Gdy ogień zamienia się w popiół. Wypalenie zawodowe

Wypalenie zawodowe w dobie COVID-19
Wypalenie zawodowe w dobie COVID-19, fot. Adobe Stock
„Żeby się wypalić, trzeba najpierw płonąć”. Syndrom wypalenia zawodowego dotyka głównie tych, którzy w swojej pracy szukają sensu życia. To zwykle najlepsi i najbardziej zaangażowani specjaliści. Kiedy powinna się nam zapalić ostrzegawcza lampka?
ARTYKUŁ BEZPŁATNY

z miesięcznika „My Company Polska”, wydanie 11/2021 (74)

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Termin „wypalenie zawodowe” jest w psychologii stosunkowo młody. Pierwszy raz pojawił się na początku lat 70. ubiegłego wieku i przez większość naukowców długo traktowany był dość nieufnie. Początkowo uważano, że dotyczy on tylko pracowników służby zdrowia. Pionierka badań nad wypaleniem prof. Christina Maslach z University of California wspomina, że pewnego razu wynikami swoich badań nad pracownikami służby zdrowia podzieliła się ze znajomym prawnikiem. – Powiedział mi, że bardzo podobne zjawisko występuje wśród jego znajomych prawników pomagającym ludziom ubogim – ujawnia prof. Maslach. Zaczęła więc badać także inne grupy zawodowe, m.in. nauczycieli. Dziś nie ma wątpliwości, że wypalenie może dotknąć osoby różnych profesji. Warunkiem jest bezpośredni kontakt z ludźmi.

Trzy elementy wypalenia

Długo uważano, że wypalenie zawodowe to po prostu wynik zmęczenia zbyt długotrwałą, nudną i monotonną pracą. Okazało się, że nic bardziej błędnego. Wiele osób przepracowanych nigdy nie doświadczało tego zjawiska. Z drugiej strony, często spotykało ono osoby wykonujące ambitne i prestiżowe zajęcia. Wieloletnie badania prof. Maslach pozwoliły ustalić, że wypalenie składa się z trzech elementów. 

Po pierwsze, wyczerpanie emocjonalne. Pracownik ma wrażenie, że wszystko jest na jego głowie, czuje, że dopada go depresja, ma zmienne nastroje. Nabiera przekonania, że praca jest dla niego klatką, w której ktoś go zamknął i nie chce wypuścić. Do frustracji niekiedy dochodzą bóle głowy, problemy ze snem, nieumiejętność regeneracji sił, chroniczne zmęczenie. „Jestem wykończony” – powtarza otoczeniu.

Drugim nieodzownym elementem jest depersonalizacja polegająca na negatywnym, obojętnym, niekiedy wręcz bezdusznym reagowaniu na klientów, pacjentów czy uczniów. Obniża się nasza empatia, zastępuje ją chłód emocjonalny i częsta irytacja na „głupich klientów”. Lekarz widzi w chorym kolejny „przypadek”, prawnik w kliencie – jeszcze jeden „kejs”. Ze współpracownikami nie wchodzimy w żadne, nawet powierzchowne relacje. Stajemy się cyniczni, a jednocześnie mamy w sobie poczucie niedocenienia przez przełożonych i podwładnych. 

Trzeci element wypalenia to poczucie obniżenia osobistych dokonań zawodowych. Nabieramy przekonania, że tak naprawdę, niewiele osiągnęliśmy, okazaliśmy się w swojej pracy nieskuteczni, mało efektywni, wreszcie – że nie ma ona sensu. A jeśli nawet ma – to my nie jesteśmy w stanie jej dobrze wykonywać. 

Ognioodporne zakonnice

Gdy naukowcy zidentyfikowali już wszystkie trzy elementy wypalenia, zaczęli się zastanawiać, skąd się ono bierze. Doszli do wniosku – co dla nich samych było sporym zaskoczeniem – że zasadnicza przyczyna wypalenia tkwi w naszej potrzebie sensu życia. – Chcemy wierzyć, że nasze życie ma sens, że to, co robimy jest pożyteczne i ważne, a zatem i my sami jesteśmy ważni. Dlatego, gdy ludzie próbują znaleźć sens życia w pracy i mają poczucie, że zawiedli, często pojawia się u nich wypalenie – uważa prof. Ayala M. Pines, izraelska psycholożka, jedna z pionierek badań nad tym zjawiskiem.

