Strategie

Trampolina do sukcesu

Fot. materiały prasowe

Boom na parki trampolinowe obejmuje kolejne polskie miasta. Skakać lubią dzieci i dorośli, a właściciele batutów zacierają ręce. Dla przedsiębiorców to dochodowy i wdzięczny biznes, choć na start trzeba mieć jednak te pół miliona złotych. Lepiej też pamiętać, że w mieście średniej wielkości dwa parki to dwa grzyby w barszcz. 

Na Zachodzie parki trampolinowe znane są od lat, ale my zetknęliśmy się z nimi całkiem niedawno. Pierwsze takie miejsce w kraju, Jumpcity, powstało w 2013 r. w Trójmieście (dziś rozwija się już w sieć ogólnopolską), ale to za sprawą warszawskiego Hangaru646 o parkach trampolinowych usłyszała cała Polska. 

Hangar stworzyli w 2015 r. bracia Marcin i Igor Konefałowie. Pierwszy jest zapalonym sportowcem, trenuje m.in. akrobatykę i crossfit. Drugi woli sport oglądać w telewizji, za to ma talent do PR i marketingu, czego  dowiódł, zarządzając kilkoma stołecznymi klubami, m.in. 1500 m2, Plażową czy Warszawą Powiśle. 

– Pomysł na park trampolinowy zrodził się w głowie Marcina, który chodził na zajęcia akrobatyczne na warszawskim Targówku. Zauważył, że zawsze tam były tłumy, aż trudno było ćwiczyć, a przecież hala i sprzęt były dość leciwe. Pomyślał, że ludzie tam chodzą, bo – tak jak on – nie mają alternatywy – opowiada Igor, któremu koncept brata tak się spodobał, że od razu postanowił wziąć udział w jego realizacji. – Rzuciłem pracę, zaczęliśmy przygotowania – wspomina. 

Znaleźli ogromną halę na Gocławiu, gdzie kiedyś mieściło się lotnisko, i zajęli się nowym projektem. Ale nie poszłoby tak gładko, gdyby nie trzeci z Konefałów, Tomasz, ojciec Marcina i Igora, który sprzedał duże mieszkanie na Wilanowie, aby synowie mieli kapitał na uruchomienie firmy. – Tata nie tylko wsparł nas finansowo, ale pomaga też jako przedsiębiorca z dużym doświadczeniem. Wie, jak prowadzić biznes, załatwia wszystkie pozwolenia i formalności. Razem tworzymy dobry team – opowiada Igor. 

Podsycanie społecznościowe

Mimo że Hangar646 zaczął działać w lipcu 2015 r., akcja promocyjna parku trampolinowego zaczęła się aż pół roku wcześniej. – Kiedy zdecydowaliśmy się poinformować świat, że otworzymy park za sześć miesięcy, wielu pukało się w głowę. Słyszałem, że jestem szalony, bo miejsce jest przecież ciągle tylko na papierze. A teraz uważam, że to była nasza najlepsza decyzja – mówi Igor. 

Bo ich działania marketingowe, prowadzone głównie w internetowych mediach społecznościowych, okazały się bardzo skuteczne. – Przez pół roku podsycaliśmy zainteresowanie. Ciągle pokazywaliśmy, na jakim jesteśmy etapie, wrzucaliśmy do sieci wizualizacje, a projekt konsultowaliśmy z fanami na Facebooku, którzy mieli poczucie, że tworzą ten park razem z nami. 

Jeszcze na początku 2015 r. ideę planowanego przez nich parku podchwyciły ogólnopolskie media. – Pisały o nas największe gazety, gościliśmy w radiu i telewizji. W internecie informacja o nas rozprzestrzeniała się niczym wirus. Byliśmy hitem Wykopu.pl, czyli jednego z największych serwisów rozrywkowych w Polsce, a także znanego na całym świecie portalu 9GAG.com. Po kilku miesiącach mieliśmy więcej fanów na Facebooku niż istniejąca już konkurencja – wspomina Igor. 

