Zaufanie do Alertu RCB słabnie. Czy sektor prywatny zrobi to lepiej? Komu Polacy ufają bardziej?
To zjawisko ma także wymiar biznesowy i to w trzech aspektach. Po pierwsze, dotyczy pracodawców, którzy nie wiedzą, jak reagować na alert w godzinach pracy. Po drugie, operatorów komórkowych, którzy będą musieli zainwestować w nowe technologie. Po trzecie, firm technologicznych, które mogą wesprzeć państwo w budowie skuteczniejszego systemu.
Dwa dni, trzy komunikaty i przeprosiny
W niedzielę 4 października mieszkańcy Lubelszczyzny otrzymali w odstępie kilku minut dwa komunikaty: o rosyjskim ataku powietrznym na Ukrainę i o jego zakończeniu. Część osób dostała wyłącznie drugą wiadomość, bez wcześniejszego ostrzeżenia.
Dzień później, w poniedziałkowy wieczór, RCB rozesłało kolejny alert: „UWAGA! Rosyjski atak powietrzny na terenie Ukrainy. Sytuacja jest monitorowana. W przestrzeni RP operuje polskie lotnictwo. Oczekuj dalszych komunikatów”. Komunikat był przeznaczony dla 24 powiatów województwa lubelskiego, ale dotarł również do mieszkańców Lubuskiego, położonego kilkaset kilometrów dalej.
RCB przyznało, że wiadomość przeznaczona dla osób przebywających w województwie lubelskim została omyłkowo skierowana do odbiorców w województwie lubuskim, i przeprosiło za niepokój oraz utrudnienia.
- Mamy świadomość, że Alert RCB jest dla odbiorców sygnałem do podjęcia działań służących ochronie życia i zdrowia. Błędnie skierowane ostrzeżenie mogło wywołać niepokój oraz skłonić mieszkańców do podjęcia działań ochronnych - podkreśliło Centrum.
Polacy coraz krytyczniej o państwowym systemie
Październikowe wpadki trafiły na grunt, na którym zaufanie do Alertu RCB już wcześniej słabło. W sondażu SW Research dla „Dziennika Gazety Prawnej”, przeprowadzonym 4–5 sierpnia 2026 r., zaledwie ok. 20 proc. badanych uznało, że alerty pojawiają się odpowiednio szybko i zawierają konkretne wskazówki. Niemal 70 proc. było odmiennego zdania. Badanie przeprowadzono około tygodnia po incydencie na Lubelszczyźnie, gdzie spadł rosyjski pocisk manewrujący.
Nowszy sondaż przeprowadzony dla Onetu pokazuje społeczeństwo podzielone niemal po równo: 35,2 proc. ankietowanych źle ocenia działanie Alertów RCB, 34,8 proc. dobrze, a 30 proc. nie ma zdania.
Jeszcze kilka lat temu nastroje były inne. Według badań z 2021 r., na które powoływało się RCB, 58 proc. Polaków uznawało alerty za bardzo użyteczne, a 72 proc. deklarowało, że stosuje się do zawartych w nich zaleceń.
Na spadek ocen wpływa nie tylko spóźnianie się komunikatów, ale też ich liczba. Mieszkańcy wschodniej Polski dostają alerty również w nocy i często kilka razy w podobnej sprawie, co sprzyja zmęczeniu ostrzeżeniami.
Mapa zagrożeń od jednego programisty
Najgłośniejszym przykładem oddolnej odpowiedzi na słabości państwowego systemu jest Strażnik, mapa zagrożeń powietrznych dla Polski, dostępna w przeglądarce oraz jako aplikacja na Androida i iPhone'a. Stworzył ją Piotr Kukier, niezależny twórca, który zaadaptował do polskich warunków rozwiązania znane z Ukrainy.
Strażnik łączy w jednym miejscu dane z wielu źródeł: Alerty RCB, komunikaty Regionalnego Systemu Ostrzegania, strefy Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej, dane o ruchu samolotów oraz ukraińskie informacje o dronach i rakietach. Użytkownik dostaje powiadomienie push, a na mapie widzi, skąd nadciąga zagrożenie.
To właśnie konkret odróżnia aplikację od państwowego SMS-a. Podczas alarmu na Lubelszczyźnie Alert RCB zawierał ogólny komunikat, a Strażnik pokazywał rodzaj zagrożenia i jego lokalizację. Aplikacja nie ma reklam ani płatnych funkcji, a jej rozwój finansują dobrowolne wpłaty użytkowników.
Twórca nie przedstawia jej jednak jako konkurencji dla państwa. - To nie jest oficjalny system ostrzegania. Strażnik uzupełnia syreny, Alert RCB” - podkreślał wyraźnie w rozmowie z serwisem Telepolis.
