Liderzy

Szukając adrenaliny

© Miłosz Poloch

W szkole średniej marzyłem o medycynie. Widziałem się w białym kitlu w sali operacyjnej albo przy łóżku pacjenta. Okazało się, że potrzebuję więcej adrenaliny, niż może dostarczyć zawód lekarza – wspomina Marek Girek, wiceprezes i główny akcjonariusz giełdowej spółki Cube.ITG, a zarazem anioł biznesu dla kilkudziesięciu startupów. 

Jeszcze jako student Uniwersytetu Medycznego w rodzinnym Wrocławiu założył swoją pierwszą firmę, a potem były kolejne, aż został współwłaścicielem spółki giełdowej. Długo się wahał, czy zrezygnować z zawodu lekarza. – Medycynę kochałem i jeszcze przez pięć lat po studiach pracowałem jako lekarz na UM i w klinice – mówi. – Robiłem specjalizacje i doktorat, ale działka biznesowa rozwijała się tak szybko, że w którymś momencie musiałem jedną z dwóch kochanek porzucić. 

Dziś ma 36 lat. W rodzinie nie ma biznesowych tradycji. Ojciec – inżynier, od 40 lat pracuje w tej samej fabryce. Projektuje obrabiarki. Mama jest kadrową w Powiatowym Urzędzie Pracy. 

Zaczęło się od e-zdrowia

Pierwsza firma Girka nazywała się IT Med i miała formę działalności gospodarczej. Zajmowała się konsultingiem informatycznym. Po kilku miesiącach działała już spółka z o.o. o tej samej nazwie, która stała się udziałowcem w firmie Wrocławski Medyczny Park Naukowo-Technologiczny. Ta z kolei przekształciła się w Data Techno Park. 

Nadal zajmowali się konsultingiem IT – dla jednostek służby zdrowia, ale z czasem zaczęli robić coraz bardziej skomplikowane projekty. Oprócz informatyków w zespole znaleźli się także finansiści, ekonomiści i prawnicy. Dostosowywali rozwiązania do polskich realiów prawnych. Otoczenie, w którym działali, szybko się zmieniało. Dotyczyło to zarówno technologii, jak i przepisów. 

Girek wspomina, jakie było podejście dyrektorów państwowych szpitali do nowych technologii. „E-zdrowie” kojarzyło im się z komputerem na biurku lekarza i internetem pozwalającym na wymianę informacji. Wiele placówek miało też oczywiście „niebiurkowe” komputery, sfinansowane choćby przez Bank Światowy, ale ich menedżerowie nie zawsze wiedzieli, do czego mogłyby być potrzebne. W szpitalu był np. tomograf, ale nie mógł działać bez informatyki, i to bardzo kosztownej. Nie było łatwo wytłumaczyć dyrektorom, że muszą kupić oprogramowanie za ponad milion złotych i zatrudnić informatyków, których pensja jest trzy razy wyższa niż ich. 

Ekspansja i pakiet kontrolny

W połowie 2015 r. Girek ze swymi partnerami zakończył budowę Data Center. Kosztowała prawie 270 mln zł. Za dwa lata wszystkie placówki służby zdrowia będą musiały przechowywać dane o pacjentach w formie elektronicznej, dobrze chronione. Zabezpieczenia w DC są takie jak w najlepszych światowych bankach. Zresztą banki też korzystają z jego usług. 

Firma, której obroty wcześniej wynosiły kilkaset tysięcy złotych miesięcznie, mogła teraz sprzedawać usługi warte miliony. Trzeba było jednak wymyślić strategię ekspansji. – Mogłem albo rozwijać Data Techno Park poprzez organiczny wzrost, albo połączyć się z przedsiębiorstwem o podobnym profilu – mówi Girek. 

