Bohaterski morderca, czyli afera żyrardowska

Afera żyrardowska
Afera żyrardowska, fot. materiały prasowe
Afera żyrardowska o mały włos nie zakończyła się upadkiem nie tylko wielkich zakładów włókienniczych, ale też całego miasta. Kres przynieśli jej jednak nie politycy czy sądy, lecz pewien zbrodniarz.
ARTYKUŁ BEZPŁATNY

z miesięcznika „My Company Polska”, wydanie 1/2022 (76)

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Kwiecień 1932 r. Z warszawskiej cukierni Ziemiańska wychodzi elegancki cudzoziemiec. To 50-letni Szwajcar Gaston Koehler-Badin, dyrektor zakładów lniarskich w Żyrardowie. Gdy poprawia cylinder na głowie i spokojnym krokiem zmierza w stronę czekającego na niego samochodu, drogę zagradza mu Julian Blachowski, były sybirak i działacz społeczny, którego kilka tygodni wcześniej Koehler zwolnił z posady księgowego. W ostatnich dniach Blachowski dowiedział się dodatkowo, że wraz z żoną i dziećmi będzie musiał opuścić zakładowe mieszkanie.

– Chciałem z panem pomówić – zaczyna zwolniony pracownik.

– Weg! – krzyczy po niemiecku Gaston.

Blachowski natychmiast wyjmuje naładowany rewolwer i oddaje w kierunku Szwajcara dwa strzały. Dyrektor pada na chodnik, umiera na miejscu. Napastnik nie ucieka.

– Zabiłem łobuza! – krzyczy z pewną satysfakcją.

Gdy odprowadzają go na komisariat, półprzytomny tłumaczy się przypadkowemu przechodniowi:

– Musiałem to zrobić.

„Zwłoki przeniesiono do bramy, gdzie natychmiast zjawił się lekarz pogotowia. Skonstatowano śmierć od postrzału w serce, a ciało przewieziono do prosektorium” – donoszą nazajutrz gazety. Jednak – o dziwo – prasa nie broni ofiary. W najbliższych miesiącach to Koehler-Badin będzie występował na jej łamach jako szwarccharakter.

„Niewątpliwie opinia publiczna zwrócona jest przeciw zmarłemu. Tak samo, tak samo ostro, tak samo bez najmniejszych zastrzeżeń, jak to miało miejsce w procesie Rity Gorgonowej. Koehler i Gorgonowa tak samo nienawidzeni!” – donosi zalewie kilka dni po morderstwie „Kurier Nowogródzki”. I opisuje nieludzkie stosunki, jakie szwajcarski dyrektor wprowadził do żyrardowskich zakładów. „Robotnice i robotników zwalniał za lada uchybienie, pomyłkę. Panował terror, system doniesień, podsłuchów”.

Proces zabójcy czy ofiary

Gdy wkrótce rusza proces zabójcy, błyskawicznie przekształca się on w proces Koehlera. A może nawet proces wytoczony dzikiemu kapitalizmowi, jaki panował nie tylko w żyrardowskich zakładach, ale też w całym mieście.

Przy okazji przesłuchań świadków wychodzi bowiem na jaw rzeczywistość fabryki lnu, w której – mówiąc współczesnym językiem – mobbing i molestowanie seksualne jest na porządku dziennym. Kolejne rozprawy przeciwko Blachowskiemu stają się miejscem pielgrzymek lewicowych dziennikarzy i publicystów, którzy ostrzą swoje pióra na patologicznych stosunkach panujących w zakładach. Pisarka Irena Krzywińska w zamieszczonym na łamach „Wiadomości Literackich” reportażu sądowym „Proces Blachowskiego” pisze: „Nędza! Głód! Bezrobocie! Trzy czwarte ludności Żyrardowa bez pracy. Rozpacz! Ci co pracują – sterroryzowani, przerażeni, traktowani jak psy, i zależni od kaprysu majstra czy szefa, zagrożeni w każdej chwili redukcją”.

Świadkowie zeznają o dziewczynach wyrzucanych z pracy za to, że mają krzywe lub grube nogi. O pracownicy, która – dźwigając jakiś ładunek – dostała z przeciążenia krwotoku. Pech chciał, że akurat korytarzem przechodził dyrektor Koehler, więc, żeby go nie drażnić, kobietę natychmiast ukryto w ubikacji i pozostawiono bez pomocy. Uczestnicy procesu mówią też o robotnikach, którym dyrektor groził wyrzuceniem z pracy za to, że mają źle ogolone wąsy. „Milczący, niedostępny dyrektor idzie przez fabrykę, pokazuje palcem, bez słowa, robotnika z siwemi włosami na skroniach, dziewczyny o krzywych nogach, urzędnika którego twarz mu się nie podoba. Już ich niema, już znikli, już są skazani na śmierć głodową” – odnotowuje Krzywicka.