Ukraiński model. Aplikacja od biznesu, dane od państwa
To, że prywatna firma może zbudować skuteczny system ostrzegania, pokazała Ukraina. W pierwszych dniach pełnoskalowej inwazji w lutym 2022 r. powstała aplikacja Powitriana Tryvoha („Alarm powietrzny”). Zbudowały ją ukraiński producent systemów bezpieczeństwa Ajax Systems i software house Stfalcon we współpracy z Ministerstwem Transformacji Cyfrowej.
Aplikację pobrano ponad 15 mln razy. Naukowcy z University of Michigan, University of Chicago i firmy badawczej Ipsos, analizujący dane o przemieszczaniu się telefonów komórkowych, oszacowali, że pomogła ona uniknąć od 35 do 45 proc. ofiar wśród ludności cywilnej.
Ajax Systems rozwijał aplikację pro bono. W tym samym czasie, mimo wojny, firma zatrudniła ok. 1000 nowych pracowników. Ukraiński przykład pokazuje, że wybór między państwem a sektorem prywatnym może być pozorny. Państwo dostarcza dane i legitymację, a firma technologiczna - szybkość, wygodę użytkowania i doświadczenie w budowie produktów dla milionów użytkowników.
Gdzie kończy się zaufanie do nieoficjalnych źródeł
Oddolne inicjatywy są szybsze i bardziej konkretne, ale mają też słabe strony. Najważniejsza to odpowiedzialność. Za treść i wysyłkę Alertu RCB odpowiada dyrektor Rządowego Centrum Bezpieczeństwa, który decyduje o każdym komunikacie na wniosek uprawnionych instytucji. W przypadku prywatnej aplikacji nie ma takiej ścieżki.
Drugim ryzykiem są błędy automatycznych systemów. W amerykańskim stanie Kolorado aplikacje CrimeRadar i Nextdoor rozsyłały w 2026 r. fałszywe powiadomienia o pożarach i rannym strażaku. Sztuczna inteligencja błędnie zinterpretowała nagrania z radiowych kanałów służb, w tym z ćwiczeń ewakuacyjnych. Lokalna policja i straż pożarna apelowały do mieszkańców o weryfikowanie informacji z tych platform.
Trzecim wyzwaniem jest dezinformacja. W Edelman Trust Barometer 2026 aż 65 proc. badanych na świecie obawia się, że zagraniczne podmioty celowo szerzą fałszywe informacje. Nieoficjalny kanał łatwiej podrobić lub przejąć niż państwowy system.
Jednocześnie ten sam raport Edelmana pokazuje, że na świecie biznes pozostaje jedyną instytucją uznawaną za godną zaufania, a zaufanie do rządów i mediów spada. To tło pomaga zrozumieć, dlaczego część odbiorców chętniej sięga po rozwiązania spoza administracji.
Pracodawcy bez procedur, operatorzy przed inwestycjami
Zamieszanie wokół alertów najbardziej bezpośrednio dotyka pracodawców. Gdy telefony pracowników wyświetlają ostrzeżenie o zagrożeniu z powietrza, firma musi szybko zdecydować, czy przerwać pracę, gdzie szukać schronienia i jak poinformować zespół. Z takim dylematem mierzą się m.in. lekarze i nauczyciele, którzy muszą zadbać nie tylko o pracowników, ale też o pacjentów i uczniów.
Drugim graczem są operatorzy komórkowi. Już dziś, na żądanie dyrektora RCB, muszą bezpłatnie rozsyłać alerty do abonentów przebywających na wskazanym obszarze, a najmniejszym takim obszarem jest powiat. Zapowiadany przez MSWiA system cell broadcast, który wysyła komunikat jednocześnie do wszystkich telefonów w zasięgu stacji bazowej i omija tryb cichy, będzie wymagał od nich dodatkowych nakładów.
Spadek zaufania do państwowego kanału otwiera też pole dla firm technologicznych. Pracodawcy szukają sposobów na własne powiadamianie pracowników, samorządy - na dotarcie do mieszkańców, a państwo - na partnerów, którzy pomogą zbudować nowoczesny system ostrzegania. Ukraińskie doświadczenie pokazuje, że zaangażowanie w takie projekty może też budować wizerunek firmy.
Państwo zapowiada zmiany
Po niedzielnym zamieszaniu minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński zapewnił na antenie Radia Zet, że alerty „będą działały lepiej”. Do końca 2026 r. ma być gotowa nowa aplikacja, a kilka miesięcy później system cell broadcast. Resort planuje też zdalne uruchamianie syren alarmowych. Aplikację przygotowuje Państwowa Straż Pożarna.
Nowe technologie rozwiążą jednak tylko część problemu. Październikowe wpadki pokazały, że o zaufaniu decyduje nie tylko szybkość komunikatu, ale też jego precyzja i jasna informacja o tym, co robić. Tam, gdzie państwo nie nadąża, lukę wypełniają niezależni twórcy i firmy. Od tego, czy administracja potraktuje ich jako konkurencję, czy jako partnerów, zależy, jak szybko Polska zbuduje system ostrzegania, któremu obywatele będą ufać.
Artykuł w trakcie edycji.