Kosmetyczka ze starej koszuli kolegi z pracy? W jednym z banków to się sprawdziło
Czy upcykling w polskim wydaniu to już realny model biznesowy, czy wciąż tylko drogi kaprys działów marketingu i PR?
W wielu firmach tekstylia mają zaskakująco krótkie życie. Koszule pracownicze są wymieniane na nowe, banery eventowe po zakończeniu wydarzenia trafiają do magazynów, hotelowa pościel jest wycofywana z użytku, a niewykorzystane materiały promocyjne latami zajmują miejsce w firmowych zasobach. Często nikt się nie zastanawia, ile wartości wciąż w nich pozostaje i czy można ją odzyskać.
Tymczasem tekstylia, które dla jednej organizacji są problemem logistycznym lub kosztem zagospodarowania, dla innej mogą stać się pełnowartościowym surowcem. Co więcej, mogą wrócić do firmy jako nowe, użyteczne produkty.
Od 2013 roku zajmuję się upcyklingiem tekstyliów i pokazuję przedsiębiorstwom, jak przekuwać niepotrzebne materiały w nowe produkty. Tylko w 2025 roku, we współpracy z kilkoma firmami, przerobiliśmy 5 ton tekstyliów, tworząc z nich 16 tys. nowych akcesoriów. Zainteresowanie takimi rozwiązaniami systematycznie rośnie.
Dziś upcykling nie musi być jednorazową akcją wizerunkową. Może stać się elementem strategii zarządzania zasobami, ograniczania strat i budowania dodatkowej wartości ekonomicznej. Warunkiem jest jednak spojrzenie na tekstylia nie jak na odpad, którego trzeba się pozbyć, ale jak na zasób, którym warto świadomie zarządzać.
Dlaczego korporacjom wciąż bardziej opłaca się kupować tanie gadżety z Azji niż przetwarzać tony własnych zużytych ubrań i banerów?
Tani gadżet z masowej azjatyckiej produkcji może dziś przynieść firmie więcej szkody wizerunkowej niż korzyści. Gadżet przestał być wyłącznie przedmiotem promocyjnym, a stał się nośnikiem wartości firmy. Odbiorcy zwracają uwagę nie tylko na jego wygląd i praktyczność, ale też na historię i sposób, w jaki powstał.
Przewagą upcyklingu są unikatowość i realne wykorzystanie zasobów, które firma już ma. Zamiast kupować nowe materiały, zamykamy obieg jej własnych tekstyliów, nadajemy im drugie życie i wspieramy lokalną produkcję oraz polską branżę tekstylną.
Tworzymy produkty szyte na miarę, dopasowane do potrzeb, estetyki i charakteru konkretnej firmy. W RUD Studio jesteśmy elastyczni: realizujemy zarówno małe, jednostkowe projekty, jak i produkcje liczące tysiące sztuk, które mimo powtarzalności nie tracą indywidualnego rysu.
Każdy produkt ma swoją historię, którą opowiadamy na indywidualnej metce, a coraz częściej także za pomocą technologii – wyposażamy realizacje w cyfrowe paszporty produktu dostępne przez kod QR.
W efekcie firma nie dostaje kolejnego gadżetu reklamowego, ale użyteczny produkt wykonany z własnych materiałów – z historią, konkretnym przeznaczeniem i wartościami, które może autentycznie komunikować.

Gdzie leży sufit skalowalności takiego biznesu, skoro niemal każdy etap – od selekcji po rozkrój – wymaga dziś pracy ludzkich rąk?
To prawda, że upcykling jest bardziej pracochłonny niż produkcja oparta na nowych, jednorodnych materiałach. Każda partia tekstyliów jest inna: wymaga oceny, selekcji, dobrania technologii, a często także indywidualnego podejścia projektowego. Nie wszystko da się zautomatyzować.
Skalowalność tego biznesu polega przede wszystkim na standaryzacji procesów, a nie samego surowca. Opracowujemy powtarzalne modele produktów, korzystamy ze sprawdzonych konstrukcji i procedur, a jednocześnie dostosowujemy je do różnych materiałów. Duże znaczenie ma też budowanie sieci lokalnych szwalni i podwykonawców oraz wykorzystanie technologii, które usprawniają projektowanie, dokumentację czy przygotowanie produkcji.
Ważne jest również dobieranie materiałów do skali zamówienia. Nie każdy odpad nadaje się do produkcji tysięcy identycznych sztuk, ale wiele strumieni tekstyliów pozwala na realizację powtarzalnych serii. Tak jest na przykład z jednorodnymi prześcieradłami z sieci hotelowej czy banerami po evencie.
Nie postrzegam pracy ludzkich rąk wyłącznie jako ograniczenia. To także wartość: stoją za nią rzemiosło, wiedza materiałowa, kreatywność i lokalne miejsca pracy. Miarą skalowalności nie musi być liczba produktów, które jesteśmy w stanie wytworzyć masowo. Może nią być zdolność do stworzenia sprawnego modelu, który pozwala przetwarzać coraz większe ilości tekstyliów przy zachowaniu jakości i opłacalności.
Jak przełamać psychologiczny opór pracowników przed noszeniem toreb czy akcesoriów uszytych ze starych mundurów roboczych i hotelowej pościeli?
Do tej pory nie spotkałam się z takim oporem ze strony pracowników i nie zauważyłam, żeby był to istotny problem w naszych projektach. Myślę, że kluczowe są odpowiednie przygotowanie materiału i jakość gotowego produktu – oraz to, że otwarcie o nich mówimy.
Jedną z podstawowych zasad naszej produkcji jest dbałość o higienę. Zanim materiały trafią do szycia, są odpowiednio przygotowywane, m.in. prane i ozonowane. Czasem razem z partnerami decydujemy się też na farbowanie tkanin, by nadać im zupełnie nowy wygląd i podkreślić, że przeszły gruntowną metamorfozę.
Bardzo ważnym elementem takich projektów jest zaangażowanie pracowników w zbiórkę zużytej odzieży. Dzięki temu nie są tylko odbiorcami gotowych produktów, ale współtwórcami całego procesu. Mają poczucie, że uczestniczą w czymś konkretnym i pomagają nadać drugie życie rzeczom, z których wcześniej sami korzystali. Świetnym przykładem jest projekt dla banku ING: 2300 koszul pracowniczych przeszyliśmy na 3600 kosmetyczek podróżnych, które trafiły z powrotem do pracowników i wciąż są w użyciu. Ta współpraca połączyła wymiar środowiskowy, społeczny i biznesowy. Projekt ograniczył utylizację odzieży, zaangażował pracowników i pokazał, że zrównoważone działania mogą przynosić konkretne, mierzalne rezultaty.
Projekty upcyklingowe mają też dużą wartość edukacyjną. To okazja, by pokazać, że tekstylia z drugiego obiegu mogą stać się pełnowartościowymi, estetycznymi i praktycznymi produktami. W świecie nadprodukcji, w którym zalewa nas coraz więcej odzieży niskiej jakości, szczególnie ważne jest budowanie świadomości, że niepotrzebna rzecz nie musi od razu stawać się odpadem – może zyskać zupełnie nowe zastosowanie.
Nowe regulacje unijne coraz mocniej zmieniają podejście do tekstyliów i odpowiedzialności za ich cykl życia. Czy polskie firmy są przygotowane na te zmiany, czy nadal brakuje im pomysłu na zagospodarowanie własnych zasobów tekstylnych?
Moją rolą jest przede wszystkim szerzenie wiedzy o upcyklingu przemysłowym i pokazywanie firmom, że istnieje alternatywa dla utylizacji, czyli ponowne wykorzystanie własnych odpadów i wydobycie z nich wartości. Same regulacje mogą wymusić określone działania, ale to od liderów biznesu zależy, czy potraktują je wyłącznie jako kolejny obowiązek, czy jako szansę na zmianę myślenia o zasobach.
I tu pojawia się kilka ważnych pytań: czy naprawdę stać nas na marnowanie potencjału materiałów, które już mamy? Czy przyzwyczajenie do linearnego modelu „wyprodukuj, wykorzystaj, wyrzuć” jest tak głęboko zakorzenione, że trudno nam wyobrazić sobie alternatywę? I wreszcie: czy jesteśmy gotowi go porzucić i przejść na model cyrkularny?
