Felieton na koniec

Inkluzywna gospodarka

© PAP

Przeciwieństwem inkluzywności jest wykluczenie społeczne, które hamuje rozwój, bo ogranicza zdolność do wykorzystywania wiedzy. 

Współczesna gospodarka wolnorynkowa ma cechy gospodarki nadmiaru, w której popyt nie nadąża za coraz bogatszą ofertą rynkową. W takiej gospodarce klient jest królem, ale królem nieco manipulowanym i mamionym coraz bardziej uprzykrzającą życie reklamą, która z kolei jest jednym z przejawów dramatycznej walki producentów o nabywców produktów. Zwiększa to koszty transakcyjne, tj. koszty niedotyczące wprost samej wytwórczości, koszty, których mogłoby nie być, gdyby na rynku nie dochodziło do rozmaitych dychotomii i trwałych nierównowag. Podstawowa z nich to niedostatek popytu zderzający się z gwałtownie rosnącymi wskutek przemian technologicznych możliwościami wzrostu produkcji dóbr i usług. Prowadzi do nadprodukcji i związanych z nią rozległych negatywnych następstw, jak zmniejszanie zatrudnienia, inwestycji, wyniszczająca konkurencja i inne zjawiska, mające syndromy błędnego koła. Jego przerwanie wymaga nowej filozofii, nowego wzorca kształtowania rzeczywistości społeczno-gospodarczej. 

 

Pełna wersja artykułu jest dostępna dla subskrybentów. Aby uzyskać dostęp do artykułu należy się zarejestrować/zalogować a potem zakupić subskrypcje. Zobacz Cennik treści i serwisów płatnych.

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Boom na drony

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Cztery sposoby na podatki

Zamiast dziel i rządź - mnóż i zarządzaj!

Moda na single