Europa skończyła serce „sztucznego słońca”. Polacy policzą, co dzieje się w jego wnętrzu
Informację podała 5 października 2026 r. unijna agencja Fusion for Energy (F4E), która odpowiada za europejską część projektu. Element wyjechał z fabryki firmy Westinghouse we włoskim Monfalcone. Na plac budowy w Cadarache na południu Francji przewiozła go francuska firma DAHER. To oficjalnie ostatni duży element, jaki tam dotarł. Prace nad europejskimi częściami trwały 16 lat.
Stalowe serce reaktora
Komora próżniowa to ogromny zbiornik ze stali nierdzewnej o podwójnych ścianach. W jej wnętrzu ma zachodzić fuzja, czyli łączenie się lekkich atomów wodoru. Wydziela się przy tym ogromna ilość energii, a ten sam proces zasila gwiazdy. Komora ma szczelnie odciąć wnętrze od powietrza, kurzu i innych zanieczyszczeń. Wokół niej staną potężne magnesy. Dzięki nim rozgrzane paliwo będzie unosić się w środku i nie dotknie ścian.
Komorę złożono z dziewięciu części, tzw. sektorów. Pięć zbudowała Europa, cztery Korea Południowa. Po połączeniu komora będzie mieć 19,4 m średnicy, 11,4 m wysokości i ważyć ok. 5200 ton. Przeszła szczegółowe kontrole zgodne z surowymi normami francuskiego urzędu bezpieczeństwa jądrowego.
Europejskie sektory zbudowały wspólnie trzy firmy: Ansaldo Nucleare, Walter Tosto i Westinghouse. Każdy sektor składa się z czterech mniejszych części. Powstawały one w fabrykach w Monfalcone i Chieti we Włoszech, a potem spawano je w jedną całość. Przy pracach bezpośrednio uczestniczyło ponad 150 specjalistów i co najmniej 15 firm z całej Europy.
Europa zdała techniczny egzamin
Budowa pięciu europejskich sektorów zajęła ponad 2 mln godzin pracy. Łączna długość spawów to 750 km. Wszystkie pięć Europa dostarczyła w ciągu ostatnich dwóch lat. F4E tłumaczy to dobrym wykorzystaniem ludzi i sprzętu, starannym planowaniem i sprawdzonymi metodami produkcji. Dane z fabryk agencja dodatkowo sprawdzała z pomocą sztucznej inteligencji.
Według F4E Europa ma teraz firmy, które potrafią wytwarzać tak skomplikowane części także dla kolejnych reaktorów tego typu. Szef agencji Marc Lachaise przyznał, że Europejczycy uczyli się na doświadczeniach Korei. Komorę nazwał „komponentem wysokich technologii zrobionym w Europie, przez europejskie firmy”.
Polski ślad. Urządzenie z Krakowa
Najważniejszy polski wkład w ITER to praca naukowców. Fizycy i inżynierowie z Instytutu Fizyki Jądrowej PAN w Krakowie współtworzą dla reaktora specjalistyczne urządzenie pomiarowe, tzw. spektrometr neutronowy HRNS. Pracują nad nim razem z naukowcami ze Szwecji i Włoch oraz z organizacją ITER. Opis urządzenia ukazał się w 2025 r. w naukowym czasopiśmie „Fusion Engineering and Design”.
Podczas fuzji z rozgrzanego paliwa wylatują drobne cząstki, tzw. neutrony. Urządzenie z Krakowa będzie je liczyć i mierzyć ich energię. Dzięki temu naukowcy będą wiedzieć, w jakich proporcjach w paliwie występują dwie odmiany wodoru: deuter i tryt. Jak tłumaczył dr inż. Jan Dankowski z IFJ PAN, będzie to jedno z kluczowych narzędzi do kontrolowania pracy reaktora. Urządzenie składa się z czterech osobnych części, a krakowianie budują pierwszą z nich. Urządzenie jeszcze nie działa. We wrześniu 2025 r. naukowcy zapowiadali, że prototyp powstanie w ciągu dwóch lat, czyli mniej więcej do jesieni 2027 r. Prace sfinansowały Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz organizacja ITER.
Polskim naukowcom i firmom, które chcą brać udział w europejskich badaniach nad fuzją, pomaga specjalne biuro: Krajowy Punkt Kontaktowy Euratom-Fusion. Działa od 2014 r. przy Instytucie Fizyki Plazmy i Laserowej Mikrosyntezy w Warszawie.
Kontrakt wart do 100 mln euro dla firmy z Polski
Komunikat F4E nie wymienia polskich firm wśród tych, które budowały komorę. Polski przemysł pracuje jednak dla ITER przy innych częściach reaktora. We wrześniu 2023 r. firma Altrad Babcock Europe, polska spółka należąca do francuskiej grupy Altrad, podpisała z F4E siedmioletnią umowę. Firma wykona najpierw próbne egzemplarze, a potem gotowe elementy układu chłodzenia reaktora. Kontrakt, którego wartość może sięgnąć nawet 100 mln euro, to według spółki jedno z największych zamówień dla firmy działającej w Polsce od początku programu.
Prezes spółki Ryszard Siwoń-Olszewski podkreślał, że dzięki temu kontraktowi firma zdobywa w Polsce doświadczenie w branży jądrowej. Ma się ono przydać także przy budowie polskich elektrowni jądrowych.
Westinghouse. Od Monfalcone do Choczewa
Fabryka, z której wyjechała ostatnia część komory, należy do koncernu Westinghouse. Ta sama firma razem z amerykańską spółką Bechtel ma zbudować pierwszą polską elektrownię jądrową. Stanie ona w gminie Choczewo na Pomorzu. 23 września 2026 r. obie firmy i spółka Polskie Elektrownie Jądrowe (PEJ) uzgodniły najważniejsze warunki umowy na zaprojektowanie i budowę elektrowni. Pełną umowę chcą podpisać do końca roku.
Elektrownia będzie miała trzy reaktory o łącznej mocy 3750 MW. Prezes PEJ Marek Woszczyk zapowiada, że pierwszy prąd popłynie z niej w 2036 r. Według Bechtela polskie firmy dostały już przy tej inwestycji zlecenia warte ponad 1 mld zł. Są wśród nich m.in. Budimex, Doraco, Unihouse, MSA Security i Barg M.B Gdańsk. Przy projekcie pracuje już blisko 200 Polaków.
Luca Oriani, który w Westinghouse odpowiada za budowę nowych elektrowni, zapowiedział, że doświadczenie pracowników z Monfalcone firma chce wykorzystać przy kolejnych dużych projektach na świecie.
Elektrownia atomowa w Polsce. Czy to dobre dla biznesu?
Elektrownie atomowe są znane z tego, że mogą dostarczać stabilne i niezawodne źródło energii.