Chcesz być usłyszany? Pokaż ręce!
Włączona kamera to za mało – jeśli chcesz skutecznie komunikować się online, potrzebujesz czegoś więcej. Sprawdzi się kontakt wzrokowy, widoczna gestykulacja rąk oraz słyszenie zamiast słuchania.
Dobre
spotkanie zaczyna się od włączenia kamery. Opublikowane w 2025 r.
w European
Journal of Social Psychologybadania
pokazują, że wyłączenie kamery realnie szkodzi reputacji
pracownika: bywa odczytywane jako brak zaangażowania, a nawet sygnał
wątpliwych standardów. Z analizy 40 mln spotkań wynika z kolei, że
pracownicy, którzy odeszli z firmy w ciągu roku, włączali kamerę
w małych spotkaniach jedynie w 18 proc. przypadków, podczas gdy ci,
którzy zostali – w ponad 32 proc. Badanie Korn Ferry dorzuca, że
trzech na czterech profesjonalistów uznaje wyłączoną kamerę za
sygnał odbierany negatywnie, a sześciu na dziesięciu – za „ruch
ograniczający karierę”.
Ale
samo włączenie kamery to za mało.– Można patrzeć prosto
w obiektyw, mieć schludne tło i dobre światło, a mimo to
„wyparować” ze spotkania: wystarczy w trakcie rozmowy przeglądać
telefon albo odpisywać na maile. Druga strona wyczuwa to natychmiast
– przekonuje dr hab. Mariusz Trojanowski z Wydziału Zarządzania
Uniwersytetu Warszawskiego, specjalizujący się w komunikacji
biznesowej, autor książki Prezentacje
i wystąpienia w biznesie.
To
poczucie ma swoją nazwę i swoją teorię. Social
presence —
wrażenie bycia razem mimo dystansu — opisali w 1976 r. trzej
brytyjscy psychologowie społeczni: Short, Williams i Christie. Co
ciekawe, badali wtedy nie wideokonferencje, lecz rozmowę
telefoniczną. Teoria ma więc równo pół wieku, a drugą młodość
przeżywa właśnie teraz.
Social presence - teoria z lat 70. dotycząca rozmów przez telefon, która sprawdza się także online.
Sekret kontaktu wzrokowego
Co więc buduje obecność po drugiej stronie ekranu? Zdaniem eksperta – dwie rzeczy: aktywność i reagowanie. W praktyce to włączona kamera (podstawa), potakiwanie adekwatne do wypowiedzi rozmówcy, dopytywanie, krótkie komentarze — wszystko to, co naturalnie robimy w rozmowie twarzą w twarz. No i coś, co jest oczywiste na żywo, a bardzo trudne online – utrzymanie kontaktu wzrokowego. Żeby utrzymać go na wideo, trzeba patrzeć w kamerę, a nie na twarz rozmówcy. Trojanowski podpowiada prosty trik: okno z rozmówcą warto zmniejszyć i przesunąć maksymalnie wysoko, tuż pod kamerę. Odległość między okienkiem a obiektywem robi się wtedy na tyle mała, że druga strona ma złudzenie, iż patrzymy jej w oczy. Dla wymagających są kamery na wysięgniku, montowane w centrum ekranu.Ręce wiele zmieniają
Gestykulacja, która w komunikacji
bezpośredniej gra dużą rolę, online jest jeszcze ważniejsza, a
jednocześnie kompletnie niedoceniana.
– Okazuje się, że
dzięki widoczności rąk możemy skuteczniej dotrzeć z własnym
przekazem, bo pomagają one utrzymać uwagę słuchających i
oglądających – podpowiada Trojanowski. – Ale uwaga: warto
pamiętać, aby gestykulacja nie znalazła się na pierwszym planie,
dając wrażenie wyolbrzymionych rąk – przestrzega.
Na
całościowy efekt tego, jak wypadamy i czy skutecznie przekazujemy
treść, składa się suma drobiazgów: spojrzenia, reakcji, gestu
dłoni. Wniosek dla każdego, kto spędza dzień na wideospotkaniach,
jest praktyczny. Sama włączona kamera niczego nie załatwia. I nie
jest to opinia, lecz pochodna realiów, w których pracuje już
większość zespołów: w Polsce model hybrydowy wdrożyło lub
testuje ponad połowa firm, a trzech na czterech menedżerów
deklaruje, że brakuje im wpływu lub zasobów, by realnie wspierać
zespół.
