Chirurgiczne cięcie bez skalpela w dłoni

Joanny Bubak-Dawidziuk
Joanny Bubak-Dawidziuk
Jasno wyznaczony cel, upór w dążeniu do niego i pomocna dłoń dobrego mentora – to zdaniem dr n. med. Joanny Bubak-Dawidziuk sprawdzona recepta, by w polskiej chirurgii było wreszcie więcej kobiet.
ARTYKUŁ BEZPŁATNY

z miesięcznika „My Company Polska”, wydanie 1/2023 (88)

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Drobne kobiece dłonie chyba idealnie nadają się do precyzyjnych chirurgicznych cięć?

Tak mogłoby się wydawać, ale na sali operacyjnej tego nie widać. W Polsce kobiety w chirurgii stanowią niecałe 14 proc. A biorąc pod uwagę fakt, że we wszystkich specjalizacjach medycznych jest nas kobiet więcej niż mężczyzn, to widać, że chirurżek jest naprawdę mało.

Dlaczego tak się dzieje?

Myślę, że klucz do rozwiązania tej zagadki ukryty jest w stereotypach. Od najmłodszych lat słyszymy, że kobieta to jest słabsza płeć, że kobieta powinna zajmować się domem, opiekować dziećmi, a kariera owszem, ale to dopiero dalszy plan. Żyjemy w przekonaniu, że są pewne zawody, które bardziej przypisane są mężczyznom. Jednym z nich jest bycie chirurgiem. Kiedy ludzie wyobrażają sobie chirurga, to widzą postawnego mężczyznę, który stoi przy stole operacyjnym i jak orkiestrą dyryguje wszystkimi wokół wykonując skompllikowane operacje.

I gdzie tu miejsce dla drobnej blondynki...

... .właśnie tak można by pomyśleć. Dlatego najważniejsze jest samozaparcie. Kobiety tak samo jak mężczyźni są doskonałymi chirurgami, mają takie same umiejętności i takie same możliwości, dlatego nie zważając na stereotypy, trzeba po prostu iść do przodu i nie zrażać się przeciwnościami.

A dużo trzeba ich pokonać?

Całkiem sporo. Bo z pytaniem, czy jesteś wystarczająco dobra, żeby zostać chirurgiem możesz spotykać się przez całą swoją drogę.  Nawet jeśli nie padnie ono wprost w czasie studiów, specjalizacji, pracy w nowym zespole, może nawet pojawić się w ustach pacjentów. Poza tym, trzeba pamiętać o wielu godzinach ciężkiej pracy na sali operacyjnej, a wielokrotnie także rezygnacji z „popołudniowych” planów, gdy operacja się przedłuża. Ale mimo tego trzeba skupić się na celu i konsekwentnie do niego dążyć.

Tak było w pani przypadku?

Każdy na swojej drodze spotyka jakieś przeszkody, droga do osiągnięcia celu bywa górzysta. Ja wiedziałam do czego dążę i kiedy stawałam przed murem i nie mogłam się rozwijać, wyjeżdżałam na jakiś czas za granicę, żeby nie stać w miejscu i spełnić swoje marzenia.  Realną barierą z jaką możemy się tutaj spotkać , w dalszym ciągu,  jest brak odpowiednich szkoleń, które umożliwiają zdobywania niezbędnych w tym zawodzie umiejętności. A przecież dzięki nim właśnie stajemy się coraz lepsi w tym, co robimy.

Albo najlepsi – tak jak w pani przypadku. Była pani jedną z pierwszych w Polsce, która operowała z robotem Da Vinci, teraz na ponad 70 operujących jesteście tylko trzy, a pani jako jedyna operuje tą metodą endometriozę. Jak to się zaczęło?

Od wyjazdu do Indii. Byłam tam na szkoleniu i właśnie tam, po raz pierwszy zobaczyłam robota Da Vinci i miałam okazję poznać jego możliwości na sali operacyjnej. Niestety staż się skończył, wróciłam do Polski i kilka lat musiało minąć, bym znów miała szansę na powrót do tej techniki operacyjnej. Na szczęście mój obecny pracodawca wspiera rozwój pracowników i zaoferował mi szkolenie, dzięki któremu zaczęłam w swojej codziennej pracy korzystać z robota Da Vinci. Z każdą kolejną operacją doceniam jego zalety oraz możliwość wykorzystywania go w zaawansowanych operacjach. Doskonałym przykładem są operacje usunięcia ognisk endometriozy, wielokrotnie bardzo złożone, które obejmują nie tylko narząd rodny, ale również np. przewód pokarmowy czy układ moczowy. I w takich skomplikowanych operacjach rzeczywiście robot bardzo się przydaje. 

