Antoni Jaroszewicz - człowiek orkiestra

Fot. narodowe archiwum cyfrowe Fot. narodowe archiwum cyfrowe
Finansista Antoni Jaroszewicz nie był może najbogatszym, ale za to zdecydowanie najbardziej barwnym przedwojennym polskim biznesmenem.

Początek lipca 1931 r. Antoni Jaroszewicz, biznesmen i warszawski bon vivant, wchodzi do warszawskiej kostnicy. Stolice właśnie obiegła wieść o samobójstwie. Młodsza o 29 lat lekarka była ostatnią wielką miłością Józefa Piłsudskiego. Marszałek poznał ją w uzdrowisku w Druskiennikach, którego właścicielem był właśnie Jaroszewicz. To właśnie u tego ostatniego, w kamienicy nieopodal Belwederu, para kochanków przez kilka lat regularnie się spotykała.

Znajomi Lewickiej wykluczają wersję o samobójstwie. Twierdzą, że Eugenia miała plany, chciała wyjechać za granicę, w ostatnich dniach przed śmiercią wyglądała na szczęśliwą. Owszem, ostatnio, pod wpływem żony, Piłsudski mocno ograniczył z nią kontakty, ale to jeszcze nie powód, by odbierać sobie życie. Tymczasem znaleziono ją nieprzytomną w laboratorium medycznym, w którym pracowała. Dwa dni później zmarła w szpitalu.

Czy coś zażyła, czy ktoś jej coś podał? Może za jej śmiercią stoi otoczenie marszałka, niezadowolone z coraz bardziej jawnego romansu pierwszego obywatela Drugiej Rzeczypospolitej? Warszawa aż huczy od plotek. Poruszony licznymi wątpliwościami Jaroszewicz postanawia osobiście obejrzeć zwłoki. Zauważa silne oparzenia wokół ust. To tylko wzmaga spekulacje, że ktoś ją otruł.

Relację ze swego badania przekazuje Piłsudskiemu. Mimo protestów żony marszałek przychodzi na pogrzeb kochanki, ale siada w ostatniej ławce. Po ceremonii mówi do współpracowników: „Nawet tego mi nie oszczędzono!”....

 

Ten artykuł jest dostępny
tylko dla zalogowanych

Zaloguj się Zarejestruj

Kontakt

My Company Polska wydanie 10/2020 (61)

Więcej możesz przeczytać w 10/2020 (61) wydaniu miesięcznika „My Company Polska”.


Zamów w prenumeracie

POLECAMY