Trafiło na Cube.ITG. Spółka ta, istniejąca od 1990 r., miała doświadczenie w usługach informatycznych dla banków i firm ubezpieczeniowych, ale nie dla branży medycznej. W 2009 r. zaczęła być notowana na NewConnect, a pięć lat później debiutowała na głównym parkiecie GPW. Dobrze się uzupełniała z Data Techno Park, więc w 2015 r. Girek spłacił wspólników w swych dotychczasowych spółkach i zrobił fuzję Data Techno Park z Cube.ITG. Z rozliczenia zostało mu jeszcze na czysto 8 mln zł. 

– Była pokusa, by nieco zwolnić i cieszyć się zebranym majątkiem – przyznaje. – Jestem ojcem dwójki małych dzieci. Żona bała się ryzyka. Dom kupiliśmy na kredyt. A spółka Data Techno Park wzięła 45 mln zł kredytu poręczonego osobiście przeze mnie. Gdybym się nie wywiązywał ze spłatą, bank zabrałby moje udziały. 

Rozumiał obiekcje żony, ale potrzebował adrenaliny, którą zapewnia biznes. Za 8 mln zł dokupił więc jeszcze akcje Cube.ITG i przejął nad nią kontrolę, mając 33 proc. udziałów. Formalnie jest wiceprezesem, ale to on decyduje o strategii. Spółka warta jest obecnie 68,1 mln zł. Od początku roku do połowy sierpnia jej kurs wzrósł o 37 proc. 

Anioł biznesu

W 2007 r. w jego mieście powstało Wrocławskie Centrum Badań EIT+. Miało łączyć badania naukowe z biznesem, wykorzystywać własność intelektualną, która powstaje na uczelniach, wyceniać ją i przyciągać kapitał. Girek zaczął z nim współpracować w 2012 r. i został „aniołem biznesu”. Nie chodziło tylko o interesy. Prezes jest fanem innowacji. Uważa, że powstają na styku różnych dyscyplin, np. medycyny i informatyki. Otrzymał 10 mln zł dotacji z funduszy unijnych, z programu Innowacyjna Gospodarka, które zainwestował w startupy. – Jestem jeszcze za słaby finansowo, by inwestować w nie bez wsparcia unijnych funduszy – wyjaśnia. – Ale do każdej ze spółek wkładamy co najmniej 10 proc. naszych środków. 

Pieniędzy z UE nie może wycofać przez 20 lat. Gdy sprzeda jeden startup, musi je ulokować w kolejnym. Dziś ma już takich spółek 26, a niektóre działają nawet od trzech lat. Pomysłodawcami są w nich najczęściej młodzi ludzie z wyższych szkół technicznych i medycznych, choć nie brakuje też osób z tytułami profesorskimi, które mają patenty na uczelniach, wnoszone do spółek jako aport. Firma Girka daje kapitał niezbędny na rozruch (do 200 tys. zł), ale także doświadczenie menedżerskie, którego zwykle brakuje wynalazcom. Oferuje też zaplecze techniczne, obsługę prawną i swoją pozycję na rynku. 

Najlepszy startup z tych, nad którymi rozpościera swe „anielskie skrzydła”, to eR (Repozytorium Elektronicznej Dokumentacji Medycznej). W ubiegłym roku miał 12 mln zł przychodu i 3 mln zł zysku netto. Oferuje nowatorskie rozwiązania IT w zakresie bezpiecznej archiwizacji informacji wytwarzanych przez podmioty z sektora ochrony zdrowia. Sprzedaje je przede wszystkim w kraju, ale wygrał też kilka przetargów zagranicznych. 

Girek jest znany z tego, że decyzje podejmuje bardzo szybko. Ma dwie pasje, które pozornie do siebie nie przystają, ale pasują do jego życiorysu – szybkie samochody i szachy. Brał nawet udział w szachowych olimpiadach. 

Dziś jego marzeniem jest ekspansja za granicą. Liczy na duże kontrakty z międzynarodowymi firmami. To byłby prawdziwy sukces. 

Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Czy przenieść firmę za granicę

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

25 najlepszych polskich startupów

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?