Lewicowe pismo „Walka” pisze nawet: „Blachowski gnił w lochach więzień carskich i w sybirskiej katordze za Polskę wolną i sprawiedliwą. Nerwy jego nie wytrzymały. Nerwowe nieopanowanie włożyło mu do ręki broń śmiercionośną. Na marginesie czynu Blachowskiego nasuwają się jednak inne refleksje. Skoro dzisiejsi prywatno-kapitalistyczni zarządcy zakładów żyrardowskich wywołują podobne krwawe wystąpienia redukowanych przez siebie współpracowników, jasnem jest, że należy zakłady żyrardowskie co rychlej upaństwowić!”.

Zakłady za łapówkę

Sprawa morderstwa dyrektora zakładów wywołuje ogólnonarodową dyskusję na temat tego, w jaki sposób odrodzona Rzeczpospolita pozwoliła na doprowadzenie do upadku świetnie funkcjonującej kiedyś fabryki i związanego z nią nierozerwalnie miasta. Bo Żyrardów to przede wszystkim zakłady lniarskie. Powstały w latach 30. XIX w., gdy do niewielkiej wsi na Mazowszu przeniesiono z warszawskiego Marymontu fabrykę lnu. Całą akcją przeniesienia fabryk kierował francuski wynalazca i przedsiębiorca Filip de Girard, od którego nazwiska utworzono nazwę powstającej osady. W Żyrardowie powstały kolejne elementy osady fabrycznej, z osiedlami robotniczymi, szpitalem, pralnią i kościołami. Przed wybuchem I wojny światowej zakłady żyrardowskie świetnie prosperowały, były zresztą największą w Europie fabryką lnu.

Niestety, wojna oznacza koniec złotej ery Żyrardowa. W lipcu 1915 r. wycofujące się wojska rosyjskie wysadzają znaczną część zabudowań fabrycznych, zamieniając dobrze prosperujące zakłady w ruinę. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości okazuje się, że fabryka nie jest w stanie się odbudować z własnych środków. Władze państwowe uznają jednak, że jej upadek będzie dla miasta tragedią, dlatego przejmują kontrolę nad przedsiębiorstwem i ustanawiają nad nim zarząd komisaryczny. Dzięki temu produkcja znowu rusza, a fabryka i miasto powoli podnoszą się ze zniszczeń. Jednak prywatni akcjonariusze nie porzucają starań o odzyskanie przedsiębiorstwa.

Sytuację postanawia wykorzystać 30-letni francuski przedsiębiorca Marcel Boussac. Ze względu na posiadane fabryki włókiennicze we Francji i liczne plantacje w Afryce nazywany „królem bawełny”. To wyjątkowo barwna, ale też kontrowersyjna postać. Na paryskich salonach uchodzi za osobę tyleż wpływową, co bezczelną. Dzięki wpływowym rodzicom ma koneksje ze światem artystycznym, politycznym i wojskowym. W dodatku umie je wykorzystać. W ciągu kilkunastu lat staje się właścicielem włókienniczego imperium, a na jego kontach pojawiają się grube miliony. „Jako dostawca bawełny strzelniczej dla francuskiego wojska pan Boussac z każdej paczki 135-kilogramowej ujmował, czyli kradł 20 kilogramów, by sprzedawać ją jeszcze raz wojsku francuskiemu” – pisze o nim francuska prasa.

U progu niepodległości rząd francuski ma w Polsce ogromny posłuch. Paryż wykorzystuje ten fakt, lobbując w Warszawie na rzecz swoich biznesmenów. Korzystając z licznych znajomości, Boussac naciska więc na ministra przemysłu i handlu, by ten zgodził się odsprzedać mu fabrykę w zamian za niewielką sumę. Proponuje powołanie francusko-polskiej spółki, w dodatku – dzięki koneksjom z władzami francuskimi – udaje mu się powiązać ofertę z francuskimi dostawami wojskowymi dla będącej na wojnie z bolszewikami Polski. W kwietniu 1920 r. polski rząd podpisuje z Boussakiem odpowiednie umowy, a Żyrardów przechodzi w ręce Francuzów.

