-wrzesień poluzowano obostrzenia związane z epidemią koronawirusa, co przełożyło się na zwiększoną aktywność na rynku pracy. Niepokój pojawił się wraz z zaostrzeniem ograniczeń. Polacy mówią wprost, że najbardziej niepewni są najbliższych sześciu miesięcy – wynika z badania Personnel Service.

Stopa bezrobocia rejestrowanego w trzecim kwartale br. wyniosła 6,1 proc.. Ten poziom utrzymuje się od czerwca. Co więcej, populacja osób aktywnych zawodowo w trzecim kwartale br. zwiększyła się o 1,4 pp. w porównaniu do poprzedniego kwartału do poziomu 56,9 proc.. To wskazuje na poprawę na rynku pracy w porównaniu do poprzedniej edycji badania. Eksperci Personnel Service wskazują jednak, że kluczowe dla oceny skutków pandemii dla rynku pracy jest przeanalizowanie, jak te wskaźniki zmieniały się rok do roku.

- Drugi kwartał 2020 roku to czas największych obostrzeń w polskiej gospodarce związanych z pandemią koronawirusa. Nic zatem dziwnego, że trzeci kwartał, w którym zrezygnowano z większości ograniczeń, był dla przedsiębiorców czasem na złapanie oddechu. Jeżeli jednak porównamy dane z poprzednim rokiem, ten obraz nie będzie aż tak optymistyczny. Bezrobocie w tym okresie zwiększyło się o 0,3 pp. Można jednak z pełnym przekonaniem stwierdzić, że nie są to spadki, które mogą wskazywać na głęboki kryzys. Tego wielu pracodawców, jak i pracowników obawia się dopiero na koniec roku – mówi Krzysztof Inglot, prezes Personnel Service i ekspert rynku pracy.

Z badania zleconego przez Personnel Service wynika, że już 34 proc. spośród osób obawiających się zwolnienia jest zdania, że utrata pracy jest najbardziej prawdopodobna jeszcze przed końcem bieżącego roku. Z kolei dla 25 proc. z nich newralgicznym okresem będzie pierwszy kwartał 2021 roku. Zwolnienia w drugim kwartale boi się 6 proc., a po czerwcu przyszłego roku niepokój spada prawie do zera. Obawy wyraża tylko 3 proc. osób. Patrząc na poszczególne grupy wiekowe, w bieżącym roku najbardziej zagrożone są posady osób 25-34-letnich (48 proc. wskazań w tej grupie), a na początku 2021 roku największa niepewność dotyczy pracowników w średnim wieku 35-44 lata (41 proc.).

W III kwartale liczba osób biernych zawodowo wyniosła ok. 1,3 mln osób. Co ciekawe, aż 124 tys. osób wskazało, że nie szukało pracy z uwagi na pandemię COVID-19. Spośród nich najwięcej, bo 57 tys. (tj. 46 proc.), wskazało na inne przyczyny (w tym osobiste lub rodzinne), 27 tys. podało z kolei jako powód opiekę nad dzieckiem lub inną osobą wymagającą opieki. 21 tys. osób było przekonanych, że w związku z sytuacją związaną z pandemią nie znajdą odpowiedniej pracy.

- Te dane nie pozostawiają wątpliwości, że pandemia odcisnęła mocne piętno na rynku pracy. Zwłaszcza, że mówimy o kwartale, w którym poluzowano obostrzenia. Oprócz bierności zawodowej, warto zwrócić uwagę na liczbę osób, które posiadały pracę, ale nie wykonywały jej w badanym tygodniu. Ta grupa w trzecim kwartale 2020 roku wynosiła 1,6 mln osób i wzrosła o prawie 8 tys. w porównaniu rok do roku. Jednak tylko 96 tysięcy osób (5,9 proc.) z 1,6 mln wskazało, że miało to bezpośredni związek z pandemią COVID-19. To niewiele, bo w poprzednim kwartale takich osób było ponad 1,2 mln, czyli ok. 62 proc. wszystkich pracujących - podsumowuje Krzysztof Inglot.

 

ZOBACZ RÓWNIEŻ

POLECAMY