To wyjaśnia, dlaczego kiedyś wypalenie zawodowe występowało znacznie rzadziej niż obecnie. Jeszcze do XX w. u większości ludzi sens życia nadawała religia, a swoją obecność na świecie wyjaśniano wolą Boga. Dziś, gdy religia stała się dla wielu mniej ważna, coraz częściej poszukujemy sensu życia w pracy (lub np. w działalności społecznej, co z kolei skutkuje tzw. wypaleniem aktywistycznym). 

W 1983 r. dwaj amerykańscy psychologowie Cary Cherniss i David Krantz przebadali katolickie zakonnice pracujące w zakładzie dla osób upośledzonych umysłowo. Życie sióstr ograniczone było do zakonu i pracy, wykonywały zawód opiekuńczy, były w częstym kontakcie z pacjentami, a decydując się na taki rodzaj pracy, kierowały się pobudkami ideowymi. Teoretycznie zakonnice wydawały się idealnymi kandydatkami do wypalenia zawodowego. Okazało się jednak, że zjawisko to prawie u nich nie występowało. Mimo upływu lat udawało im się utrzymać wysoki poziom zaangażowania i satysfakcji. Jak to możliwe? Okazało się, że, owszem, wkładały one w swoją pracę wiele serca, ale nie pokładały w niej sensu swojego życia. Służba drugiemu człowiekowi była „jedynie” narzędziem wypełniania woli Boga. Badania Cherenissa i Krantza potwierdziły, że problem wypalenia zawodowego rośnie wraz z sekularyzacją społeczeństw. – Dla ludzi, którzy odrzucili religijną odpowiedź na pytania egzystencjalne, jedną z często wybieranych alternatywnych odpowiedzi jest praca. Stawka staje się bardzo wysoka. Ludzie, którzy wybrali tę alternatywę, próbują uzyskać ze swej pracy poczucie sensu całego swojego życia. Kiedy więc dochodzą do wniosku, że zawiedli, wypalają się – wyjaśnia prof. Pines. 

Kandydaci na wypalonych

Spróbujmy zatem zbudować modelowy portret osoby, która doznaje wypalenia. U progu kariery cechuje ją zwykle duża motywacja i zaangażowanie. Ma idealistyczne, często nieco naiwne wyobrażenia o zajęciu, którego się podejmuje. Jest przekonana, że to nie tylko praca, ale wręcz misja. 

Na jakimś etapie kariery (zwykle po kilku latach), osoba taka zderza się z ponurą rzeczywistością. Nadmierne obciążenie obowiązkami, brak wsparcia ze strony przełożonych i współpracowników, wreszcie ograniczenia biurokratyczne sprawiają, że to, co miało być powołaniem, okazuje się nudną i bezsensowną orką na ugorze, której w dodatku nikt nie docenia. Lekarz, który, zamiast leczyć pacjenta, musi wypełniać dokumentację medyczną, często nawet nie mając okazji do tego, by zza komputera spojrzeć pacjentowi w oczy i z nim normalnie porozmawiać. Nauczyciel, który chciał wychowywać przyszłych noblistów, a teraz za marne pieniądze wypełnia papiery niezbędne do uzyskania awansu zawodowego. Naukowiec, który zamiast robić ważne badania, wypełnia kolejny formularz niezbędny do uzyskania grantu, dzięki któremu będzie miał zajęcie przez następnych kilkanaście miesięcy. I uzyska kolejne punkty na uczelni. Wszyscy oni są idealnymi produktami reform (odpowiednio: służby zdrowia, edukacji i nauki) przeprowadzanych w ostatnich latach w Polsce. A jednocześnie doskonałymi kandydatami na wypalonych zawodowo.

Naiwne oczekiwania

Kiedy pełen zapału i ideałów człowiek zderza się z szarą rzeczywistością, zaczyna sobie uświadamiać, że w pracy, w której pokładał wielkie nadzieje (z nadzieją na znalezienie sensu życia włącznie), poniósł porażkę. Zastanawia się: jak to się mogło stać? 