Konefałowie uznali, że nie będą robić hucznego otwarcia, tylko po prostu zaczną przedsprzedaż biletów przez internet. – Nasi fani już czekali na otwarcie, a dzięki przedsprzedaży mogliśmy przewidzieć, jakiej frekwencji się spodziewać. Okazało się, że nie musieliśmy się martwić. Pomysł chwycił. Klientów od samego początku było dużo, a ich liczba ciągle rosła. Dziś do parku trzeba się zapisywać z wyprzedzeniem. 

Choć ich park trampolin reklamowany jest obecnie także w radiu i lokalnych gazetach, głównym kanałem jego promocji pozostała sieć: naturalne środowisko lwiej części klientów Hangaru646. – Działamy na Facebooku, gdzie mamy ponad 60 tys. fanów, na Instagramie czy Snapchacie, gdzie jesteśmy w pierwszej 30 firm pod względem oglądalności – wylicza Igor Konefał, podkreślając, że sukces w mediach społecznościowych ich biznes zawdzięcza autorskim materiałom. – Tworzymy ciekawe treści, takie które mogłyby się „roznieść” po internecie. Nigdy nie wrzucamy „zapychającego contentu” stworzonego przez innych, ale np. dotyczącego trampolin. Skupiamy się na pokazywaniu naszego miejsca i zachęcamy, by do nas przyjść. 

Ich park rano odwiedzają uczniowie szkół w ramach lekcji WF, po południu zaglądają spragnione wrażeń nastolatki, a wieczorami szaleją dorośli, którzy uwielbiają grać na batutach w zbijaka. – Przychodzą też do nas całe rodziny. Często wnuki z dziadkami, bo to zabawa dla osób w każdym wieku. Bywają też sportowcy, np. snowboardziści, którzy chcą potrenować nowe triki przed sezonem zimowym. 

Rodziny i wsparcie gminy

Jednym z kolejnych miast ogarniętych modą na skakanie jest Słupsk, pod którym od września 2015 r. działa park trampolin JumpIn. Jego menedżer Konrad Morawski wyjaśnia, że korzystają z niego głównie rodziny z dziećmi i uczniowie. – W dużych aglomeracjach jest więcej osób trenujących np. jazdę na BMX czy deskorolce. Tu jest inaczej, dlatego postawiliśmy na atrakcje dostosowane do aktywności rodzinnej. Powodzeniem cieszą się też urządzane u nas imprezy urodzinowe – opowiada Morawski. 

Uczniowie, tak jak w stolicy, odwiedzają park w ramach WF-u: właścicielom JumpIn udało się dogadać z tutejszą gminą Kobylnica, która zorganizowała te wyprawy. – Teraz rozmawiamy o podpisaniu stałej umowy. Gmina będzie mogła np. zarezerwować dla swoich szkół cały park w godzinach porannych – mówi Morawski. 

Zdradza też, że w pierwszym miesiącu działalności JumpIn z parku skorzystało ok. 500 osób. Kilka miesięcy później, w czerwcu tego roku, liczba klientów wzrosła do 7 tys. Zdaniem Morawskiego przyczyniła się do tego m.in. dobra strategia marketingowa oparta na kampaniach reklamowych w lokalnych gazetach i radiu oraz, oczywiście, w mediach społecznościowych. – Facebook działa najszybciej i najtaniej. W ten sposób najlepiej dotrzeć do klientów. Kolejną ścieżką promocji są darmowe eventy, np. Halloween albo mikołajki. Rodzice przychodzą z dziećmi, animator dba o zabawę, a my przy okazji promujemy nasz park. To bardzo skuteczne. 

