Koniec ery antybiotyków i chemii? PeptechLab rewolucjonizuje rolnictwo i buduje nową kategorię żywności
Który element waszego biznesu jest dziś najbliżej komercjalizacji?
Jesteśmy już na etapie szerokiej sprzedaży gotowego produktu, który dostarczamy klientom w formie płynnej – jako oprysk lub materiał paszowy. Etap laboratoryjny mamy całkowicie za sobą, a proces produkcji przenieśliśmy do skali przemysłowej. Nie sprzedajemy mglistej obietnicy czy samej licencji na patent. Partnerzy i duże gospodarstwa w Polsce oraz za granicą wdrażają u siebie fizyczny, gotowy i działający produkt.
Na jakim typie klienta skupiacie się teraz najbardziej?
Kluczowe są dla nas dwa segmenty. Pierwszy to duże gospodarstwa wielkotowarowe, które dają nam możliwość szybkiego zbierania twardych danych z rynku i natychmiastowy efekt skali. To tam presja na rezygnację z chemii i antybiotyków przy zachowaniu opłacalności jest dziś największa. Drugi filar to dystrybutorzy i integratorzy branżowi – nasze naturalne ramię sprzedażowe. Biotech wymaga edukacji rynku, a te podmioty mają już zbudowane zaufanie i dotarcie do tysięcy mniejszych odbiorców.
Co dzięki wyróżnieniu w Huawei Startup Challenge chcecie zrobić szybciej niż pierwotnie planowaliście?
Podium w konkursie dało nam ogromny zastrzyk widoczności, dlatego teraz chcemy przede wszystkim przyspieszyć rundę finansową oraz ekspansję zagraniczną. Do tej pory rozwijaliśmy się bez grantów, co udowadnia nasz zdrowy fundament biznesowy. Jednak zainteresowanie po konkursie przerosło nasze oczekiwania. Aby odpowiedzieć na ten popyt i obsłużyć rynki zagraniczne, na których trwają już testy, musimy znacznie szybciej rozbudować własną infrastrukturę produkcyjną.
Rozważacie różne ścieżki: własną markę, licencje, white label. Który model biznesowy jest na ten moment najbardziej realistyczny?
Najbardziej efektywny jest model hybrydowy: własny produkt dystrybuowany przez silnych partnerów w Europie oraz formuła white label dla gigantów rynkowych na innych kontynentach. W branży biotech budowanie własnej, globalnej sieci logistyczno-handlowej od zera trwa latami. My mamy przełomową technologię produkcji i unikalną bioenkapsulację. Łącząc to z zasięgiem i marką dużego partnera, jesteśmy w stanie realnie zmienić rynek rolniczy w zaledwie kilka lat.
Macie rozwiązania zarówno dla roślin, jak i dla zwierząt. Gdzie komercjalizacja postępuje najszybciej?
Aktualnie najwięcej rozwiązań dostarczamy dla segmentu drobiu oraz upraw roślinnych. W przypadku drobiu presja regulacyjna i konsumencka na eliminację antybiotyków jest gigantyczna, a nasze nanokapsuły zapewniające stopniowe uwalnianie substancji w jelitach rozwiązują ten problem od ręki. W uprawach z kolei rolnicy pilnie poszukują alternatyw dla wycofywanych pestycydów. Na tych dwóch obszarach generujemy dziś największe obroty, choć szybko rośnie też segment bydła i trzody chlewnej.
W biotechnologii skuteczność naukowa to jedno, a mentalność rynku to drugie. Co jest najtrudniejsze w przekonywaniu klientów?
Dzięki produkcji w kontrolowanych bioreaktorach zapewniamy idealną powtarzalność, a dzięki mikrodawkowaniu przełamaliśmy barierę wysokiej ceny. Największym wyzwaniem jest zakorzenione w branży przekonanie, że produkty biologiczne są mniej skuteczne niż tradycyjna chemia. Nasza technologia peptydów udowadnia, że można mieć jakość bio i skuteczność chemii, ale zmiana mentalności rynkowej to proces, który nie zadzieje się w jeden sezon.
Wasze produkty działają w stężeniach nanomolowych i nie zostawiają żadnych pozostałości. Gdzie leży wasza ostateczna przewaga rynkowa?
To potrójna wygrana. Dla rolnika i przetwórcy fakt, że produkt działa w mikrodawkach – a więc jest tani w aplikacji – to warunek konieczny, żeby w ogóle zacząć rozmowę. Ale prawdziwą marżę buduje to, co zyskuje końcowy konsument: mięso czy rośliny całkowicie wolne od antybiotyków i pestycydów. Pomagamy naszym klientom wejść w bardzo dochodowy segment żywności premium (zero residue). Sprawiamy, że zarabiają więcej, sprzedając czystszy produkt.