W życiu wyjątkowo rzadko i opornie zmieniamy swój system wartości. Dlatego sami raczej nie dojdziemy do wniosku, że nasze dawne ideały były niewłaściwe, nierealistyczne albo nadmiarowe. Łatwiej nam, paradoksalnie, obwinić samych siebie. To nie nasze młodzieńcze oczekiwania były naiwne. To myśmy nie dali rady. 

„Aby się wypalić, trzeba najpierw płonąć” – pisze w jednej ze swoich książek prof. Pines. Jeśli ktoś został lekarzem dla pieniędzy, ale dzisiaj poziom zarobków go nie satysfakcjonuje, będzie co najwyżej sfrustrowany. Paradoksalnie, po latach może traktować pacjentów lepiej niż przepełniony niegdyś ideałami kolega, który o swoim zawodzie myślał jak o wielkiej misji, a teraz czuje, że doznał porażki.

Czym nie jest wypalenie   

Terapeutyczna i medialna popularność pojęcia „wypalenie zawodowe” sprawia, że zbyt często szafujemy tym terminem. Warto więc zadać pytanie: Czym ono nie jest? 

Po pierwsze, zdaniem naukowców, nie należy go mylić z nadmiernym stresem w pracy. Ludzie mogą świetnie prosperować w stresującej i wymagającej wysiłku pracy, jeśli mają poczucie, że ma ona istotne znaczenie.

Po drugie, wypaleniem nie jest też sama alienacja zawodowa. Zarówno pracownik korporacji, jak i robotnik stojący przy linii montażowej czują za zwyczaj, że są małym, niezbyt istotnym trybikiem w wielkiej machinie. Jednak robotnik prawdopodobnie będzie z naszego punktu widzenia bezpieczny. Od początku wiedział bowiem, jaką pracę będzie wykonywał i nie miał wobec niej naiwnych, idealistycznych oczekiwań. Sensem jego wysiłków w fabryce jest prawdopodobnie zarobienie pieniędzy potrzebnych mu do utrzymania rodziny, a nie naprawianie świata. Dzięki temu wypalenie raczej mu nie grozi.    

Wypalenia nie należy też mylić z kryzysem wieku średniego, który bardzo często dotyczy też pracy (specjaliści określają go wówczas „kryzysem połowy kariery”). To, że po jakimś czasie (zwykle po czterdziestce lub pięćdziesiątce) nie mamy już ochoty na wyścig szczurów i chcemy przewartościować funkcjonowanie w sferze zawodowej, jest czymś zupełnie normalnym. 

Porażka

Na koniec warto się przyjrzeć temu, co jest nieodłącznym elementem wypalenia zawodowego, czyli osobistym poczuciem porażki. Dla osób, które z pracy spróbowały czerpać poczucie egzystencjalnego sensu, jest to nieraz doświadczenie druzgocące. – Czynnikiem powodującym wypalenie nie zawsze jest obiektywna porażka. Raczej chodzi o poczucie, że bez względu na to, jak ciężko pracujemy, nie osiągamy istotnego wpływu na ludzi i rzeczywistość – uważa prof. Pines.   

Izraelska profesor opisuje historię pracownicy socjalnej, która pracowała z patologicznymi rodzinami. Była w tym bardzo zaangażowana i profesjonalna, ale po kilku latach zauważyła, że większość rodzin, z którymi ma do czynienia, nie zmienia swojego życia. Wypaliła się, gdy zdała sobie sprawę, że nawet jeśli będzie pracować po 12 godzin dziennie przez siedem dni w tygodniu, jej podopieczni nadal będą pić, stosować przemoc wobec swoich żon i dzieci, zawalać pracę czy chodzić na wagary. Ku zaskoczeniu współpracowników, którzy widzieli w niej wzorową pracownicę, zrezygnowała ze swojego zajęcia.

Bo ludzie wypaleni to często świetni specjaliści, których nikt bynajmniej nie zamierza zwolnić. Oni sami rezygnują, bo uważają, że ich wysiłki są pozbawione znaczenia. Dlatego warto się przyjrzeć, jak możemy im pomóc, a także samemu wyjść z tej pułapki. Będziemy o tym pisać w kolejnych odcinkach cyklu.

My Company Polska wydanie 11/2021 (74)

Więcej możesz przeczytać w 11/2021 (74) wydaniu miesięcznika „My Company Polska”.


Zamów w prenumeracie

ZOBACZ RÓWNIEŻ

POLECAMY