Konkurencja we Wrocławiu

Parki trampolinowe poza Trójmiastem, Warszawą czy Słupskiem powstały też w Szczecinie, Zielonej Górze, Łodzi, Poznaniu, Katowicach, Zabrzu, Krakowie czy we Wrocławiu. W stolicy Dolnego Śląska w krótkim czasie otwarto aż trzy. Ale Patryk Krawczyk, menedżer wrocławskiego Jump Hall, nie obawia się tej konkurencji. – Jesteśmy rozrzuceni po odległych od siebie krańcach miasta, więc można powiedzieć, że dzielimy się klientem terytorialnie – mówi i dodaje, że od pierwszych dni działalności zarządzany przez niego park trampolin cieszy się dużą popularnością. Klienci są głównie indywidualni, ale coraz częściej są to także uczniowie i przedszkolaki. – Również firmy organizują u nas imprezy integracyjne i mamy klientów z wycieczek organizowanych przez biura podróży – opowiada Krawczyk. 

Wielu z odwiedzających Jump Hall to dawni bywalcy konkurencyjnych parków. – Zostają u nas, bo jako jedyni we Wrocławiu mamy olimpijskie trampoliny akrobatyczne, powietrzny materac Air Trick i pełnowymiarowe boisko do dodgeballa – zachwala Krawczyk, mając na myśli grę w zbijaka. 

Podobnie jak w przypadku innych parków, i tu marketing oparto na mediach lokalnych i społecznościowych. – Wspieramy też różne eventy, promując się m.in. na imprezach studenckich, turniejach dla dzieci czy podczas wydarzeń organizowanych przez stowarzyszenie szkolące młodych akrobatów – wylicza Krawczyk. 

Ucieczka do przodu

Konefałowie w lipcu tego roku otworzyli swój kolejny park trampolin w stolicy, po drugiej, lewej stronie Wisły. Zdaniem Igora najlepszą receptą na walkę z konkurencją jest bowiem rozwój. – Pieniądze za mieszkanie taty jeszcze się nie zwróciły, bo ciągle je inwestujemy. Chcemy się rozwijać, a nie już teraz jedynie ciągnąć zyski. Nieustannie inwestujemy i się zmieniamy. Od lipca 2015 r. już trzy razy przebudowaliśmy różne strefy w Hangarze i otworzyliśmy dwie nowe, przekształcając 40 proc. całości – opowiada Igor, podkreślając, że ciągła zmiana to w Warszawie konieczność. – Z rynku klubowo-knajpianego wiem, że ludzie szybko się nudzą i wciąż szukają czegoś nowego. Chcemy, aby znajdowali to u nas. 

Konefałowie nie mają natomiast zamiaru podbijać innych miast. – Jesteśmy mocno związani z Warszawą. Znamy ten rynek i mamy jego dobre wyczucie. Będziemy raczej tworzyć nowe miejsca związane z rozrywką i aktywnością fizyczną w stolicy – wyjaśnia Igor. Poza tym jego zdaniem rynek trampolinowy w innych większych miastach, np. w Trójmieście czy we Wrocławiu, już się nasycił. – Konkurencja byłaby bardzo duża. Ostatecznie nikt by na tym nie skorzystał. 

Nieco inną strategię na ucieczkę do przodu obrał Konrad Morawski z JumpIn, który obok parku trampolin otworzył tor gokartowy, a w planach ma jeszcze inwestycję w pokój furii i bawialnię dla dzieci. – Zmierzamy w kierunku multicentrum rozrywkowego. Tata będzie mógł pojeździć z synem na gokartach, córka poskacze na trampolinach, a mama z najmłodszym dzieckiem pobawi się w bawialni z kulkami i zjeżdżalnią. 

Morawski nie planuje budowy drugiego parku trampolin w Słupsku: w mieście mającym nie więcej niż 200 tys. mieszkańców trudno byłoby im razem przetrwać. 


Ile włożyć, żeby wskoczyć

Inwestycja w park batutów to niemały wydatek. W zależności od lokalizacji i ilości oraz jakości sprzętu, w który go wyposażymy, koszt wskoczenia na trampolinowy rynek waha się  od ok. 500 do 800 tys. zł. 

 Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Czy przenieść firmę za granicę

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty