Reklama

Mogli robić kariery w USA i Berlinie. Wybrali polską aplikację sportową, która ma dziś 3 mln zł przychodu

Aplikacja BodyVibes pozwala zarezerwować miejsce na zajęciach w jednym ze 170 studiów sportowych w Warszawie i Krakowie
Aplikacja BodyVibes pozwala zarezerwować miejsce na zajęciach w jednym ze 170 studiów sportowych w Warszawie i Krakowie / mat. pras./BodyVibes
Jakub Witowski pracował w Zurychu i Berlinie, m.in. w Boston Consulting Group, jednej z najbardziej prestiżowych firm doradczych na świecie. Mateusz Sieńczuk rozwijał technologie w amerykańskim startupie, którego klientami były Bloomberg i Departament Obrony USA. Zamiast kontynuować te kariery, założyli BodyVibes. W nieco ponad dwa lata ich aplikacja zbudowała sieć 170 studiów sportowych w Warszawie i Krakowie i osiągnęła ok. 3 mln zł rocznego przychodu, na starcie bez pieniędzy z funduszy VC. Teraz celuje w 1000 obiektów oraz rynki Czech i Węgier.

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Reklama

Obaj założyciele trafili na listę „30 przed 30” magazynu Forbes Polska. Spółkę wspiera dziś ponad 20 aniołów biznesu, w tym menedżerowie z doświadczeniem w Google, Allegro, McKinsey i BCG.

Luka, której nie widziały karty sportowe

Witowski, dziś CEO BodyVibes, po powrocie do Polski dostrzegł lukę. Pilates, joga, padel czy nowoczesne szkoły tańca przeżywały boom, ale często nie mieściły się w tradycyjnych kartach sportowych, a rezerwacja zajęć wciąż była przestarzała.

– Pracując w Zurychu czy Berlinie widziałem, jak globalne trendy zmieniają zachowania konsumentów. Po powrocie do Polski zauważyłem, że w obszarze dostępu do sportu wciąż mamy sporo do zrobienia – tłumaczy Jakub Witowski. – Stworzyliśmy aplikację, która agreguje te wszystkie nieschematyczne aktywności. Nasza obietnica dla użytkownika jest prosta: rezerwacja miejsca na zajęciach, nawet na ostatnią chwilę, zajmuje do pięciu sekund.

Najpierw produkt, potem inwestorzy

BodyVibes wystartował w lipcu 2024 r. Pierwszą fazę założyciele sfinansowali z własnych środków, a pierwsze 15 studiów przekonali do współpracy, zanim pojawił się zewnętrzny kapitał. Na aniołów biznesu i inwestorów instytucjonalnych otworzyli się dopiero wtedy, gdy model zaczął działać.

– Kiedy zaczynaliśmy, rozwijaliśmy się bez milionowych budżetów z funduszy VC. Pierwsze studia zaufały nam na słowo – wspomina Witowski.

Użytkownicy płacą subskrypcję, która według spółki jest o ok. 50 proc. tańsza niż kupowanie wejściówek bezpośrednio. Studia zyskują nowych klientów, a aplikacja integruje się z dwoma największymi systemami rezerwacyjnymi w Polsce. Dziś przez BodyVibes przechodzi ok. 20 tys. zajęć miesięcznie, a markę promuje sieć ok. 100 influencerów.

Polski sportstech celuje w region

– Miałem za sobą pracę nad technologiami dla Departamentu Obrony USA, ale w pewnym momencie poczułem, że chcę tworzyć rzeczy, które bezpośrednio wpływają na codzienne życie ludzi – mówi Mateusz Sieńczuk, CTO spółki.

W ciągu najbliższych 12 miesięcy BodyVibes chce dziesięciokrotnie zwiększyć liczbę partnerów – do ponad 1000 obiektów w 2027 r. – i wejść m.in. do Czech i na Węgry. Cel to pozycja lidera sportstechu w Europie Środkowo-Wschodniej. Wcześniej założyciele polecą na San Francisco Tech Week, gdzie chcą przyjrzeć się m.in. zastosowaniom sztucznej inteligencji.

Reklama

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Reklama
Reklama