Fintech

Taniej i łatwiej

Fot. materiały prasowe

Małe i średnie firmy mogą korzystać z wielu nowoczesnych i często zautomatyzowanych usług finansowych, jak zarządzanie portfelem inwestycyjnym, wymiana walut, pożyczki społecznościowe itd.  Te usługi nie tylko są łatwe w obsłudze czy upraszczają życie, ale zazwyczaj są również tańsze niż ich starsze odpowiedniki. 

Niegdyś ten, kto chciał ulokować gdzieś nadwyżki gotówki, ale nie bardzo wiedział gdzie, mógł udać się do firmy inwestycyjnej. Ta delegowała jednego ze swoich pracowników, którego zadaniem było pomnażanie powierzonych pieniędzy za pokaźną opłatę za zarządzanie majątkiem. Oczywiście tak możemy robić dalej, ale za sprawą innowacji finansowych opartych na nowych technologiach pojawiła się alternatywa, czyli tzw. robotodoradcy, jak np. Wealthfront czy Betterment. Są to firmy świadczące usługi online, które wykorzystują algorytmy komputerowe, aby wybierać inwestycje i z upływem czasu „podkręcać” portfele aktywów swoich klientów. Pobierają przy tym bardzo niskie opłaty, nawet 0,15 proc. wartości zarządzanego majątku (w przypadku żywych doradców jest to co najmniej 1 proc. – w USA, bo w Polsce często znacznie więcej). 

W przypadku robotodoradcy wystarczy udostępnić określoną kwotę, wskazać cele finansowe, jakie chcielibyśmy osiągnąć w danym czasie, i poziom ryzyka, jaki jesteśmy w stanie tolerować (niestety, większość z nas zakłada optymistycznie, że jest na duże ryzyko odporna). W tym celu wypełniamy specjalny kwestionariusz, tak jak wtedy, gdybyśmy spotkali się twarzą w twarz z doradcą-człowiekiem. 

Rzecz jasna algorytmy robota programują ludzie, którzy np. w USA otrzymują informacje od komitetu polityki inwestycyjnej składającego się z ekonomistów i analityków finansowych. Zainwestować można już od kwoty 500 dol. (w Polsce w tradycyjnych funduszach oczekują od nas zwykle minimum 20 tys. zł na początek). 

Krytycy tej automatyzacji twierdzą, że maszyna nie wyłapie pewnych istotnych, z punktu widzenia dobra klienta, informacji o nim i jego faktycznych możliwościach, a żywa osoba w bezpośredniej rozmowie – tak, i doradzi, jak zmodyfikować wobec tego inwestycje. Ale wielu podkreśla, że tę wadę zdecydowanie przeważa ogromna zaleta: maszyna popełnia mniej błędów niż człowiek. Z tego zresztą powodu robotodoradców powołano do istnienia. I spotkali się ze stale rosnącym zainteresowaniem inwestorów, zwłaszcza młodszych. Wealthfront obraca już ponad 3 mld powierzonych mu dolarów. Za zarządzanie 100 tys. dol. zapłacimy mu niespełna 20 dol. za miesiąc. Choć funkcjonuje na rynku dopiero pięć lat, już zdobył duże zaufanie. Adam Nash, dyrektor generalny Wealthfront, tłumaczy, że swój sukces jego firma w dużej mierze zawdzięcza obecnym czasom: ludzie są już oswojeni z myślą, że wiele usług dostarczanych jest przez sieć i oprogramowanie. 

Wymiana walut

To, w jaki sposób działa Wealthfront, zalicza się do sektora FinTech (skrót z ang. financial technology), czyli nowoczesnych usług finansowych, które wykorzystują technologie informatyczne i internet. To różnorodna i bardzo rozwojowa branża. My wyławiamy z niej poniżej jeszcze kilka innych praktycznych propozycji dla przedsiębiorców. 

