Afera Saule. Bartosz Bursa odpowiada na zarzuty Olgi Malinkiewicz o „blokowanie technologii”
Konflikt w Saule Technologies, pionierze druku ogniw perowskitowych na elastycznych powierzchniach w niskich temperaturach, stał się jednym z najgorętszych tematów w polskim biznesie. Od miesięcy jest areną walki między założycielką Olgą Malinkiewicz a strategicznym inwestorem, firmą Columbus Energy. W centrum tego sporu znalazł się Bartosz Bursa, były dyrektor operacyjny (COO) spółki, któremu founderka Saule zarzuciła, że został „przekupiony” przez inwestora (Columbus Energy), działał na jej niekorzyść i sabotował rozwój produktu.
Bartosz Bursa: słowa Olgi Malinkiewicz „to forma pomówienia”
Bartosz Bursa w rozmowie z WNP.pl stanowczo odcina się od zarzutów stawianych przez Malinkiewicz.
– Z dużym rozczarowaniem zapoznałem się z tą wypowiedzią, którą odbieram jako formę pomówienia – tym bardziej dotkliwą w świetle ponad dziesięciu lat pracy, licznych wyrzeczeń oraz współtworzenia tej organizacji od podstaw – powiedział Bartosz Bursa w wywiadzie dla WNP.
Były dyrektor podkreśla, że narracja oparta na emocjach nie przybliża spółki do rozwiązania problemów, a jedynie eskaluje konflikt i niszczy zespół. Odnosząc się do konkretnego zarzutu przekazywania dokumentów radzie nadzorczej, Bursa wyjaśnił, że po odwołaniu Malinkiewicz z zarządu, spółka formalnie pozostała bez kierownictwa, a jego działania wynikały z obowiązków prawnych i praktyki korporacyjnej.
– Nigdy nie miałem ambicji ani intencji pełnienia funkcji członka zarządu, a tym bardziej prezesa Saule S.A. Insynuacja, jakobym sabotował powstanie maty perowskitowej, jest całkowicie bezpodstawna – dodał Bursa w rozmowie z portalem.
Zespół jako ofiara, a nie strona konfliktu
Bursa ujawnił, że w czerwcu 2025 roku pracownicy Saule, w tym kadra kierownicza, przygotowali wspólne stanowisko, w którym odcięli się od sporu właścicielskiego.
– Wspólnie doszliśmy do wniosku, że nie jesteśmy stroną konfliktu, lecz jego ofiarami, oraz że prowadzenie rozmowy za pośrednictwem mediów, w atmosferze emocji, nie prowadzi do konstruktywnego rozwiązania – stwierdził Bartosz Bursa dla WNP.
Menedżer zaznaczył, że zespół – mimo braku wypłat i niskiego morale – kontynuował prace nad projektem. Pracownicy wystosowali nawet apel do Ministra Obrony Narodowej oraz prezesa PGZ, deklarując gotowość do dalszego rozwoju technologii, co pokazuje, że wewnątrz firmy wciąż istnieje wola walki o polski produkt.
Ważny głos w sprawie: "technologia została przeniesiona do skali makro"
Kluczowym wątkiem wywiadu jest ocena rzeczywistego stanu technologii Saule. Bursa przyznał, że linia produkcyjna uruchomiona w 2021 roku miała charakter pilotażowy, a jej celem było udowodnienie skalowalności procesu, a nie masowa produkcja przemysłowa. Potwierdził, że przepustowość linii okazała się niższa od założeń, co jest jednak typowe dla technologii deeptech.
– Kluczowe procesy zostały skutecznie przeniesione z małoskalowych warunków laboratoryjnych do skali makro (półprodukcyjnej). Jest to naturalny i nieunikniony etap w rozwoju technologii deeptech, ponieważ proces skalowania niemal zawsze ujawnia nowe wyzwania – tłumaczył Bursa w wywiadzie.
Menedżer podkreślił, że mimo problemów, Saule było na dobrej drodze do komercjalizacji i budziło zainteresowanie globalnych graczy, w tym rządu japońskiego, który w swojej strategii wymienił polską firmę jako jedynego europejskiego producenta zdolnego do wytwarzania ogniw na folii.
Bez milionów od państwa się nie uda
Bursa brutalnie zderzył oczekiwania opinii publicznej z realiami finansowymi branży deeptech. Według niego, kwota 150 mln zł wsparcia publicznego, którą otrzymało Saule, choć wydaje się ogromna dla przeciętnego obywatela, jest kroplą w morzu potrzeb.
– Dostępne dane pokazują, że w przypadku zaawansowanych materiałów i nowych źródeł energii rozwój technologii deeptech kosztuje zazwyczaj od 200 do 500 mln dolarów – wyliczał Bartosz Bursa dla WNP.
Aby osiągnąć zdolność produkcyjną na poziomie 1 GW, firma potrzebuje w perspektywie 8 lat inwestycji rzędu 200 mln euro. Bursa wskazał na przykłady z zagranicy – Tajwanu (TSMC), USA (Tesla) czy Japonii, gdzie państwo aktywnie i kapitałowo wspierało strategiczne technologie na wczesnym etapie, co przyniosło ogromne zwroty z inwestycji. Przykładowo do dziś TSMC, zajmująca się głównie produkcją półprzewodników, odpowiada za 8 proc. tajwańskiego PKB. Zdaniem Bartosza Bursy, bez podobnego, systemowego wsparcia ze strony polskiego rządu projekt perowskitów znad Wisły jest zagrożony.
– Należy jasno powiedzieć, że bez długofalowego wsparcia sektora publicznego – zarówno na poziomie legislacyjnym, jak i finansowym – rozwój tej technologii do skali przemysłowej jest w praktyce niemożliwy – podsumował Bartosz Bursa w rozmowie z WNP.
Ten apel pokazuje, że mimo popsutych relacji z założycielką startupu, Bartosz Bursa jest gotowy bronić dobrego imienia technologii Saule przed atakami ze strony Dawida Zielińskiego (szef Columbus Energy, główny inwestor Saule) i Piotra Kurczewskiego (właściciel DC24). Obaj przedsiębiorcy próbują udowodnić, że zespołowi Malinkiewicz nie udało się doprowadzić do produkcji perowskitów na większą skalę, bo linia produkcyjna nie była w stanie działać bez wsparcia ze strony laboratorium.
Więcej na ten temat pisaliśmy w licznych publikacjach na naszych łamach.
Czy państwo dofinansuje technologię Saule? Według informacji naszej redakcji trwają rozmowy w tej sprawie z przedstawicielami rządu. Będziemy informować o dalszych postępach w tej sprawie.