Dość szybko okazuje się jednak, że Boussac ani myśli o odbudowie Żyrardowa. Fabrykę najwyraźniej przejął tylko po to, by ją zniszczyć, pozbywając się tym samym groźnego konkurenta dla swoich biznesów nad Sekwaną.

Początkowo realizacja jego planu idzie jak po grudzie, bo polski rząd nie chce znieść państwowego zarządu nad fabryką. Ale gdy w 1923 r. ministrem przemysłu zostaje Władysław Kucharski ze Związku Ludowo-Narodowego, w tajemniczych okolicznościach przekazuje on Francuzom całkowite władanie nad odbudowanymi przecież za rządowe pieniądze zakładami w Żyrardowie. Choć nigdy tego nie udowodniono, na warszawskich politycznych salonach mówi się, że za całą transakcję minister bierze od Francuzów 1 mln szwajcarskich franków łapówki.

Jedno jest pewne: w ciągu kilkunastu miesięcy za bezcen Francuzi stają się właścicielami nie tylko zakładów, ale de facto całego Żyrardowa.

Wojna o Żyrardów

Już w kwietniu 1924 r. grupa posłów związanych z Józefem Piłsudskim próbuje postawić Kucharskiego przed Trybunałem Stanu. Parlamentarzyści zarzucają mu, że żyrardowskie zakłady przekazał Francuzom za ułamek wartości. A przecież fabryka całkiem dobrze już wtedy prosperowała. Tym samym minister naraził Skarb Państwa na olbrzymie straty. Do zbadania sprawy powołana zostaje specjalna komisja sejmowa, ale ostatecznie wniosek o ukaranie Kucharskiego przepada w głosowaniu.

Tymczasem w Żyrardowie fabryka grabiona jest przez Francuzów w iście kolonialnym stylu. Nowy zarząd wyprzedaje zakłady, nie tylko maszyny, ale też np. cegłę służącą do odbudowy zniszczonych w czasie wojny budynków, a nawet gruz. Likwidowane są kolejne miejsca pracy – o ile w 1923 r. zakłady zatrudniają prawie jedną czwartą mieszkańców Żyrardowa, to cztery lata później już tylko nieco więcej niż 10 proc. W mieście szaleje bezrobocie, w wyniku którego upada też handel i małe zakłady rzemieślnicze pracujące często na potrzeby głównej fabryki. Gdy w 1924 r. Julian Blachowski, przyszły zabójca dyrektora Gastona Koehlera-Badina, zostaje przewodniczącym Rady Miasta, rozpoczyna nierówny bój z Francuzami. To z jego inicjatywy powstaje raport „Przyczyny i skutki obecnego upadku Żyrardowa”. Mowa jest w nim o fali samobójstw zrozpaczonych mieszkańców, o szerzących się napadach, grabieżach, bandytyzmie i prostytucji. „Konsorcjum chodzi o upośledzenie i zniszczenie polskiego konkurenta, jakim jest Żyrardów, dla właścicieli tkackich fabryk francuskich i oczyszczenie polskiego rynku dla produkcji francuskich fabryk włókienniczych” – napisano w memoriale.

W tym samym czasie przybyli do miasta Francuzi i Niemcy zastępują polską kadrę inżynieryjną. Żyją luksusowo niczym kolonizatorzy w Afryce. W 1927 r. polska prasa donosi, że jeden z ukochanych koni Boussaca odbywa kurację borowinową w kąpielowej miejscowości Dax położonej we francuskich Landach. Mniej więcej w tym samym czasie dyrektor Koehler, zwany namiestnikiem Boussaca, zamyka przyfabryczny ogród, dom ludowy i szkołę tkacką. Nie godząc się na przeciągnięcie kabla przez teren zakładów, pozbawia połowę miasta elektryczności, zamyka też jedyny w Żyrardowie publiczny szalet.

Apogeum polsko-francuskiej wojny o Żyrardów nadchodzi w czerwcu 1930 r. Gdy polski rząd naciska na spłatę gigantycznych zobowiązań, jakie ma zarząd przedsiębiorstwa w stosunku do Skarbu Państwa, Francuzi wypowiadają umowy wszystkim robotnikom i ogłaszają zamknięcie zakładów. W wyniku negocjacji, produkcja zostaje uruchomiona ponownie, ale w szczątkowej formie.

W następstwie masowych zwolnień ludzie nie tylko tracą pracę, ale też zakładowe mieszkania. Wśród nich jest m.in. Julian Blachowski. Gdy w kwietniu 1932 r. strzela on w Warszawie do dyrektora fabryki w Żyrardowie zarówno politycy, jak i opinia publiczna nie może już udawać, że afery żyrardowskiej nie ma.