Kolejna innowacyjna fintechowa usługa to internetowa wymiana walut – przydatna, jeżeli prowadzimy rozliczenia z zagranicznymi kontrahentami. Jedną ze składowych kosztu wymiany jest prowizja pobierana przez pośrednika – bank czy kantor. Ale pojawiły się bezpieczne platformy online, które mają znacznie niższe prowizje i łatwiej na nich o jak najkorzystniejszy kurs. Po dokonanej wymianie możemy przesłać pieniądze na wskazane przez nas konto bankowe, gdzie najczęściej docierają najpóźniej po 12 godz., a w Polsce (jeśli korzystamy z krajowych kantorów online i tutejszych banków) znacznie szybciej. Jeżeli np. wymieniamy złotówki na 4 tys. euro, możemy zaoszczędzić nawet 600–700 zł. – Klienci wymieniający większe kwoty, a takich transakcji najczęściej dokonują przedsiębiorstwa, mogą liczyć na dodatkowe zniżki w prowizji – podkreśla Krzysztof Adamczak, diler walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl.  – Proponowane przez nas kursy często już na starcie są zresztą konkurencyjne wobec oferty banków i zarazem bezkonkurencyjne w stosunku do stacjonarnych kantorów – dodaje. 

Ułatwione zarządzanie budżetem

Można też fintechowo zarządzać własnym budżetem, korzystając np. z Kontomierza albo podobnej usługi swojego banku (niektóre ją oferują). Co prawda Kontomierz.pl jest reklamowany jako „zarządzanie finansami domowymi”, jednak z powodzeniem może służyć i firmie. Pozwala sprawdzać w jednym miejscu stan wszystkich jej rachunków bankowych, zapewnia łatwe wyszukiwanie transakcji i ich kategoryzowanie (jak zakupy, opłaty bankowe, wyjazdy). Na wykresach zobaczymy, na co wydajemy najwięcej i jakie tendencje dominują w naszych finansach. Możemy też poczytać rekomendacje (np. poznać lepiej oprocentowane rachunki bankowe). Dodatkowo spółka Kontomierz.pl  stworzyła usługę Kontomatik Banking API dla firm oferujących pożyczki internetowe w Polsce, jak i dla kilku banków. Można dzięki niej przeprowadzać online weryfikacje tożsamości swoich klientów biznesowych – proces ten standardowo może zająć kilka godzin lub nawet dni, natomiast Kontomatik potrzebuje nań kilku sekund. – Oprócz tego, małe i średnie przedsiębiorstwa mogą korzystać z danych bankowych swoich klientów do oceny ich zdolności kredytowej – mówi Marcin Truszel, dyrektor generalny Kontomierz.pl. 

Do monitorowania wydatków i zarządzania budżetem można też wykorzystać jedną z wielu mobilnych aplikacji, np. w Money Pro znajdziemy kalendarz, w którym możemy dodawać przychody i wydatki podzielone na różne kategorie. Po każdym miesiącu przeglądamy raport, aby dowiedzieć się, jak wygląda nasz budżet, i zastanowić się, czy np. nie dałoby się tu i tam sporo zaoszczędzić albo czy nie trzeba bardziej stanowczo podchodzić do niektórych zalegających z płatnościami dłużników. 

Pieniądze z internetu

Przedsiębiorcy z całego świata, w tym z Polski, mogą również korzystać z nowatorskich źródeł finansowania. Mowa tu przede wszystkim o crowdfundingu, czyli finansowaniu społecznościowym. Polega ono na tym, że firma lub osoba prywatna informuje na specjalnej platformie crowdfundingowej, na co potrzebuje pieniędzy (np. na stworzenie prototypu nowego produktu, na promocję za granicą, na zakup urządzeń itd.), a internauci, jeśli ich tym zainteresuje, wpłacają na jej rzecz tyle, ile chcą. Ważne, by tak ustalić potrzebną kwotę, aby nie przesadzić z jej rozmiarem, gdyż jeśli w określonym czasie kampanii na platformie nie uda się jej zebrać w 100 proc., trzeba będzie zwrócić wszystko ofiarodawcom. W zamian za wpłaty proponuje się nagrody (np. koszulki, bilety na koncert, swój produkt) lub udziały w swojej firmie (więcej na ten temat napisaliśmy w artykule „Zaproś internetowy tłum”, opublikowanym w grudniowym MCP). 

Dotychczasowym rekordzistą crowdfundingowych zbiórek jest firma Pebble, która w marcu 2015 r. zebrała na Kickstarterze ponad 20 mln dol. na projekt Pebble Time (inteligentny zegarek), choć ubiegała się „tylko” o 500 tys. dol. Już w ciągu pierwszej godziny od startu jej kampanii pozyskała 1 mln dol. Z prognoz firm analitycznych wynika, że w najbliższych latach serwisy crowdfundingowe dostarczą przedsiębiorcom więcej środków na sfinansowanie ich projektów niż np. fundusze venture capital. 