Wierzę, że zmiana jest możliwa, ale wymaga czegoś więcej niż nowych przepisów. Potrzebne są świadomość, odwaga w szukaniu nowych rozwiązań i decyzje podejmowane na poziomie zarządów. Bo tekstylia, które dziś traktujemy jak odpad, mogą być zasobem i początkiem zupełnie nowej wartości.
Z jakim najbardziej absurdalnym przejawem marnotrawstwa tekstylnego w polskim biznesie spotkała się Pani osobiście?
Najbardziej absurdalnym przejawem marnotrawstwa jest często po prostu niewłaściwe zarządzanie tekstyliami wewnątrz organizacji. W sklepach z odzieżą używaną zdarza mi się znajdować bluzy czy koszulki z logo popularnych sieci handlowych. Za każdym razem zastanawiam się, jaką drogę musiała przejść taka rzecz, zanim trafiła na wieszak w second-handzie. Dlaczego opuściła firmę? Czy była już niepotrzebna, czy może nigdy nie trafiła do użytku? Czy ktokolwiek kontrolował, co się z nią dzieje?
Każda firma ma swoją specyfikę, dlatego tak ważne jest poznanie i uporządkowanie obiegu tekstyliów w organizacji. Co istotne, sam proces upcyklingu dostarcza nam mnóstwa informacji o tym, jak tekstylia są wykorzystywane i jak się nimi zarządza. Już na etapie sortowania możemy zidentyfikować odzież, która nigdy nie została użyta, ślady nieudanych akcji marketingowych, nadwyżki magazynowe czy ubrania zużywające się w konkretnych miejscach – na przykład przecierające się na łokciach lub kolanach. To cenna wiedza, która pozwala firmie lepiej planować zakupy, użytkowanie i zagospodarowanie tekstyliów w przyszłości.
Dlatego uważam, że nadzór nad obiegiem tekstyliów w firmie jest kluczowy. Chodzi nie tylko o ograniczanie marnotrawstwa i ochronę wartościowego surowca, który można ponownie wykorzystać. To również kwestia odpowiedzialności za wizerunek marki i kontroli nad tym, co dzieje się z odzieżą opatrzoną firmowym logo, kiedy przestaje być potrzebna.
Od 19 lipca 2026 roku duże przedsiębiorstwa w UE nie mogą niszczyć niesprzedanej odzieży, dodatków odzieżowych ani obuwia, poza ściśle określonymi wyjątkami.
Od czego firma powinna zacząć?
Upcykling zaczyna się od zmiany sposobu myślenia o zasobach. Nie każda firma musi od razu uruchamiać duży projekt produkcyjny. Czasem wystarczy sprawdzić, jakie tekstylia ma, w jakich ilościach i co się z nimi dzieje po zakończeniu użytkowania.
W RUD Studio pomagamy firmom przejść tę drogę: od analizy i selekcji materiałów, przez opracowanie koncepcji i prototypowanie, po produkcję nowych akcesoriów i produktów z powierzonych tekstyliów.
Wierzę, że przyszłość upcyklingu przemysłowego nie polega na produkowaniu coraz większej liczby toreb z odpadów. Chodzi o to, żeby firmy zaczęły lepiej zarządzać tym, co już mają, ograniczały straty i świadomie wykorzystywały wartość własnych zasobów.
--------
Izabela Kot-Gawrylczyk – współwłaścicielka RUD Studio, od 2013 roku zajmuje się upcyklingiem tekstyliów. RUD Studio przetwarza firmowe tekstylia – wycofane uniformy i odzież firmową, tekstylia hotelowe czy nadwyżki gadżetów z logo – na nowe produkty. Prowadzi cały proces: od oceny materiałów, przez projekt i prototypy, po koordynację produkcji w partnerskich zakładach w Polsce i kontrolę jakości. Do realizacji może dołączyć dokumentację, m.in. dane do cyfrowego paszportu produktu czy raportowania ESG.