Samobójstwo mediatora

Skazany zaledwie na pięć lat więzienia Blachowski wychodzi na wolność już po kilku miesiącach, dzięki ułaskawieniu przez prezydenta Ignacego Mościckiego. Choć jest mordercą, zarówno prasa, jak i zwykli ludzie są zdecydowanie po jego stronie. Pomaga mu legenda syberyjskiego zesłańca. Prasa ustala nawet, że po wyroku skazany trafił do celi numer 52 na warszawskim Pawiaku – tej samej, w której jako 17-latek siedział za działalność wymierzoną w carat. Dziennikarze przypominają cztery lata katorgi Blachowskiego w głębi rosyjskiego imperium i jego działania na rzecz ratowania Żyrardowa, gdy był przewodniczącym Rady Miejskiej.

Wyczuwając atmosferę w kraju, ambasador Francji w Polsce Jules Laroche, dotychczas bezwzględnie interweniujący w obronie interesów Boussaca, nagle proponuje podjęcie mediacji. Delikatnej misji podejmuje się uznany adwokat Aleksander Lednicki. Jeszcze w 1934 r. udaje się podpisać ugodę między polskim rządem a francuskimi właścicielami Żyrardowa. Obiektywnie jest ona rozsądna i korzystna dla obu stron. Jednak niechęć opinii publicznej do Francuzów jest już wówczas tak wielka, że prasa miażdży porozumienie i jego twórców. 68-letni Lednicki, główny mediator, doznaje załamania nerwowego, z jednego z warszawskich mostów skacze do Wisły, tylko dzięki błyskawicznej interwencji przechodniów udaje się go uratować. Jeszcze tego samego dnia wyskakuje jednak z okna mieszkania, tym razem ponosząc śmierć na miejscu.

Wszystko to sprawia, że polski rząd decyduje się na radykalne środki. Dwóch francuskich dyrektorów zakładów trafia do aresztu, co spotyka się z ostrą reakcją Paryża. W ramach retorsji rząd francuski wydala grupę 97 polskich górników, zmniejsza wysokość pożyczki wojskowej dla polskiej armii, a ambasada w Warszawie wystosowuje groźne noty dyplomatyczne. Jednak uruchomionych w wyniku morderstwa mechanizmów nie daje się już odwrócić. Rząd francuski przejmuje od Boussaca udziały w żyrardowskich zakładach i po długich negocjacjach odsprzedaje je polskiemu Skarbowi Państwa. W grudniu 1936 r. Żyrardów znowu jest w rękach państwa. Zaczyna się proces odbudowy prestiżu zrujnowanych zakładów. Już w czerwcu 1937 r. wykazują one zysk w wysokości prawie 1 mln zł.

Post scriptum

Afera żyrardowska stanie się w przedwojennej Polsce symbolem patologii młodego państwa. W latach 30. przyszły noblista Czesław Miłosz napisze wiersz „Przeciwko nim” poświęcony skandalicznej jego zdaniem wyprzedaży Francuzom fabryki lnu. „To jest ziemia płaska i uboga/ kolonia francuskich kapitałów/ eksploatowane tereny. (…) Niech zdycha polskie bydło – Miliony panom Boussac!” – napisze młody poeta.

Marcel Boussac całkowicie wycofa się z robienia interesów w Polsce. Podczas okupacji hitlerowskiej będzie współpracował z kolaboracyjnym reżimem Vichy, dzięki czemu wzmocni ekonomicznie swoje imperium. Wykorzystując znajomości, po wojnie uniknie jednak kary za współpracę z III Rzeszą. W 1960 r. „Sunday Times” uzna go za szóstego najbogatszego człowieka na świecie. W Białym Domu przyjmie go prezydent Harry Truman, a na Kremlu – Nikita Chruszczow. Biznesmen umrze w 1980 r, w wieku 90 lat, jako najbogatszy Europejczyk.

Julian Blachowski po wyjściu z więzienia wyjedzie z rodziną do Wilna. W czasie wojny, jako polski działacz społeczny, zostanie aresztowany przez gestapo i po raz trzeci w życiu trafi na Pawiak. Niemcy rozstrzelają go w styczniu 1943 r., jego ciało najprawdopodobniej spocznie w masowym grobie w Palmirach.

My Company Polska wydanie 1/2022 (76)

Więcej możesz przeczytać w 1/2022 (76) wydaniu miesięcznika „My Company Polska”.


Zamów w prenumeracie

POLECAMY