Najpopularniejsze na świecie platformy tego typu to wspomniany już Kickstarter i Indiegogo (ale w kraju mamy już trochę własnych). Polacy również odnieśli na nich kilka sukcesów: np. Sher.ly box (dysk sieciowy) zebrał 154 tys. dol., Woolet (portfel współpracujący ze smartfonem) – 330 tys. dol., a Swimmo (inteligentny zegarek pływacki) – 184 tys. dol. 

Serwisy, gdzie za wsparcie finansowe oferuje się udziały w swojej firmie, są mniej popularne, ale za to mają ten plus, że ich użytkownicy to częściej inwestorzy, przedsiębiorstwa szukające partnerów biznesowych, specjaliści. Przez to możemy nie tylko znaleźć dofinansowanie, ale także nawiązać różne kontakty. 

Jest też coś takiego, jak social lending, czyli pożyczki społecznościowe. Może nie chodzi tu o to, że będzie taniej, ale za to na pewno łatwiej. Rzecz polega na tym, że za pośrednictwem specjalnej platformy internetowej kogoś w potrzebie może dofinansować grupa chętnych. Np. serwis Kokos.pl, który istnieje od ośmiu lat i obsłużył już pożyczki warte 139,3 mln zł, oferuje aukcje pożyczkowe (tak je nazwał, może dlatego, że panuje tu zasada „kto pierwszy oferuje pieniądze, ten lepszy”) przy możliwości zarobienia 10 proc. w skali roku. I tak, znajdziemy tam np. ogłoszenie o tytule „Inwestycja w firmie” z informacją, że ktoś potrzebuje „8000 zł na 36 mc”. W tym wypadku pieniądze zdecydowało się pożyczyć 20 inwestorów, z czego dwóch po 1 tys. zł, a reszta po kilkaset. Na początku możemy pożyczyć od innych do 5 tys. zł. Jeśli spłacimy to w terminie, wówczas limit wzrasta nawet do 25 tys. zł. Takie serwisy to rozwiązanie dla małych czy początkujących przedsiębiorstw, które mogą mieć problem z otrzymaniem kredytu lub z jakiegoś powodu nie chcą zaciągać go w banku. Dodatkowo można zarabiać w roli inwestora. 

Generalnie, usług fintechowych, z których mogą korzystać firmy, jest już całkiem sporo, a eksperci twierdzą, że to dopiero początek. – Jako kraj nie wykorzystujemy jeszcze w pełni swojego potencjału – zauważa Michał Różański, współzałożyciel i prezes spółki Empirica tworzącej narzędzia informatyczne dla branży finansowej, w tym Platformę Handlu Algorytmicznego dla funduszy inwestycyjnych i domów maklerskich. – Z ogromnym podziwem patrzę na to, co się dzieje w Londynie, gdzie inwestorzy, instytucje finansowe, regulatorzy i władze miasta razem współpracują, by stworzyć jak najlepsze warunki nowym firmom z sektora FinTech. 

Niemniej i u nas sektor ten radzi sobie coraz lepiej, a rosnąca podaż tworzy popyt. – Wraz z rozszerzeniem oferty FinTech rośnie też zainteresowanie nią ze strony MSP – podsumowuje Różański. 


Michał Różański, współzałożyciel i prezes zarządu Empirica SA

Polskie firmy z sektora MSP z pewnością są gotowe na różne usprawnienia w zarządzaniu pieniędzmi, zwłaszcza jeśli niosą one ze sobą wymierne korzyści. Ważny wydaje mi się jednak inny aspekt tego zagadnienia, a mianowicie, czy oferta usług FinTech jest u nas wystarczająco dojrzała i odpowiada istotnym potrzebom tych firm. I nie chodzi jedynie o proste usługi finansowe, jak np. wymiana walut, fakturowanie czy zarządzanie budżetem. Przykładem krytycznego obszaru, którego potencjał nie jest jeszcze dobrze zagospodarowany przez polski rynek FinTech, jest finansowanie biznesu. Bariery, a w dalszej kolejności koszty, na jakie napotykają firmy MSP w pozyskiwaniu funduszy na start i rozwój biznesu, mogą być zniesione poprzez usługi takie jak faktoring czy pożyczki od prywatnych inwestorów. To nisza, którą doskonale wypełniają firmy FinTech na rynku brytyjskim czy niemieckim. 

Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Czy przenieść firmę za granicę

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty