Polski wynalazca zbudował latający motocykl jak z „Gwiezdnych wojen”. Kosztuje 880 tys. dolarów, a lot trwa 10 minut
W filmie „Powrót Jedi” bohaterowie „Gwiezdnych wojen” przemierzali lasy na latających motocyklach, które omijały drzewa z zawrotną prędkością. Cztery dekady później polski wynalazca Tomasz Patan zbudował pojazd, który przypomina filmowe ścigacze.
Volonaut Airbike naprawdę lata. Prototyp przeszedł testy na Pustyni Błędowskiej, a w połowie 2026 r. firma poinformowała o pierwszej serii lotów testowych w Kalifornii. Patan ma już za sobą inne podobne przedsięwzięcie. Wcześniej współtworzył Jetson, producenta jednoosobowego pojazdu latającego Jetson ONE.
Latający motocykl waży mniej niż dorosły człowiek
Airbike wygląda jak motocykl pozbawiony kół. Pilot siedzi na nim okrakiem, bez osłony kabiny, a niewielkie turbiny odrzutowe utrzymują maszynę w powietrzu.
Konstruktor wykorzystał włókno węglowe, druk 3D i komputerowy system stabilizacji lotu. Dzięki temu pusty pojazd waży tylko 30 kg, czyli około siedmiokrotnie mniej niż tradycyjny motocykl. Według oficjalnych danych Volonauta Airbike może zabrać pilota o masie do 95 kg. Zbiornik przyjmuje m.in. olej napędowy i paliwo lotnicze, a tankowanie trwa mniej niż minutę.
Producent deklaruje prędkość do 200 km/h, jednak w specyfikacji wersji, którą projektuje pod amerykańskie przepisy dla ultralekkich pojazdów, podaje 102 km/h. Różnica wynika z ograniczeń tej kategorii lotniczej. Firma nie przedstawiła niezależnych pomiarów osiągów wersji seryjnej.
Największe ograniczenie dotyczy jednak czasu lotu. Airbike może utrzymać pilota w powietrzu maksymalnie przez 10 minut. To raczej maszyna do krótkich lotów rekreacyjnych niż alternatywa dla samochodu.
880 tys. dolarów za 10 minut w powietrzu
Patan otworzył już listę rezerwacji. Na oficjalnej stronie Volonauta widnieje cena 880 tys. dolarów, ale nabywca nie musi wpłacać całej kwoty od razu. Najpierw płaci 2 tys. dolarów za miejsce na liście. Ta opłata nie podlega zwrotowi. Następnie firma oczekuje 80 tys. dolarów depozytu, który zapewnia miejsce w planie produkcyjnym. Pozostałe 798 tys. dolarów klient zapłaci, gdy Volonaut rozpocznie końcowy montaż jego egzemplarza.
Druga wpłata podlega zwrotowi do czasu finalizacji zakupu. Rezerwacja za 2 tys. dolarów nie oznacza jeszcze obowiązku kupna pojazdu. Firma zapowiada, że dostarczy maszynę i przeszkoli nabywcę w swoim ośrodku w USA. Nie wskazuje jednak konkretnego terminu. Nie publikuje też liczby zamówień ani potwierdzonych dostaw.
W USA bez licencji pilota. Ale nie wszędzie wolno latać
Volonaut projektuje Airbike z myślą o amerykańskiej kategorii ultralekkich pojazdów lotniczych. W określonych warunkach jej przepisy pozwalają latać bez standardowej licencji pilota. Nie oznacza to jednak, że właściciel będzie mógł wystartować z przydomowego ogródka i polecieć nad zatłoczonym centrum miasta. Amerykańskie regulacje ograniczają między innymi loty nad gęsto zaludnionymi obszarami.
Producent nie potwierdził również, że Airbike spełnia już wszystkie wymagania niezbędne do eksploatacji w docelowej konfiguracji. Możliwość użytkowania takiego pojazdu w Polsce wymagałaby osobnej oceny krajowych i europejskich przepisów lotniczych.
Polski wynalazek podbija internet. Teraz musi zdobyć klientów
Volonaut przyciągnął uwagę zagranicznych mediów dzięki nagraniom lotów nad leśnymi drogami i skojarzeniom z „Gwiezdnymi wojnami”. W połowie tego roku firma zakończyła pierwszą serię testów w Kalifornii i zapowiedziała dalsze prace nad konstrukcją.
Od efektownych demonstracji do seryjnej sprzedaży prowadzi jednak długa droga. Publiczne materiały producenta nie zawierają harmonogramu produkcji, liczby planowanych egzemplarzy ani terminu pierwszej dostawy.
Dla Tomasza Patana najważniejszy sprawdzian dopiero nadejdzie. Musi pokazać, że znajdzie klientów gotowych zapłacić niemal milion dolarów za maszynę, która po 10 minutach musi wrócić na ziemię.