Łatwiej się z nim operuje?

Na pewno inaczej. Praca z robotem jest zupełnie inna niż w przypadku klasycznej operacji, kiedy otwieram pacjenta i własnymi rękami wykonuję każdą czynność. Jest też inna niż przy klasycznej laparoskopii, kiedy narzędzia laparoskopowe trzymam w rękach i bezpośrednio nimi wykonuję operację. Operacja z użyciem robota da Vinci wymaga operowania wzrokiem. Przez to, że ramionami robota, które trzymają narzędzia, steruję ze specjalnej konsoli to nie mam czucia operowanej tkanki. Nie mogę jej dotknąć bezpośrednio, jak to ma miejsce w trakcie laparoskopii czy klasycznej operacji. W trakcie zabiegów robotowych  niezbędne jest operowania oczami, czyli na podstawie reakcji tkanki dotykanej przez robota widzę czy jest ona sztywna, miękka, sprężysta, oczywiście wymaga to doświadczenia i licznych wykonanych operacji. 

To trudne?

Na początku może być trudne, dlatego tak ważne jest odpowiednie przeszkolenie przed przystąpieniem do tego typu operacji. Dzisiaj mogę śmiało powiedzieć, że dotykam wzrokiem czyli czuję daną tkankę mimo, że widzę ją tylko w konsoli. Ale do tego potrzeba było wielu godzin treningów na symulatorze. Bo z robotem jest jak z nowym samochodem, żeby dobrze służył trzeba dopasować lusterka, fotele… Robota da Vinci też trzeba wyczuć,  żeby czuć się z nim jak w luksusowym samochodzie. A potem operowanie wzrokiem staje się codziennością.

Dziś uczy pani tej sztuki kolejne chirurżki...

... tak, bo uważam, że dzielenie się wiedzą i mentoring to jedna z najważniejszych rzeczy. W rozwoju młodych chirurgów bardzo ważne jest wsparcie mentora. Jest to osoba, na której młody chirurg, czy to kobieta czy mężczyzna, może liczyć w trudnych momentach. Mentor może skierować na właściwe tory, wskazać w którym kierunku pójść, żeby jak najlepiej wykorzystać swój potencjał, podpowiadzieć jakie cechy i umiejętności dalej rozwijać. A przede wszystkim daje wsparcie. Chirurgia jest trudną i wymagającą dziedziną, wielokrotnie wymaga poświęceń. W tych trudnych chwilach warto mieć wsparcie mentora, który po prostu powie: dasz radę!

W Medicover zorganizowaliśmy warsztaty  z wykorzystaniem robota Da Vinci, które dają szansę dalszego rozwoju ginekolożkom oraz lekarkom w trakcie specjalizacji z położnictwa i ginekologii. Mam to szczęście, że mogłam je współprowadzić i podzielić się swoim doświadczeniem, a także pokazać, że mogą polegać na innej kobiecie, która chętnie wesprze je w rozwoju na zawodowej drodze.

---------------------------------------------------

Dać szansę

Grudniowa edycja warsztatów „Kobiety w chirurgii”, która odbyła się w szpitalu Medicover w Warszawie, była trzecią okazją dla młodych lekarek do poszerzenia swoich kompetencji chirurgicznych. – Warsztaty przeznaczone dla kobiet, które chcą zostać operatorkami Da Vinci, to ważny krok na drodze do wyrównania szans w zawodzie i dostępie do nowoczesnych technologii w medycynie. Dlatego tak ważna jest systemowa współpraca taka jak ta pomiędzy szpitalem Medicover, fundacją „Kobiety w chirurgii” i firmą Synektik, która umożliwia młodym lekarkom rozwój i spełnianie swoich zawodowych ambicji – przekonuje Anna Nipanicz-Szałkowska, dyrektor szpitala Medicover.

 

My Company Polska wydanie 1/2023 (88)

Więcej możesz przeczytać w 1/2023 (88) wydaniu miesięcznika „My Company Polska”.


Zamów w prenumeracie

POLECAMY