Reklama

Czy po atakach w szkołach polisy pójdą w górę? Brokerzy zdradzają, na co patrzą ubezpieczyciele

Ostatnie ataki w szkołach nie muszą przełożyć się na wzrost cen polis placówek oświatowych.
Ostatnie ataki w szkołach nie muszą przełożyć się na wzrost cen polis placówek oświatowych. / Zdjęcie ilustracyjne
Dziewięć osób rannych w Ostrołęce, jedna ofiara śmiertelna w Leszczydole, 117 osób w rękach policji i 20 tys. funkcjonariuszy przy szkołach. Skutki finansowe październikowych ataków poniosą przede wszystkim ZUS, budżet państwa i samorządy. Brokerzy nie przewidują podwyżek polis szkolnych i wskazują trzy powody: szkoły działają w dużych programach gmin, ubezpieczyciele walczą o klientów, a odpowiedzialność szkoły za atak ucznia budzi poważne wątpliwości.

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Reklama

7 października 19-letni uczeń Zespołu Szkół Zawodowych nr 4 w Ostrołęce przyniósł do szkoły plecak z ładunkiem domowej roboty, a potem ranił nożem dziewięć osób, w tym pięcioro uczniów i dwie osoby z grona nauczycielskiego. Prokuratura postawiła mu zarzuty, m.in. usiłowania zabójstwa. Dzień później w szkole podstawowej w Leszczydole 15-latek zaatakował nożem trzy osoby. 37-letnia kobieta zmarła. Do 11 października policja skontrolowała blisko 65 tys. placówek oświatowych.

Według raportu UCE Research i ePsycholodzy.pl z 10–11 października 54,4 proc. dorosłych Polaków uważa, że szkoły nie chronią wystarczająco uczniów przed agresją i przemocą. Przeciwnego zdania jest 34,5 proc. – Wynik 54,4% to poważny sygnał ostrzegawczy, ale jeszcze nie dowód na to, że ponad połowa szkół jest niebezpieczna – zastrzega Karolina Kuzia, psycholog i socjoterapeuta dzieci i młodzieży, konsultantka badania.

Ranny nauczyciel trafia do systemu ZUS

Gdy napastnik rani nauczyciela w czasie pracy, zdarzenie może spełnić definicję wypadku przy pracy. Wtedy pierwszym płatnikiem zostaje ZUS. Zasiłek chorobowy wynosi 100 proc. podstawy wymiaru zamiast 80 proc. Do tego dochodzi jednorazowe odszkodowanie za uszczerbek na zdrowiu, a przy trwałej niezdolności do pracy renta wypadkowa.

W statystykach ZUS przemoc nie stanowi jednak osobnej kategorii. W 2025 r. ZUS przyznał 934 renty z powodu wypadków przy pracy, z czego 40 pracownikom edukacji. Tylko trzy trafiły do specjalistów nauczania i wychowania.

– Powodem urazów, które przyczyniły się u nich do niezdolności do pracy, były głównie uderzenia w różne obiekty i upadki wywołane poślizgnięciami czy potknięciami – informuje nas Małgorzata Korba, rzeczniczka prasowa lubelskiego oddziału ZUS.

Część kosztów pokrywa bezpośrednio budżet państwa. Przepisy przewidują tzw. wypadki w szczególnych okolicznościach, m.in. przy chronieniu innych osób przed napaścią oraz w czasie zajęć dydaktycznych, wychowawczych i opiekuńczych w szkołach. Świadczenia za takie zdarzenia finansuje budżet, a nie fundusz wypadkowy.

Szkoła nie kupuje polisy sama

Dlaczego koszty nie przechodzą na ubezpieczycieli? Pierwszy powód tkwi w konstrukcji rynku. – Publiczne szkoły z reguły objęte są dużym programem gminy i nie tutaj ubezpieczyciele upatrują ryzyka OC, lecz w drogach – mówi Robert Koper, broker ubezpieczeniowy, w przeszłości likwidator szkód OC.

Ubezpieczyciel wycenia więc cały portfel gminy, a szkoła stanowi w nim drobny element. Dodatkowo ceny trzyma w ryzach sytuacja rynkowa. – Aktualnie mamy miękki rynek, co oznacza, że ceny ubezpieczeń majątkowych nie rosną, często potrafią być atrakcyjniejsze niż rok czy dwa lata temu – dodaje Koper.

Wina szkoły trudna do udowodnienia

Drugi powód to zasady odpowiedzialności cywilnej. Polisa OC szkoły zadziała dopiero wtedy, gdy ofiara wykaże winę placówki lub jej pracowników. Sam atak na terenie szkoły o takiej winie nie przesądza. – W mojej opinii jako byłego praktyka - likwidowałem zawodowo szkody OC - trudno będzie przypisać szkole odpowiedzialność za tego rodzaju zdarzenia – mówi Koper.

Konkurencja o gminy

Trzeci powód to walka o kontrakty samorządowe. Piotr Cholewczyński, który dziś pracuje przy ubezpieczeniach spółek technologicznych, wcześniej obsługiwał średnie i duże samorządy, w tym placówki oświatowe. Jak tłumaczy, programy gminne dają ubezpieczycielom narzędzia do szczegółowej oceny ryzyka, ale ocena zwykle obejmuje cały program, a nie pojedyncze budynki. – Wątpię jednak, aby w praktyce analiza sięgała aż tak głęboko, by obejmować np. ocenę monitoringu, kontroli dostępu czy procedur bezpieczeństwa w poszczególnych szkołach – mówi naszej redakcji.

– Wprowadzanie dodatkowych wymagań czy bardziej szczegółowej oceny takich zagrożeń mogłoby znacząco obniżyć szanse danego ubezpieczyciela na pozyskanie klienta – wyjaśnia. Nie wyklucza, że pojedyncze towarzystwa uważniej spojrzą na to ryzyko. – Jednak, moim zdaniem, konkurencja rynkowa szybko zweryfikuje takie podejście i raczej nie stanie się ono powszechną praktyką – ocenia.

Reklama

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Reklama
Reklama