Dlatego tak bardzo liczy się to, czy jesteśmy obecni
naprawdę. A obecność składamy z mikrozachowań, których zwykle w
ogóle nie zauważamy.
Na sekret udanego spotkania online składa się suma mikrozachowań.
3 kroki do dobrej komunikacji
Słyszenie zamiast słuchania
– Jeśli
miałbym systemowo wprowadzić jeden zwyczaj w komunikacji
menedżerów, to byłoby to wyrobienie nawyku słuchania ze
słyszeniem – przekonuje dr hab. Mariusz Trojanowski. Z pozoru
brzmi to banalnie, dopóki nie spojrzymy na to, jak realnie słucha
kadra zarządzająca.
Według badań dominuje wśród niej tzw. styl
ślepy: menedżer „wie”, a pytania zadaje nie po to, by się
czegoś naprawdę dowiedzieć, lecz po to, by potwierdzić swoją
rację albo – w najlepszym przypadku – uszczegółowić własny
plan. Takie sytuacje to przykłady deficytu słuchania.
–
Warto
świadomie „zaparkować” wszystko, co wiemy na dany temat,
zresetować się i otworzyć na to, co naprawdę usłyszymy –
niezależnie od tego, czy mówi do nas dyrektor, czy specjalista
kilka pięter niżej w strukturze – podkreśla Trojanowski. –
Zachęcam przy tym każdego do zastosowania zasady: „Dwa razy mniej
wygłaszaj opinii, dwa razy więcej słuchaj”.
Przyjmowanie, a nie tylko dawanie
Proszenie o informację zwrotną to kolejna
reguła: dobry menedżer nie tylko daje feedback, ale także chce go
uzyskać. Jej znaczenie podkreśla prof. UW dr hab. Mariusz
Trojanowski. Jako
przykład przywołuje firmę, która oparła swoją kulturę
organizacyjną na regule speak
up.–
Sprowadzało się to do aktywnego wprowadzania w życie zasady: mów,
mów więcej, mów do swojego szefa. Sens tej reguły ujawnia się
jednak dopiero w połączeniu z pierwszym nawykiem. Ludzie odważą
się powiedzieć rzeczy niewygodne tylko wtedy, gdy wiedzą, że „nie
zostaną im za to ścięte głowy”, a po drugiej stronie ktoś
naprawdę słucha – zauważa.
I
tu dane są bezlitosne. Z opublikowanego w 2026 r. raportu Radical
Candor wynika,
że ponad sześciu na dziesięciu pracowników regularnie widzi, jak
koledzy milczą, choć są odmiennego zdania. Co więcej, blisko
połowa kadry zarządzającej przyznaje, że w firmie brakuje
szczerej informacji zwrotnej. Menedżerowie tłumaczą to brakiem
odpowiedzialności i kompetencji, a pracownicy wprost – strachem
przed odwetem. Tymczasem szczery feedback wpływa nie tylko na
poprawę organizacji pracy, lecz także może uchronić firmę przed
utratą klientów i zysku.
Mówienie z perspektywy odbiorcy
– Zanim
cokolwiek zaprezentujemy, warto zastanowić się nie tylko nad
własnym celem, ale też nad tym, kto nas słucha – czyli nad
perspektywą odbiorców. Prowadzę badania w tym zakresie i okazuje
się, że mniej niż połowa mówców uwzględnia w wystąpieniach
punkt widzenia słuchaczy. Zdecydowana większość skupia się na
sobie i na swoim temacie, ignorując perspektywę odbiorcy –
twierdzi Trojanowski.
W biznesie jest to szczególnie widoczne na
spotkaniach z zarządem, kiedy prezentujący kierownicy zespołów
czy liderzy projektów zarzucają menedżerów C-level szczegółami
i danymi, nie dostrzegając, że zarząd potrzebuje zobaczyć problem
z „perspektywy helikoptera”.
Profesor Uniwersytetu Warszawskiego, prowadzący wykłady i badania na Wydziale Zarządzania UW. Specjalizuje się w komunikacji biznesowej, wystąpieniach publicznych oraz badaniu zachowań konsumenckich. Autor książki „Prezentacje i wystąpienia w biznesie”.